Czas na sprawozdanie:
NajSamWpierw Chciałbym Tu podziękować Mojej szanownej Małżonce Jadwidze (vell: JAGA) która nie dość że pozwoliła mi na wędrówkę w górach to jeszcze SAMA ZAAPROBOWAŁA trasę, i
ZGODZIŁA SIĘ PÓJŚĆ ZEMNĄ!!!
Byłem i nadal jestem tym faktem zdrowo i optymistycznie na przyszłość zaskoczony, jak również zadowolony że wreszcie dała się namówić na wspólny wyjazd, zapewne dużą w tym rolę ma nasz GÓRSKI ŚWIAT który na codzień jest mocno obecny od pewnego czasu w NASZYM życiu, ale wróćmy do wyprawy którą zapewne nie opiszę z taką wspaniałą poezją jak dokonał tego (tak bardzo naturalnie) Sylwek w swoim opisie.
Po przyjeździe do Żywca codzienność zmusiła nas do małej korekty planów, zamiast jechać do Żabnicy to musieliśmy pojechać do Korbielowa, (moja pomyłka w czytaniu rozkładu na stronach internetowych PKS Żywiec,
ZAWSZE SPRAWDZ ROZKŁAD PRZEZ TELEFON!!!
Tam byliśmy o 9:00 i wystartowaliśmy na Żółty szlak na Hale Miziową gdzie spokojnie dotarliśmy na 11:20.
W schronisku KOSZMAR!!!!
Temperatura na zewnątrz bardzo niska potęgowana bardzo silnym wiatrem nie różniła się zbytnio od temperatury w schronisku, obsługa obiektu nastawiona na działalność czysto komercyjną w sezonie zimowym nie myśli o turystach którzy tak jak my chodzą po górach bo tak lubią, jak na schronisko zimno jak cholera!!! Nikogo nie obchodzi że po kilku godzinach wędrówki w zimowych warunkach docierając do schroniska liczysz na ogrzanie się i wysuszenie chociażby czapki na kaloryferze które były normalnie ZIMNE!!! Nawet w kiblu woda w kranie była nieco cieplejsza od zimnej, czego nie można nazwać ciepłą, wydaje mi się że dla właściciela schroniska ważniejszym gościem jest stado nadzianych narciarzy niż kilkunastu strudzonych wędrowców ale to opowieść na inny temat. Jestem rozczarowany
Ze schroniska po posiku wyszliśmy po około godzinie i skierowaliśmy się w kierunku naszego celu dzisiejszej wędrówki.
Po drodze na szczyt Pilska minęliśmy schodzącą wycieczkę, Na szczycie byliśmy około 13:30.
Na szczycie wiało bardzo mocno, nawet były chwile że wydawało się nam że ktoś nawołuje, wypatrywaliśmy kolejnej grupy wycieczkowej ale po analizie z kąd dobiegają dzwięki stwierdziliśmy że to wiatr gra na znakach szlakowych na szczycie, wrażenie absolutnie nieziemskie.
Spędziliśmy tam jakąs godzinkę na sesji fotograficznej "herbatce góralskiej" i podziwianiu widoków jakie w ten dzień były wybitnie przepiękne, widoczność była przefantastyczna, przejżystość powietrza na jakieś 85% a zasięg nieograniczony niczym, poprostu cudownie, zejście ze szczytu rozpoczęliśmy o 15:00 schodząc granicznym szlakiem niebieskim do przejścia granicznego na przełęczy Glinne który w większości pokonaliśmy przy oświetleniu czołówkami, gdzie byliśmy o 16:45.
Podczas schodzenia martwiłem się o powrót do domu bo byłem świadomy że nie zdążymy na 17:20 na autobus z centrum Korbielowa do Katowic ale zawsze można pojechać do Żywca lub Bielska Białej i potem dalej do domu.
Jakie było nasze zaskoczenie kiedy to na przystanku obok przejścia granicznego stał autobus który jak się okazało jest tym który powinien w warunkach dużych opadów śniegu dojeżdzać wyłącznie do centrum Korbielowa!!
Tak więc moja pierwsza poważna wyprawa wraz z Żoną dobiegła końca, jeszcze tylko jazda do domu i można odpocząć, Ja nawet nie poczułem tej wycieczki w sensie fizycznym, dla mnie najważniejszym jest fakt że była ze mną żona, może to początek nowej świeckiej tradycji, kto to wie?
Teraz fotki:
1-mostek na potoku Buczynka
2- sherpa...

3- troszkę śniegu i z człowieka wychodzi dziecko

4- Ja na Miziowej
5- Królowa Beskidów uśmiecha się do na nas
6- Jaga w drodze na Pilsko
7- Tam kiedyś będę!!!
[
attachment=989][
attachment=990][
attachment=991][
attachment=992][
attachment=993][
attachment=994][
attachment=995]