22-10-2007, 01:23 AM
OOŻESZTY!!!! Zajefajne fotki!! Chyba się skuszę na wypad w Beskidy, Tatry mi finansowo odpadły ale jak widzę takie fotki to mnie skręca, coś muszę wykombinować, no super!!!!
a zdjęcie nr 2 rewelacja



Innej opcji nie ma...
. Gdy nadchodzi mgła decydujemy się na powrót. O 16 jesteśmy w tatrzańskiej Jaworinie a o 18 juz jemy pierogi z serem. 
O 15 ogłszamy jednak odwrót. Schodzimy przez DPSS, juz w nocy docieramy na Hrebienok. 

Od razu mi się nastrój poprawił .Zdjęcia szczególnie z drugiego dnia fantastyczne.Normalniusio chociaż zimowe to mi się cieplej na sercu zrobiło.Gratuluję Wam tego wczesnozimowego wypadu 
zapomniałam o wszystkim.. 


Sylwester, ponoć w Karkonoszach nieźle sypnęło 
Ahh niektórzy mają fajnie 
widzę,że szykuje mi się monopol kolanowy na tym forum
Nie ma sprawy,jeśli tylko będę mógł pomóc..
Cóż mogę dopisać...Relacja Kasi jest krótka,ale treściwa.To był to dla mnie pierwszy prawdziwy zimowy wypad w góry,więc emocje towarzyszyły cały czas
Kwestie doboru tras oddałem całkowicie Kasi i nie zwiodłem się ani krztynę
Nauczyłem się nowych górskich umiejętności jak właśnie chodzenie w rakach-Kasia miała zabawy po pachy-najpierw pierwszy krok i przysłowiowa gleba,potem co średnio 15 minut dopinanie pasków mocujących bądź składanie nie wiadomo dlaczego rozkładających się raków-traciliśmy na to dużo czasu,naprawdę dużo jeśli Kasia zdążyła zmarznąć.Co do skały...no trzymały się pięknie,zwłaszcza na miękkiej podeszwie
Zakosztowałem też chodzenia z kijami,które w tym wypadku okazały się zbawieniem nie tyle dla stawów co dla tyłka!!!.TO wszystko dzięki sprzętowi pożyczonemu przez Kasię
Najlepszym dowodem mojej satysfakcji niechaj będzie fakt,iż dzisiaj już rozglądałem się po okolicy za rakami i kilkoma innymi gadżetami.Noo i najważniejsze...Kasia zadbała również o kwestię żywieniową-o pierogach z serem i kokosem produkcji jej mamy myślałem już na długo wcześniej przed dotarciem do kresu podróży (skosztowałem dzień wcześniej,wiec wiedziałem o czym myślę
...oczywiście ruskie też były pyszne...ale na szlaku myślami byłem przy serowych.
Moimi trochę jeszcze nieudolnymi zmaganiami z urokami zimowych górskich wojaży udało mi się chyba Kasi sprawić wiele radości -momentami było naprawdę śmiesznie- jak np podczas przebierania skarpet i spodni na szlaku w śniegu po kolana i walką z grawitacją,aby nie dotknąć suchą stopą śniegu
Zmoczony byłem ze względu na brak stuptutów (przynajmniej dokładnie wiem już po co są) i spodniami słabo odpornymi na wodę.Nie zgadniecie,ale Kasia miała ze sobą również spodnie,które pasowały na mnie-a jestem trochę większy
Same niespodzianki

No ba..jak schodziłem w dół to o niczym innym nie myślałem jak o tym,aby ich przypadkiem nie przedziurawić
To był prawdziwy podwód skupienia...a nie ewentualny upadek
)