No ciekawe czy jesteście jedynymi którym skutecznie udało się oderwać od stołu świątecznego, jak narazie wygląda na to że tak.
Pięknie te drzewa w szronie i śniegu wyglądają.
Świąta jak z bajki

Po prostu pięknie i te choineczki takie ustrojone

Tylko lampki na nich powiesić

lampki, lampki, pod jedną przecież prezencik leży sobie - a lampki ma w oczach
No tak, ale nie każdy może go rozpakować

To prezent TYLKO dla wybranki twego serca, a oczka żeczywiście świecą tęczą. Pozdrawiam Gosię i Ciebie!!
Piękna zima.

Ale chciałbym poinformować, że śnieg nie tylko w Karkonoszach - w Gorcach również jest, a przynajmniej wczoraj przed południem leżał.

W Rzekach inny świat - biało na dole i biało u góry. Aż można było poczuć klimat świąt, nie to co na nizinach. Niestety Wigilia, telefony z zapytaniem "Gdzie cię znowu poniosło?" i nie dane mi było nacieszyć się zbyt długo.

Powrót w Karkonosze.
Wstałem raniutko i z bólem powiek w przeciwieństwe do Małgosi, która najnormalniej w świecie cieszyła się i zaplanowaną imprezą i nowym dniem.
W planach mieliśmy nietypowy aczkolwiek uroczy szlak: Karpacz Biały Jar - Wilcza Poręba - Budniki - Skalny Stół - Sowia Przełęcz - Szeroki Most - Karpacz Bachus.
Dzień zapowiadał się słonecznie życzliwy, obiecywał dobry czas, a ja wierzyłem, że się stanie ...
W Karpaczu zwykły niedzielny poranek, trochę ludków, trochę kałuż, trochę wron, na przystanku czarny kot - ot styczniowy bezśnieżny wolny dzień.
Kot czarny, ale życzliwy, pomruczał, połasił się, dał sobie zrobić zdjęcie i ..... zaczarował świat.
Czary zadziałały jeszcze przed Wilczą Porębą, bo czyż można nie ulec urokowi starych poniemieckich odrestaurowanych obecnie pensjonatów, albo nowych zbudowanych /o dziwo/ ze smakiem rezydencji.
Wszystko wokoło, bo i stare pokryte murszem przeszłości i patyną czasu przydrożne kamienne słupy i nowe jakby cyzelowane ogrodzenia złożyły się w układankę, która poprowadziła leśnym duktem przez dorosły las w stronę Budnik.
Las niedawno targany orkanem nie uległ naturze, choć złożył w ofierze i ogromne buki i świerki strzeliste i choiny zielone ledwie kilkuletnie jeszcze, popadały drzewa życiem tętniące, potrzaskały umarłe suche słupy schorowanych pni.
Omijaliśmy gdzie się dało, a czasem przechodziliśmy przez leżące drzewa, przykro trochę było ale i radośnie, bo ofiara oddana przyjęta została, a nawiedzony Cyryl odszedł i nie wróci.
W Budnikach miejscu gdzie straszą upiory przeszłości krótki odpoczynek,
herbaty pół kubka,
świeża kromka chleba
i poszliśmy dalej prosto na południe gdzie poziomice tęskniące w samotności prawie się stuliły, co w śmiertelnych na szlaku wyciska pot z czoła,
a obietnica szczytu ciągle się oddala złamanymi drzewami tarasując przejście.
Tu na tym podejściu już o wiele chłodniej,
śniegiem przypruszone zeschłe trwawy trzeszczą,
gdzieniegdzie na bajorku lód zimny pozostał,
a w koronach drzewnych wiatr zaczął szeleścić ...
z pierwa delikatnie,
potem mocniej zgoła,
by przed wyjściem z lasu pokazać, że silny
i choć nie z Cyryla, to jednak mocarny
bo niebem przeganiał pierzaste bałwany.
Weszliśmy na kamień na Kowarskim Grzbiecie
to miejsce już z dawna Skalnym Stołem zwie się,
tu w słońcu bezchmurnym pod błękitnym niebem
usłyszałem śmiech dziki - śmiałem się do siebie.
Radośnie tam było na szlaku bezludnym
delikatnym w porze zwykłej surowości
a że wiatr nas potargał nic przecież nie szkodzi,
bo on ciepły życzliwie - mile czoła chłodził.
Na kamiennym stole co piętrzy nad lasem
pobyliśmy długo - dobrze nam tam było,
po czym uśmiechnięci z oczami w promieniach
zeszliśmy z obłoków - przeszliśmy do cienia.
Jeszcze na przełęczy słońce się ukryło,
spiętrzyły się chmury, jakby się ściemniło.
Gdy schodzić zaczęliśmy ku miastu z przełęczy
śniegiem sypnął Karkonosz, ale nie udręczył,
podmuchał po plecach, potargał czupryny
po czym zawstydzony odszedł do swej zimy.
Wracaliśmy z Sowiej Przełęczy wybielonym szlakiem, przy Szerokim Moście pętla wyprawy się zamknęła i wróciliśmy do Karpacza. Tu na miejscu kolacja, bo obiad na Sowiej Przełęczy z termosów mieliśmy i w porze zapalanych ciepłych świeteł w oknach wróciliśmy do domu.
Magia Karkonoszy działa, a jak nie wierzycie to zobaczcie sami ...
Jestem pod wrażeniem! takiej relacji jak Twoja to ja pewnie nigdy nie wyklece (wolę zdjęcia załączać

)
Gorące pozdrowienia dla Ciebie i Małżonki

pozdrawiam, a rada jest prosta ... daj się zaczarować
Jak zawsze pięknie, Sylwek, coraz bardziej mnie do Was ciągnie, może po Żywcu przed Babią znajde chwilkę na Karkonosze. Zobaczymy jak się sprawy potoczą. Pozdrawiamy Was

Pod wrażeniem jestem Sylwek. Faktycznie zaczarowały Was chyba te Karkonosze a i inne góry też zresztą. Aż nie mogę się doczekać kolejnej relacji, ta była ponownie piękna i niesamowita

Co do wyprawy w Karkonosze to bym się chętnie wybrał, lecz niestety w moim przypadku szybko się na to nie zanosi.
wspaniała relacja, piękna wyprawa, słodka kicia i cudowne Karkonosze

pozdrawiam

p.s.
co do wyprawy w Karkonosze - wszystkim gorąco polecam!! a sama odliczam dni do wrześniowego urlopu...
bardzo mi miło, pozdrawiam wszystkich - a jako bonus kilka zdjęć
Relacja jak zwykle fantastyczna, prawie ze czuje się nastruj tych przeżytych przez Was chwil. Ja skocze w Karkonosze przy najbliższej okazji jaka mi sie nadarzy. Pewnie niedługo, bom bardzo zdesperowana
