01-04-2007, 05:45 PM
Jak widać w Karkonoszach zima wciąż mocno trzyma.A dołączona mapka ułatwia zorientowanie się w trasie bez koniecznosci wyciągania swojej mapy.Ach te Karkonosze! Kiedyś tam też dotrę.Pozdrawiam
. Karkonosze na Twoich zdjęciach wyglądają prawie tak samo, jak wtedy gdy po raz pierwszy je deptałam. Ale było wtedy cudnie 




Do Sylwka 
Acha przeczytałem wcześniej gdy nie było jeszcze ps.
pozdrawiam
P


proszę bardzo
Witajcie wróciłem z Karkonoszy.
Umówiłem się ze znajomym z karonoskiego forum na wspólne wyjście w góry, w czwartek i piątek jeszcze zapewniał, że idzie, lecz gdy sobota zapowiedziała zmianę pogody, a niedziela obudziła się zamglona zacząłem mieć wątpliwości, czy Michał zdecyduje się wyjść z domu... Obawy moje były niepotrzebne, bo spotkaliśmy się w umówionym miejscu i ruszyliśmy ze Szklarskiej Poręby w Karkonosze. Najpierw trochę skuleni i otuleni mgłą szliśmy samotnie przez miasto w kierunku południowego szlaku a następnie w stronę Schroniska Pod Łabskim Szczytem, jeszcze na leśnym szlaku rozgrzaliśmy się marszem, lecz powyżej na pustych pozbawionych drzew przestrzeniach wiatr coraz zimniejszy zaczął zapowiadać zmianę warunków pogodowych. Pogłowiłem się trochę co nam Karkonosz szykuje na niedzielny gościniec, lecz jako że nieprzewidywalny to człek postanowiłem nie zawracać sobie głowy jego nispodzianką, lecz skupić się na tym co "tu i teraz" po nogami i najbliżej mnie. Pod schroniskiem nijako, wilgotno i zimno, jacyś ludzie przypadkowi, jakieś nieważne rozmowy, nie działo się nic co mogło by posłużyć za temat tej opowieści, więc poszliśmy dalej na południe. Na południe a że słonka nie było to bardziej na pamięć i w/g namiarów garmina, niż na świecącą gwiazdę. Podejście ku krawędzi gdzbietu i nachylenie zbocza rozgrzało nas znowu, szliśmy sobie spokojnie co raz spoglądając wokoło czy mgła się nie rozwiewa, czy świata nie zobaczymy w dole ... Powyżej schroniska na północnym zboczu wielka łata śniegu, ścieżka wyrobiona, przejście całkiem łatwe, lecz warunki niewiele się zmieniły gdyż mgła ustąpiła chmurze, która nadal zasłoniała widoki. Idąc dalej w kierunku na przekaźnik TV nad kotłami zobaczyliśmy pierwszy raz w prześwicie twarz słońca, im dalej szliśmy i wiatr na grani mocniej przewiewał chmury wokół nas, tym częściej słonko pokazywało ciepłe oblicze. Ostatecznie nim doszliśmy do przekaźnika chmury odpłynęły daleko do Czeskich braci, słonko zagościło na stałe na niebie i roztoczyły się wokoło widoki. Ładnie było na głównym karkonoskim grzbicie, szlak suchy, gdzieniegdzie łąchy śniegu, w dali zieloność liści i żółte pola rzepaku w kotlinie. Poleżałem na skale w słońcu, dobrze mi tam było Michał nie przeszkadzał ale za to obfotografował w tym czasie całą okolicę. Po odpoczynku, obiadzie z trmosu i lenistwie błogim weszliśmy w Czechy i przez Labską Buodę pustym uroczym szlakiem doszliśmy do Twarożnika i Trzech Świnek pod Szrenicą, tam już więcej ludzi było, Michał fotografował to co dookoła a ja trochę powłaziłem na skałki, trochę ponaciągałem kości, trochę poigrałem z losem, a gdy uznaliśmy że nam starczy przygód poszliśmy na co-nieco w stronę Szrenicy. Ładnie tu było bo Szrenica ładna, a że ciepło być zaczęło to wylegliśmy na słońcu ... sielanka troche trwała i nic się nie zmieniało tylko coraz więcej z dołu ludków nadchodziło. Posiedzieliśmy jeszcze na tarasie odpoczęliśmy i przez Halę Szrenicką obok chaty która grudniem zwie się na naszym kalendarzu przeszliśmy nad wodospad Kamieńczyka. Odpoczęliśmy znowu w chłodzie rozbryzgów wody i zeszliśmy spokojnie do Szklarskiej. Było bardzo sympatycznie, Karkonosz łaskawy się okazał bo zdjął zasłonę mgieł by podziwiać można było z góry jego królestwo, a ja? ja zadowolony dziękuję za wszystko co było mi dane i - zapraszam w Karkonosze