Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Moje Karkonosze
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Z zimą na grani jescze sie nie raz zmierzysz A te fotki z mgiełka takie mistyczne .Podobają mi się takie -pełne tajemniczości.A co to za skała z przyczepioną czerwoną postacią . Piekna A powiedz mi jeszcze Sylwester czy szedłeś kiedyś granią Gór ołowianych (w Kaczawskich) podobno są tam ładne skałki Bardzo lubię oglądać fantastyczne postacie skałek
ta czerwona postać to /cholera/ mój taniec z szablami na śliskich granitach Kukułczych Skał - co do Kaczawskich, to od Rudaw Janowickich musiałem je trochę przejść - choć szczerze mówiąc nie pamiętam, dlatego zapraszam Cię Spoko na wspólne zwiedzenie tego rejonu
http://www.kaczawskie.pl/poloz.htm
Mam w planie kiedyś wybrać sie w Karkonosze i inne ciekawe okolice Ale kiedy? Raczej nie w 2007 .Ale później -kto wie?.Byłem z dziećmi w okolicach Kłodzka i w Górach stołowych .I szalenie podobały mi sie tamtejsze skały.Przy takim wyjeździe w Karkonosze myślę zachaczyć o Rudawy janowickie i Adrżparskie skały w Czechach.Możeza 2 lata dojdzie to do skutku
Dopiero teraz zobaczyłam tą relację i mowę mi odjęło......ja chcę w Karkonosze!!!!
w sobotę w śnieg w nowych stuptutach - zapraszam
Nie wszystko zdążyłem w głowie pozamykać - nie wszystko dało sie poukładać przed sobotnim wyjściem w góry, lecz wyjść musiałem, a co dalej to zobaczycie ... Zaczeliśmy z Karpacza w kierunku na Sowią Przełęcz, trudny był ten szlak - bo z ogromnym bagażem różnych spraw w głowie, było tak do miejsca gdzie wróżka spod Kruczych Skał pokazała mi inne dzikie "łupkowe" ostańce, >chodź tu straceńcze< kusiła >chodź zobaczymy czy dasz radę< głupie upiorne gadanie pomyślałem i ... uległem. Wlazłem na 10 metrową skałę, bardzo poerodowana, bardzo szpiczasta i ostra, bardzo niepewna ta ścianka była ... /juz dawno nie dostałem takiego adrenalinowego kopa jak ten / zejść ta samą drogą juz nie miałem odwagi ... jeszcze nie teraz ... po prostu zlazłem zboczem obok. Od tego momentu zgodnie z prawami chemii i fizyki wszystko sie zmieniło, zmienił się przede wszystkim świat wokół ... szlak też sie zmienił, bo najpierw suchy, potem okraszony łatami śniegu, przemienił się w śliską ścieżkę, a na grzbiecie w śnieżno-lodową rynnę, by wyżej pokazać zęby kamieni spod wywianego śniegu. Gdy tak szliśmy pod co chwila zmieniającym się z niebieskiego na białe niebem od Czarnej Kopy słyszeć się dały pojedyńcze nutki dziwnego grania, nikt najpierw nie wiedział co to za muzyka, szliśmy tak /z  Małgosią oczywiście/ wsłuchani w płynące zewsząd dźwięki, dziwne to były akordy - coś jakby wariat przypiął sie do harfy ... działo się to tak długo, aż  przeszliśmy na Czarny Grzbiet pod kopę Królowej Karkonoszy, bo tam kakofonia dźwięków zmieniła sie w normalne granie - tam też okazało się co to za granie było - bo nieopacznie daliśmy się wciągnąć w szalony taniec wiatru z chmurami, gdzie za salę balową posłużył wierzchołek Śnieżki, za parkiet kamienie wystające z przewianego śniegu, muzyką był huk przetaczających się mas powietrza, a wodzirejem oczywiście Karkonosz siwobrody. Wytańcowaliśmy sie szalenie, aż tchu nie można było złapać /znacie na pewno to uczucie gdy wiatr tak mocno wieje, że nie można oddychać/ ja troche sie opierałem, ale Gośkę wytargało i wyobracało okrutnie, nie mogła bidula utrzymać sie szlaku, ciągle odchodziła gdzieś w kierunku na kocioł Łomniczki /zgodnie z kierunkiem wiania/ zabawne to było, ale tylko do momentu kiedy była blisko, bo potem to juz za rękę musiałem ja trzymać by mi całkiem żony nie porwało, szkoda by było tym bardziej, że ładna... To był jeden z bardziej wietrznych dni w moim życiu, dla Małgosi hehe najbardziej, było szalenie i wspaniale, a to wszystko co wywiało nam z głów zostanie w pamięci na długo. /paradoks ale prawdziwy/ Nie wiem z jaką prędkością wiało na Śnieżce, ale wiało wspaniale tym bardziej, że dzień był nie za zimny, okazało się przy okazji, że opłaciło sie zainwestować i w trekingową odzież i w sprzęt - wszystko to zdało egzamin. Ze Śnieżki przez Śląski Dom uciekając przed zmrokiem zeszliśmy do Karpacza - tu zasłużenie w bardzo/bardzo milutkim lokalu zjedliśmy kolację i nareszcie troche odpoczęliśmy- jeszcze jeden udany dzień, jeszcze jeden uśmiech losu - pozdrawiam i zapraszam w Karkonosze, teraz zdjęcia ...
cd.
Powiem krótko.Wspaniała relacja .Nowe nieznane możliwości Sylwester nam pokazał .Prawdziwy talent pisarski
No Sylwek, ja to w szoku jestem Smile Pokazałeś wielkie możliwości twórcze, tylko pogratulować zostaje. Opisałeś to tak że nie dało się przerwać czytania, aż człowiek do miniaturek zdjęć nie doszedł Smile

Pisząc o tym wietrze to sam mi przypomniałeś sytuacje w których wiatr pokazywał mi jak wielką jest potęgą. W tym roku chociażby przy Łomnickim Stawie tak dmuchało że do wejścia budynku musiałem obejść budynek z drugiej strony niż planowałem, bo prosto pod wiatr to kroku nie mogłem zrobić... Niesamowite są takie przeżycia... Fajną wycieczkę miałeś.

Myślę że tutaj możemy nawiązać do innego naszego tematu forumowego. Twoja relacja jest potwierdzeniem, że do udanej wyprawy nie koniecznie potrzeba dobrej pogody (w sensie słońca i widoczności). Takie warunki jakie mieliście wymagały tego, aby zmierzyć się z naturą, poczuć jak ja to mówię "ducha gór". Poczuliście ich bliskość i to sprawiło że ten wyjazd pewnie na długo zapadnie w Waszej pamięci.
pozdrawiam i do ... następnego razu
Pięknie to opisałeś...pięknie...Również gratuluję Wam udanej wyprawySmile
Czytając Twoją relacje poczułam wiatr, przypomniałam sobie w jaki sposób gra w uszach, targa ubraniami, obraca dując w obiciążony plecak, zrywa kaptur z głowy i gwiżdże, gwiżdże, gwiżdże...... Dzięki tej relacji choc na chwilę uwolniłam sie z betonu i trzymających mnie tu obowiązków. Czuję się jakbym tam była, choć tak naprawdę ta częśc Karkonoszy jest mi jeszcze zupełnie obca. Dzięki wielkie za tą relację Smile
A teraz pokażę Wam jak te moje góry wyglądają w święta, pokażę bo wróciłem właśnie z baśniowego miejsca, wróciłem od siebie - do siebie i nie wiem gdzie bardziej jestem u siebie, a może to tak jak z kamienicznikami pozbawionymi lokatorów, choć nie bo przecież nie ściany tworzą miejsce... to może jak z ulubioną bajką, która czeka, aż opadnie kurtyna przymkniętych powiek i wtedy pojawia się wciąż i wciąż, niby ta sama, a ciągle nowa, ciągle oczekiwana i ciągle piękniejsza ... czy jest tu jeszcze ktoś kto wie o czym piszę? Pozdrawiam, a poniżej zdjęcia z Karkonoszy 25 grudnia
cd.
Bajecznie wyglądaja drzewa i zarośla posypane świeżym utrzymujacym się na nich białym puchem śnieżnym.Co tydzień nowa wizualizacja Karkonoszy.Skarbiec Karkonosza niewyczerpanySmile
Przekierowanie