Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Ostatnio przebyte wyprawy
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Fajna relacja.
Ech, może kiedyś, jak dorosnę. Wink Zazdroszczę w każdym razie.

Co do wstępu - częściowo popieram, a częściowo nie. Popieram w kwestii, żeby nie likwidować szlaków trudnych i wymagających, jak wspomniana Orla Perć. Natomiast co do liczby turystów odwiedzających góry. Hmm... Nie do końca się zgadzam. Dla mnie im mniej ludzi w górach tym przyjemniej.
Strasznie wkurzają mnie wyciągi narciarskie i kolejki górskie. Wkurza mnie również gospodarka jaką prowadzi się w górach. Właśnie wróciłem z Mogielicy (z przyczyn niezależnych ode mnie nastąpiła zmiana pierwotnych planów) i po raz kolejny jestem rozżalony. Jak prowadzona jest gospodarka leśna w polskich górach przekracza wszystkie dopuszczalne normy. Na dodatek właśnie na Mogielicy wójt gminy Słopnice umyślił sobie wybudowanie wyciągu narciarskiego. Nie wiem, jak obecnie wygląda kwestia tej budowy, ale budzi ona niemałe kontrowersje wśród ekologów. Dzisiaj nie spotkałem na Mogielicy żywej duszy (ludzkiej duszy, bo inne to i owszem), z czego bardzo się cieszę. I to nie tylko powód "psiej" pogody. Co będzie, jeśli projekt budowy wyciągu narciarskiego zostanie zrealizowany nie trudno się domyślić. Jak dla mnie, to można byłoby rozwalić wszystkie te wyciągi narciarskie, z których notabene korzystają w większości bogacze. Oczywiście wyznaczyć trasy, z których mogą korzystać, ale zanim delikwent nacieszyłby się "białym szaleństwem" musiałby ruszyć d*** i samodzielnie wejść na górę. Wiem, że to jest pod względem rozwoju turystyki (a raczej może gospodarki turystycznej) kiepski pomysł, ale może pozwoliłoby następnym pokoleniom cieszyć się widokiem gór nie zalanych betonem i asfaltem. Zabetonowywanie stoków to pomyłka. Może jestem egoistą, ale jakoś istnieje taka tendencja: coraz więcej betonu, a coraz mniej przyrody.
Ciekawe co będzie w Gorcach. Wiadomo, że w gminie Niedźwiedź są źródła geotermalne. Coś się tam wspomina o wykorzystywaniu tych źródeł w celach "turystycznych", a konkretnie żeby umożliwić pani Jadzi ze stolycy moczenie części ciała, której nazwę ja znam lecz nie podam, a inni się domyślą. Obawiam się nie fajnych konsekwencji dla jeszcze relatywnie mało uczęszczanego szlaku obfitującego we wspaniałe atrakcje (szczególnie jesienią w okolicach Kopieńca - kto był i słyszał temu tłumaczyć nie muszę Wink). Przecież jeśli władze miejscowości zdecydują się na wykorzystanie tych źródeł będzie do tego konieczna budowa odpowiedniej infrastruktury. Pewnie w samym Niedźwiedziu się nie zmieszczą z tymi wszystkimi hotelami i innymi obiektami turystycznymi, zatem bedą starali się umieścić wszystko w bezpośredniej okolicy. Czuję, że bez konfliktu z GPN się nie obędzie.
Cholera jasna, ja naprawdę wszystko rozumiem, szukanie pewnych kompromisów i w ogóle, ale w naszym kraju te kompromisy oznaczają z reguły nie liczenie się z przyrodą, nikim i niczym. Kasa i kasa.
Po prostu stop udoskonalaniu gór! One są już dostatecznie doskonałe.
Dobra, wygadałem się. Smile Przepraszam, ale musiałem. Koniec offtopu i przynudzania.
P.S.
Zapomniałem o wszelkiego rodzaju quadach (czy jak to się nazywa) i pierdzących motorkach. To jest dopiero plaga.
P.S.2
A tu jest coś o planach "zagospodarowania" Mogielicy jeśli kogoś zainteresuje:
http://www.pzwl.republika.pl/wyciag_frame.htm

Pedro napisał(a):
A miałem się kiedyś Cię Spoko zapytać. Należałeś może dawniej do jakiegoś klubu wspinaczkowego? Bo coś mi się chyba kiedyś obiło o uszy że się wspinałeś.

Do klubu nie należałem ale moi koledzy z Akademika z którymi mieszkałem zrobili kurs wspinaczki skałkowej .poczym zakupili sprzęt i już wspólnie jeżdzilismy wspinać sie po skałkach przez jeden rok.głownie w dol Kobylańskej i Będkowskiej ale także w Krakowie na Zakrzówku.

Daniel poruszyłeś drażliwy temat narciarzy A tu na Forum jest co najmniej kilku fanatyków tego białego szaleństwa.Ja kiedys jeździłem ale na stok podchodziłem o własnych siłach.Nie było tyle wyciagów .No cóż wyciągi dobra rzecz,ale wydaje mi sie ,że już jest dostateczne nasycenie.
Spoko-Ty to zawsze masz w zapasie jakieś fajniusie relacyjki z wyprawSmile Ta również do takich należySmile

daniel napisał(a):
Ech, może kiedyś, jak dorosnę. Wink Zazdroszczę w każdym razie.

To tak jak ja...może..kiedyś...jak znajdę kogoś kto ze mną zechce pójść-bo sama to sieM raczej na to nie piszę hehToungueBig Grin

Karolina to zapraszam do Krakowa, namówimy Pedra, wymysli nam jakąś fajną traskę i wybierzemy się w górySmile Właśnie to jest chyba największy problem, żeby mieć z kim pójść, bo samemu... strach Smile
Oczywiście nie teraz, ale jak warunki będą fajne... Zapraszam Smile

Halska napisał(a):
Karolina to zapraszam do Krakowa, namówimy Pedra, wymysli nam jakąś fajną traskę i wybierzemy się w górySmile Właśnie to jest chyba największy problem, żeby mieć z kim pójść, bo samemu... strach Smile
Oczywiście nie teraz, ale jak warunki będą fajne... Zapraszam Smile

oj joj joj joj jojCool z najwiękSiejszą przyjemnością.... widzę Karolcia, że my to sieM rozumiemy..musisz teraz tylko namówić Pedra aby wytyczył nam szlaczki...takie na nasze możliwości... no i sruuuuu...w góry heheToungue

Sylwestrowy wyjazd na narty:-)
Zgodnie z sugestią Pedra powinnam napisać ,że w czasie naszego wypadu na narty:"...widzieliśmy niedźwiedzie, łosie, zdobyliśmy Gierlacha, Rysy, Orlą Perć przeszliśmy w parę godzin a później jeszcze z 6 godzin na stoku pojeździliśmy w Białce..." Hehehe byłoby fajnie, niestety planowany wypad w Tatry nie wyszedł, mimo to ja i tak zrobiłam sobie dwa wypady... na górkę za domkiem, żeby chociaż zobaczyć Tatry z daleka. Ale zacznijmy od początku.
Kiedy usłyszałam propozycje wyjazdu na narty na Sylwestra oczy zaiskrzyły mi z radościBig Grin Ostatni raz byłam na stoku 2 może 3 lata temu. Od momentu ustalenia i załatwienia wszystkich formalności co do wyjazdu wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy na śnieg. Niestety na natuarlny świeży puch się nie doczekaliśmy ale kilka dni przed Sylwestrem naśnieżyli armatkami stok, więc ciesząc się, że jest jednak trochę śniegu i da się pojeździć 29 grudnia rano wyjechaliśmy z Krakowa do Białki Tatrzańskiej.
W sumie było nas 13 osób (w tym czwórka forumowiczów:Berck, Grisza, Pedro i moja skromna osoba) Po drodze zajechaliśmy jeszcze po koleżankę do Nowego Targu i wkróce dotarliśmy do miejsca, w którym Kierownicy naszego wyjazdu czyli Grisza i Pedro załatwili nam nocleg. Nie było to w samej Białce, ale w Trybszu, wiosce położonej pomiędzy Białką Tatrzańską a Jeziorem Czorsztyńsko- Niedzickim. Warunki fajne, nie narzekaliśmy, w domku było cieplutko i była ciepła woda, więc niezbędne minimum zapewnione, mogliśmy korzystac z kuchni i jadalni i właściwie ze wszystkiego co było nam potrzebne, gospodarze bardzo mili, gościnni tak jak napisał Pedro: "Całkowicie niespodziewanie dostaliśmy od nich za free rosół codziennie, bombonierki, czekoladki, nie wspominając o 2,5 litra śliwowicyBig Grin Nawet naczynia nie pozwolili nam myć, tylko oni się wszystkim zajmowali (a było nas 13 osób). "
Po rozlokowaniu się w pokojach i rozpakowaniu bagaży przed 16 ruszyliśmy do Białki a właściwe na stok na Kotelincy Białczańskiej(http://www.bialkatatrzanska.pl) Polecam dla początkujących narciarzy, proste, niezbyt strome, nieskomplikowane trasy i dobra organizacja, mimo że było bardzo dużo ludzi, w kolejce do 6 - osbowego wyciągu krzesełkowego chwilami trzeba było stać pół godziny, ale było wartoSmile Jeździliśmy w sumie do 22. Mój pierwszy zjazd oczywiście nie obył się bez upadków, więc dwa razy musiałam się zbierać ze śnieguToungue i dzięki pomocy Griszy jakoś się udało :-) kolejne zjazdy udało się jakoś zrobić bez upadków. Nartki spisywały się doskonale. Poczatkowo zjeżdzaliśmy razem, ale ponieważ każdy ma swoje tempo zjazdów i inne umiejętności kolejne zjazdy robiliśmy osobno od czasu do czasu spotykając się na trasie albo w kolejce do wyciągu:-)
Po 22 byliśmy w domku, Gospodarz - Pan Władek nie dając nam za bardzo odpocząć przyniósł sliwowicę i ... chyba nie muszę pisać jak to podarowane dobro spożytkowaliśmyToungue
O ile dobrze pamiętam w sobotę rano mieliśmy ruszyć w Tatry, niestety nikomu nie chciało się ruszyć z łóżka;-) Sobota była ostatnim dniem kiedy ja jeździłam na nartach, okazało się, że moje buty są bardzo niewygodne i w niedzielę nie dałabym rady wcisnąć ich na nogi. Reszta grupy(z małymi wyjątkami) jeździła od piątku do niedzieli. W niedzielę z moich nartek korzystała koleżanka, więc nie stały bezczynnie. W międzyczasie, nie pamiętam dokładnie czy w sobotę czy w niedzielę odwiedziliśmy z Pedrem, Berckiem i Agnieszką  Zaporę w Niedzicy, z której pięknie widać było zamek <zdjęcie zamku w Niedzicy z mojej komóry w załączniku> reszta grupy chciała pojeździć na łyżwach, niestety lodowisko było nieczynne.
W Sylwestra pogoda trochę się zepsuła, momentamu padał deszcz więc tak bardzo nie żałowałam i nie było mi przykro, że nie jeżdzę na nartach. Wieczór sylwestrowy spędziliśmy w domku na imprezie, bawiąc sie przy muzyce, w miłym nastroju spotęgowanym świeczkami i drinkami Toungue o pólnocy wyszliśmy na pole, zrobiliśmy sobie pokaz sztucznych ogni w liczbie 4Big Grin, wypiliśmy szampana, złożyliśmy sobie życzenia, zrobiliśmy sesję zdjeciową i tak oto przywitaliśmy Nowy Rok. A później impreza do rana. Nie wszyscy dali radę...  W Nowy Rok dostaliśmy od gospodarzy gar gorącego rosołku, który jak wiadomo przynosi ulgę po imprezieToungue
Po południu w Nowy Rok wracaliśmy do Krakowa. Niestety pewne wydarzenie troszkę zepsuło nastroje po fajnym wypadzie na narty, nie będę sie może zagłębiac w szczególy. Po prostu pijany miejscowy zaczepił Griszę i Pedra chcąc się z nimi bić, przy okazji uszkodził lusterko w aucie, którym mieliśmy wracać do Krakowa, na szczęście niegroźnie. Nie udało mu się osiagnąć celu bo Pedro mu natłukł... po czym pijany miejscowy został odciągnięty przez swoich towarzyszy. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do Krakowa. Ja miałam nogi jak z waty, bo jak sobie wyobraziłam co może się stać jak taki pijany Góral zaczepia chłopaków (szczególnie po wydarzeniach sylwestrowych na Gubałówce) bardzo się przestraszyłam. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, bez większych szkód, z małym tylko niesmakiem.
W sumie wyjazd bardzo udany, dla mnie ważne że trasy nie były trudne, ponieważ jestem wciąż początkującym narciarzem i cały czas szkolę technike jazdy.
W załączniku dołączam również moje zdjęcie na stokuToungue Pozdrawiam. Mam nadzieję, że bardzo nie zanudziłam:-)

[attachment=1103][attachment=1104][attachment=1105]
Bardzo fajnie zrelacjonowaliscie to koleżanko.W sumie pojechaliście na narty a nie wspinanie sie po górach.A Tatry napewno ładnie z Białki prezentowały się .A takie zaczepki w taki czas to dość typowe -pewne urozmaicenie .A ten stok na którym jeździliście to bardzo stromy jak widać na zdjęciu Smile
Hehe, zdjęcie było robione na najbardziej płaskiej części stokuToungue
A mnie się wydaje że bardziej z górki się już nie da, toż to jedziesz pod kątem 90 stopni do ziemi!! I jaka swoboda... ZawodowoSmile Ładny ten Zameczek.
ja tam byłam,ja tam byłamToungue:P...pamiętam ten zamek.Pamiętam także później cały spływ Przełomem Dunajca-było pięknie. A co do relacji-Halska ani tyci, nawet odrobinke nie zanudzasz!!!! I szkoda, że tacy gospodarze to przypadek jeden na 100 albo i więcej Toungue Toungue
No dobra, co ma być to będzie, relacja ma być więc niniejszym Proszę:

Sobota godzina 7:00, pod nasz blok podjechał Fasmac z żoną Olą, jadąc na weselisko w okolice Zakopanego zaproponowali Nam że nas zabiorą, jeszcze raz Bardzo Wam za to dziękujemy!!
W Zakopanem byliśmy około 9:30, szybkie uzupełnienie zaopatrzenia, dociążenie plecaka i wio do Kuźnic.
Na wejście na Gąsienicową wybrałem szlak przez Boczań więc idziemy, powoli spokojnie, wiem że mamy sporo czasu, nic nas nie goni a plecak troszke ważył.
Na wyjściu nad granice lasu zaświeciło nam nieśmiało słońce, widoki piękne, Jadzi się podoba (to jest dla mnie najważniejsze)
Docieramy do schroniska na godzinę 13:20, wchodzimy do recepcji, szybki telefon do Sylwestra w którym pokoju się zatrzymał, meldunek i Łóżko... NIE!! Żadne łóżko!! Telefon od Sylwestra informuje nas że schodzą z małego kościelca i czekają na Nas przy dolnej stacji kolejki krzesełkowej na kasprowy i pójdziemy na Liliowe, przepakowujemy mały plecak i po chwili idziemy na spotkanie ze znajomymi forumowiczami, jesteśmy bardzo ciekawi jak to będzie, czy się rozpoznamy, jakie bedą pierwsze wrażenia...
Są!! Wśród kosówki jeszcze przed planowanym miejscem spotkania pojawia się dwójka piechurów, Danusia idzie pierwsza za nią Sylwester, jego sylwetkę w czerwonej kurtce oraz z charakrerystycznym wąsem rozpoznałem bez problemów, że kobieta przed nim to Danusia raczej się domyśliłem ale jej głośne radosne "Hejhej!!" rozwiało moje wątpliwości.
Witamy sie serdecznie przedstawiamy i idziemy w stronę stacji kolejki, tam prosimy snowboardzistę o wykonanie sesji fotograficznej i idziemy w kierunku Liliowego, po drodze rozmawiamy intensywnie, tak bardzo że po dojściu do źródełka nad rozstajem szlaków zielonego i żółtego postanawiamy powoli wracać do schroniska, było to również spowodowane tym że Jadzia w Tatry pojechała prawie z marszu ponieważ była na nocnej zmianie w pracy a i Ja wiele przed wyjazdem nie spałem.
W schronisku kąpiel i zejście na jadalnię na kolację i "małe" wtaszczone na własnych plecach przesmaczne wytrawne conieco.
Podczas kolacji oczywiście rozmowy, rozmowy, rozmowy, roz... dobra, wystarczy, okazuje się że mamy okazję wysłuchać koncertu kolęd w wykonaniu chóru "Adoramus" z Rdzawki, atmosferka bajeczna, na stołach świece, światło przygaszone, wino w kubkach, no nie spodziewałem się że tak będzie. Na sali rozpoznałem Piotra Pustelnika, nie muszę mówić kto to jest. Nasze pogaduchy skończyliśmy o 22:00, czas położyć się spać, jutro kolejny (nasz niestety ostatni) w Tatrach.

7:28, budzę się 2 minuty przed budzikiem, ciekawe dlaczego, toaleta i zejście na śniadanko, kawa, herbata, kanapki na drogę, ustalenie planu działania.
Wszyscy idziemy na Czarny Gąsienicowy staw, dalej Sylwester i Danusia idą dalej a My z Jadzią wracamy po graty i wracamy do Zakopa przez Gęsią Szyję, ale cóż, nad Czarnym stawem jest tak pięknie i zachęcająco do dalszej wędrówki że postanawiamy iść dalej tak daleko jak możemy żeby na 15:45 być na dworcu PKSu.
Sylwester jako "Badacz Śniegu" sprawdza grubość pokrywy lodowej na stawie i przechodzimy przez taflę na drugą stronę, po drodze sesja Jadzi z Kościelcem w tle i decydujemy się wejść na Zmarzły Staw w koziej dolince, jakież było moje zaskoczenie kiedy to zorientowałem się ze w pewnym momencie Jadzia zasuwa pod górkę jak parowóz jakieś 25-30 metrów przed nami, nie zatrzymując się nawet w głębokim kopnym śniegu!! (Chyba jej nie znam lub Ona nie wie że kocha góry, szła pięknie!!)
Dochodzimy do skałek przed Zmarzłym Stawem, momentami dmucha tak mocno że nie widzimy się na wzajem będąc kilka metrów od siebie, Moja bidula tym bardziej miała kłopoty z widocznością ponieważ jak zauważyliście zapewne nosi okulary a wiejący z dużą siłą wiatr zaklejał je skutecznie, a i bez okularów nie bardzo było co widać bo śnieg wciskał się pod powieki.
Wreszcie jesteśmy u wrót zmarzłego stawu, Sylwester znajduje w miare zaciszne miejsce, poimy się gorącą cherbatą, zagryzamy czekoladą, żegnamy się umawiając na Babią w dniach 1-5 Marca i wracamy spowrotem do schroniska, wiatr nie daje za wygraną ale widzi że się nie poddajemy z czasem odpuszcza pozwalając na spokojnie podziwiać widoki.
Jesteśmy w Murowańcu, zmiana ciuchów na suche, posiłek na jadalni i powrót do cywilizacji ale tym razem przez dolinę Jaworzynka, śnieg na szlaku bardzo mocno "rozpuszczony" przez wysoką temperaturę był makabrycznie śliski, tak śliski że tuż przed zejściem do dna doliny wywinąłem zgrabnego obertasa waląc się w tył na plecy ale na całe moje szczęście na plecak który całkowicie zamortyzował upadek, gdyby nie on walnąłbym z dużym impetem plecami i może głową w kamole szlakowe, oj to by bolało... Podczas tego upadku niestety słamałem dolny człon kijka i teraz nie bardzo wiem co z tym fantem mam zrobić bo to nie wada producenta ale to nie w tym temacie.
Docieramy na dworzec PKSu na godzinę 15:45, szybkie zakupy "na drogę" i o 16:00 startujemy do Katowic.

Szkoda że byliśmy tu tak krótko ale jestem bardzo zadowolony z wyjazdu, z tego że Tatry wysokie, surowe, ciężkie wymagające góry takie inne niż "ceprostrada" spodobały się mojej Żonie, mam nadzieję że jeszcze zechce tam ze mną i nie tylko wrócić, poznaliśmy czworo z forumowiczów, zmaterializowały się pisane słowa, ożyły avatary, Bardzo się z tego cieszę, BARDZO FAJNI, SYMPATYCZNI LUDZIE!!!! SERIO SERIO!!
A teraz będą fotki:
[attachment=1106][attachment=1107][attachment=1108]
[attachment=1109][attachment=1110][attachment=1111]
Fazik-G R A T U L A C J E -fajna wyprawa nio i możesz być dumny z Jadzi która pokazała na co ją naprawdę staćSmilesuperSmile
I jeszcze kilka:
[attachment=1120][attachment=1121]
Na tej fotce widać w świetle flasha widać jak szybko wieje wiatr niosący śnieg
[attachment=1122]
No i reklama forum w recepcji schroniska Murowaniec (nieskromnie dodam że nie tylko tamSmile)[attachment=1123]
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
Przekierowanie