26-05-2008, 06:46 PM
IV
TRASA Z SUCHEJ BESKIDZKIEJ DO ŻYWCA PRZEZ PRZEŁĘCZ PRZYSŁOP, ZAWOJĘ, PRZEŁĘCZ KLEKOCINY, KOSZARAWĘ, PRZYBORÓW, SOPOTNIĘ, JUSZCZYNĘ I TRZEBINIĘ (13 maj 2008).
TRASA: ok. 100 km, czas: 6.00 - 20.00
Straconka > Żywiec > Sucha Beskidzka (przejazd pociągiem)- fot.1,2
Sucha Beskidzka - czerwony szlak (południowo- wschodnim zboczem Magurki; 872 m.n.p.m.) na Przełęcz Przysłop (661 m.n.p.m.) - czerwony szlak (przez przysiółki: Kaselówka, Smyraki, Surmiaki) do Zawoji Centrum - Zawoja Wałcza - Przełęcz Klekociny (864) - Koszarawa - Przyborów - Jeleśnia - Sopotnia Mała - Juszczyna - Trzebinia - Żywiec - Łodygowice - Wilkowice - Straconka
Mapka- cz. 1 [attachment=11096]
Mapka- cz. 2 [attachment=11097]
Pasmo Jałowieckie od dawna zaprzątało mi myśli, bardzo lubię odwiedzać tamte strony. Piękne widoki na okoliczne pasma i szczyty, w tym bliskość królującej nad wszystkim Babiej Góry, urocze kapliczki, życie toczące się w przysiółkach, tworzą niepowtarzalny klimat i sprawiają, że chce się wracać i znów wracać w tą część Beskidów. Początkowy plan zakładał przejazd z Suchej całym Pasmem Jałowieckim (pod Magurką na Przełęcz Przysłop, Kiczorę, Arcygłówkę, Solniska, Kolędówkę, Jałowiec, Czerniawę Suchą oraz Lachów Groń) i zjazd do Koszarawy. Jednak ze względu na dość znaczne opóźnienie pociągu spowodowane remontem torów, zmuszona byłam do zmiany planów. Ale "nie ma nic złego co na dobre by nie wyszło"
! Z Suchej, czerwonym szlakiem, biegnącym przysiółkami, tuż pod szczytem Magurki (fot.3-7), dotarłam na Przysłop. Zaraz po wyjeździe z lasu otwiera się tutaj niezapomniany widok na Babią (fot.8). Aż serducho mi stanęło gdy moim oczom ukazały się żleby Diablika zasypane jeszcze śniegiem, żółte dywany łąk ukwieconych mleczami, śnieżno- białe drzewa owocowe, a wszystko to opromienione intensywnymi promieniami majowego słonka i pachnące wiosną (fot.9-15)! Przez cały czas powtarzałam do siebie, że chyba jestem w raju
! Droga osiedlami w kierunku Jałowca była bardzo zachęcająca, jednak opóźnienie miałam spore i właśnie tu podjęłam decyzję o zmianie planów i jak później okazało się- całkiem słuszną. Udałam się do centrum Zawoji, później na Wełczę i Przełęcz Klekociny (fot.16,17,18,19). Tereny idealne na rower, mało ruchliwa i spokojna droga na Wełczę w końcowym odcinku przechodzi w dobrze utrzymaną drogę leśną, która bardzo łagodnie pnie się na przełęcz (fot.20). Mimo żaru z nieba i jeszcze nie najlepszej kondycji pokonywałam kolejne metry bez specjalnej zadyszki. Gdy dotarłam na Klekociny (fot.21,22) było chyba ok. 14.00. Mały posiłek, kilka zdjęć i teraz już tylko w dół- wspaniała perspektywa! Zjazd drogą w kierunku Koszarawy jest bardzo przyjemny, choć sporo tam błota z wylewających się na drogę potoków. Dalej, po wyjeździe z lasu, droga asfaltowa (fot.23,26), wiodąca zamieszkałą doliną, wzdłuż potoku Bystra, dochodzi do centrum Koszarawy. Po tej stronie Klekocin można podziwiać większe i mniejsze wzniesienia z Grupy Mędralowej (fot.24). Umajone koszarawskie kapliczki (fot.25) są równie śliczne jak te podbabiogórskie, ale nie miałam już czasu aby co chwilę przystawać i je fotografować. Teraz rozpoczął się wyścig ze słonkiem chylącym się po nieboskłonie, bo do domu jeszcze daleko. Jechałam bez przerwy aż do Pietrzykowic, tu odetchnęłam nad jeziorem (fot.27) i już resztką sił dotarłam przez łodygowickie pola (fot.28) do Straconki. Ostatnie metry podjazdu do domu wydawały się nie do przebycia, ale energia wróciła mi po kąpieli, gdy wieczorową porą opowiadałam wrażenia z wycieczki rodzicom. Ten dzień był również wyjątkowy ze względu na sympatycznych ludzi, których spotkałam na trasie. Bardzo miło jest obserwować codzienne życie w podgórskich miejscowościach i na odległych przysiółkach. Turystyka rowerowa pozwala na dość szybkie przemieszczanie się w terenie i poznawanie różnych ciekawych zakątków w niewielkim odstępie czasu. I tak: pod Magurką jeden pan ściągał traktorem drzewo z lasu, chwilę później, na Przysłopie inny pan prowadził oprysk kiełkującego zboża, godzinę później w Wełczy ktoś budował dom, plewił ogródek, malował płot, z Klekocin schodziła wycieczka hałasujących dzieciaków, a w Koszarawie jakieś panie przyozdabiały kapliczkę kwiatami i barwnymi wstążkami. Można tak wymieniać bez końca jednym słowem na rowerze wszystko dzieje się jak na przyspieszonym filmie, przy czym kilka "stop- klatek" zapada w pamiętać na zawsze. Zebrałam mnóstwo uśmiechów od ludzi, pogadałam tu i tam, ogrzałam się wiosennym słonkiem i nacieszyłam oczy górskimi pejzażami, chyba nic więcej człowiekowi do zadowolenia nie potrzeba! I kondycja znów nieco podreperowana
.PS. Rozglądałam się za znajomym Geografem
w okolicach Suchej, ale niestety nigdzie go nie widziałam
! Spoko- pięknie tam u Ciebie !!!

1)[attachment=11098] 2)[attachment=11099] 3)[attachment=11100] 4)[attachment=11101]
5)[attachment=11102] 6)[attachment=11103] 7)[attachment=11104] 8)[attachment=11105]

.
)
, w takich klimatach jeszcze nie kręciłam 