Ciekawi jesteście co słychać w Karkonoszach .... ano w Karkonoszach zima na całego, śniegu oczywiście trochę mniej niż zazwyczaj, ale przecież to nie znaczy, że go tam nie ma ... jest - normalnie w świecie jest, leży, trochę sypie się z nieba, trochę zacina niesiony wiatrem, bieli się czysto, skrzy się jak padnie na niego błysk słońca, chrzęści pod nogami twardą skorupą - a przede wszystkim jest, bo w Karkonoszach jest zima, a więc jej mroźny oddech zamieniony w biały śnieg zawładnąwszy tą krainą, jest i czeka na Was, na tych wybranych którzy odwiedzą te góry w marcu

Rano /budzikom śmierć/ otworzyłem powieki, rozerwałem je właściwie, bo organizm potrzebował snu i wcale nie chciało mi się wstawać, Małgosia popatrzyła na mnie znacząco, a po Jej prowokacyjnie pytającym "iii" siadłem i stopy dotknęły podłogi - ruszaj się pomyślałem, nie stać Cię dziś na lenistwo ...
Szybko spakowaliśmy co niezbędne nam będzie na szlaku, przygotowaliśmy prowiant na drogę, szybko zjedliśmy śniadanie i nim zegar wybił o ósmej już wyszliśmy z domu.
W planie nie było niczego szczególnego, ot "zwyczajny powrót w Karkonosze" powrót w góry, których ciągle mi mało ... Zaczęliśmy w Karpaczu w Białym Jarze, by przez Wang wejść do KPN-u, przy Wangu uśmiech i chwila refleksji na widok Łazarza, czyżby jakaś analogia ...
Bezpośrednio po wejściu do lasu diametralnie zmieniły się warunki, znikł lód zmieniając się w twardy ubity i okraszony półcentymetrowym puszkiem śnieg, wiatr rozszumiał korony pomalowanych na biało drzew, a codzienność podgórskiego miasteczka zastąpiła magia zimowego szlaku.
Nim doszliśmy na Polanę Bronka Czecha przestałem pamiętać o szaro burym świecie z Kotliny Jeleniogórskiej, bo czyż możliwym jest -myślałem, że tuż niedaleko na dole jest inny świat, niż ten którego zawsze po przekroczeniu magicznej granicy staję się cząstką, świat inni niż obsypany śniegiem, rozszumiały podlodowymi potokami, roztańczony wirującymi wiatrem płatkami śniegu ...
Szlak pusty, przetarty, ale pusty, było wspaniale, powietrze rześko obmyło nas z miejskiego splinu, pozwoliło szeroko otworzyć oczy, wzbudziło uśpioną trochę tęsknotę za zimowym szlakiem, nie pozwoliło poprzestać na "już", gdy "jeszcze" jest na wyciągnięcie ręki ...
Na Polanie krótki postój w turystycznym schronie, pozdrowienie od schodzącego z gór turysty i ruszyliśmy dalej w stronę Małego Stawu. Nie będę pisał o Samotnii, Samotnia nie potrzebuje pochwał, Ona trwa w majestacie skalnych ścian kotła, Ona czeka na każdego spragnionego Jej spokoju i magii, Ona była, jest i będzie pełna jak zawsze tajemiczego piękna ...
W schronisku siedliśmy przy wymalowanym zimnym pędzlem oknie, pokrzepiliśmy się herbatą, pozdrowiliśmy podobnych nam łazików, którzy weszli mroźnie obieleni lukrem styczniowego szlaku i ruszyliśmy ku sąsiedniej Strzesze Akademickiej. Po dojściu do schroniska przygotowaliśmy się na powitanie Królowej co przyszła w odwiedziny do Liczyrzepy, założyliśmy stuptuty, podopinaliśmy kurtki, zawiązaliśmy szczelnie kaptury i w okularach chroniących przed igiełkami gnanego wiatrem przewiewanego śniegu zanurzyliśmy się we wszechobecną powyżej Kotła Białego Jaru chmurę. Przed dojściem do Spalonej Strażnicy po raz pierwszy w życiu wszedłem na zimowy szlak skracający drogę na Równię pod Śnieżką, szlak ze zlodowaciałego śniegu z nawianymi zaspami prowadził ostro pod górę i wystawił nas na bezpośrednią wiejbę gnanych z południowego zachodu zimnych mas powietrza, temperatura spadła do -2/-3 stopni, wiatr trochę nas zganiał z obranego kierunku marszu, ale przecież każdy ma to na co zasłużył, a to akurat mnie jak najbardziej odpowiada ... Szarpani mroźnym powietrzem szliśmy sobie spokojnie w chmurze wypatrując cienia Królowej, lecz nie za wiele było widać, aż tu nagle gdy chmura trochę się rozstąpiła ukazała się nie cała, bo częściowo przysłonięta i z lekka rozmyta, lecz i tak dumna w swym majestacie Śnieżka. Z tego miejsca krok był tylko do Śląskiego Domu, tu znowu gościniec, bo ogrzewająca dłonie i wychłodzony organizm herbata i przyniesiony w termosie gorący posiłek. W schronisku trochę biurokracji, bo zrobiłem rezerwację na jedną z nocy "marcowej biby" /15/16, 2 pokoje, 8 i 9 osobowy, cena po 30 zł od łóżka bez pościeli/ pokrzepiliśmy się tym co dzielnie wtargaliśmy w plecakach i w akompaniamencie stukającego w okna kawałkami lodu wiatru zawróciliśmy do domu. Ze schroniska przez Kopę i dalej czarnym szlakiem w stronę Kotła Białego Jaru z modyfikacją dzięki której przecięliśmy kolano szlaku wychodząc pod trasę Grosika, obok dolnej stacji wyciągu krzesełkowego do Karpacza. W międzyczasie zmieniliśmy plany dotyczące zakończenia tego dnia, bo zamiast kolacji w Karpaczu postanowiliśmy wspólnie coś pysznego przygotować po powrocie do domu. Jak postanowiliśmy - tak zrobiliśmy, a teraz z wywianą z niepotrzebnych myśli głową siedząc w wybranym dla siebie moim miejscu na ziemi piszę Wam o tym co magią jest w tych górach.
Pozdrawiam.