Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Imprezy wodne
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
http://pl.youtube.com/watch?v=APBskqokstA

giggle:hihi:giggle:hihi:giggle:hihi:giggle:hihi:giggle:hihi:
Rzeka Marózka ( z jeziora Maróz w dół przez dwie pstrągarnie) 14.06.2008 Sobota

I tak znów wyruszyliśmy na kolejny kajakowy szlak.J.Maruz do Szwaderek- Pstrągarnia (1)ok.5km o 8 godz. Potem przystanek na pomoście (2) w/w miejscowości , krótka wyprawa do wsi i ewentualnie
sklepu aby prześledzić ew. przenoskę. Ale nie decydujemy się na noskę 40kg kajaka po 600m odcinku asfaltowej drogi. W miejscowym sklepie dzwonią nam po podwózkę w postaci ciągnika z przyczepką.Umawiamy się z bardzo sympatycznym panem na 30 zeta za przewóż w tą i jak będziemy wracać.
Frajda jechać (3,4) takim kołyszącym i trzęsącym się ciągniczkiemToungue
I tak lądujemy za mostkiem w Szwaderkach, nurt rzeczki szybszy, liczne bystrza, dno często kamieniste i czasem szorujemy dnem.Liczne mielizny, płytko, przeszkody, ale do ominięcia dla wprawnych kajakarzy bez wywrotki i znów bardzo szybki nurt. Ze trzy przenoski po drodze, ze dwa razy forsowanie kłody(12) przez jedną osobę (druga na ten moment musi wysiadać) .
Piękny las, często sosnowy,prześwietlony promieniami słońca.
(Wcześniej nieopodal za tym mostkiem J.Pawlik ale my tylko boczkiem (5,6)).
Po wielu zakrętach szybkiej rzeczki, wypłyca się bardziej, robi się żółto od piasku na dnie, brzegi szerokie, płaskie, jakieś polanki i łąki skąpane też żółtym słońcem.
Potem zwężenie rzeczki i wśród trzcin wąską krętą nitką wypływamy na J.Święte - piękne, spore, milczące, bezludne, z małą wysepką z dwoma uschniętymi drzewami (widać ,że tu kormorany zadziałały).
I potem z lewej wypływ rzeczki już niedługo (kolejna) zapora z pstrągami i rzeczka zamienia się tu w dłuższe i szersze jakby jezioro(15). Środkiem widać pod wodą idzie potężna rura tłocząca świeżą wodę do tej "rybnej fermy"
Wysiadamy na zaporze(16). Robimy popas i wyruszamy w drogę powrotną pod prąd z obawą jak będzie (czy damy radę).
Przepływamy znów jezioro Święte, potem znów rzeczką najpierw dość łatwo tym żółtym odcinkiem jakoś idzie.Spotykamy tu liczny spływ zorganizowany i właśnie przeprawiający się przez jedną z przeszkód.
Dziwią się, że my pod prąd.
Opuszczamy ich i dalej swoją drogą. Wpływamy na dość ostry odcinek, ze dwa zakręty, bystrza, kamienie , szorujemy dnem, szybko się męczymy.
Wysiadamy i próbujemy iść trochę wodą i ciągnąć nasza jednostkę. Niewygodnie dno kamieniste, opór prądu, woda po kolana, rezygnujemy z tego sposobu.Próbujemy znów płynąć. No i poddajemy się, szybka decyzja,
dzwonimy ponownie do sympatycznego pana i umawiamy się na odbiór kajaka w dole rzeki za jedyne 40zeta. Och ale ulga, w tył zwrot i znów j.Święte i do zapory.Ponownie spotykamy grupę tych kajakarzy, trochę się posilamy i nasz ciągnik nadjeżdża pierwszy. Jedziemy sobie 10 km szosa na przyczepiegiggle do pierwszej pstrągarni i tu zakup smażonych sielawek i dalej kajaczkiem 5 km J. Maróz do naszego domku w Wiatrakach
I oto ta kraina :1,2,3,4,5,6,7,8
- i dalej rzeczką :9,10,11,12,13,14,15,16
Gandziu bardzo mi się podobał opiś i zdjęcia tej wodnej wyprawy to czysta poezja liryczna .Delikatne zielono -błękitne kolory przesłane zapachem igliwia sosny czuć z monitora SmileI tak sobie dzisiaj przeczytałem dwie relacje jakże odmienne Surowe piękno górskiego świata a potem łagodne muskajace piękno przyrody jeziorno rzecznej.
Miło się czytało.
Ps Byłem chyba ze 4 razy nad jeziorami .zawsze uderzał mnie silny zapach sosny i jej igliwia w rozgrzanym słońcu na polankach przyjeziornych.Miłe uczucie .
Pozdrawiam .spoko
Piękne miejsca Gandziu!!!
J. Brzozolasek (przystań Jabłoń)-J. Wiartel- J. Nidzkie (Ruciane-Nida) lipiec 2008 - 31,6 km
Przed oczyma cały czas wizja śmiałych w kształtach turnic Dolomitów , obraz śnieżnego królestwa Grossglocknera. Słowem stan nostalgii i tęsknoty za austriackimi klimatami ( http://pl.youtube.com/watch?v=X3OaIsqtG64 ) i ogólnie ciężko zatrybić.
Aby odmienić ten stan rzeczy i powrócić do rzeczywistości, konieczny jest wyjazd w nieco bardziej nizinne rejony.
W połowie trasy na Mazury pojawia się pomysł zwiedzenia zakątku mało odwiedzanego przez kajakarzy.
Załatwiamy z marszu , kajak i transport w znanej nam ze wcześniejszych podróży po mazurskich wodach- firmie z Pisza.
Jest już dobrze po południu , gdy odbijamy z przystani dawnej SW Jabłoń nad jeziorem Brzozolasek.
Jezioro nie za duże-toteż szybko dopływamy do ujścia cieku wodnego łączącego z jeziorem Wiartel. Z uwagi na późną porę i wzrastające zachmurzenie rozbijamy obóz w przeuroczym miejscu, zapomnianym przez ludzi. Oczywiście wieczorna watra i inne atrakcje.(m.inn. w nocy refleksy przechodzącej burzy, na szczęście bez deszczu, bo cóż za przyjemność zwijać z rana mokry namiot)
Nazajutrz wbijamy się we wspomnianą strugę leśną. Początek nieco jak w horrorze- zapadamy się w muł po uda , ale dalej to już czysta przyjemność. Wąska , płytka, prosta struga, o piaszczystym i twardym dnie , prowadzi nas i kajak jak oczywisty trakt do jeziora Wiartel. Czasem jakieś przeszkody w wodzie w postaci zwalonych drzew, ale w sumie bułka z masłem. Przyjemny spacer, niczym z pieskiem po lesie( w roli psa-kajak).
Przy jeziorze Wiartel, krótka przenoska przez dukt leśny- przy okazji śniadanie i dalej w drogę.
Następna przenoska połączona już jest z zakupami w sklepie miejscowości Wiartel u krańca jeziora o tej samej nazwie. Płytką, acz szeroką i pozbawioną przeszkód Wiartelnicą ( w trasie napotykamy sejmik czapli siwej) wypływamy na długaśny przestwór jeziora Nidzkiego. Rezerwat, strefa ciszy i raj dla żeglarzy. Jachtów kabinowych co nie miara. Kajak tylko jeden-nasz.
Aha- perkozów równie dużo (tych dwuczubych rzecz jasna)
Kolejny nocleg, tym razem na półwyspie już nie tak samotny jak uprzednio. Na prawo i lewo zacumowane do brzegu żaglówki (cóż -sezon urlopowy), a w nocy przechodzi front atmosferyczny z burzami- dla odmiany z ulewnym deszczem.
Wczesny ranek zastaje nas na jeziorze, minąwszy najszersze w rejonie zatok Zamordeje miejsce na jeziorze, zatrzymujemy się na chwilkę (uzupełnienie zapasów ) w miejscowości Krzyże- i tu pozdrowienie dla Magdy i Iwony.
Mijając leśniczówkę Pranie (K.I.Gałczyński) wysłuchujemy niosącego się po nieruchomej tafli jeziora-koncertu fortepianowego. Wszyscy są zasłuchani -kormorany i perkozy również.
Recital w głuszy- zupełnie jak w filmie "Fortepian"- takie mam skojarzenia- no może nieco bardziej przyzwoite...
W samo południe przy ciągle pięknej pogodzie docieramy do portu w Rucianem-jeszcze jedna przygoda mazurska za nami...
1. Jezioro Brzozolasek.
2.Jaki miły brzeg to...
3....i miła watra.
4.Początek klimatycznego spaceru....
5-6...wśród bujnej mazurskiej kniei...
7. ....z jednym miejscem A 0 ....
8...i wypływamy na j. Wiartel. Na pokładzie brak już napojów...
9...ale bezpośrednio na kursie -sklep- co ratuje sytuację.
I jeszcze kilka klimatycznych zdjątek:
1.Kanał Wiartelnicy-kompozycja z paproci i pałki szerokolistnej.
2.j.w z tym, że kompozycja z osoki aleosowatej i pałki szerokolistnej
3. Widoczny już kraniec j.Nidzkiego....
4....na które wpływamy.
DrE i znów nad wodą. Najpierw góry, potem niziny i jeziorka. Chyba Cię nie widziałem jeszcze unosić się w powietrzu giggle.
Foteczki - ładny różowy kajaczek, ale widać, że gumowce by wystarczyły. Nawt żaby miały wodę do pięt giggle. Ognisko w lesie - nieładnie, nieładnie Sob nawet nad brzegiem jeziora.

Stasiu napisał(a):
. Ognisko w lesie - nieładnie, nieładnie Sob nawet nad brzegiem jeziora.

Miejsce pod ognisko, starannie wysprzątane wokół ze ściółki przed rozpaleniem- bezpośrednio po imprezie ugaszone wodą z jeziora. Wink

7dme zdjęcie z postu 187 (zresztą jak w opisie Wink ) widać że na Mazurach przydają się te same umiejętności co i w górach hehehe Smile
pozdrawiam i gratulacje dobrze spędzonego czasu
nie ma to jakSmile
byle w domu nie siedziećSmile a taka wodniacka wyprawa to super odpoczynek po wysokościach..
ehhh zazdroszczę (i tego i tegoSmile
pozdrawiam Doktorze Ciebie i GandzięSmile
Taka szybka zmiana klimatów z wysokogórskich na wodne budzi pewnie wiele porównań .Wyprawa wodna szczególnie takimi wąskimi odludnymi ciekami daje myślę taki wewnętrzny spokój.Miło się z Wami Doktorze i Gandziu pływało.Smile

Tak się zastanawiam czy na taką wyprawę wodną wystarczyłyby adidaski?Wink

spoko napisał(a):
Taka szybka zmiana klimatów z wysokogórskich na wodne budzi pewnie wiele porównań .Wyprawa wodna szczególnie takimi wąskimi odludnymi ciekami daje myślę taki wewnętrzny spokój.Miło się z Wami Doktorze i Gandziu pływało.Smile

Tak się zastanawiam czy na taką wyprawę wodną wystarczyłyby adidaski?Wink


THX Spoko Smile
Ps.
Tak Spoko-ale musiałbyś w nich dziury porobić by woda swobodnie odciekała uhm
Ja używam dziurawych kaloszy -nie powiem jakiej firmy-by nie robić spamu innocent( stopy idącego dnem cieku powinny być chronione, po to by się zwyczajnie nie pokaleczyć , np o szkło , ostre kamienie ,muszle etc -jest w sprzedarzy specjalistyczne obuwie kajakarskie )
Pozdrawiam.

spoko napisał(a):
Tak się zastanawiam czy na taką wyprawę wodną wystarczyłyby adidaski?Wink


To by nie był Spoko, żeby nawet przy wodzie nie prowokował z adidasami giggle. Ja w takim razie lubię sandały, ile się wleje, tyle się wyleje ok

Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36
Przekierowanie