
z działką rolną z tego co wiem, to jesli znajdują się w parku krajobrazowym, czy też w jakimś takim innym czymś to przekierowanie jej na budowlaną może być uciążliwe. Tak bynajmniej jest w Bieszczadach oczywiście poza parkiem narodowym, ale mogę być w błędzie.
No nie będzie łatwo. Jest to działka rolna stanowiąca ochronę krajobrazu kulturowego i na dzień dzisiejszy nie można nic budować, rozbudowywać itd poza postawieniem stacji telefonii komórkowej, które notabene mają znaczący wpływ na środowisko. Niezłe, nie!!!
No ale nic, pociesza mnie myśl, że kilka metrów dalej stoją domy a po drugiej stronie ulicy, tzn jakieś 2,5 m są dzialki budowlane. Może się uda.
Jak nie będą chcieli przekwalifikować to postawie 20 metrowy maszt nadawczy Heya i jak mieszkańcy zaczną protestować to może się uda coś zmienić - oczywiście żartuję. Z drugiej strony nie ma pośpiechu i powoli chyba uda się załatwić przekwalifikowanie, no chyba że wygram w totka to w tej chwili pakuję się, kupuję przyczepę kampingową i rozbijam obóz.
hehe fajne takie życie w przyczepie

, ale tylko przez chwile. osobiście chyba bym nie zniósł takiego dłuższego stanu rzeczy. Skoro są tam inne działki budowlane to z logicznego p. widzenie nie ma sensu trzymać jednego rodzynka w takiej okolicy, ale znając naszą rzeczywistość, logika nie jest zapanbrat z urzędnikami

Mam szczera nadzieję, że wszystko pójdzie jak trza i że kiedyś przybędę w twoje progi na herbatkę z miodem i ... cytrynką
Może wówczas ukuchcimy coś razem

Czas na moją wyjazdową opowieść. Moja zimowa przygoda z Tatrami rozpoczęła się około godziny 21:30 w Kużnicach. Tam włąśnie spotkałam się z Sylwestrem (nie miałam problemu jego z rozpoznaniem, choćby z tego powodu, ze był tam jedyną osobą

) Spacerek doliną Jaworzynki do Murowańca rozpoczęliśmy przy czołówkach, ale ponieważ było bardzo jasno więc szybko je pogasiliśmy. Rano po śniadaniu ruszamy na Mały Kościelec. Ja po raz pierwszy używam raków i czekana. Z rakami jest problem bo ciągle się rozsuwają, jednak zestaw McGuyver i jakoś sie trzymają. Od czarnego stawu próbujemy odnaleźć szlak i nim podążać.Jednak szybko okazuje sie że jakoś nam sie zgubił i zaczynamy wspinać sie w górę, wchodząc między grzędy. Widoki coraz piękniejsze, stok coraz bardziej sromy. W dwóch miejscach zostaję wciągnięta na czekanie do góry. No cóż, nie wszyscy musza meć długie nogi

Na szczycie robimy zdjęcia, dochodzimy do szlaku i podążamy nim na Karb. Z niego prowadzi piękna, wyślizgana rynna, idealna na dupozjazd, ale Sylwek ma pewne obawy czy dam radę .........schodzimy zatem w stronę stawów gąsienicowych. Tu łapie nas przez telefon Fazik i tę część opowieści już znacie
cdn
Kolejny dzień tak jak pisał Fazik rozpoczynamy od wspólnego śniadania. Potem wyjście nad Czarny Staw. Tam ścieżki miał nam sie rozejść, ale tak się nie stało

. Jadzia parła śmiało do przodu a my wszyscy za nią. W zacisznym miejscu nad Zmarzłym Stawem ostatnie rozmowy i...czas się pożegnać. Odchodząc szybko znikają w zamieci...my zmierzamy w przeciwną stronę na Zawrat

. Brniemy w śniegu, ale wciąż do przodu. Przechodzimy kawałek pokrytych lodem skał. Im wyżej jesteśmy tym bardziej porywisty wiatr zrywa sypki śnieg i wali nim w oczy. W jednym momencie wszystko na chwilę przycichło a ściany wokół stały sie wyraźne i ostre. Niesamowite wrażenie. Sylwek cały czas idzie przodem torując drogę. Ja też mam swoje 5 minut, próbuję potorować, jadnak to jak dreptanie w miejscu, noi za krótkie, siła w nich nie ta, nie potrafię podnieść wystarczająco wysoko nogi by przełożyć ją ponad śniegiem i wbić w następne miejsce. Po krótkiej walce poddaję się; Sylwester znów idzie przodem. Przekraczamy próg skalny i juz po mniejszym nachyleniu wchodzimy na przełęcz. Szukamy zacisznego miejsca-nie ma takiego. Zjadamy po kromce chleba, popijamy herbatą. Wszelkie rozmowy sa mienożliwe, ja oddycham zakrywając noz, inaczej mnie po prostu zatyka. Oczy ciągle łazawią od śnieg wbija się wszędzie. Okulary nie zdają egzaminu, zaparowane chowam spowrotem do kieszeni. Prawdziwy nieokiełznany żywioł. Schodzimy początkowo ta samą drogą, im niżej tym łatwiej oddycha. Po zejściu z kamienistego terenu Sylwek siada na śniegu.................i przede mną pozostaje tylko śnieżna rynna. Robię to samo...............ale jazda!!!

:D

Kierujemy się w storne lodospadu nad zmarzłym - tam seria zdjęć i schodzimy na dół trochę inną drogą. Czarny Staw obchodzimy naokoło sprawdzając przy okazji czy szlak na Zadni Granat jest przetarty. Okazuje sie ze następnego dnia znów czeka nas torowanie. Nikt tamtędy nie szedł. Do schroniska docieramy tuż przed zmrokiem, zasłużony obiad i piwko

cdn
Piękny opis walki z żywiołem.A jakie uczucie gdy idzie się po dziewiczym terenie gdzie żadna stopa jeszcze nie stanęła? .Gdzie przed Tobą nieskazitelna i nienaruszona biel śniegu.Jakie wrażenie stawiając na nim pierwszą stopę?.Czy były jakieś ślady zwierzątek?.Gratuluję pięknych doświadczeń
super wypad zazdroszcze Wam bardzo..... ponad 600 km dzieli mnie od tego szczescia ale mam nadzieje ze kiedys sie spotkamy na szlaku
Danusia,Fazik-dzięki za relację.Piękne zdjęcia.Patrząc na te śniegi i mgły ,czytając posty można niemal współuczestniczyć w Waszych przygodach.Gratuluję wyjazdu.
No i Jadzia, moja żona miała duży wkład do tego wyjazdu, bez niej nie byłoby tak radośnie, chcę jej bardzo serdecznie podziękować że była tam ze mną, z nami!! DZIĘKUJĘ CI KOCHANIE!! I proszę o więcej

Ostatni dzień mojego pobytu. Ranek bezchmurny i doskonała widoczność.Na szlak ruszamy wcześniej niż w poprzednie dni, po południu musimy być w Zakopanem. Dochodzimy do Czarnego Stawu (znów problemy z rakami, trzeba je powiązać

) i na wypatrzony dzień wcześniej szlak na Zadni Granat. Celem jest Wierch pod Fajki. W nocy spadla temperatura i śnieg jest zmrożony, jednak na podejściu i w kosówkach znów brniemy. Wychodzimy wyżej w żleb, trzymając sie jego prawej strony. Przed nami do pokonania fragment kamini poprzerastanych trawą. Ekspozycja znaczna, Sylwek ostrzega mnie bym szła ostrożnie. Ostatni odcinek po mocno zmrożonym śniegu .........i w końcu osiągamy grań. Nie doszliśmy w zaplanowane wcześniej miejsce. Widoki...............ech te widoki. Sylwek niknie gdzieś na przysypanej śniegiem i ozdobionej nawisami grani, a ja stoję oczarowana i robię zdjęcia. Czas mamy dobry, spokojnie zdążymy zejść na czas do schroniska. Pijąc herbatę zagryzaną kanapką ciągle rozglądamy sie naokoło. Czas wracać. Obieramy trochę inną drogę, by ominać skały no i trochę pozjażdżać

. Początkowo musimy schodzić tyłem;śnieg zlodony i spory spadek (zaczynam czuć łydki od wbijania raków

-całkiem przyjemnie uczucie). Potem juz trochę lżej......Sylwester odnajduje piękne miejsce do dupozjazdu.........znika zostawiając po sobie bardzo zachęcającą rynnę. Wzmaga się wiatr miotając po twarzy śniegiem, siedze tak nie mogąc otworzyć oczu..........w końcu nie czekam dłużej i zawierzam temu śladowi że mnei poprowadzi w dół do tej ledwo widocznej postaci. Czekan gotowy do hamowania..............i fiiiuuuu na dół. Przestaje wiać, otwieram oczy i widze jak jestem coraz bliżej wycelowanego we mnie aparatu hehe

. Jeszcze parę takich zjazdów, przebrnięcie rpzez kosówkę i oto już ścieżka wokół Czarnego Stawu....Murowaniec. Pakuje manele, wypijam ostatnie piwko i na dół po lodzie przez Jaworzynkę pod dworzec PKS. Tam czeka już na nas Małgosia. Z wrażenia zapominam zrobić wspólnego zdjęcia. Jeszcze tylko zjadamy wspólnie obiad i rozstajemy się; oni znów w góry a ja musze wrócić do codzienności

.
Jadziu, Małgosiu, Faziku i Sylwestrze bardzo miło bylo mi Was poznać. Mam nadzieję że to dopiero początek wspólnych wypraw i nie jeden szlak przyjdzie nam razem przebyć. Sylwestrowi specjalnie dziękuję za wprowadzenie mnie w tajniki zimowego wędrowania

.
Piękna przygoda,piękne zdjęcia(foto nocne w stronę Koszystej jest po prostu-super).
Świetne zdjęcia!!! A te na grani, przy nawisie poprostu SUPPERRR!!!!