Piątkowy wieczór 11 kwietnia skłania do rozmyślań i ogólnych refleksji nad zbliżającym się weekendem , wiosna nieśmiało puka do drzwi, a może by tak naprzeciw wiośnie. Będzie szybciej jeszcze telefon do firmy wypożyczającej sprzęt wodny w Wielbarku (Okazuje się, że jesteśmy pierwsi w tym roku
), pakowanie autka i godzina 6 sobotniego poranka zastaje nas w drodze , w drodze mglistej i dżdżystej. Na szczęście mało samochodów, szosa wyremontowana i w dobrym stanie, także godzina 9 zastaje nas w Wielbarku,10 zaś nad brzegiem pięknie zamglonego jeziora Omulew. Wodujemy kajak na plaży w miejscowości Jabłonka, starannie zabezpieczone w worki foliowe nasze rzeczy upychamy na dziobie i rufie kajaka. W wypadku ewentualnej kabiny, nie uchroni to namiotu, karimat, śpiworów przed nieuchronnym zamoczeniem, ale jest dość skuteczną ochroną przed wilgocią z drobnej mżawki towarzyszącej nam w podróży od czasu do czasu i kropel wody spadających z piór wioseł. Chwilka przygotowań i wiosła naszej karmazynowej jednostki (szklak dwuosobowy najprostszego typu, moja żonka z wiosłem aluminiowym made in Russia, ja z krótkim skrętnym
) zanurzają się w spokojną toń, z każdym ruchem oddalając nas od niknących w kiepskiej widoczności zabudowań wsi Jabłonka. Pływanie po zamglonym wyciszonym jeziorze ma w sobie coś nieomal mistycznego. Wiecie te legendy o wyłaniającym się z oparów ?Flying Dutchmann? i takie tam. Jak sobie wspomniałem- tak się rozrzewniłem i pierwszy browarek został otwarty .Przed nami 45 kilometrów przygody w scenerii deczko listopadowej i temperaturze takowej. Całe 7 stopni na plusie i woda spływająca z pióra wiosła do rękawu kurtki, po prostu radość życia. Zaraz, zaraz widzę przelatujące w pobliżu czaple w niemałej ilości, jakiegoś zabłąkanego kormorana, o łabędziach nie wspomnę i lotnych drapieżcach wszelakiego asortymentu mających największą chyba uciechę z tego ornitologicznego bogactwa. Jezioro Omulew ma dość skomplikowaną linię brzegową ?liczne zatoki ,półwyspy i wyspy. Dobijamy do półwyspu by rozprostować kości , gdzie napotykam pierwszą florystyczną(nie licząc młodych zielonych pąków na olszynach) oznakę wiosny- fioletowe kwiatki przylaszczki pospolitej. Na wodzie perkoz wykonuje piękną kabinę w poszukiwaniu rybki(brrr) i wypływa 20 metrów dalej- to na pewno jest wiosna.
Mimo licznych zakamarków linii brzegowej , z daleka widoczny szlako wskaz naprowadza nas na wypływ rzeki z akwenu Omulwi .Pierwsze metry pośród żółtawych, zeszłorocznych trzcin- dalej szeroko, choć płytko i mulisto. Widać w bagnistym olsie bobrzą robotę, a to powalone drzewa, a to okorowane gałęzie tam gdzie bóbr uciął sobie obiadek, jest też trochę zwalonych drzew w dość powolnym nurcie Omulwii. Szczęściem jest dość szeroko i możemy dość łatwo omijać w/w przeszkody wodne (tak to już jest z bobrami, dostarczają niezapomnianych wrażeń w kajakarstwie). I dobrze-moja wyobraźnia nie sięga tak daleko , by rozpatrywać możliwość wchodzenia w ten zimny muł z pijawkami przy tak paskudnej pogodzie. Ze strefy bagiennej wpływamy w teren o nieco wyższych i bardziej przyjaznych brzegach porośniętych sosnowo-świerkowym borem Lasu Natackiego. Puszcza zdaje się bezkresna , posępna i groźna(zapewne wpływ zachmurzenia i siąpiącego deszczu). To tu pod koniec sierpnia 1914 r wygubiła się 2 Armia generała Samsonowa. Zmęczeni i zagubieni rosyjscy żołnierze usiłowali się wyrwać z okrążenia pod ostrzałem niemieckiej artylerii, poprzez przepastne tutejsze bagna i lasy . Gdzieś w tym rejonie została zakopana i nie odnaleziona do dziś kasa armijna ze złotymi rublówkami przeznaczonymi na żołd żołnierski. Niektóre z okolicznych okazałych drzew uchowały się paradoksem historii przed siekierą drwala, bo wskutek działań wojennych zostały naszpikowane odłamkami rozrywających się pocisków artyleryjskich, nie nadawały się w czasach pokoju do przerobu. W latach po I i II wś w opisywanym rejonie funkcjonował poligon wojskowy , co w pewnej mierze przyczyniło się do zachowania dość pierwotnego charakteru przyrody. Świadectwem tamtych czasów są spotykane od czasu do czasu metalowe konstrukcje mostowe na drogach znikąd do nikąd. I tak sobie rozmyślam po drodze...
Na 37 kilometrze przed Wielbarkiem napotykamy pierwszy poligonowy mostek z betonowym jazem za. Jaz udaje się dość łatwo sforsować bez zwyczajowej przenoski , przeskakując niski próg. Po wstępnym kontakcie z cywilizacją w postaci przepływu pod mostkiem szosy Jedwabno- Nidzica , dopływamy do ostatniego przyczółka tejże w postaci wsi Kot. Wsi ze sklepem co skwapliwie wykorzystujemy na uzupełnienie zapasów napoju chmielowego, nic bowiem nie chroni tak dobrze przed przeziębieniem przy takiej pogodzie jak zimny bro. Zimno zewnątrz, zimno wewnątrz, nie ma szoku temperaturowego. Pani sklepowa wprawnym okiem od pierwszego zresztą wejrzenia rozpoznaje we mnie pierwszego kajakarza w tym sezonie.

Za przysiółkiem odcinek lekko kamienisty, ale w sumie uciążliwości tej nie zauważam, co jest może skutkiem w miarę wysokiego wiosennego stanu wody w rzece. Na 30 kilometrze przed Wielbarkiem dopływamy do jedynej przenoski na trasie, jazu betonowego przy leśniczówce Dębowiec (możliwość biwakowania po uzgodnieniu z leśniczym, ale my płyniemy dalej).Parę minut po 15 deszczyk nam nie odpuszcza , co skutkuje natychmiastową ewakuacją z rzeki na wysoki brzeg porośnięty borem sosnowym, nieopodal wielkiej polany śródleśnej z wpływem niewielkiej ale pięknej Czarnej Rzeki,(25 kilometr przed Wielbarkiem) lewostronnego dopływu Omulwii (kolejne marzenie kajakowe).W dość ostro siąpiącym zimnym deszczu pośpiesznie rozstawiamy namiot, pakujemy do środka wszystko i siebie, odwracamy kajak by nie nabierał wody deszczowej i pełna hibernacja. Rozpalenie ogniska jest niemożliwe, zatem przez następne 12 h skazani jesteśmy na zaleganie w śpiworach , w dwóch polarkach naraz, z kapturami naciągniętymi na uszy. W nocy zapewne powyżej 0 stopni , ale niewiele. Jedyną atrakcją pośród ciemności są odgłosy zwierzyny, jakieś tajemnicze szczeknięcia i podejrzane miauki . Małżonka twierdzi , że to zdenerwowany ryś, ja że zdenerwowany kondor.

Skoro świt, wypełzam na światło, w konarach sosen słyszę szum narastającego wiatru. Dobry znak-może przegoni tą mokrą i lekko zgniłą aurę i tak się dzieje. Deszcz ustaje. Szybka zwijka obozowiska i parę minut po 8 rano jesteśmy w drodze. Rozpoczyna się odcinek szerokiej , zabagnionej Doliny Omulwii. Las się odsuwa od brzegów daleko, wokół teren płaski, trawiasty i podmokły, to pozostałość po istniejącym jeszcze przed kilkoma wiekami jeziorze w pobliżu wsi Szuć. Na trasie spotykamy łabędzie, czasem urządzające widowiskowe loty bezpośrednio nad nami. Ciężkie ptaki przelatują z charakterystycznym poświstem piór. Widok żurawi spacerujących po bagnach , nie jest niczym nadzwyczajnym , choć to ponoć płochliwe ptaki i ceniące własne towarzystwo. Gwoździem obserwacji jest widok bielika w locie w odległości około 20 metrów - potężny ptak. Odcinek szerokiej doliny i co za tym idzie szerokiej rzeki trwa dobre 8 kilometrów. W międzyczasie pogoda ulega dalszej poprawie, nawet słonko nieśmiało wygląda zza obłoków, by choć trochę swoimi ciepłymi promykami przywrócić nas do życia. Po czym las ponownie zbliża się do rzeki , by przy kolonii Wesołowo ustąpić miejsca terenom rolniczym. Z żalem żegnam ten piękny odcinek Omulwii , obiecując sobie powrót przy nadarzającej się okazji. Przy mostku we wsi zatrzymujemy się by odnowić zapasy w pobliskim sklepiku. Ostatnie 8 kilometrów z Wesołowa do Wielbarka przez typowo rolnicze tereny, z niewielką ilością upierdliwych zwałek , tuż przed miasteczkiem. Wpływamy na dopływ naszego szlaku-Sawicę , jeszcze parę machnięć wioseł i dobijamy do portu. Ale użyliśmy...
Czy to koniec naszej przygody ? Skąd ?zasiadamy do autka i wykonujemy objazd m.inn do Czarnego Pieca na trasie Czarnej Rzeki, by sprawdzić tam, panujące warunki do spływu.Koniec pewnej przygody powinien nieść zapowiedź następnej....

1-3.Jezioro Omulew w porannych mgłach.
4.Krajobrazy nadbrzeżne.
5.Krótki popas na brzegu.
6-7.Szlakowskaz przy wypływie z jeziora i pierwsze metry rzeki.
8-9.Resztki ze stołu bobrzego.
1.Bobrza robota
2.Widok na Lasy Natackie
3.Mostek popoligonowy
4.Pozdrowienia z Mazur.
5.Kolejny most.
6.Przy jedynej przenosce na szlaku(jaz przy osadzie i leśniczówce Dębowiec)
7.Nasz nieco chłodny biwak
8. Kajak zabezpieczony przed deszczem
9.Pierwsze oznaki wiosny(przylaszczka pospolita)
Jestem pod wrażeniem! Osobiście takiej przygody nie doświadczyłam, ale po tym co przeczytałam i zobaczyłam na zdjęciach chyba poważnie o tym pomyślę... Polska jest piękna i równie fascynująca jak popularne "ciepłe kraje", tylko tą specyficzną egzotykę trzeba umieć odkryć i docenić!
Bardzo fajny pomysł na spędzenie wiosennego weekendu albo wakacji. Czekamy na więcej mazurskich relacji! A tak na marginesie, pozdrawiam i gratuluję wspaniałej towarzyszki życia i przygód górskich oraz wodnych! 
PS. Świetna dokumentacja fotograficzna, szczególnie podoba mi się ta fotka z drzewami powalonymi przez milusie boberki...

1.Rozlewiska Doliny rzeki Omulew...
2...a nad nimi bielik w locie.( dla Pauliny
)3.Odcinek bardziej leśny.
4.Widok z ambony myśliwskiej na rzekę
. Wydaje się, że rozlewiska są całkiem dzikie... to zrozumiałe o tej porze roku, ale czy w sezonie wakacyjnym jest tam równie pusto...? Mazurskie ostoje przyrody napewno przyciągają mnóstwo spragnionych takich widoków oczu.
zanim doszedłem do zdjęć widziałem wyobraźnią te wszystkie widoki, o tej porze roku wydają się bardziej dzikie i bezludne mimo tych wszystkich świadectw ludzkiej ręki. A do tego dawka doktorowego humoru i wątek historyczny, uśmiałem się troszku... a pogodę za oknem mam właśnie taką o jakiej tu przeczytałem 
pozdrawiam
p

Ehhhh.... Szkoda że tak daleko mam do tej krainy jezior i dzikiej przyrody

Paulino - sorki , że tak późno odpowiadam.
To jest tak- mniej więcej do 20.06. na wszystkich rzeczkach( i tych komercyjnych:Krutynia, Czarna Hańcza,Brda,Wda etc) -jest w miarę spokojnie , i tam polecam kajaki w tym terminie i po 20.08...
Jeśli podróż wypadnie w okresie wakacynym, to najlepiej wypływać z biwakowiska , przed godziną(około) 8 z rana.
Są rzeczki mniej uczęszczane, choćby niedawno wspomniana Omulew- tam się nie spotykamy z zaawansowaną komercją w czasie sezonu....
Są cieki wodne typu Saska- Sawica- tam trudno o ludzia....
Są też takie jak: Rybnica czy Czarna Rzeka- tam jest samotnie (w sezonie letnim-również)i w miarę dziko-ale nieco trudno.
Nie ukrywam , że w ramach naszego dość amatorskiego poznawania rzek i rzeczółek na terenie Mazur - zwracamy na w/w kwestie uwagę 
Pozdrawiam i do zobaczenia na wodnym szlaku !
Póki jeszcze jestem tu na północy kraju, warto skorzystać z takich atrakcji. A ja raczek jestem, więc wodę lubię 

) Impreza w 100 % wodna- pośród bagien i tam bobrzych- z nieba polewało wiadrami
Jak wyschnę to postaram się o opis .
1.Pośród deszczu i winniczków przepływ rowem w miejscowości Rekownica.
2.Deszcz nie przeszkadza w podziwianiu licznych tam i innych dzieł bobrzych.
3...a tak wygląda kajak na tamie.
