Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Górska jesień
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
WOOOOWW!!!! Aleśta się ludkowie rozpisali!! Aż nie mogę się doczekać jak będę miał więcej czasu żeby tych 91 postów przeczytać, sporo tego się nazbierało no, gratuluję zrealizowania wszystkim swoich wypraw.
Karo gratujuję wspaniałej przygody z Tatrami, a relacja bardzo ciekawie napisanaSmile
Pozdrawiam.
I ja pogratuluję Tobie Karo miłego wypoczynku.Shy

Co do śmieci na Giewoncie to niestety od lipca chyba ich tam jeszcze przybyło... Sad
Smutne, że jeszcze tak wiele ludzi nie uszanuje piękna czystej przyrody. Sad Sad Sad
Zgadzam się z Tobą Hella,taka jest niestety smutna prawda o niektórych turystach. Też spotykałem puszki po napojach energetyzujących na szlaku do Zmarzłego Stawu. Miejmy jednak nadzieje,że takie sytuacje bedą wystepować tylko sporadycznie.
Będąc w tym roku na wakacjach widziałam dużo butelek i papierków po chipsach na trasie Dol. Pięciu Stawów - Szpiglasowa. Były tak daleko wyrzucone, że nie dało się ich pozbierać, a może poprostu wiatr poroznosił to gdzie popadnie. Szkoda, że ludzie nie umieją uszanować pięknych karajobrazów, ale również zwierząt i roślin, które tam żyją.
Mój sąsiad, którgo spotkałam z mamą w Zakopanem twierdzi, że na każdej trasie powinny stać kosze na śmieci i Toy Toye. Przecież to chore!! Wtedy, może i byłby większy porządek, ale sami zanieczyścilibyśmy środowisko. Poza tym kto by po tym wszystkim sprzątał. Przecież to góry!
Powinni być jeszcze na szlaku tragarze z lektyką .budki z piwem i salony z telewizorem i leżanką.
W sobotni ranek przyjemnie się spało i dlatego zaspaliśmy,obudziliśmy się dopiero o 7.30.
Poranek przywitał nas piękną pogodą, więc decyzja mogła być tylko jedna, idziemy na Pilsko. Szybkie pakowanie i w drogę.Do Sopotni Wielkiej dotarliśmy o godz.9.30,początek wędrówki szlakiem żółtym przywitał nas zimnym wiatrem,- ciekawe co będzie na szczycie?.
Nasza wędrówka ubarwiana jest otaczającymi nas kolorami rudawe kolory hal, złoto czerwono żółte liście buków, to potęguje w nas radość wędrowania i obcowania z piękną przyrodą Beskidów. W okolicy Przełęczy Przysłopy dwa razy rozdzielamy się i szukamy szlaku- raz szlak był trochę widoczny w oddali, ale moje słabe oko-jeszcze przed browarkiem nie wypatrzyło go. Za nami podąża para turystów i też mają problemy z właściwym kierunkiem, ale w porę nas zauważają i wracają na szlak. Lasami bardzo fajnie się wędruje, ale na halach wiatr jest bardzo uciążliwy zakładamy więc kurteczki i czapeczki na uszy. Maszerując teraz szlakiem czarnym ukazują nam się piękne widoki Beskidów- na czele z Królową Babią Górą. W Uszczawne Wyżne zatrzymujemy się na posiłek i „małego brow”, widać tutaj już lekko porosłe przez młode drzewa połacie lasu, które było kiedyś zniszczone przez wichurę. Mija nas młody turysta -to dopiero trzecia osoba spotkana na szlaku, jest tutaj bardzo przepięknie. Jesteśmy zachwyceni tym szlakiem. Wchodzimy na szlak zielony, stopniowo lasy buczynowe zmieniają się na świerkowe i tutaj mijamy ciekawe formy skałek-trochę może nietypowe jak na te tereny. Spotykamy ponownie młodego turystę, -teraz On zjada małe co nieco. Chwila pogawędki i stwierdzamy wspólnie,że do Hali Miziowej pozostało około 30 min. Maszerując około 10 min. nagle naszym oczom ukazują się znane kształty budynków,- to Miziowa. Jestęśmy zaskoczeni tym widokiem tym bardziej, że trasę przebyliśmy około 30 min przed czasem.
W schronisku wypijamy gorące napoje i ruszamy na szczyt-wybieramy szlak żółty, trochę mokry i śliski, ale maszeruje się bardzo fajnie, turystów idzie paru. Dochodzimy do miejsca z którego widać Tatry, a tutaj niespodzianka taterki mocno zamglone,a wydawałoby się,że będą ładnie widoczne, widoczność w innych kierunkach jest bardzo dobra. Docieramy na szczyt, który wita nas bardzo zimnym i mocnym wiatrem, robimy parę zdjęć i uciekamy szlakiem czarnym na Miziową. Po małym posiłku wyruszamy szlakiem zielonym do Sopotni W. Przy Skałkach spotykamy trzech “gości” z uprzężami i linami, zdziwiony pytam
co tutaj robią?, okazuję się, że w tym lesie są bardzo fajne skalne ściany do uprawiania wspinaczki. Żegnamy się i ruszamy dalej pięknym lasem świerkowym, szlak biegnie szeroką równą drogą, następnie zaczyna stromiej opadać w dól i wchodzimy w lasy liściaste, które pięknie mienią się kolorami, tutaj wiatr już nie dokucza więc zdejmujemy kurtki i czapeczki. Po wyjściu z lasu na drogę asfaltową pozostaje nam jeszcze marsz do samochodu na oko 2 km. I tak powoli nasza piękna wycieczka dobiegła końca,jeszcze tylko 50 km i jesteśmy w domu.
jeszcze 4 fotki
No widzę Jacku ,że nie próżnujecie .To Babia G ,to Pilsko.Ale przy tak wspaniałej pogodzie i tych barwach jesieni człowiek by całymi dniami przesiedział na łonie przyrody.
Ha! Powiadasz ,że były skałki .No to trzeba będzie je zbadać ,tym bardziej , ze od Sopotni nie podchodziłem na Pilsko .
Gratuluję udanego wypadu

jack66 napisał(a):
do Hali Miziowej pozostało około 30 min. Maszerując około 10 min. nagle naszym oczom ukazują się znane kształty budynków,- to Miziowa. Jesteśmy zaskoczeni tym widokiem tym bardziej, że trasę przebyliśmy około 30 min przed czasem.


Piękny czarodziejski Beskid, lubię jesienne barwy, ale .... trochę poczarowałeś z tym czasem czarodzieju Toungue

Ja tez byłam w sobotę na Pilsku. Dwa razy w roku spotykamy sie na wycieczce klasowej z moją klasa licealna i zawsze wtedy jedziemy w góry. Pogoda zaiste nam dopisała i piekne widoki można było podziwiać nie tylko ze szczytu ale i z całej drogi. Buczyny ślicznie sie wykolorowały na złoto i czerwono.....piękna jesień.  Szkoda ze nie spotkaliśmy się. Szliśmy również z Sopotni Wielkiej żółtym, czarnym a potem zielonym szlakiem, a na szczyt pętelka w odwrotnym kierunku. Powrót zielonym. Nasz kolega zapewnił nam dodatkową atrakcję pod tytułem kąpiel w wodospadzie, do którego wpadł robiąc zdjęcia. Na szczęście tylko zanurkował i pociwczył pływanie z płetwach górskich z plecakiem Wink.
Witam.
Źle się wysłowiłem,chodziło mi o to,że od Sopotni do Miziowej przyszliśmy o około 30 min.przed czasem podanym na mapie.
Pozdrawiam.
Beskidu Małego muśnięcie

Sobota 29.09.2007

Gdy w sobotę rano wstałem
To po prostu oniemiałem
Błękit Nieba oraz białe chmurki
Zapraszały na wędrówkę w górki
Klarowne powietrze przez dzień cały
Więc wyruszyłem w Beskid Mały.

Do tej wędrówki w Beskid Mały zostałem zainspirowany przez naszą miłą forumowiczkę KATRIN.
Jakiś czas temu otrzymałem zaproszenie do wizyty jej rodzinnych stron.
Ciągle jednak coś wypadało i odsuwało termin odwiedzin.Wreszcie w piątek córa zdała ostatni egzamin na studia uzupełniające magisterskie policencjackie.Więc myślę sobie niech się trochę wyrelaksuje w górach.
Zabrałem obydwie córki i w drogę przez Wadowice na Andrychów
Aha musiałem jeszcze solidnie obiecać córom,że nie będę Je ciągał swoją dłuższą zaplanowaną trasą.One pójdą sobie swoją krótszą .A i tak bardzo niechętnie.Wolały zwiedzać Andrychów  Ja co prawda nic nie mam przeciwko miastu Andrychów ani tym bardziej jego urodziwym Forumowiczkom ale co góry to góry.Stanęło w końcu na tych górach.


Zawitaliśmy zatem wczesnym rankiem po 8 w domowych apartamentach Naszej KATRIN.Gospodarz i Gospodyni przyjęli nas bardzo serdecznie .Ciasto domowe smakowało wyśmienicie.A KATRIN wprowadzała nas w niuanse życia w krajach arabskich .które to wcześniej odwiedziła.Opowiadaniom nie było końca.Zacząłem zdawać sobie sprawę ,że dłuższy zaplanowany wariant wędrówki przeze mnie raczej nie będzie mieć miejsca  Po 10  mówię więc do Katrin .Pogoda wspaniała pasowałoby zachaczyć o górki.Katrin nie trzeba było dwa razy mówić ,Gdy usłyszała słowo górki natychmiast zabrała się z nami .Jako przewodnik i znawca terenu poprowadziła naszą wyprawę poprzez uliczki osiedlowe na Przełęcz Kocierską . Tutaj weszliśmy do znanego zajazdu górskiego o wspaniale urządzonym wystroju wewnętrznym a'la myśliwskim.
Po czym skierowaliśmy się za szlakiem zielonym w stronę przełęczy Beskid Targanicki a więc wariantem ,który zaplanowałem dla córek.
Po drodze porozmawialiśmy o wędrówkach ,o górach, o tym co w nich wspaniałego. I tak powoli zbliżaliśmy się do przełęczy .Powiem ,że szlak poprowadzony jest w dosyć ciekawym terenie.Inna sprawa ,że każdy szlak w górach jest bardzo ciekawy i inny na swój sposób.Dochodząc do przełęczy musieliśmy przejść przez bramę weselną .Udało się bez okupu.  

Na przełęczy nasze drogi rozeszły się .Katrin poszła przez Trzonkę i Złotą górę do Swojego City a my w dół za asfaltem do Targanicy a następnie w górę za asfaltem na przełęcz Kocierską .Ponieważ córy chodzą powoli ,zbyt powoli jak dla mnie, umówiliśmy się ,że ja pójdę szybciej swoim tempem a później podjadę samochodem dokąd One dotrą. Szybko więc pomykam naprzód wodząc łakomym wzrokiem po wspaniale ubarwionych górach jesiennymi kolorami na tle błękitnego nieba.Powietrze po nocnej burzy i wiatrach extra wyraziste.Chciałoby się ten czas tę chwilę piękna zatrzymać na zawsze.I na pewno coś z tego piękna zostało w sercu i w myślach..... .
Dochodząc do przełęczy mija mnie ferrari wiozące państwa młodych po ślubie na przyjęcie do wspomnianego wcześniej zajazdu.W końcu przełęcz.
Wsiadam do samochodu.W dół po córki .Gdzieś 2 km od przełęczy zabieram je i z powrotem w stronę Kocierzy i Dalej  do Suchej Beskidzkiej.Dla nas przygoda z Beskidem Małym zbliżała się do końca a dla KATRIN właśnie się zaczynała i to przygoda mrożąca krew w żyłach.Po rozstaniu z nami KATRIN pomknęła żwawo w górę w kierunku Trzonki i dalej Złotej Góry focąc po drodze ile wlezie.Tu wspaniały widok a tam jeszcze wspanialszy trzeba to uwiecznić na kliszy.W zapamiętaniu fotografowania KATRIN nie zauważyła zbliżające się do niej niebezpieczeństwo.A było bardzo poważne .KATRIN zatrzymuje się .O! tu jest piękne ujęcie, tu zrobię zdjęcie .Pstryk, i nagle z za drzewa a może i nie z za drzewa wypada olbrzymi pies i z głośnym ujadaniem rzuca się na KATRIN. KATRIN zamurowało w szoku .Pies kąsa i doskakuje i ujada .KATRIN przez pół godziny nie rusza się z miejsca .Nawet powieka nie drgnie .Pies zmęczony szczekaniem po pół godzinie zaczyna się oddalać .KATRIN również próbuje powoli oddalić się z miejsca zdarzenia.Dostrzega to pies .Wraca i jeszcze gwałtowniej dokazuje.I znów przez pół godziny trzyma KATRIN bez ruchu pokazując kto tu rządzi.Po następnej pół godzinie zadowolony z siebie odszedł i już nie wrócił. Katrin mogła wreszcie kontynuować swoją trasę .Po drodze spotkała miłego Fotografa .A ponieważ fotografia to wielkie hobby KATRIN ,więc było o trzym porozmawiać .I tak w końcu wieczorem udało się dotrzeć szczęśliwie do domciu  
Pozdrawiam w imieniu KATRIN i Swoim .Miłego czytania.

Ps Nie wiem czy to zbieg okoliczności ale ja również miałem duże przeboje z psem w Beskidzie Małym O czym opisałem w Poście"wyprawa naukowa na Leskowiec".Sprawa wnet by się oparła o wyrzucenie ze studiówToungue
[attachment=5660][attachment=5661][attachment=5662][attachment=5663][attachment=5664]
grzybki w rękach KATRIN
[attachment=5665]
Czekałem na ten wyjazd bardzo długo i mimo że oboje z Bogusią byliśmy w nie najlepszej kondycji (choroba), to nie można juz było dłużej tego odkładać. W piątek wieczorem wsiedliśmy do pociągu, w Malborku dosiedli się Anetta z Rychem, i tak po 15stu długich godzinach (!) dotarliśmy do Zakopanego Wink . [attachment=5666]

Na dworcu przywitał nas Admin, który spijał sobie czekoladkę w dworcowym barze. Robimy małe zakupy i pakujemy się do busa do Palenicy Białczańskiej. Niestety nie udaje nam się skontaktować z Kasumim i już wiem że tym razem się nie spotkamy…
Ok. 12stej ruszamy z parkingu wyprzedzając szybko setki wczasowiczów atakujących Morskie Oko, wreszcie Wodsp. Mickiewicza i skręcamy za zielonymi znakami na właściwa drogę do Dol. Roztoki. Robimy przerwę i po bro za spotkanie „po latach”, a dokładniej od marca Wink Zasypujemy Pedra pytaniami, jak było na Alasce, ale czasu nie ma zbyt wiele a Kozi Wierch czeka więc szybko ruszamy…
Pięknie prezentuje się otoczenie Dol. Roztoki , wita nas pierwszymi jesiennymi kolorami pięknie odsłaniają się kolejne widoki [attachment=5667][attachment=5668]

Tą samą drogą zaczynało się nasze czerwcowe spotkanie z Marychą, Sylwestrem i Fasmakiem. Pokonując próg DPSP czarnym szlakiem zaczyna być chłodno, zaczyna wiać, staję na chwilę zamykam oczy i przez minutę zachłannie łykam rześki powiew…
…a tak powietrze górskie działa na chorą Bogusię
[attachment=5669]
W Piątce mamy zarezerwowane spanie, kolejny forumowicz – Lelko zadbał z rana o nasz dobry sen Wink . Mamy pokój nr 15 (poddasze Smile ) z nami między innymi 7 Słowaków i Belg. Szybkie rozpakowanie i ruszamy w kierunku Koziego W. Dość chłodna aura i porwisty wiaterek zmusza nas do ubrania kurtek i czapek. [attachment=5670]

Szybko zdobywamy wysokość, by w końcu stanąć na szczycie, piękne widoki rekompensują nasz wysiłek [attachment=5671][attachment=5672]

Szczytujemy Wink [attachment=5673]

Nie mogło zabraknąć z nami formowego bałwanka, który wychylił z nami toast za zdobycie Koziego Wink [attachment=5674]
Jak widać w wyśmienitych humorach wracamy do schroniska [attachment=5675] by przejść do wieczornej części spotkania. Pedro opowiada o swoich wojażach po Ameryce Płn. Oglądamy foty z Monument Valley oraz Grand Canyon. Oglądamy zdjęcia Lelko z dzisiejszej eksploracji Miedzianego, w miedzy czasie wychylamy flaszkę miodóweczki i tak kończymy udany dzień.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
Przekierowanie