20-12-2008, 07:19 PM
Wróciłem z Karkonoszy, gdzie wędrowałem w poszukiwaniu zimy, ale przecież to norma, że nie wysiedziałem w domu ...
Rankiem pojechałem z Piotrem i Romkiem do Karpacza szukać śniegu, nie było go tu właściwie, bo czyż śniegiem można nazwać te nędzne resztki, które pozostały przy chodnikach ...
Nie ma śniegu - stwierdziliśmy,
Idziemy w góry - postanowiliśmy i ... poszliśmy.
Najpierw starym torem saneczkowym kołu Dzikiego Wodospadu, a potem przez las do Strzechy Akademickiej [attachment=18107] gdzie jedyny raz pokazało się na moment coś na kształt słońca .
Jest śnieg -, powiedział któryś z tych dwóch, którzy byli ze mną,
Znaleźliśmy go - - zawyrokował,
Lecz co z tego - odpowiedziałem
Przecież sam śnieg to jeszcze nie wszystko - spróbowałem wzbudzić ciekawość ...
To czego nam więcej potrzeba? - zainteresował się jeden z nich
Jak to czego, zimy i śnieżnych postaci - , powiedziałem i poszliśmy dalej
Po minięciu Strzechy, gdy skracaliśmy trasę zimowym mykiem omijając Spaloną Strażnicę wyszły nam na przeciw jakieś takie dziwadła [attachment=18108]
Co to, kto to? - zapytali Ci dwaj co ze mną byli
To wysłannicy zimy - powiedziałam i faktycznie zaraz później postacie skierowały nas w wystrojoną dróżkę, która wyglądała jak ... - zobaczcie zresztą sami jak wyglądała nasza droga [attachment=18109]
Drogą tą szliśmy i szliśmy popędzani podnoszonym przez wietrzysko spadłym śniegiem, szczypani prawie minusową temperaturą i chwytani co jakiś czas za nogi przez kosówkę, która zdradliwie zapadała się pod naszymi stopami ... Szliśmy tak nie za długo, aż droga zaprowadziła nas do chatki [attachment=18110] co trochę baśniowo wyglądała,
Co to? - zapytali moi towarzysze,
A skąd ja mam to wiedzieć - odpowiedziałem,
zapytajcie sami zimy, - doradziłem, lecz wiedziałem, że pytanie pozostanie bez odpowiedzi, bo zima jeszcze nie nadeszła ...
a całe to białe królestwo stworzyli Jej wysłannicy, których wokoło pełno w zamarzniętej kosodrzewinie było [attachment=18113]...
Postaliśmy tam trochę na górze, popatrzyliśmy na dziwadła stworzone ze śniegu i mrozu, po czym schroniliśmy się w okrąglutkich leżących do góry nogami spodkach, które pozostawił na wierzchołku kiedyś jakiś wielki ktoś [attachment=18111] ...
Wewnątrz było całkiem przyjemnie, bo i jeść nam dano i napić się pozwolono, [attachment=18112]po czym poinformowano nas profanów, że zima dopiero po niedzieli przyjdzie i pokazano nam gdzie powinniśmy tymczasem sobie pójść i nie zadawać takich pytań [attachment=18114] ...
Cóż było robić, tym bardziej, że dzień nie za długi ... po gościnie wróciliśmy po zabielonych zmarzniętym puchem szlakach [attachment=18115] do szarości cywilizowanego świata i odjechaliśmy z krainy do której już zdąża Biała Pani.
A teraz trochę cyfr:
czas - prawie 6 godzin
trasa: Karpacz - Stary Tor Saneczkowy /szlak żółty/ do Strzechy Akademickiej, dalej zimowym wariantem przez Równię do Śląskiego Domu, na Śnieżkę, powrót przez Kopę /szlakiem czarnym/ przez Biały Jar do Karpacza
Pozdrawiam.
Rankiem pojechałem z Piotrem i Romkiem do Karpacza szukać śniegu, nie było go tu właściwie, bo czyż śniegiem można nazwać te nędzne resztki, które pozostały przy chodnikach ...
Nie ma śniegu - stwierdziliśmy,
Idziemy w góry - postanowiliśmy i ... poszliśmy.
Najpierw starym torem saneczkowym kołu Dzikiego Wodospadu, a potem przez las do Strzechy Akademickiej [attachment=18107] gdzie jedyny raz pokazało się na moment coś na kształt słońca .
Jest śnieg -, powiedział któryś z tych dwóch, którzy byli ze mną,
Znaleźliśmy go - - zawyrokował,
Lecz co z tego - odpowiedziałem
Przecież sam śnieg to jeszcze nie wszystko - spróbowałem wzbudzić ciekawość ...
To czego nam więcej potrzeba? - zainteresował się jeden z nich
Jak to czego, zimy i śnieżnych postaci - , powiedziałem i poszliśmy dalej
Po minięciu Strzechy, gdy skracaliśmy trasę zimowym mykiem omijając Spaloną Strażnicę wyszły nam na przeciw jakieś takie dziwadła [attachment=18108]
Co to, kto to? - zapytali Ci dwaj co ze mną byli
To wysłannicy zimy - powiedziałam i faktycznie zaraz później postacie skierowały nas w wystrojoną dróżkę, która wyglądała jak ... - zobaczcie zresztą sami jak wyglądała nasza droga [attachment=18109]
Drogą tą szliśmy i szliśmy popędzani podnoszonym przez wietrzysko spadłym śniegiem, szczypani prawie minusową temperaturą i chwytani co jakiś czas za nogi przez kosówkę, która zdradliwie zapadała się pod naszymi stopami ... Szliśmy tak nie za długo, aż droga zaprowadziła nas do chatki [attachment=18110] co trochę baśniowo wyglądała,
Co to? - zapytali moi towarzysze,
A skąd ja mam to wiedzieć - odpowiedziałem,
zapytajcie sami zimy, - doradziłem, lecz wiedziałem, że pytanie pozostanie bez odpowiedzi, bo zima jeszcze nie nadeszła ...
a całe to białe królestwo stworzyli Jej wysłannicy, których wokoło pełno w zamarzniętej kosodrzewinie było [attachment=18113]...
Postaliśmy tam trochę na górze, popatrzyliśmy na dziwadła stworzone ze śniegu i mrozu, po czym schroniliśmy się w okrąglutkich leżących do góry nogami spodkach, które pozostawił na wierzchołku kiedyś jakiś wielki ktoś [attachment=18111] ...
Wewnątrz było całkiem przyjemnie, bo i jeść nam dano i napić się pozwolono, [attachment=18112]po czym poinformowano nas profanów, że zima dopiero po niedzieli przyjdzie i pokazano nam gdzie powinniśmy tymczasem sobie pójść i nie zadawać takich pytań [attachment=18114] ...
Cóż było robić, tym bardziej, że dzień nie za długi ... po gościnie wróciliśmy po zabielonych zmarzniętym puchem szlakach [attachment=18115] do szarości cywilizowanego świata i odjechaliśmy z krainy do której już zdąża Biała Pani.
A teraz trochę cyfr:
czas - prawie 6 godzin
trasa: Karpacz - Stary Tor Saneczkowy /szlak żółty/ do Strzechy Akademickiej, dalej zimowym wariantem przez Równię do Śląskiego Domu, na Śnieżkę, powrót przez Kopę /szlakiem czarnym/ przez Biały Jar do Karpacza
Pozdrawiam.



chcem w góryyyyyyy!!!!! białe góry!!!!!


