Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Moje Karkonosze
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.

spoko napisał(a):
skałki,które same w sobie niosą tyle piękna i treści geologicznej,że patrząc na nie ma się wrażenie jakby czytało się skalną księgę .Proszę popatrzeć na te rysy poziome Ptasich Skał  -to jak wersy księgi


A wiesz, że zostały mi w głowie Twoje słowa o dopatrywaniu się podobieństw /.../ przy oglądaniu skał ... ostatnio zastanawiałem się co Władek by zobaczył patrząc na ostańce ...

Dopatrzyć się można ...eeeeh tylko wyobrażnia jest naszym ograniczeniem.
Piękne to ujęcie na Ptasiej skale.Trzeba mieć trochę odwagi.Świetnie tak mieć dużo skałek wokół siebie tak jak to jest w Karkonoszach .Nawet zauważyłem Cygańskie Skałki na Winnicy koło Parku Norweskiego.Toż to na rzut kamieniem od Ciebie Ja do najbliższych muszę jechać ok 30 kmSad
A propo skojarzeń skalnych to kiedyś ogladałem taką stronę w internecie gdzie autor miał zdjęcia skał bardzo realistycznie wyobrażające Twarz ludzką Bardzo ciekawe.Pozdrawiam
Pozdrawiam - teraz zdjęcia, ślad trasy i profile, post uzupełnię jeszcze relacją, ale to dopiero wieczorem ...
cd.
Jak to jest powiedźcie, że z nieznanych przyczyn jakieś miejsce ma taki wpływ na człowieka, że już sama myśl o zaplanowanym powrocie smakuje jak spotkanie z kimś bliskim. Nie wiem dokładnie kiedy to nastąpiło, bo po Karkonoszach wędruję już trochę lat, lecz w pewnej chwili uświadomiłem sobie, że każdy mój powrót w Karkonosze po prostu jest dla mnie odwiedzinami w czarodziejskim świecie. Może to zaczarowanie, może autosugestia, a może wszystko po trochu.
Po powrocie z Tatr /wysokich i skalno graniastych szczytów/ jak zwykle trochę ciekawy byłem czy ukształtowanie /niskość i  dostępność/ Karkonoszy nie będzie mnie raziła, czy nie spowszednieją mi te "górki", czy nie zostawię ich w cholerę czekając na kolejne tatrzańskie imprezy ... ciekawy byłem swoich odczuć w konfrontacji z zapełniającą okolice okołowyciągowe stonką, wszechobecny w tych miejscach gwar, niegórskie i niechlujne zachowania przypadkowych osób, niespokojny byłem o swoje wrażenia i o to, czy całe to cholerstwo nie zniechęci mnie do tych gór. Niepokoje te kłóciły się z wewnętrznym przekonaniem, że to tylko kilka tygodni i znów wróci górska prawie-normalość, a obawy o to czy sentyment do Karkonoszy pozostanie rozwiewała świadomość, że to co wewnątrz i prawdziwe oprze się blichtrowi i popelinie sezonu.
Jestem dorosłym facetem i niespecjalnie lubię się dręczyć obawami o to co niematerialne, lecz zbyt ważne dla mnie są - były te góry, by bezczynnie czekać i wyglądać na to co w tej sprawie przyniesie czas i czy przypadkiem nie zgaśnie sentyment do Krainy Rzepióra.
Z takim niepokojem /bo zawsze niepokoi to co może godzić w serce/ wróciłem wczoraj w Karkonosze. Lato, wakacje, sobota i zapowiadany pogodny dzień  sprzyjały masowemu wyjściu w co dostępniejsze miejsca, domyślałem się takiego obrotu sprawy, lecz przecież szlaków wiele, a jak kto naprawdę szuka ciszy i  spokoju to o ile wie jak i gdzie go znaleźć - znajdzie go z pewnością. Z takim nastawieniem i trochę niespokojny po przyjeździe do Karpacza i podejściu do granicy Karkonoskiego Parku Narodowego w rejonie wyciągu nie poszedłem "owczym pędem" za gawiedzią, lecz skierowałem się w lewo w Kocioł Łomniczki i oczywiście wszedłem na pusty szlak, byłem sam, znalazłem się tam gdzie chciałem, bo przecież szukałem samotności i miejsca gdzie przemówi do mnie cisza. Szedłem sobie nieśpiesznie, cieszyłem się z chmurniejącego nieba, obniżającej się temperatury i  coraz mocniejszych podmuchów wiatru. Nie zaplanowałem trasy, nie wiedziałem gdzie mnie skierują nogi, szedłem sobie po prostu zatopiony gdzieś  w głębi głowy i czekałem czy i kiedy spadną mi z czoła ślady codziennej irytacji. Szlak zaprowadził mnie nie wiem sam kiedy do Śląskiego Domu gdzie ludkowie zgromadzili się tłumnie, jako, że to punkt zborny wjeżdżających wyciągiem i tych którzy przymierzają się do wejścia na Śnieżkę, wiązka szlaków prowadzących zarówno z Czech, jak i Polski powoduje, że w sezonie jest to faktycznie gwarne miejsce. Całe szczęście, że wysokość i ukształtowanie terenu niejako wymuszają tam duży przepływ mas powietrza i wiatr po prostu rozganiał gawiedź na wszystkie strony zagłuszając jednocześnie rozmowy ... . Po dojściu w to miejsce postanowiłem zrobić sobie popas i ciesząc się z pogody jaka dominowała na grzbiecie po prostu założyłem rękawiczki i czapkę, naciągnąłem na głowę kaptur kurtki i siadłem pod ścianą schroniska /-/ siedziałem sobie tak z pół godziny samotny, lecz nie sam, patrzyłem sobie na świat, sączyłem herbatę z rumem i coraz to bardziej podobało mi się to wyjście w góry. Pokrzepiwszy się trochę wszedłem "drogą letnią" na Śnieżkę, wystawiłem się na wietrzysko od strony północno wschodniej i trochę zasłonięty kamiennym murkiem znów sobie przesiedziałem kilkanaście minut trochę zdziwiony, że jednak nie przeszkadzają mi ci wszyscy ludzie wokół i prawie jest mi całkiem obojętne, że oni są tu na szczycie. Po napowietrzeniu się  wlazłem do schroniska, wypatrzyłem wolne miejsce i rozpakowałem żarło ... jak zwykle mój 2 daniowy obiad z termosu zrobił wrażenie, zjadłem wszystko, poprawiłem herbatą i pomyślałem, że pora wyjść na zewnątrz. W czasie gdy obiadowałem Królowa Karkonoszy pokazała trochę pazurki bo wiatr jeszcze bardziej wzmógł się, a temperatura spadła do 12 stopni, odczuwalna była pewnie z 3 stopnie niższa. Niebo z biało niebieskiego stało się szare i Śnieżka znów udowodniła, że miano „wietrznego miejsca” jest jak najbardziej akuratne w odniesieniu do tego szczytu. Po wyjściu ze spodków skierowałem się ku Równi już normalnym zakosowym zaasekurowanym łańcuchowymi poręczówkami szlakiem, schodziłem sobie  nie za szybko – nie śpieszyło mi się przecież nigdzie, przyznam się, że dobrze mi było w tym wietrznym dniu, tym bardziej, że ludzie gdzieś z dala omijali moją aurę i właściwie było mi to bez znaczenia, czy oni są, czy też szlak jest pusty, bo dla mnie obecność, czy też nieobecność innych przestała mieć znaczenie. To o czym teraz napisałem taka jednocześnie i aprobata i ignorancja, głębia spojrzenia i brak zawężania się na błachostkach to ten stan którego zawsze wyglądam, to jego czekam, aż spadnie na mnie  z nieba, wtedy okazuje się, że sprawy szaro-codzienne stają się mniej zapętlone, że gdzieś w piersiach rozpala się płomień z energią dającą blask w oczach ... pewnie wiecie o czym mówię, więc zostawię to wywnętrzanie i napiszę co było dalej ... bo dalej po prostu w połowie zbocza zszedłem ze szlaku wlazłem na stojący od strony czeskiego kotła blok skalny i postanowiłem pobyć w miejscu gdzie było mi tak dobrze. Znów przesiedziałem tam przez trochę czasu, opatuliłem się ciepło, na uszy zarzuciłem trochę z Tadeusza Nalepy i już świadomy potęgi Karkonoszy wysączyłem ostatnie krople herbaty. Po zejściu z głazu przeszedłem w stronę Słoneczników, lecz wcześniej odbiłem prostopadle do dotychczasowego kierunku z zachodu ku północy dochodząc na Kopę w rejon górnej stacji wyciągu. Z tego miejsca czarnym szlakiem  w kierunku kotła białego Jaru i trawersem lawiniastego z przeszłości zbocza do strzechy Akademickiej. Ze strzechy przez stary tor saneczkowy zszedłem do dolnej stacji wyciągu i wylądowałem w Karpaczu. Cóż więcej mógłbym napisać ... może to, że oczywiście potęga tych energetycznych gór jest ogromna i jakiekolwiek obawy dotyczące zmiany mojego nastawienia do Karkonoszy były bezpodstawne, mógłbym jeszcze napisać, że z pewnością w przyszłości po ponownej tatrzańskiej imprezie znów nawiedzą mnie obawy, czy Karkonosze nadal będą dla mnie tak ważne jak teraz i znów pewnie pewien obaw pójdę się o tym przekonać ... jak będzie w przyszłości zobaczymy, wiem jedno - wiem, że na pewno nie pozwolę by same się rozwiewały te wątpliwości i zawsze sam ruszę by przekonać się, czy karkonoski wiatr nadal opowiada o tajemnicach Karkonosza, czy w bajorkach przy Loucni Boudzie przegląda się słońce, czy granitowe ostańce ciągle pachną tajemnicza zachętą, a zerodowane łupki na Kowarskim Grzbiecie dzwonią pod stopami.
To tyle z sobotniej wycieczki, teraz po prostu zapraszam wszystkich tu do mnie w Karkonosze … i do zobaczenia na szlaku.
Sylwester .Tak mi sie wydaje z opisu ,że była to wycieczka taka retrospekcyjna.Piękno pozostanie zawsze pięknym .A Karkonosze widać zawładnęły Tobą .
PS Te wiatry to chyba stały element w Karkonoszach.Nie pamiętam czy czytałem któryś z postów w którym by nie wiało .Wietrzne ,wieczne góry.Pozdrawiam
wspaniała wyprawa, fascynująca przygoda, i głębokie przeżycia dzięki za to wszystko, milo się zrobiło pozdrawiamy!!!
Smile lubię czytać takie rzeczy... idę się przytulić do żony... dobranoc...
Przyjemne czytanie, dzięki...
relacja na 5 + Smile
dzięki - pozdrawiam wszystkich Smile
Przyznam-wzruszyłem się nieco Twoją relacją-jest pięknym -ilekroć wyciąga nas z domów,z myślenia kategoriami,obowiązków-tych rzeczywistych i tych wyimaginowanych-duch przygody...
pozdrawiam
poruszające i piękne, dzięki za tą relację...
Termin: 14.07.2007
Trasa: Jakuszyce-Owcze Skały-Szrenica-schronisko Pod Łabskim Szczytem-Szklarska Poręba
Szlaki: zielony z Jakuszyc do Hali szrenickiej, czerwony z Hali do Szrenicy, dalej zielony do schroniska Pod Łabskim Szczytem i zejście brązowym do Szklarskiej Poręby
Charakterystyka: szlak leśny, miejscami podmokły do Hali Szrenickiej słabo uregulowany, od Hali Szrenickiej kamienisty, na grzbiecie wyłożony kamieniami jak droga jezdna ,  na trawersie ze Szrenicy ziemno kamienista - ścieżka reglowa, aż do schr. Pod Ładskim szczytem, poniżej uregulowany ziemny i leśny do Szklarskiej Poręby.
Odległość: 19 km, czas przejścia 7 godz, całkowity wznios 692 m, początek na wysokości 859 mnpm najwyższy punkt Szrenica 1336 mnpm, zejście do wys. 497 mnpm wg. gps'a
Szlak o niewielkiej skali trudności, ciekawe miejsca: Owcze Skały, ostańce skalne w rejonie Szrenicy i za schr. Pod Łabskim Szczytem, kotły lawinowe nad schr. Pod Łabskim Szczytem i poniżej Szrenicy, panoramy w kierunku Gór Izerskich, ekspozycja na Kotline Jeleniogórską i  na Izery z głównego grzbietu i Szrenicy.
Zapraszam w Karkonosze.
Jak zawsze uroczo pokazane i ciekawie napisane, wpadnę tam kiedyś, może nawet w sierpniu jak mi się żona na Słowację nie zgodzi, narazie jest w 63,97% na TAK Smile i walczę o dalsze poparcie tego jednoosobowego elektoratu, jak wziąść pod uwagę względy wagowo-proporcjonalne to mam zdecydowaną przewagę na kierunku Słowacja Big Grin
Przekierowanie