Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Ostatnio przebyte wyprawy
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Witam Smile)) Mój pobyt w Tayerkach dobiegł nistety końca, lecz i tym razem nie obyło się bez przygód...
Zjechałam do Zakopca w piątek rano. Zgodnie z planem dotarłam do schroniska Ornak, gdzie zostawiłam rzeczy i postanowiłam zrobić małą aklimatyzację. Ruszyłam na Ornak i miałam zamiar dojść na Bystrą. Niestety po dojściu na pierwszy szczyt, tzn Ornak, zaczęło grzmieć. Ruszyłam spowrotem na dół... po dotarciu na Iwaniacką przełęcz burza przeszła, a ja zachęcona chwilowym nie załamaniem pogody postanowiłam wrócić na Ornak. Tam spotkałam turystów udających się w kierunku Starobociańskiego Wierchu. Postnowiłam iść z nimi. Nie miałam ochoty na kolejną burzę.... Tak więc przeszłam się na Starobociański i potem odprowadziłam współtowarzyszy przez Trzydniowiański Wierch na Chochołowską Polanę. Była godzina 19:30 a ja musiałam dojść przez Iwaniacką Przełęcz na Ornak... Fajnie by było gdyby nie wyobraźnia która oczywiście mnie nie zawiodła i zaczęła działać w samym środku lasu... Także ten odcinek drogi wręcz przebiegłam w panicznym strachu przed zwerzyną która właśnie się obudziła. Do schroniska dotarłam na 21.
Następnego dnia do schroniska dotarła Magdzik Smile i już razem ruszyłyśmy przez Czerwone Wierchy na Kondratową Halę. I znów na grani spotkała nas burza. Ciągnęła się za nami od Ciemniaka do Małołączniaka. Potem się zrobiło ładnie... Po drodze zaliczyłyśmy jeszcze Giewont, zostawiając nasze 20 kg plecaki w kosówkach Smile)) Następnego dnia po namowie spotkanych w schronisku górzystów Wink postanowiłyśmy przejść przez Świnicę i Zawrat na 5 Stawów, a nie jak pierwotnie planowałyśmy na Murowaniec. I udało się. Świnicę pokonałyśmy we mgle... Dotarłyśmy bez problemu na Zawrat... i tu dopiero zaczęła się "przygoda". Po pokonaniu ostatniej ściany Zawratu z zabiepieczeniami dotarłyśmy do bardzo stromego poletka śniegu. Magdzik zaczęła powoli się zsuwać na dół... a ja mając raki pomyślałam iż to bez sensu się męczyć na takim poletku... Włożyłam je mając zamiar "efektownie" pokonać owe poletko. Postawiłam pierwszy krok, stwierdzając iż raki nieźle się wbiły... oderwałam drugą nogę od stabilnego gruntu i .... bardzi się zdziwiłam!!! Automatucznie zaczęłam zjeżdżać w dół lądując na tyłku.... Wszystko by było OK gdyby nie to że, strasznie w ciągu ułamków sekund, zaczęłam nabierać prędkości... Nawet nie wiem kiedy zaczęłam fikołkować... Słyszałam jedynie huk bezwładnie lecącego ciała. Nie było mowy o jakimkolwiek panowaniu nad upadkiem, bólu też nie czułam... Zauważyłam iż śnieg po którym spadałam skończył się... niestety ja się nie zatrzymywałam. Wirowało to niebo, to ziemia... widzialam jak mój śpiwór przypięty do plecaka szybuje w powietrzu. Czułam kolejne udeżenia w podłoże... Po pierwszym uderzeniu w głowę ( jak sie potrem okazało nieźle udeżałam głową w skały) miałam już tylko jedną myśl "chowaj głowę by nie stracić przytomności bo już po tobie". Tak więc spadałam dalej trzymając ręce na głowie i nie mając żadnego pomysłu jak się zatrzymać... Prawdę mówiąc to widziałam już nagrobek ze swoim nazwiskiem. I stał się cud! Rzuciło mnie na brzuch i o dziwo wbiłam się zębami atakującymi w podłoże. ZATRZYMAŁAM SIĘ! Odrazu krzyknęłam oczekiwane przez Magdę "żyję!!!" Leżąc na brzuchu stwierdziłam iż nie mam nic złamanego! Powoli wydostałam sie na miejsce skąd zaczęłam upade, czyli jakieś 30 m. Zaznaczę iż jeszcze jakieś 10 m i była przepaść - nie było by już co zbierać. Byłam w szoku bo nie czułam nawet bólu... To cud że z upadku wyniosłam tylko siniaków, parę guzów jak jajka, podarte ubrania, pogięty stelaż, rozwalone udo... Magda w przypływie boaterstwa zeszła do pierwszego stawu szukając mojego śpiwora który polecial w siną dal... i udało się jej Smile Jakoś doszłam na 5 Stawów. Następnego dnia miałam zejśc Szpiglasową na Moko. Nie byłam jednak w stanie sama pokonywać przełęczy, tym bardziej iż strasznie się jeszcze bałam... Zeszłam Roztoką i już asfaltem dotarłam na Moko Smile Towarzystwa dotrzymał mi Artur poznany dzień wcześniej w 5 Stawach Smile)) Następnego dnia zrobiliśmy piękną drogę na Mniszka (szczyt mioch marzeń) gdzie leżąć na czubku wpatrywaliśmy sie w przestrzeń pod nami... a wrażenie było niesamowite!!!!!!!! potem trawersem doszliśmy na Wrota Chałubińskiego i graniówką na Szpiglasowy Wierch. Trasa była nie znaczona i dostarczyła nam wiele wrażeń!!!! Potem niestety pogoda się zepsuła i plany które mieliśmy spełzły na niczym ( Rysy i Chłopek). W piątek rano wynieśliśmy się do domów nie czekając dłużej na pogodę... Mam nadzieję iż uda mi się wyskoczyć w tarerki w połowie czerwca. Hym... dziecko gór... i co ja mam na to poradzić że "góry stały sie dla mnie powietrzem"...

nika napisał(a):
Hym... dziecko gór... i co ja mam na to poradzić że "góry stały sie dla mnie powietrzem"...


miałem ochotę napisać "wolniej oddychaj", ale to nie było by moje szczere zdanie ... napiszę więc po prostu: dbaj o siebie Magda - pozdrawiam

Szalona Twa Przygoda.... Magda.
Ciekawe czy uda Ci się kiedyś Magda przejść szlakiem bez tych przygód Toungue
pozdrawiam Rolleyes
To już trzecia "mrożąca krew w żyłach" opowieść z Twoich Tatr.
Zakończyła się Hapy Endem, to ważny jej aspekt, wnioski mam nadzieję z tych historii wyciągasz na przyszłość??
Jak dotychczas to kolejne opowieści są coraz "ostrzejsze" fajnie się je czyta ale wiesz... zmień to, chcemy nadal czytać o twoich wyprawach, a nie







Pozdrawiam.
Nika, niesamowite sa Twoje opowiesci - ale uwazaj Ty kobieto na siebie!! My tu chcemy jeszcze poczytac troche Twoich relacji...
Pozdrawiam cieplo Smile
Wieczorową porą nadrabiam zaległości z całego dnia na forum ,a tu taki horror.Nika -koniecznie uważaj na siebie na szlakach i cieszę się ,że wszystko skończyło się dobrze.
pozdrawiam
Ja także się cieszę Smile Choć naprawdę - co wyprawa to przygoda... Nie planowałam tego, i jak dotąd było to najgorsze moje przeżycie. Coraz bardziej nabieram respektu do KAŻDEJ trasy.... W górki wybieram się jeszcze w tym miesiącu i aż się boję co mnie spotka.... mam nadzieję że nie będzie już więcej wypadków, bo naprawdę bardzo się wtedy przeraziłam... wystarczyło jeszcze parę obrotów i nie pisałabym teraz...

nika napisał(a):
W górki wybieram się jeszcze w tym miesiącu i aż się boję co mnie spotka....


nie "co" a "kto" - np Pablo z Bogusią, Majka, Maciek i ja Smile

Bardzo by mnie to cieszyło Smile Choć przyznam się bez bicia iż w trakcie minionego pobytu także spotkałam pewnego "ktosia" - Artur, który jak by to delikatnie powiedzieć.... "złamał mi serce"??? Sad
Nika jestem spokojny jak nasz Wladyslaw ...( ze poznalas Artura )bedziesz miala ochrone pozdrawiam i powodzenia na szlakach
Ciszę się, że wszystko skoczyło się dobrze Nika.

Prośbe mam: nie piszcie więcej o poznanych ktosiach w górach i złamanych sercach.
Bo mnie żona nie puści.


W górach nie ma miejsca na żadne romanse.


Żartuję sobie troszeczkę.
Fajnie że kogoś poznałaś i to w miejscu które kochasz. Romantycznie tak.

fasmac napisał(a):
Prośbe mam: nie piszcie więcej o poznanych ktosiach w górach i złamanych sercach.
Bo mnie żona nie puści.

Chyba nie będzie tak źle Wink

Ja pewnego razu (w sierpniu) z towarzyszami wybrałam się na Świnicę i Zawrat i fakt, że wyszliśmy za późno, bo na szlaku byliśmy coś koło 9.00. Szliśmy przez Dolinę Jaworzynki i wydaje mi się, że jest ona bardziej męcząca, ale mogę się mylić Smile Dalej na Przełęcz między kopami i Dolina Gąsienicowa. Tam przy schronisku się na chwilę zatrzymaliśmy i przybiliśmy pieczątki. I zmieniliśmy plany. Zamiast przechodzić przez Kasprowy i Liliowe idziemy odrazu czarnym szlakiem na Świnicką Przełęcz. W drodze nad Zielony Staw nie było praktycznie nikogo oprócz nas. Nad stawem chwilka przerwy i idzemy dalej, stromo pod górę. Wtedy zaczął mnie boleć kręgosłup (zapewne po wypadku jaki doznałam kilka dni wcześniej), ale z czasem mija. Na Świnickiej Przełęczy sporo tłumu, ale spokojnie. Znów przerwa. A następnie idziemy na Świnicę. Ten szlak wg mnie jest bardzo ciekawy, jak wchodzi się cały czas po skałach, a potem zaczynają się łańcuchy. Cała ta droga idzie nam bez problemów, ale pod szczytem już trochę trudniej. Na szczęście wejść się udało Smile Ze Świnicy było widać przylatujący na Kościelec helikopter TOPR, nie wiedzieliśmy jednak co się stało. Po chwili przerwy wyruszyliśmy w stronę Zawratu. Przyznam, że jak dla mnie jest tam trochę niezbezpiecznie. Czasem były tylko problemy ze znalezieniem odpowiedniego punktu, na którym można by było bezpiecznie stanąć. Na tej drodze aż po Murowaniec spotkaliśmy ledwo kilkanaście osób. Na Zawracie piękny widok na Dolinę Pięciu Stawów. Patrząc na zejście w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego wydawało mi się, że teraz praktycznie w ogóle nie powinno być łańcuchów. A tu jest ich 2 razy więcej Wink Schodząc, nagle usłyszeliśmy odgłos podobny do lawiny skalnej i faktycznie było to możliwe, ponieważ po kilku minutach znów było słychać helikopter TOPR-u lecący w mniej więcej tą stronę, skąd dochodził odgłos. Gdy doszliśmy do Murowańca Słońce już prawie zaszło, ale nadal było jasno. Trzeba było tylko szybko dostać się do Zakopanego. Poszliśmy więc szybszą drogą. Od Orlej Perci odbijał się blask zachodzącego Słońca. Ładny widok. Potem, gdy już się całkowicie ściemniło był piękny widok na Giewont. Musieliśmy już załączyć latarkę. Jeszcze wielu turystów schodziło do Kuźnic. Potem już tylko minibus i do domu Smile
Wyprawa bardzo ambitna a relacja ciekawa..Życzę realizacji zaplanowanych i udanych wypraw w przyszłości,a przedewszystkim udziału we wspólnych wyprawach forumowiczów.
A ci towarzysze to ma się rozumieć przyjaciele? Nie zaś skostniali twórcy odeszłego systemu.?
Pozdrawiam
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
Przekierowanie