To nie piaskowce brachu
Słonecznik ( 1423 m) to skałka granitowa o wysokości 12 m, stojąca poniżej wierzchołka Smogorni (1488 m).
Za pozdrowienia dziękuję.
No kurcze co za wstyd .nie sprawdziłem wcześniej budowy geologicznej.A ponieważ byłem kiedyś w górach stołowych piaskowcowych więc automatycznie karkonosze do takich zaliczyłem
Nie ma sprawy - nic sie przecież nie stało, a powiem Ci, że mimo tego, że to granity to jest cholerna różnica w odniesieniu do "młodych" tatrzańskich ścian, gdyż karkonoskie ostańce poddane o wiele dłużej erozji mają to do siebie, że o wiele trudniej znaleźć na nich pewne chwyty przy wspinie, ale to całkiem inna bajka ...
Jużtam coś spijasz?
Co to toto?
No tak, spokoju mi nie dawało od wczoraj, no i w domu dziś sprawdziłam i widze że hmmm, nie wiem gdzie byłam. To faktycznie Sokolik i Krzyżna Góra czyli "biust Lollobrygidy"

. Ech te nazwy, nic sie głowy nie trzymają.
1. Spijam Carlsberga /goryczka jest w nim doskonała/
2. To nie żaden biust tylko normalne polskie "cycki"
Tak jest "Cycki" i już, i doskonale je widać z Jeleniej a szczególnie z lotniska gdzie zabezpieczałem dwa razy koncerty.
1. Spijam Carlsberga /goryczka jest w nim doskonała/
Moje najlepsze piwo,Ten sam gust.
Drugie moje ulubione to Pilsner Urgell.
Ech faceci..........

prawda Rob, a trzecie z ulubionych i też w zielonej flaszce nazywa się na literkę H - hehehe
dołożyłem matrixową tapetkę - pozdrowienia dla czarownicy
I to jest świeta Trójca

Wróciłem z magicznych miejsc, więc opowiem jak było ...
Dzień szary, wilgotny, nijaki - był taki do granicy lasu, bo powyżej Szklarskiej Poręby wszystko się zmieniło. Szarość zmieniła się tajemnicze mgły, wilgoć kropelek mgieł zachęcająco obiecywała poznanie nieznanego świata ukrytego za widmową zasłoną, a nijakość poszła sobie gdzieś sobie by przykleić się do pędzących małych szarych ludków.
Na szlaku coś ciągle szeptało mi do ucha bym szedł dalej, coś niewysłowienie zachęcało mnie bym nie oglądał się i oddał decyzji chwili, coś mamiło mnie słodką tajemnicą. /tu dwa słowa przypomnienia o planowanym nocowaniu w namiocie na grzbiecie Karkonoszy/ Zachęty i obiecanki niczego nie dały, więc po szeptach przyszedł wiatr, a razem z nim deszcz, świat spłynął lejącym się z niebios potokiem wody przetykanym płatkami śniegu, fala nawałnicy zmyła nas spod przekaźnika nad śnieżnymi kotłami do schroniska Pod Łabskim Szczytem. Tu na miejscu wysuszony i przy winie zrozumiałem co działo się w górach ... to Królowa Zima wołała mnie do siebie, bym szedł dalej i nie schodził z grzbietu gór, to Ona mamiła mnie tajemniczo, a gdy nieczuły na zachęty odwróciłem się od Niej nasłała na mnie deszcz i wiatr, wyzłościła się, wyszalała, wypłakała, a gdy ranek nastał zobaczyłem ją przez okno jak zasnęła na szlaku wokół schroniska gdzie spałem. Teraz trochę mi szkoda, ale Królowa Śniegu wie, że jest moją ulubienicą i niebawem pójdę specjalnie po to by poprzeglądać się w jej oczach.
Teraz podsumowanie: Zima Królowa - piękna i zimna dama świadoma swego uroku zapomniała, że jestem tylko zwykłym facetem-górołazem więc obecne przy mnie bursztynowe oczy Małgosi bardziej mnie zauroczyły niż obiecane lodowe wspaniałości, tym bardziej, że objęciach Zimnej Czarodziejki sopelek na nic by Jej się nie przydał...
pozdrawiam - a teraz zdjęcia:
Pani Zima poczeka aż będziesz w górach sam bez małżonki, wtedy sie do Ciebie przytuli, ale serca nie zmrozi.
Fotki tajemnicą okryte, przyjemne, takie inne od tych robionych w tym samym miejscu w innej porze, góry są piękne zawsze a ich oddech czuć głębiej i mocniej gdy jesteśmy tam a wokół ich nie widać ale mocno czuć ich obecność, aż chce się znów i znów tam wracać. Miły weekend, gratulacje.