Od czego zacząć, może od tego, że zgodnie z prognozą pogoda w weekend miała być deszczowo paskudna więc gdy otworzyłem oczy w sobotę rano pogoda a taka była, nie zdziwiłem się.
- Co robimy? zapytałem Małgosi,
- Jak to co, idziemy w góry - odpowiedziała.
Najpierw w deszczu wyjechaliśmy z Jelonki, dojechaliśmy do Jakuszyc -padało, przekroczyliśmy granicę - jakby trochę przejaśniało i z buta ruszyliśmy w kierunku Harrachova.
Na granicy miasta skierowaliśmy się niebieskim szlakiem w stronę Mumlawy - dopływu Izery, tu deszcz przestał padać, ale za to bliskość górskiej rzeki i szum wodospadów /Mumlavskich/ i kaskad [
attachment=10291] nie pozwolił zapomnieć o wodzie.
Szlak pusty, trochę mokry, gdzieniegdzie okraszony nędznymi pozostałościami zimy, w miarę wysokości wyładniał, wybielił się i nim się spostrzegliśmy na różnicy wysokości przekraczającej zaledwie niewiele ponad 100 metrów zrobiło się całkiem bajkowo [
attachment=10292], bo z przesyconej wilgocią pogody zimniutko się zrobiło, kapać definitywnie przestało i śniegu przybyło wokoło. Od tego miejsca było już coraz to piękniej, a od miejsca o nazwie "Krakonosovo Snidane" czerwony szlak normalnie w świecie zaprowadził nas do zimnej pory roku, bo po prostu weszliśmy w zimę [
attachment=10293] W miarę zdobywania wysokości powietrze "wyostrzało" się, śnieg stawał się coraz bardziej suchy, bo dotychczasowa mokrawa kasza skrystalizowała się do struktury zmarzniętych grud. Szlak marzenie, biały, zimowy i pusty, marzenie turysty, ale marzenie Sylwka nie, bo jeszcze czegoś brakowało, a jak brakowało, to Karkonosz siwobrody znając upodobania autora tej relacji i niewątpliwie darząc go sympatią wręczył mu prezencik w postaci mgły, [
attachment=10294], a następnie chmury co osiadła na grzbiecie. Powyżej lasu pod Vosecką boudą wiatr troszkę nam poświstał w uszach, obniżył temperaturę do kreski nad zerem, troszkę zaczerwienił policzki i zajął się swoimi sprawami, a my skierowaliśmy się przez Twarożnik i Trzy Świnki do Szrenicy. W schronisku sympatycznie, [
attachment=10295] ale pusto i cicho, brakowało śmiechów i głosów tych wszystkich którzy nie tak dawno temu zostawili swój ślad na Ścieżce, którą przyszliśmy od Voseckiej boudy ...
Rankiem po nocy, która dodała sił i energii wróciliśmy na okraszony cieniutka warstwą świeżego śnieżku szlak, w nocy Karkonosz nie tylko posypał szlaki białym puchem, ale i wyrzeźbił w mroźnej szadzi ozdoby na szlakowych tyczkach [
attachment=10296], a igiełki wystającej ponad śnieg kosówki przybrał w lodowe ornamenty [
attachment=10297]
Czerwony grzbietowy szlak doprowadził nas do zielonego, którym oddaliśmy wysokość schodząc do zasypanego schroniska Pod Łabskim Szczytem, a dalej niebieskim w stronę schroniska Kochanówka i wodospadu Szklarka [
attachment=10299] W miarę oddawania wysokości schodzenia z gór, śniegu ubywało, aż zniknął zupełnie gdzieś na wysokości 700-800 m npm
Po minięciu wodospadu i schroniska wyszliśmy ze szlaku [
attachment=10300]do cywilizacji, wróciliśmy do Cieplic, najpierw na bardzo pyszny obiad, a później przez Park Zdrojowy do siebie - do domu.
Było trochę zimowo, ale za to bardzo rodzinnie i miło, pozdrawiam i do zobaczenia na szlaku.