

pozdrawiam i życze więcej takich wycieczek 
Szkoda że nie mam roweru.Dobre ustrojstwo na mięsnie nad kolanami.Największe moje osiągnięcie z młodości to wyprawa 2-dniowa (80 i 130 km) Przy czym w ten drugi dzień do górki to musiałem prowadzić (nogi jak z gumy a przekładek w rowerku nie było) a o skutkach działania siodełka to już nie wspominam.Miałem jeszcze jedną ciekawą wyprawę z kolegą do Skawiny gdzie on miał rodzinę .Około w połowie drogi zerwał się w moim rowerku łancuch A więc resztę drogi 20 km kontynuowaliśmy po plaskiej drodze na popych ,z górki na jednym pedale chamując drugą nogą a do góry prowadząc rower Na miejscu w Skawinie Gospodarz naprawił nam łańcuch ,ale nie na rowerze .Połączył zerwanie przed założeniem łańcucha i poszedł do pracy .Oczywiście tak połączonego łańcucha nie można było założyć do rowera .Więc droga powrotna wyglądała tak jak tam tyle że 50 km

Witam - wycieczka udana, zrobiliśmy z Tomkiem prawie 40 km, to była nasza pierwsza rowerowa wycieczka, więc najpierw bacznie patrzyliśmy który jak jedzie, a potem to już heja do przodu. Ja hehe mając stale górki pod nogami lepiej dawałęm sobie radę na podjazdach, za to sprint był domeną Tomka. Tym razem ruszyłem/śmy/ przedgórzem w kierunku północ-północny zachód, przejechaliśmy z Cieplic przez Sobieszów, Pakoszów, Kopaniec, Górzyniec, Piechowice i Sobieszowem do Cieplic. W 2/3 trasa wiodła asfaltem, bo 1/3 przez las i trochę przez śnieg, Przewyższenie ponad 350 metrów, czas 3.5 godziny z popasem. Miałem z sobą Garmina, jeszcze nie na kierownicy, lecz w kieszeni, pozaznaczałem i opisałem interesujące punkty, wczytałem to wszystko na komputer, ale nie wiem /jeszcze teraz nie/ jak wysłać to wszystlko by pokazać jak sprawa wyglądała na mapie. GPS przydał się na leśnych duktach gdzie brak oznaczeń mógł zmylić nas i poprowadzić na manowce , hehehe ... teraz sprawa jest prosta: odczyt mapy i lokalizacji, przybliżenie skali by odnaleźć punkty odniesienia, odnalezienie kierunku, oddalenie mapy by zorientować się w którą ścieżkę wjechać, odczytanie odlegości do kolejnego punktu odniesienia i heja do przodu ... bardzo przydatny nevs ten gps. Na trasie było sucho, wietrznie i sympatycznie, miejscami termoklima obniżała znacznie temperaturę, miejscami śnieg zapychał przestrzeń podbłotnikową. Podobało mi się - było sympatycznie, tym bardziej, że w towarzystwie bardzo sympatycznego i pozytywnie myślącego Tomasza. Tymczasem tyle, bo prawdopodobnie jutro znów wspólnie i to nawet z żonami gdzieś na rowerach pojedziemy, teraz zdjęcia:

pozdrawiam Władysław i przesyłam pozdrowienia dla tych wszystkich z Suchej, których drażni Twoje lukanie i w okno
