24-11-2011, 06:38 PM
Ja myślałem generalnie tak:
- w piątek każda ekipa sobie ordynuje kilometrzyki wg własnego planu, dochodzi do chaty i potem maksymalnie odwiedziny gospody pani Łabajowej albo zapoznanie się z okolicą,
- w sobotę wszystkich wyganiam z chałupy (jest susza, będzie mało wody i takim sposobem będziemy oszczędzać)
i robimy sobie wycieczkę, którą zaplanujemy wg warunków pogodowych, innych i z myślą o tych co dopiero w sobotę dojdą, dopiero wieczorem w piątek przy kominku,
- w niedzielę wg indywidualnych sił każdego z braci i sióstr
łatwiejsza kultorowo-krajoznawcza wycieczka, jeszcze jacyś spóźnialscy mają przyjść i na odwrót znaczna część wyprawy w popłochu będzie uciekała już do domu,
- w poniedziałek wyganiam resztkę znów do gospody pani Łabajowej, żebym mógł w spokoju posprzątać chałupę, potem jeszcze też i ja w gospodzie u pani Łabajowej i do domu.
- w piątek każda ekipa sobie ordynuje kilometrzyki wg własnego planu, dochodzi do chaty i potem maksymalnie odwiedziny gospody pani Łabajowej albo zapoznanie się z okolicą,
- w sobotę wszystkich wyganiam z chałupy (jest susza, będzie mało wody i takim sposobem będziemy oszczędzać)
i robimy sobie wycieczkę, którą zaplanujemy wg warunków pogodowych, innych i z myślą o tych co dopiero w sobotę dojdą, dopiero wieczorem w piątek przy kominku,- w niedzielę wg indywidualnych sił każdego z braci i sióstr
łatwiejsza kultorowo-krajoznawcza wycieczka, jeszcze jacyś spóźnialscy mają przyjść i na odwrót znaczna część wyprawy w popłochu będzie uciekała już do domu,- w poniedziałek wyganiam resztkę znów do gospody pani Łabajowej, żebym mógł w spokoju posprzątać chałupę, potem jeszcze też i ja w gospodzie u pani Łabajowej i do domu.
Bierz to jednak z tej drugiej lepszej strony. Będziesz mogła dzielić swój los z takimi wygami, jak ja.
Ja też będę spał na karimacie, kiedy do tego przyjdzie.
Szansa jest jeszcze na palndzie w jadalni przy kominku.

<straszny ze mnie zmarźluch>


A co!