Tatrzański urlop 20.09 - 25.09
Czwartek
Zakopane wita piękną pogodą. W Kuźnicach jesteśmy ok. 15.00. Razem z kumplem zasuwamy żółtym szlakiem przez Jaworzynkę. Dzisiejszy cel - Piątka, tam czekają na nas znajomi. W drodze na Gąsienicową mijamy dorodną łanię, która nie zwraca uwagi na turystów, pałaszując kolejną kępkę trawy.
Na Gąsienicowej jesteśmy około 17.00. Stojąca przy Betlejemce łopata do odgarniania śniegu zwiastuje nadchodzącą zimę. Szlak jest w miarę pusty, spotykamy jedynie schodzących turystów. Nad Zmarzłym Stawem dowiadujemy się, że faktycznie jest już częściowo zmarzły. Wraz z wysokością przybywa śniegu. Przy łańcuchach zakładamy raki i decydujemy się na podejście żlebem. Idzie się bardzo dobrze, śnieg jest przyjemnie zmrożony - to zasługa dość późnej pory. Na Zawracie stajemy o 19.30. Cieszymy się widokiem z przełęczy, zakładamy czołówki i ruszamy w dół. Szybko decydujemy się na zdjęcie raków, nie są już potrzebne, słońce po południowej stronie Zawratu zrobiło już swoje. Na niebie coraz więcej gwiazd. Biel śniegu w wyższych partiach jest bardzo intensywna dzięki świecącemu księżycowi. Co jakiś czas gasimy czołówki, żeby nacieszyć oczy.
Piątek
Pogoda nadal świetna. W czwórkę ruszamy w stronę Świnicy. Na Zawrat dochodzimy przez płaty mokrego śniegu. Jest tu już sporo turystów. Ruszamy na Świnicę. Szlak ma południową ekspozycję, nie mamy większych problemów ze śniegiem. Panorama ze szczytu piękna. Ośnieżone szczyty ładnie kontrastują z błękitem nieba. Po jakimś czasie zaczyna się robić tłoczno, ale wesoło.
Ze szczytu schodzimy przez Zawrat do schroniska w Pięciu Stawach.
Sobota
Pakujemy się, dzisiaj chcemy przejść przez Szpiglasową do Morskiego Oka. Przed tym jeszcze wybieramy się na Kozią Przełęcz. Podejście z Pustej Dolinki na Kozią jest trochę bardziej oblodzone niż wczorajsze podejście na Świnicę. Bez problemów docieramy na przełęcz. Zejście do Koziej Dolinki całe w śniegu, żleb wygląda zachęcająco, niestety nie będziemy tędy dzisiaj schodzić. Turystów brak, a ciekawią nas warunki na Orlej, wspinamy się szybko drabinką (nikt nie chce być przyłapany na chodzeniu pod prąd :P). Orla oczywiście jest zasypana śniegiem, widoczne jest oblodzenie szlaku. Turyści w dżinsach i sportowych butach bez mrugnięcia okiem zmierzają w stronę Kozich Czub. Gratulując im rozsądku schodzimy z przełęczy. Nie spiesząc się ruszamy w kierunku Szpiglasowej Przełęczy. Mamy sporo czasu, na Szpiglasowym Wierchu chcemy być tuż przed zachodem słońca. W kotle pod Szpiglasem, zauważamy samotną kozicę. Po kilku minutach na skąpanej jeszcze w słońcu skałce 6 następnych. Na śnieżnych zakosach wiodących w stronę łańcuchów spotykamy dwóch "turystów" w wielce odpowiednim obuwiu. Starszy z nich (ok. 50l.) informuje nas, że te nasz kijki do niczego nam się tam nie przydadzą, a siłę trzeba mieć tu! (pokazuje na przedramiona). Dodaje, że przydałyby się nam kolce. Odpowiadamy, że mamy raki, jednak nie satysfakcjonuje go to, mówi że nie żadne raki, tylko kolce! Rozweseleni ruszamy w górę. Stajemy na przełęczy, odruchowo patrzę w dół, a tam 4 kolejne kozice. :) Na Szpiglasowym Wierchu jesteśmy na czas - możemy podziwiać rozpoczynający się spektakl. Zachodzące słońce z całych sił stara się wynagrodzić nam dzisiejszy wysiłek i trzeba przyznać, że daje radę. Ruszamy w dół do Morskiego Oka.
Trochę poniżej przełęczy (chyba nikogo nie zaskoczę) spotykamy kozice. Małe stadko 9 sztuk. Nie czują się chyba zbyt pewnie w niknącym dziennym świetle, nie próbują uciekać, przesuwają się jedynie o kilka metrów. Cieszymy się ilością spotkanych kozic, z tęsknotą wspominam sierpniowe kozice z pod Krzyżnego.
Do schroniska docieramy po zmroku, w świetle czołówek.
Niedziela
Pogoda beznadziejna, ani jednej chmury. Jak wszystko dobrze pójdzie to za kilka godzin będziemy się smażyć na "dachu Polski". Ruszamy w dwóch, na szlaku dość spokojnie, niewielki ruch. Na początku szlaku powyżej Czarnego Stawu napotykamy tylko kilka oblodzonych miejsc. W mniej więcej 2/3 podejścia pod Bulę decydujemy się już na założenie raków, schodzimy ze szlaku i po śniegu zmierzamy w kierunku Rysy. Na początku żlebu dołączają do nas 2 osoby. Dość szybko zdobywamy wysokość. W ok. 2/3 długości Rysy, w miejscu, gdzie szlak idzie blisko żlebu, naszej wędrówce przygląda się siedzący na skalnej grzędzie gość w adidasach. Na pytanie czy nie boi się wchodzić w takich warunkach w adidasach, gość z dumą odpowiada "ha! ale ja już schodzę z RYSÓW!". Pozostawiamy go bez komentarza. Na szczycie tłum, po krótkiej sesji fotograficznej decydujemy, że przed powrotem do Moka, zejdziemy jeszcze do Chaty pod Rysami. Droga pod Vagę, jakże różna jest od tej po północnej, zacienionej stronie. Słowacki szlak pokryty jest dość głębokim, mokrym śniegiem, idealnym do krótkich zjazdów na butach. W Chacie pod Rysami, ciepła zupka i obowiązkowe fantastyczne grzane wino. Wracamy, jeszcze długa droga przed nami. Na Rysach tym razem pusto, nie ma nikogo oprócz nas. Parę zdjęć i schodzimy. Wybieramy zejście szlakiem. Widząc zasypane śniegiem łańcuchy, nie potrafię ogarnąć przerażającego ogromu bezmyślności niektórych, kompletnie nie przygotowanych turystów. Na szczęście szlak jest już pusty. Nad Czarny Staw docieramy już po zmroku.
Poniedziałek
Leniwe plażowanie nad Morskim Okiem, a co, należy się nam. :)
Popołudniu idziemy do Dolinki za Mnichem & okolic. Do schroniska wracamy tradycyjnie już po zmroku. Jutro już powrót do domu.
[
attachment=5601][
attachment=5600][
attachment=5602][
attachment=5603][
attachment=5604][
attachment=5605][
attachment=5606]