Kolejną relację czytam z przyjemnością.Nawet córkom pokazałem jak pięknie można o górach napisać .Kolejny raz jestem pod wrażeniem.Trzeba włożyć dużo serca aby powstał taki poemat

Jestem pod ogromnym wrażeniem. Naprawde bombowa ta relacja!!!!
Kilka zdjęć z niedzielnej wycieczki na Chojnik, śnieg ciężki, klejący, głęboki, prawie kapiący wodą, temperatura z 4 stopnie, wiatr bardzo silny, ciśnienie usypiające ...
W lesie na wzgórzu zamkowym liczne wyłomy, szlak względnie przetarty, ludzi bardzo mało
Pochodziłem w rakietach po nieprzetartych leśnych zboczach, pofotografowałem sople i bryły skalne, z powodów dziwnych zamek był niedostępnie-zamknięty ...
Przepraszam, że nie piszę nic więcej, ale w głowie mam "wyścig szczurów", a wtedy gdy udaje mi się oderwać od pracy to myśli biegną do 16 lutego i powrotu w Tatry.
Pzdr.
Piękne te "stalaktyty" i skałki .Jak pojedziesz na Babią G Przywieź mi do ogródka taką skałkę widoczną na zdjęciu

pozdr.
Piękne zdjęcia Sylwester.Podobno z zamkiem Chojnickim wiąże sie romantyczna legenda.Będąc w Karkonoszach postaram się odwiedzić to miejsce.
Dzięki.Link istotnie piękny-zachęca do zwiedzenia zamczyska.
Na Chojniku zima juz w pełni. A jeszcze 2 m-ce temu była jesień (jak w załączniku).
Sylwester, dlaczego jesteś zdziwiony ze zamek był zamkniety? Odpoczywał, zamarł w chłodnym powietrzu, wspominał dawne czasy. Właśnie to tworzy klimat.
Fajnie te okolice wyglądaja jesienią. Ja byłam tam wiosną ubiegłego roku..........tylko zdjęć nie mam bo je utraciłam

. Dobrze,że choc Waszych się moge naoglądać.
A co do Kunegundy, to nie pamiętam gdzie i kiedy to czytałam, ale ponoć była to kobieta znacznych rozmiarów i spadając z wieży pozostawiła na trwałe odcisk swoich obfitych pośladków w skale. Tak jakos mało romantycznie gruchnęła w kamulce

A co do Kunegundy, to nie pamiętam gdzie i kiedy to czytałam, ale ponoć była to kobieta znacznych rozmiarów i spadając z wieży pozostawiła na trwałe odcisk swoich obfitych pośladków w skale. Tak jakos mało romantycznie gruchnęła w kamulce

owszem jest takie "dwupółdupkowe" miejsce, bardzo lubie w nim zasiadać ... choć kaliber mam mniejszy 
W celu ostatecznego wyjaśnienia sprawy dotyczącej insynuacji i pomówienia mnie o sfotografowanie się na dziedzińcu zamku Chojnik, poniżej zamieszczam jedyną autentyczną swoją fotografię w tym miejscu. Pozdrawiam i wydrwigroszy i prześmiewców i czytaczy i wszystkich pozostałych z tego forum ...

Ranek zapowiadał pogodny dzień, między białymi obłoczkami wesoło świeciły złote promienie słońca, szlak dobry sucho-śnieżny, wokół spokój i cisza, cóż więcej potrzeba do spełnienia - kobiety? była obok, szła uśmiechnięta. Zostawiliśmy szare barwy miasta i pięliśmy się wytrwale w kierunku zmarzniętego grzbietu, tu barwy zimy się zmieniły ze złocisto białych, na zimno lodowe - słońce skryło się za ogromną chmurą, która zajęła cały widnokrąg. Zaraz nadszedł potęgowany wysokością grani wiatr, temperatura spadła, wąsy mi zmarzły, poliki poczerwieniały, skuliłem się oczekując co stanie się dalej ... Zaczęło się niewinnie od sypania w oczy igiełkami śniegu, potem śnieg stał się klejący i łapał nam nogi jakby chciał zatrzymać nas na tej przestrzeni, a gdy zrozumiałem, że słońce nie wróci -pokazały się upiory zmarzniętych postaci. Najpierw czarnoksiężnik w wielkim kapeluszu, potępiona postać -niczym upiór krwawy, w końcu koń w topieli co tak realistycznie skrzył się w upiornym świetle, że do teraz nie wiem czy on nie był żywy. Odeszliśmy z tego miejsca, bo czas był po temu i znowu dopadły nas kolejne zmory - lecz to złuda była, nie igraszka mrozu, bo po prostu z kipieli śnieżnej mgły wyszedł nam na spotkanie Śląski Dom z ciepłym wnętrzem. Tam spotkaliśmy Tomka dotychczas wirtualnego, od teraz prawdziwego z krwi i kości trapera co zakochał się w Borowicach i żywot tam spędza. Już we trójkę ruszyliśmy na zakrytą mgłą Śnieżkę i tu powitały nas złudne kształty kaplicy i spodki schroniska podwójnie nieziemskie, bo kształtem, a obecnie i realizmem nie do końca z tej ziemi pochodzącymi się wydały. Na górze kosmiczna cena za moje grzane piwo i zejście śliską rynną szlaku. Do Białego Jaru rozmawiając zeszliśmy bardzo sprawnie i szybko, gnaliśmy jak konie do wody, na kolację do fenomenalnego lokalu ,w którym kucharz podpisał pakt z diabłem, bo nikt bez czarów takich pyzności przyrządzić nie zdoła, na miejscu w lokalu jadło przednie zakrapiane piwem, rozmowy jeszcze godzina, pożegnanie z Tomkiem i powrót do domu.
Zrobiliśmy w trochę trudnych warunkach w 7.5 godz. trasę od Wangu przez Polanę Bronka Czecha i skrajem Kotła Wielkiego Stawu do Spalonej Strażnicy, przez Śląski Dom na Śnieżkę, powrót Białym Jarem, było nieziemsko i bardzo bardzo inaczej ale dobrze, a to najważniejsze. Teraz zdjęcia /popatrzcie na konia - jest upiornie piękny/
S.