Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: rowerowe co nieco
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Pogoda na rower super, zrobiliśmy trochę podkarkonoskich górek, trasa: Jelenia Góra-Cieplice, Podgórzyn, Sosnówka, Borowice, Podgórzyn, Cieplice, czas 2,20 h, odległość 26 km, całkowity wznios 437m, max prędkość 35 km/h, o średniej prędkości nie napiszę, bo rowerowaliśmy rodzinnie, a więc nieszybko Smile pzdr.
Pierwsze trzy zdjęcia z okna, następne z wycieczki.
Wycieczka rowerowa w taka pogode sama przyjemnośc ,ale ten widok z okna powalajacy ,sylwek a te ruiny to Chojnik.Smile
To prawda, widok z okna mamy niesamowity-panorama Karkonoszy. Tak to jest, gdy mieszka się blisko gór.
Ps.Pozdrawiam Ciebie,Bożenkę i dziewczynki.
Kurcze widoczek naprawdę zajefajny, nie myśleliscie zainwestować np. w lunetę i podglądać co tam się dzieje na grani Big Grin Fajnie sobie tam spędzacie czas... się nie mogę doczekać Karkonoszy Smile
Sylwek ponieważ dla mnie Karnonosze (jeszcze) są kompletnie nie znane wytłumacz nie zorientowanemu co widać na tym widoczku. Może być od lewej do prawej Smile
Smile
Podziękowania, już przestudiowane na mapie Smile
Hej!
Nie wiedziałam gdzie to wrzucić, więc jestem tutaj. Mam nadzieję, że dobrze trafiłam. Smile


Rowerem po Beskidach- „Magurka Wilkowicka- Skrzyczne”

Beskidy są idealnym miejscem do uprawiania turystyki rowerowej. Można tu przemierzać trasy od bardzo łatwych i łagodnych, po niezwykle trudne i wymagające doświadczenia oraz sprawności fizycznej. Dzisiaj opiszę Wam trasę, która biegnie przez Beskid Mały oraz Śląski i jest moją ulubioną ze względu na walory widokowe i urozmaicenie terenu.
Trasę rozpoczynam na Przełęczy Łysej, pod Magurką Wilkowicką. Zwykle startuję o siódmej rano. Stąd czerwonym szlakiem przez Łysą Górę zjeżdżam do Mikuszowic Krakowskich i między osiedlami domków jednorodzinnych, wzdłóż rzeki Białka kieruję się na szlak niebieski (w stronę Klimczoka). Jadę nim aż do miejsca, w którym droga odbija na Meszną. Mijam kościoły w Bystrej i Mesznej. Droga biegnie w pobliżu granicy z lasem, między domkami i łąkami pachnącymi, w pełni lata, rumiankiem. W miejscowości Buczkowice dojeżdżam do głównej drogi prowadzącej na Szczyrk. Tu przechodzę przez drogę i pedałuję  przez Dolny Szczyrk na centrum. Dróżka prowadzi  wzdłuż deptaka nad Żylicą. Dochodzi godzina 8.00 (dojazd z Przełęczy Łysa do Szczyrku, to równa godzina). Na deptaku nie ma nikogo, potok chłodzi mnie przyjemnie po wstępnej  17  kilometrowej rozgrzewce. Szczyrk budzi się do życia, ale o tej porze nie widać jeszcze turystów, tutaj gwar zaczyna się dopiero przed południem. Jestem w centrum. Stąd jakieś 5 minut pod kolejkę na Skrzyczne, gdzie zsiadam z roweru i ścieżką biegnącą bezpośrednio pod kolejką, wypycham albo wynoszę rower na Halę Jaworzynę. Podejście miejscami jest dość strome, ale to najszybsza droga. Wyciąg zaczyna pomału ruszać, turyści jadący do góry wołają coś do mnie, komentują, ale jestem tak zmęczona, że wychodzą ze mnie siódme poty i nie mam nawet siły  aby się do nich uśmiechnąć. Są i tacy, którzy z rowerami wyjeżdżają na samo Skrzyczne, aby potem zaliczyć ekstremalny zjazd w dół i wyjechać ponownie. Ale co to za przyjemność, nie wspomnę już o wydatku, poza tym trzeba dbać o formę! Smile Na Hali robię sobie małą przerwę (jakieś 15 min.), uzupełniam braki wody w organiźmie i ruszam dalej na Skrzyczne. Teraz już trochę jadę, trochę prowadzę mój wehikuł. Około 10.00 jestem na wysokości 1257 (Skrzyczne) i  podziwiam widoki ze szczytu, a także kiwam mojej kochanej Magurce, która widoczna jest stąd w całej okazałości. Czas szybko ucieka, a przede mną jeszcze daleka droga, zatem jadę dalej zielonym szlakiem w kierunku Małego Skrzycznego (1211), a następnie na kopę Skrzyczeńską (1191). Droga rewelacyjna- to lekko w dół, to delikatnie pod górkę, albo po równym, można zregenerować siły po zdobyciu Skrzycznego. Widoki na prawo i lewo przy pogodzie są piękne! Grzbiet został ogołocony parę lat temu z drzew na skutek wichury. Drwale wszystko wyczyścili i teraz rośnie tu piękny zielony młodnik. Z Kopy Skrzyczeńskiej (dalej zielonym szlakiem) jadę na Malinowską Skałę (1152). Czasami mijam kilku turystów. Zjazd bardzo przyjemny, w porze deszczy, albo na wiosnę bywa dość błotnisty. Nie zaglądam do pobliskiej jaskini, bo niestety nie mam co zrobić z rowerem, ale turystom polecam zwiedzenie choć głównej partii. Są tam zamocowane drabiny, żeby zobaczyć wnętrze trzeba mieć naturalnie tylko własne źródło światła. O jaskini Malinowskiej napiszę przy innej okazji. Wróćmy do naszej trasy. Przed samą Malinowską Skałą znów wkładam rower na plecy i krótki, choć ostry odcinek wynoszę go do góry. Stąd jeszcze jakieś 600 metrów (zielonym szlakiem) i odbijam w kierunku Lipowej  na szlak żółty. Jest po 11.00. Wiem, że muszę przemierzać dalszą drogę, ale w lecie rosną tu takie borówy, że nie mogę się im oprzeć. Napełniam brzuszek i ponownie wskakuję na mojego dwukołowca, ruszam  na Lipową. Zjazd dość stromy i kamienisty, a droga wyżłobiona przez wodę. Trzeba się mocno nagimnastykować i porządnie skoncentrować, aby nie było kuku. Szlak rzadko uczęszczany, prawie dziki i raczej nikt by mi tu nie pomógł w razie jakiegoś wypadku.  Las w tym rejonie jest niezwykle bujny i pachnący żywicą, rosną tu potężne drzewa iglaste i miejscami cudne buki. Zagłębiam się coraz bardziej w kotlinę. Różne myśli chodzą mi po głowie, bo podobno na tych zboczach grasują niedźwiadki. A, że nikogo tu nie ma, byłabym jedynym kąskiem do schrupania. Smile Ostry zjazd kończy się i wyjeżdżam na leśną drogę pokrytą asfaltem, ale zamkniętą i odizolowaną od ruchu (to chyba droga pożarowa). Teraz to frajda niesamowita, bo przede mną kilka kilometrów bez dotknięcia pedałów, drogą wijącą się wzdłuż górskiego potoku. Dojeżdżam do leśniczówki (Ostre). Tutaj zawsze zatrzymuję się, zrzucam buty, plecak i kask i wskakuję do potoka ochłodzić rozgrzane ze zmęczenia ciało. Takie kąpiele świetnie hartują! Jest tak przyjemnie, że mogłabym tam spędzić pozostałą część dnia, ale trzeba jechać! Pełna nowych sił po zimnej kąpieli, ruszam przez wsie Lipową i Leśną do Żywca. To znów kilka/kilkanaście kilometrów bez dotknięcia pedałów. Przybywam do Zabłocia i stąd przez boczne uliczki w Żywcu przedostaję się nad Jezioro Żywieckie. Jadę ścieżką wzdłuż torów kolejowych, a następnie wałami aż do samego Zarzecza. Zwykle jestem w Zarzeczu między 13.00 a 14.00.  Później, niestety drogą asfaltową,  do Czernichowa gdzie odbija niebieski szlak na Czupel (933). Tu też nie dam rady jechać, bo szlak pnie się ostro do góry przez Suchy Wierch (781) i Rogacz (899). Gdy udaje mi się dotrzeć na Czupel jestem już szczęśliwa, bo wiem, że mam na rzut kamieniem do domu. A zmęczenie daje się teraz we znaki, szczególnie w upalny letni dzień! Droga z Czupla na Magurkę Wilkowicką to sama przyjemność! Piękne widoki, szlak biegnący grzbietem jest stosunkowo równy, a  w perspektywie mam odpoczynek w domku. Schronisko na Magurce Wilkowickiej (913) mijam około 15.30 lub po 16, gdy zbyt dużo czasu poświęcam na oglądanie widokow. Następnie kieruję się czerwonym szlakiem na Łysą Przełęcz, skąd rozpoczęłam rano wycieczkę. Ten odcinek trasy też jest bardzo przyjemny. Rozciąga się tutaj niepowtarzalny widok na dolinę Małej Straconki i Bielsko- Białą.  Gdy dojeżdżam do domu na liczniku wybija równe 100 km, a zegarek pokazuje godzinę 17-18.00. Odstawiam rower i kładę się na trawie w ogródku, patrzę w niebo i dziękuję Bogu, że nie muszę już nigdzie pedałować. Smile Tak oczywiście sobie teraz żartuję, ale to rewelacyjna trasa i polecam ją tym, którzy lubią trochę pomęczyć się na rowerze i poznać przy okazji beskidzkie krajobrazy.
Nie mam niestety zbyt wielu zdjęć z tych wycieczek, bo na rower raczej nie zabieram aparatu- boje się, że przy koziołku może się roztrzaskać. Trasę tą można oczywiście na różne sposoby modyfikować (skracać, wydłużać), w zależności od upodobań i możliwości.
Wsiadajcie na rowery może wkrótce spotkamy się na szlaku...
Pozdrawiam wszystkich pieszych i rowerowych Turystów!

[attachment=8795] [attachment=8796] [attachment=8797] [attachment=8798]

Ps. Na wiosnę na samym Skrzycznym, jak widać na zdjęciu pierwszym, jest jeszcze trochę śniegu, a wszędzie zalega błoto. Oczywiście w lecie trasa jest dużo łatwiejsza.
Paulino! Jeszcze nigdy nie jeździłem rowerem górskimi szlakami. Po przeczytaniu Twojej relacji, chyba pomyślę o tym poważnie. Fajna sprawa. Smile

maciek napisał(a):
Paulino!  Jeszcze nigdy nie jeździłem rowerem górskimi szlakami. Po przeczytaniu Twojej relacji, chyba pomyślę o tym poważnie. Fajna sprawa. Smile


Beskidy na rower są stworzone! Zapraszam w moje strony. Przy innej okazji opiszę wycieczki np. po Orawie, albo po okolicach Suchej Beskidzkiej- tu szeroki uśmiech w kierunku Spoka Smile. W maju, gdy starczy mi czasu po długim weekendzie, zamierzam przejechać tą samą trasę na Skrzyczne, ale poźniej dalej na Baranią  ze zjazdem do Kamesznicy i Milówki. Jak się uda- umieszczę relację. A jak nie, to pewnie i tak umieszczę coś innego ... SmileBig Grin

paulina napisał(a):
W maju, gdy starczy mi czasu po długim weekendzie, zamierzam przejechać tą samą trasę na Skrzyczne, ale poźniej dalej na Baranią  ze zjazdem do Kamesznicy i Milówki.


Ale fajnie. Byłem tam kiedyś, ale na piechotę. Milówka, Rycerka, Sól, Zwardoń! A na Rachowcu zabłądziłemBig Grin. Jesienią jest tam mnóstwo jeżyn.Smile

Pysznych jeżyn! Trzeba w takim razie zabrać rodzinkę, pojechać w Beskidy pochodzić, pojeździć i najeść się do syta! SmileBig Grin
Paulina 100km w takim terenie to nie lada wysiłek .I trzeba mieć naprawdę dobrą kondycję.Gratuluję .W swoim czasie pojechałem z rodzinką do Szczyrku i wyciągiem na Skrzyczne .W dole ogladaliśmy rowerzystę mocno naciskajacego na pedały .było gorąco.Prawdę powiedziawszy współczułem mu.Całą tę trase która opisałaś przechodziłem w różnych porach i częściach Bardzo mi się tez podobało przejście dołem u podnóża Beskidu Slaskiego.Zaczynałem od Radziechowy poprzez Twardorzeczkę .Lipową Kalnę Godziszkę ,Buczkowice,Meszna .Bystra Bardzo mi sie te miejscowosci podobały .Ładnie położone w ładnym terenie
Spoko, masz rację te strony są wyjątkowe. Dla mnie podwójnie ze względu na beskidzki patriotyzm SmileBig Grin. To 100 km nie jest aż takim wyzwaniem, bo jak pisałam- trasa jest urozmaicona, nie pedałuje się przez cały czas. Trzeba też dużo prowadzić rower, a poza tym zjazdów jest sporo i wtedy siły wracają.
I jeszcze jedno- jestem przekonana, że skoro tyle chodziłeś po ścieżkach, które i ja przemierzam w Beskidach, to 100% gdzieś się mineliśmy! Big Grin Musimy zatem niebawem to piwko na Magurce wypić Smile
Paulina ale masz harta w nogach i ta kąpiel w strumieniu!Pięknie tam.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36
Przekierowanie