Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: rowerowe co nieco
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.

Hella napisał(a):
Jakbym miała takie widoki jak Wy to może przekonałabym się do roweru, bo póki co to nie jest mój ulubiony środek transportu.


Hella nie musisz mienić środek transportu. Ponoć najpiękniej wygląda Świat z końskiego grzbietu Rolleyes. Nam co nie mamy żywego rumaka, musimy osiodłać dwukołowego. Toungue

Stasiu napisał(a):
Hella nie musisz mienić środek transportu. Ponoć najpiękniej wygląda Świat z końskiego grzbietu Rolleyes. Nam co nie mamy żywego rumaka, musimy osiodłać dwukołowego. Toungue


właśnie, więc nie narzekaj Magda, bo nie dość, że wygodniej Ci na końskim siodle, to masz kogo pogłaskać po grzywie, nam pozostaje jedynie głaskanie dzwonka giggle

Sylwester napisał(a):
...
to masz kogo pogłaskać po grzywie, nam pozostaje jedynie głaskanie dzwonka giggle

pogłaskać można i poklepać jak kto woli ... ale "głaskanie dzwonka" aaaaaa zabiłeś mnie, to chyba do leksykonu górołaza Big Grin
Głaska ten kto ma takie cuś, bo ja krzyczę "z drogi" lub "przepraszam" a jak mam słuchawki na uszach to pewnie się wydzieram Rolleyes zdarza mi się też celować po cichu hehehehe.

Pablo napisał(a):
Głaska ten kto ma takie cuś, bo ja krzyczę "z drogi" lub "przepraszam" a jak mam słuchawki na uszach to pewnie się wydzieram Rolleyes zdarza mi się też celować po cichu hehehehe.


hiehie
ja dzwonek odmontowałam po pierwszej wyprawie rowerowej w góry - w ramach obniżania wagi rowerkaBig Grin
na drugi ogień poszedł podnóżekBig Grin
a po cichu też sobie jeżdzę/celuję Toungue... ale o tym cśśśśśś Toungue

gosia3ek napisał(a):
...
hiehie
ja dzwonek odmontowałam po pierwszej wyprawie rowerowej w góry - w ramach obniżania wagi rowerkaBig Grin
na drugi ogień poszedł podnóżekBig Grin
a po cichu też sobie jeżdzę/celuję Toungue... ale o tym cśśśśśś Toungue

Mój nie wie jak to wygląda... jeszcze bym miał na bidulka jakieś badziewie przykręcać... na postoju pełna integracja z glebą i baobabami Wink sobie leży czy się opiera, po prostu odpoczywa Big Grin

Stasiu napisał(a):
Ponoć najpiękniej wygląda Świat z końskiego grzbietu Rolleyes.


Hmmmm, oczywiście, że nie ma większego szczęścia na świecie niż podziwiać świat z końskiego grzbietu Big Grin
A jeżeli zrobi się to w Bieszczadach (co też planuję) to już Rolleyes
Dlatego dbajmy o naszych czworonożnych i dwukołowych przyjaciół i cieszmy się z tego, co nam sprawia przyjemność. ok

Pablo napisał(a):
Mój nie wie jak to wygląda... jeszcze bym miał na bidulka jakieś badziewie przykręcać... na postoju pełna integracja z glebą i baobabami Wink sobie leży czy się opiera, po prostu odpoczywa Big Grin


no, mój widział podnóżek ale tylko jakiś czasBig Grin
teraz odpoczywa leżąc jak ja - na trafffce Big Grin
kurcze, jak wrócę do domq trza będzie maleństwo odkurzyć i gdzieś śmignąć...
ciekawe jak ja znajdę czas na realizację wszystkich planóóóffff ...Smile

Będąc w domku troszkę pokręciłam, a przy okazji zrobiłam sporo zdjęć. Przedstawię Wam kilka ładniejszych tras rowerowych i może tym samym zachęcę Was do odwiedzenia w okresie wakacyjnym malowniczych Beskidów.

I
Na początek:

TRASA ROWEROWA NA SKRZYCZNE (01 maj 2008)


TRASA: ok.70 km, czas 9.40 - 18.00

Straconka - Mikuszowie - Bystra Krakowska - Dolny Szczyrk - Szczyrk Centrum - Skrzyczne - zjazd drogą z zakosami w dolinę malinowskiego potoku - Lipowa - Leśna - Zabłocie - Żywiec - Pietrzykowice Żywieckie - Łodygowice - Wilkowice - Stalownik - Przełęcz Łysa - Straconka


Mapka cz.1 [attachment=11014]
Mapka cz.2 [attachment=11015]

Pierwsza dłuższa trasa zrealizowana w 2008 roku, letni sezon rowerowy w Beskidach można uważać za otwarty. Wyjechałam z domu o godz. 9.40 i stałą trasą przez Bystrą oraz Meszną (1,2,3) udałam się pod kolejkę na Skrzyczne. Jadąc deptrakiem nad Żylicą "odebrałam" Smile budowaną od października 2007 skocznię na Skalitym (4). Ogólnie mówiąc prace idą w żółwim tempie Rolleyes. Rower wyprowadziłam ścieżką biegnącą bezpośrednio pod kolejką linową (5) na Halę Jaworzynę (6), a stamtąd nartostradą (7) trochę jadąc, trochę prowadząc, dotarłam na Skrzyczne (8). Dużo czasu po drodze upłynęło mi na robieniu fotek, zatem na szczycie stanęłam dopiero o godzinie 13.40. Od oblężonego przez weekendowych turystów schroniska (9), niebieskim szlakiem (na wys. 1180 m.n.p.m.), przedostałam się na zaciszną i rzadko uczęszczaną drogę (10,11,12,13), która malowniczymi zakosami schodzi na samo dno doliny malinowskiego potoku. Zrobiłam tu kilka zdjęć, jednak musiałam szybko zjeżdżać w dół, bo nad pobliskimi Magurkami (Wiślaną i Radziechowską) kotłowały się ołowiane chmury i oddzywała się wiosenna burka.
W początkowym odcinku drogi zjazdowej, tuż pod szczytem, zalegało jeszcze trochę śniegu i błota, więc umazałam się po sam nos Toungue, za to rowerek poczuł się w swoim żywiole wyśmienicie Smile! Od kilku lat w tym rejonie prowadzona jest wycinka drzew, ogołocono już całe północne zbocze Kościelca, tzw. Las Kościelec jest już historią i ślad po nim zaginął (14). Dalej jechałam kilka kilometrów doliną wzdłuż malinowskiego potoku, aż do leśniczówki na Ostrym, gdzie droga łączy się z żółtym szlakiem biegnącym po południowym zboczu Kościelca. Z Lipowej znaną sobie trasą przez Leśną, Zabłocie, Żywiec i Pietrzykowice dojechałam do Łodygowic (15,16,17,18). Tu przystanęłam na chwilę i oglądałam czarne chmury , które teraz całkowicie opanowały tą część Beskidu Śląskiego od Klimczoka po Skrzyczne, Baranią, Muronkę i obie wyżej wymienione Magurki. Miałam szczęście, że udało mi się przed nimi uciec. Z Mikuszowic, czarnym szlakiem (przez Stalownik) wyszłam na Przełęcz Łysą (Siodełko) i zjechałam do domku o godzinie 18.00. Z przyjemnością wzięłam kąpiel, zjadłam kolację, napisałam relację i wskoczyłam do kochanego łóżeczka. Oby było więcej tak uroczych i pozytywnie spędzonych dni !


1)[attachment=11017] 2)[attachment=11013] 3)[attachment=11018] 4)[attachment=11019]
5)[attachment=11021] 6)[attachment=11022] 7)[attachment=11027] 8) [attachment=11023]

II

TRASA NA HROBACZĄ ŁĄKĘ 07 maj 2008



TRASA: 28 km, czas: 7.30 - 15.00

Straconka - Przełęcz Przegibek (663 m.n.p.m.) - Międzybrodzie Bialskie - Żarnówka Duża - Hrobacza Łąka (828) - Przełęcz u Panienki (710) - Groniczki (839) - Kopce (817) - Gaiki (816) - Przełęcz Przegibek - szlak zielony (od Waliczka, ok. 650) - szlak czerwony (zachodnim zboczem Magurki) - Przełęcz Łysa (Siodełko) - Straconka


Mapka [attachment=11048]



Wtorkowy ranek, 8- go maja, przywitał mnie słonkiem i zachwycajacym błękitem nieba. Szybko spakowałam do plecaczka wędrowniczka najpotrzebniejsze rzeczy i udałam się drogą asfaltową przez Przełęcz Przegibek (663 m.n.p.m.) do Międzybrodzia Bialskiego (fot.1,2,3), z zamiarem przejazdu przez Hrobaczą Łąkę i powrotu przez Magurkę do domu. W tygodniu, w godzinach rannych, gdy ruch na drodze jest niewielki, przejazd przez Przegibek jest przyjemny i relaksujący. Jednak nie polecam tego odcinka w słoneczne i ciepłe weekendy, gdy dla pragnącego relaksu rowerzysty, ruch samochodowy jest nie do zniesienia! Do Międzybrodzia dotarłam ok. 8.30, bo jak zwykle sporo czasu poświęcałam na robienie zdjęć. Nad Jeziorem Międzybrodzkim, powstała w latach 70- tych, jedna z pierwszych w naszym kraju hydroelektrownia szczytowa. Urządzenia elektrowni, a więc cała maszynownia i turbogeneratory, znajdują się we wnętrzu góry Żar, przez którą od szczytu, obecnie częściowo ściętego i spłaszczonego, aż do dołu, tj. do jeziora- przewiercona jest sztolnia. Usiadłam na chwilę tuż nad brzegiem, wcinając śniadanko, słuchając pląsów fal i wpatrując się w zbocza Żaru i Obłazu malowniczo zatapione w wodach jeziora, które iskrzyło w słońcu barwnymi refleksami (fot.4,5). Po tym małym wypoczynku, dalej podążałam w pocie czoła drogą dojazdową z Żarnówki Dużej na Hrobaczą Łąkę. W początkowym odcinku droga biegnie przez osiedle domków, z których kilka to prawdziwe eksponaty wybudowane zapewne jeszcze w okresie gdy zalewano w dolinie sztuczne jezioro. Zatem mogą sięgać okresu II wojny światowej. Niektóre są ruiną, inne wyremontowano i zamieszkane są do dziś. Stojące tu i tam umajone kapliczki, wspomniane wyżej drewniane, mszone chałupy na fundamentach z lokalnego piaskowca, nie spotykane już kamienne stodoły (fot.6) i piwnice, sztachetowe płotki, kolorowe ule ustawione w sadach pomiędzy kwitnącymi i pobielonymi drzewami owocowymi, ogródki i pola pełne wiosennych kwiatów (fot.7), wszystko to sprawiało, że mimo współczesnych akcentów zagospodarowania np. w postaci asfaltowej drogi, można było poczuć klimat poprzedniej epoki. Dalszy odcinek drogi biegnie lasem, gdzie przystawałam co chwilę (fot.8), bo kondycja jeszcze nie najlepsza, a zapach leśnej ambrozji powalał mnie z nóg. Chyba tylko beskidzkie, mieszane lasy mają tak boską i intensywną woń blink. Gdy dotarłam na Hrobaczą (fot.9,10,13), położyłam się na łące i całą godzinę wygrzewałam się w wiosennym słonku delektując się śpiewem ptaków i panoramą gór (fot.11,12). ok Prócz pobliskich wzniesień Beskidu Małego widoczne były okazałe szczyty Babiej Góry i Pilska. (Przy wyjątkowo dobrej widoczności można podziwiać stamtąd także Tatry.) Punkt 12.00 wsiadłam na rower i czerwonym szlakiem przez Przełęcz u Panienki (710), Groniczki (839), Kopce (817) i Gaiki (816) dotarłam z powrotem na Przegibek. To ok. 6 km, odcinek bez trudności, niezwykle przyjemny (fot.14), choć sporo tam błota i ogromnych kałuż Smile. Z Przegibka asfaltem zjechałam do miejsca przecięcia drogi z zielonym szlakiem prowadzącym na Magurkę Wilkowicką. Weszłam na szlak (fot.15) i wyprowadziłam rower na wysokość 800 m.n.p.m., tutaj odbiłam na szlak czerwony (fot.16,19), który łagodnie opada północno- zachodnim zboczem Magurki na Łysą Przełęcz (Siodełko). Bardzo lubię ten fragment ponieważ dobra droga, nie wymaga specjalnego skupienia i pozwala na podziwianie panoramy Bielska- Białej (fot.17), położonego u podnóży Beskidu Małego i Śląskiego. Z Siodełka zjazd do domu ok. godziny 15.00 i dobrze, że trasa była krótka, bo do końca zdarłam klocki hamulcowe, więc gdy zjeżdżałam spod Magurki było mnie słychać w całej Dolinie Małej Straconki. Rolleyes Smile

1)[attachment=11049] 2)[attachment=11050] 3)[attachment=11051] 4)[attachment=11052] 5)[attachment=11053]
6)[attachment=11054] 7)[attachment=11055] 8)[attachment=11056] 9)[attachment=11057]

* Na zdj. nr 18 -cel wycieczki- Hrobacza Łąka, widziany w drodze powrotnej, z czerwonego szlaku biegnącego z Przełęczy Łysej na Magurkę Wilkowicką

III



TRASA ROWEROWA PASMEM KLIMCZOKA (10 maj 2008)


TRASA: 50 km, czas: 8.00 - 17.00,
czas przejazdu (odliczając leniuchowanie) ok. 7- 8 godz.


Straconka - Olszówka - Dębowiec (686 m.n.p.m) - Przełęcz Dylówki (720) - Szyndzielnia (1026) -Klimczok (1117) - Trzy Kopce (1081) - Stołów (1035) - Błatnia ( 917) - Wielka Cisowa (878) - Mała Cisowa (829) - Czupel (736) - Łazek (713) - Jaworze Nałęże - Jaworze Górne - Jaworze Średnie - Wapienica - Kamienica - Olszówka - Straconka


Mapka [attachment=11068]



Kolejny piękny majowy dzień, który zaplanowałam spędzić na rowerku przemierzając Pasmo Klimczoka. Ta część Beskidu Śląskiego jest wręcz stworzona dla turystów pieszych i rowerowych, wśród mieszkańców Bielska- Białej cieszy się ogromną popularnością. Jest tu całe mnóstwo szlaków i ścieżek nie znakowanych, a dodatkowo komunikację ułatwia kolejka na Szyndzielnię. Tutejsze schroniska są również świetnie utrzymane, choć ceny np. w bufetach mogą wystraszyć każdego studenta Smile blink!
Wyjechałam z domu o 8.00 i przez Straconkę i Olszówkę dostałam się pod Dębowiec (fot.1,2). Stamtąd bardzo łagodnym, czerwonym szlakiem (fot.3-8) przez Przełęcz Dylówki dotarłam na Szyndzielnię i dalej żółtym szlakiem na Klimczok, gdzie ok.11.00 leżąc na trawie przeglądałam mapę i planowałam trasę na nadchodzący tydzień (fot.9,10,11). Po tym małym wypoczynku, pełna krystalizujących się pomysłów, ruszyłam w kierunku Błatniej. Czas upływał niezwykle przyjemnie, zatem nie śpiesząc się specjalnie, przystawałam co chwilkę robiąc zdjęcia i oglądając widoki (fot.12-17). Na Błatniej (fot.18) zatrzymałam się dłuższą chwilkę i rozważałam możliwości powrotnej drogi. Przy takiej ilości szlaków ciężko wybrać najciekawszą i najodpowiedniejszą opcję uhm. Nagle, jak z nieba innocent spadł sympatyczny rowerzysta i zasugerował mi trasę czerwonym szlakiem do Jaworza Nałęża. Tak też zrobiłam i przez Wielką i Małą Cisową, Czupel i Łazek zjechałam na drugi koniec Pasma Klimczoka. Trasa naprawdę wyśmienita, pełen relaks (fot.19-23) ok! Nie wiem jak to się stało, ale nigdy wcześniej tamtędy nie jechałam, ani nie dreptałam! W Jaworzu Nałężu tuż przy drodze pasł się olbrzymi czarno- brązowy kozioł z imponującymi rogami i długą falującą na wietrze brodą (fot.24,25). Zrobiłam mu całą sesję fotograficzną i pojechałam dalej przez osiedla domków jednorodzinnych, asfaltową mało ruchliwą drogą, wijącą się pod samymi górami przez Jaworze Górne, Średnie, Wapienicę, Kamienicę i Olszówkę. Wróciłam do Straconki ok. 17.00 w wyjatkowo pozytywnym nastroju i z wstępnymi planami następnej wycieczki!


1)[attachment=11069] 2)[attachment=11070] 3)[attachment=11071] 4)[attachment=11072] 5)[attachment=11073]
6)[attachment=11074] 7)[attachment=11075] 8)[attachment=11076] 9)[attachment=11077]
No no... łAAaaadna traska i piękna pogoda Ci dopisała, gratulacje.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36
Przekierowanie