1....a może to....
2....Viet-nam...
3.Swojsko wyglądające pijawki końskie,na miniętym moście-uświadamiają nam, że jesteśmy w kraju.
4.Wpływamy nja bagna w rejonie Piskorzewa.
5.Ito już jest koniec-przynajmniej na razie....
6.W oczekiwaniu na transport-karrimata i zacny browarek.
Bardzo realistyczna i sugestywna relacja z tego surrealistycznego zapomnianego przez Boga i ludzi zakątka.Doświadczenia bezposrednie inne niż w górach ale łączy je jedno to taki bezpośredni nieskażony kontakt z przyrodą .Pozdrawiam
... z tego surrealistycznego zapomnianego przez Boga i ludzi zakątka.
Zapomniana przez ludzi owszem (a raczej niedostępna bo przez bagna,moczary i trzęsawiska) ale przez Boga nie.
Wygląda i czuje się jakby człowiek był w krainie dopiero co przez Niego stworzonej, dziewiczej.Taki Eden.
Wygląda i czuje się jakby człowiek był w krainie dopiero co przez Niego stworzonej, dziewiczej.Taki Eden.
Ta prawdę powiedziawszy ,nie chciałbym zaliczyć kabiny (wywrotki) w tym Edenie...
Z wieczorka -rozmyślam o następnym wypadzie w krainę "Water World"-tak-żeby kości rozruszać przed sierpniową górską przygodą...
Śniardwy-Wilkus-Roś
Kolejny weekend, kolejna przygoda na wodzie .Sobotni poranek zastaje nas w znajomej wypożyczalni sprzętu wodnego „Camp” nad jeziorem Roś. Krótki przepak (namiot, sprzęt biwakowy, etc)-i samochodzik ośrodka uwozi nas z wypożyczonym kajakiem (w kolorze Bahama Yellow)–nad jezioro Śniardwy-mazurskie morze, skąd, konkretnie z plaży w miejscu zwanym Wysokim Brzegiem wyruszymy w kolejny mazurski rejs.Tym razem zaplanowaliśmy traskę poprzez jeziora :Białoławki, Kocioł i długie jezioro Roś do ośrodka „Campu”, na zachodnim krańcu jeziora-już w Piszu. Pogoda , a przynajmniej siła wiatru zdają się sprzyjać naszym zamiarom. Fale-rzecz ważna przy kajakowaniu na Śniardwach-zdają się mieć względnie umiarkowaną wysokość ,po otwartym akwenie zresztą tylko kawalątek, dalej przed falowaniem zasłonią nas brzegi zatoki Kwik. I tak się dzieje-po niedługiej chwili wpływamy w wypływ kanału Wyszka ze Śniardw. Rzeka nie nastręcza żadnych trudności, nie uświadczysz zwałki, pełny komfort, szeroko i wygodnie. Jedna ,jedyna przenoska na trasie-wkrótce. Jaz z drogą Kwik-Zdory- powoduje, że rozprostowujemy kości-przeciągając kajak z dobytkiem na odcinku 20m –przez mało uczęszczaną drogę.I dalej szeroką Wyszką-pośród trzcin i bagien wpływamy na następne jezioro-Białoławki. Dla małżonki jest to podróż, retrospektywna, prawie że sentymentalna-w latach dzieciństwa , niejeden sezon bawiła na polu biwakowym nad tym jeziorem. Hmmm- jak dla mnie okolica jest za mało dzika, zagęszczenie zabudowy-typu dacze, prywatne pomosty-stanowczo zbyt wielkie .Zatrzymujemy się w miejscowości Kwik-przy pomoście vis a vis-przybytku handlowego pana Staszka-na piwo z malinami(hit wzmiankowanego sklepu z tarasem barowym)-jak zwykle znakomite. Tak posileni udajemy się w dalszą drogę. Zatrzciniony koniec jeziora, choć bez trudu odnajdujemy wypływ rzeczki zwanej na tym odcinku Białoławką, po chwili przepływamy pod mostem trasy krajowej Pisz-Orzysz, w dali widać już spore jezioro- Kocioł. Jest niemal idealnie okrągłe, zatem po średnicy płyniemy do wypływu po drugiej stronie. Na jeziorze kilka łodzi z wędkarzami, jedna duża łódż motorowa-którą na szczęście omijamy w bezpiecznej odległości, żadnych kajaków poza naszym.Kolejny odcinek rzeczki-dla odmiany zwanej od teraz Wilkusem doprowadzi nas do jeziora Roś. Okolica przez którą płyniemy –jest dość „ucywilizowana”- próżno oczekiwać na jakieś wzruszenia czerpane z obserwacji przyrody, zarówno fauny czy flory. Między mostkami-napotykamy jedynie spory tabun koni odpoczywających po jednej stronie, stado krówek po drugiej stronie Wilkusa- znać ,że jakieś rancho nowobogackie w okolicy. A oto jezioro Roś, długie o kształcie spłaszczonego mocno ”S” ,początek jak z koszmaru, prywatne pomosty, prywatne domki, oczywiście prawo własności nie zezwala na tych wodach na tzw, prywatne plaże, tym niemniej wrażenie jest deprymujące. Cenię w kajakowaniu pewne poczucie swobody, wolności połączone w ścisłej harmonii z pięknem otaczającej przyrody-tu natomiast mam wrażenie jakby całe to wielkie jezioro zostało wzięte w niewolę...Motorówki mkną z hałasem po wodzie, wytwarzając wysokie fale, muzyka z gigantofonów i odgłosy hulanek niosą się daleko, miejsc na jakiś sensowny biwak –zero. Omijamy półwysep Ostrów, przez chwilkę zastanawiamy się nad noclegiem w widocznej bindudze żeglarskiej, ale w końcu (pokonując całkiem niezłe fale) lądujemy po przeciwległym brzegu w jakimś ośrodku wypoczynkowym, którego nazwy już szczerze powiedziawszy nie pamiętam...Rozbijamy namiocik i spanko- trudy dzisiejszego dnia rekompensuje piękny zachód słońca. Dzień następny-wita nas pięknym słońcem-przed nami krótki odcinek pozostały do ośrodka „Campu”- po drodze podziwiamy mewy(czapli tam nie uświadczysz),kilka porannych żaglówek-wykorzystujących delikatne harce porannej bryzy. Zawjamy do nieukończonej budowli, niesłychanie wysokiego pomostu wodnego-ktoś naprawdę zainwestował, nazywam to dziwo portem wojennym. Jeszcze chwilka i dobijamy do mety. Przepak- tym razem z kajaka do autka,jeszcze jedno spojrzenie na wodę i do domku.Marzą mi się miejsca dziksze i piękniejsze.
1.Jezioro Śniardwy-Wysoki Brzeg.
2.j.w w dali Szeroki Ostrów.
3.j.w-fale stosunkowo małe ,jak na możliwości tego jeziora.
4.Wpływ do zatoki Kwik.
5.Sieci rybackie.
6.Jeszcze jedno spojrzenie na Śniardwy...
7....i wpływamy na Wyszkę.
1.Na brzegu owocująca jarzębina...
2-5.Przed nami jaz wodny z drogą Kwik-Zdory
6.Wypływamy na jezioro Białoławki-woddali zabudowania Kwiku.
7.Gdzieś w tym rejonie na brzegu ,przed laty,obozowała małżonka.
pozdrawiam Wodołazie, gratulacje za aktywne życie

a tą jarzębinę to ja widziałem u siebie na szlaku ...

pozdrawiam Wodołazie, gratulacje za aktywne życie

a tą jarzębinę to ja widziałem u siebie na szlaku ...

Bardzo fajna ta jarzębina...Akurat na jarzębiaczek
1.Dobijamy do "upragnionego" portu przy sklepie pana Staśka...
2....by rozkoszować się smakiem wybornego piwa z malinami,i tak umocnieni...
3...jesteśmy w stanie chodzić po wodzie.
4.Jezioro Białoławki jest naprawdę duże.
5.Wypływ z Bałoławek
6.Na horyzoncie most drogi Pisz-Orzysz.
7.Następne duże jezioro-Kocioł-otwiera przed nami swe szerokie wody.
1-2.Jezioro Kocioł
3-7.Uroki Wilkusa.
1.Ze zwierzyny płowej na trasie spływu spotkaliśmy-sympatyczne stadko "patatajów"....
2....a i mućka się też przytrafiła.
3.Wpływamy na jezioro Roś...
4....aby napotkać o zmierzchaniu samotny biały żagiel.
5.To nie kicz-to widok z kajaka.
6.Czas na spoczynek...
7....by rześko powitać dzień następny.
1.Nasza chatka-szmatka.
2.Roś o poranku.
3.Zatem w drogę.
4.-6.Port na Rosiu(w budowie)
7.Stadko mewek.
I to było by na tyle

Cóż powiedzieć trasa ładna ,a ten odcinek Wilkuś bardzo uroczy ,chociaż na mojej mapie wygląda bardziej dziki.Naliczyłem na nim 8 przeszkód a miejsce wokół bagniste.Pewnie rejon został "ucywilizowany"
Piwko ze soczkiem malinowym bardzo smakuje zwłaszcza jeżeli sok sporządzony z własnych malin z ogródka.
Jak zwykle ciekawa relacja i przygoda. Pozdrawiam
Rospuda (od j.Rospuda Filipowska do Augustowa)
Do spływu Rospodą przymierzałem się lat kilka-nadarzająca się okazja –trafiła się w bieżącym roku-w pierwszej połowie sierpnia .Z racji urlopu-planowałem wyjazd m.inn w góry-śledząc prognozy pogody-zauważam , że sytuacja w najbliższych dniach na południu będzie niekorzystna .Zatem Rospuda...
Wtorkowe popołudnie zastaje nas w Augustowie-autko zostawiamy na parkingu firmy wypożyczającej sprzęt wodny, szybki przepak i w drogę. Bus z przyczepką na której się wesoło kolebie jedyna jednostka-nasz kajak-trochę okrężną drogą przez Suwałki(może lepsza nawierzchnia) uwozi nas w stronę kolejnej letniej przygody. Około godziny 15 docieramy za miejscowością Supienie do przesmyku między jeziorami Czarnym a Rospudą Filipowską- jeszcze tylko wodowanie kajaka i w drogę .Przed nami 65 kilometrów drogi wodnej, o której ostatnio w Polsce tak głośno z racji planowanej budowy obwodnicy Augustowa w dolnym biegu rzeki.
Rospuda Filipowska dość długie jezioro rynnowe pośród wysokich wzgórz morenowych wita nas nieco dżdżystą pogodą ,dla rozgrzewki szybko zatem wiosłujemy, mijając w drodze dość dużą wyspę .Koniec jeziorka zwiastuje mostek kamienny na drodze lokalnej. Mimo małych rozmiarów-przepływ pod jest wystarczający dla spławienia kajaka i nas na drugą stronę-bezpośrednio na jezioro Kamienne .Kolejne kilometry przybliżają nas do miejscowości Filipów-osady obecnie małej i nieco podupadłej, ongi prężnie rozwijającej się poprzez handel z pobliskimi Prusami i rzecz jasna –przemyt .Mijamy kolejne mostki, przy ostatnim-już za miejscowością- cumujemy-udaję się na szybkie zakupy do okolicznego sklepu. Zbliżający się zmierzch dopinguje nas do wzmożonych ruchów przy wiosłach-tym bardziej , że pogoda ulega dalszemu pogorszeniu i jest prawdopodobne, że spotka nas ulewa. W miarę prosty odcinek rzeki-wprowadza nas w trzcinowiska –zapowiadający bliski wpływ na jezioro Długie-w sam czas-bo groźba deszczu spełnia się i z sino-granatowych chmur spada na jezioro ściana wody. Chowamy się z kajakiem, wpływając pod przybrzeżne drzewa. Na szczęście opad jest krótkotrwały, i z chwilą gdy na tafla jeziora uspokaja się –przepływamy na drugą stronę ,na upatrzone miejsce-gdzie założymy obóz. Sprawny wyładunek sprzętu biwakowego, przewrócenie kajaka do góry dnem-co ma go uchronić przed zalaniem w przypadku powtórnej ulewy i rozstawiamy namiot. Niestety nie udaje nam się już dziś rozpalić ogniska ,poprzestajemy na suchym prowiancie i do śpiworów. W nocy gdzieś w oddali słyszę odgłosy przechodzącej burzy, ale już o 4 nad ranem , nocne niebo jest pogodne a nawet widać kawałek łysego, co jest obietnicą pogodnego dnia. Wczesnym rankiem zwijamy biwak, jeszcze krótki spacer po okalających jezioro Długie-wysokich wzgórzach morenowych i w drogę .Rospuda poniżej wypływu z jeziora-meandruje dość wąskim korytem, pośród łąk, miejscami szuwarów, okolonych wzgórzami. Jest wąsko, bo czasem na długość wiosła, ale w zasadzie bez przeszkód terenowych w postaci zwałek, bystrzy itp. Choć przy jednej ze zwalonych kładek, małżonka tak energicznie manewruje wiosłem, że zżarte czasem pióro, nie wytrzymuje i łamie się w połowie. Cóż odtąd będziemy płynąć z mocą 3 i ½ pióra...
Kolejne jezioro –tym razem duży zbiornik wodny- Garbaś. Mimo, że akwen spory, między wpływem a wypływem Rospudy, odległość mała, a za jeziorem...Piękny odcinek rzeczny, przypominający charakterem nieco odcinki podgórskie, szybki nurt, liczne bystrza, zakręty, czasem na zakrętach cofki i odwoje. Odcinek pomiędzy Garbasiem a j.Głębokim pięknie zalesiony-dalej ,aż do Bakałarzewa pośród stromych brzegów, przypominających wąwóz górski. Obecność wykrotów i powalonych drzew stanowi dodatkowe utrudnienie, a i atrakcję w pewnym sensie. Płynięcie wymaga skupionej uwagi i szybkich decyzji. Bywa, że niesieni szybkim prądem rzecznym , przepływamy pod powalonymi drzewami. Impet wody jest na tyle duży, że w przypadku błędu w założeniach i w konsekwencji zderzenia z przeszkodą –skutki mogły by być groźne. Tuż przed Bakałarzewem na skutek obrócenia kajaka burtą do takiej przeszkody-by nie utopić jednostki-zmuszony jestem ewakuować się do wody. Na szczęście nie jest głęboko a i dno kamieniste...i kończy się to tylko niezaplanowaną kąpielą w butach...śpiwory i namiot całe i suche. W Bakałarzewie pierwsza z dwóch stałych przenosek. Około 50 metrów przeciągamy kajak wokół małej elektrowni wodnej na rzece-w rejon mostu drogowego o ciekawym łukowatym sklepieniu-daje to naprawdę niezwykłe efekty akustyczne...
Korzystam z okazji i udaje się na spacer do miasta, a raczej większej wsi-celem uzupełnienia zapasów. Bakałarzewo swoim wyglądem i historią bardzo przypomina wcześniej opisany Filipów.Za w / miejscowością wpływamy na długie, rynnowe, zalesione j.Sumowo- nawet ładne-tyle że wokół nad brzegami sporo działek prywatnych .Przy końcu jeziora-słyszymy odgłosy zbliżającej się burzy. Do miejsca planowanego postoju w Kotowinie- niedaleko, zatem naciskamy na wiosła-może się uda. Udało się. Kajak na brzeg-odwracamy, pyszne pierożki i krupnik serwowany w tutejszym gospodarstwie agroturystycznym- stanowiącym jeden z nielicznych punktów oparcia dla turystyki kajakowej na Rospudzie. Jeszcze obowiązkowy browarek. W między czasie nadpływa grupka kajakarzy-również się zatrzymują-pierwsi kajakarze spotkani na trasie naszego spływu. Również się zatrzymują na pierożki cumują kajaki, zabezpieczają jakimiś płachtami, parasolkami-zaczyna padać....Kilkanaście minut później-obrywa się ściana wody, ulewa i szkwał są tak duże, że widoczność spada do 20 metrów. Nasz kajak wyciągnięty z wody i odwrócony-jest bezpieczny, nasze rzeczy pod dachem również, ale nasi sąsiedzi są w tarapatach-wszystko fruwa w powietrzu –łącznie z parasolką-zatem czas przerwać posiłek na małą kąpiel ,by ratować dobytek...
Mimo jeszcze wczesnej pory-decydujemy się zostać na noc-tym bardziej , że gospodarstwo ma w swojej ofercie- nocleg na sianie w budynku kajakarni- przerobionej zapewne ze stodoły. Pomni zmiennej pogody, przed godziną 7 rano opuszczamy gościnną przystań by wykorzystać poranną względnie stabilną aurę .I rzeczywiście-dzień się zapowiada pięknie i takim będzie do końca. Poprzez szeroką już Rospudę do j.Okrągłego, pośród bagien i trzcinowisk urozmaiconych dziwnym lasem obumarłych drzew-dalej też w pięknej scenerii do najdłuższego na trasie jeziora. Bolesty – wybitnie rynnowe, z wysokimi brzegami, zalesione mniej więcej do połowy długości z licznymi miejscami biwakowymi. Przy jednym z takich miejsc urządzamy sobie-mały popas.Za jeziorem-odcinek rzeczny, z atrakcją w postaci drugiej i ostatniej na tym szlaku przenoski przy elektrownii wodnej w Małych Raczkach(dawny młyn-obecnie zagospodarowany turystycznie-można się pifka napić).Obok pole namiotowe z użytkownikami w trakcie pierwszego śniadania. Noo tak –dopiero mamy godzinę 10-korzystając ze sprzyjającej pogody dalej ruszamy w drogę. Rzeka się cudnie mieni w słońcu, krajobrazy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Miasteczko Raczki-zatem kolejne uzupełnianie nadwątlonych przez czas i drogę zapasów. Od Dowspudy przez krótki czas towarzyszy nam zaczęty w tym miejscu amatorski spływ kajakowy-zresztą z firmy, która i nam wypożyczyła kajaki. Turyści w różnym wieku, ale widać-że wiosła po raz pierwszy w dłoniach-płyną zygzakami, ostro manewrując –niczym brytyjskie krążowniki dla ochrony przed U-Bootami, albo ja w chwilach pełnych ułańskiej fantazji, po spożyciu dużej ilości chmielowego napoju...Przy okazji- jeden ze spływowiczów- usiłuje zastosować na nas technikę taranu, ale szybkim manewrem udaje nam się wyjść z zasięgu onego kajaka.. Kres wspólnemu płynięciu kładzie pierwsza napotkana przeszkoda a la zwałka, my przepływamy pod zwaliskiem-natomiast grupa wyposażona w dwóch przewodników firmowych-ociąga się w tym miejscu .Młodzi panowie przewodnicy ,zsuwają się zatem do wody i przenoszą nieomal w rękach nad przeszkodą kajaki z uczestnikami imprezy. W Chodorkach, kolejne małe co nieco-tym razem poznajemy walory –rodzaju knajpy otwartej i nastawionej na kajakarzy. Placki ziemniaczane poparte stosowną ilością piwa- powodują ,że nabieramy sił i chęci na ostatni śródleśny odcinek w dniu dzisiejszym do uroczyska Święte Miejsce-gdzie zanocujemy. Od czasu do czasu-w Rospudzie napotykamy trochę utrudnień w postaci zwalonych drzew etc- ale nie tego zbyt wiele oraz dają się wyminąć bez konieczności wysiadania z kajaka. Rzeka cały czas meandruje w ładnej scenerii lasów już Puszczy Augustowskiej, czasem zdarzają się łąki nadbrzeżne. W uroczysku Święte Miejsce, za mostkiem przybijamy do brzegu, jak zwykle-szybka instalacja biwaku, zwiedzanie-w okolicy ciekawe śródleśne jezioro Jałowo, a nade wszystko ciekawa kapliczka –miejsce będące swoistym połączeniem kultów pogańskich, starocerkiewnych oraz obecnych. Słowem jest ekumenicznie. Przy browarku rozważamy- jakie to cuda muszą się dziać na tym miejscu w noc Sw.Jana .Rozpalona watra, na patyku smażone mięsiwo –znakomicie podnoszą morale. W nocy trochę bębni o tropik namiotu deszcz, straszy ale tylko straszy przechodząca nieopodal burza, a już tak naprawdę straszą nas komary-tak , że o godzinie 4 z rana wydaję im krwawą wojnę-po jakimś czasie wygraną...Rankiem, korzystając z klarującej się pogody –czym prędzej opuszczamy to miejsce tak bardzo związane z komarem. Za Młyńskiem(miejsce na mapie z mostem-nie miejscowość) dolina Rospudy zdecydowanie się rozszerza –płyniemy tą doliną meandrując pośród ciekawych trzcinowisk, szuwarów o wysokich walorach krajoznawczych i przyrodniczych. Od czasu do czasu –jest szerzej, tworzą się małe rozlewiska z dobiegających cieków wodnych –szkoda było by tego miejsca na planowaną inwestycję drogową. Ile mamy takich obszarów w Polsce? Zapewne niewiele.
W samo południe droga wodna- Rospudy znacznie się poszerza-znać ,że wpływamy w strefę oddziaływania jeziora Rospuda Augustowska, z lewej mijamy wpływ rzeki Blizna-również szlaku kajakowego, mało uczęszczanego-biorącego swój początek z miejscowości Ateny , nad j.Blizno (pretekst do kolejnych odwiedzin). Jeszcze spłoszone czaple kołują nad głowami, ale wpływające na ten odcinek rzeki statki spacerowe z Augustowa sprawiają, że czujemy wyraźnie kres przygody. Różnojęzyczni pasażerowie wspomnianych kryp namiętnie fotografują-w tym również nas. Ciekawe-jak podpiszą foty z kajakiem w tonacji żółto-czerwonej ? Patrol ekologów ?
Po blisko czterech dniach kajakowania , a tym samym zasiadania w ciasnej kabinie kajaka-czuję lekkie zmęczenie w kościach, Wreszcie jest – przestrzeń otwiera się i po chwili kołyszemy się na falach Rospudy Augustowskiej, na falach jeziora i falach wywołanych przez motorówki, ślizgacze i inne takie zdobycze cywilizacji.
Mam ochotę zawrócić- Rospuda –rzeka o zróżnicowanym charakterze, nie skażona komercyjnością, bez tzw „zagospodarowania turystycznego”-65 kilometrów radości-taką ją zapamiętam.