07-10-2007, 06:05 PM
07-10-2007, 07:31 PM
To zdjęcia autorstwa Karo dotyczące Jej relacji z postu 87 i kolejnych ...
07-10-2007, 07:35 PM
cd.
07-10-2007, 08:00 PM
Karo, gratuluję udanej wycieczki! No i cieszę się, że udało się umieścić zdjęcia
nie ma jak zawsze pomocna dłoń Sylwestra
Pozdrawiam serdecznie i być może znów do zobaczenia
nie ma jak zawsze pomocna dłoń Sylwestra

Pozdrawiam serdecznie i być może znów do zobaczenia

07-10-2007, 08:01 PM
Karo w tej pelerynce -po prostu rewelacja .
07-10-2007, 08:04 PM
Hmmmm...
Pablo narzekał na brak nowych relacji
A tu chociaż nowe zdjątka. Fajniusio

Pablo narzekał na brak nowych relacji
A tu chociaż nowe zdjątka. Fajniusio

12-10-2007, 05:48 PM
Witam
Czas na zaległą relację z końca września (29-30), kiedy to wybrałem się na weekend w Tatry.
Jak zwykle cały wypad w góry był zrobiony spontanicznie.
Niezła prognoza pogody + perspektywa wieczoru spędzonego wśród uczestników forum Górskiego Świata zmobilizowały mnie do wyruszenia na tatrzańskie szlaki.
Godz. 5:40 Zakopane; przywitało wspaniałą pogodą, rześkie powietrze i bezchmurne niebo zachęcało do jak najszybszego wyjścia w góry
Teraz tylko autobusem na Łysą Polanę i szybkie podejście do schroniska w dolinie Pięciu stawów skąd było już widać cel sobotniej wędrówki
[attachment=5919][attachment=5920][attachment=5921]
Do schroniska w "piątce" dotarłem zdecydowanie przed godz. 9:00 dzięki czemu nie miałem problemu z zamówieniem noclegu dla 6 osób. (zapowiadała się forumowa "impreza" w większym gronie - Pablo, Bogusia, Rycho, Anetta i Pedro, w takim towarzystwie zawsze będzie ciekawy wieczór
)
Mając już miejsce w pokoju, wyruszyłem na Szpiglasową przełęcz
W czasie tej drogi nastąpiła gwałtowna zmiana pogody
Rozpoczęło się od wichury, a następnie niebo zakrył gruby całun chmur
[attachment=5922][attachment=5923][attachment=5924][attachment=5925]
Czas na zaległą relację z końca września (29-30), kiedy to wybrałem się na weekend w Tatry.
Jak zwykle cały wypad w góry był zrobiony spontanicznie.
Niezła prognoza pogody + perspektywa wieczoru spędzonego wśród uczestników forum Górskiego Świata zmobilizowały mnie do wyruszenia na tatrzańskie szlaki.
Godz. 5:40 Zakopane; przywitało wspaniałą pogodą, rześkie powietrze i bezchmurne niebo zachęcało do jak najszybszego wyjścia w góry
Teraz tylko autobusem na Łysą Polanę i szybkie podejście do schroniska w dolinie Pięciu stawów skąd było już widać cel sobotniej wędrówki

[attachment=5919][attachment=5920][attachment=5921]
Do schroniska w "piątce" dotarłem zdecydowanie przed godz. 9:00 dzięki czemu nie miałem problemu z zamówieniem noclegu dla 6 osób. (zapowiadała się forumowa "impreza" w większym gronie - Pablo, Bogusia, Rycho, Anetta i Pedro, w takim towarzystwie zawsze będzie ciekawy wieczór
)Mając już miejsce w pokoju, wyruszyłem na Szpiglasową przełęcz
W czasie tej drogi nastąpiła gwałtowna zmiana pogody
Rozpoczęło się od wichury, a następnie niebo zakrył gruby całun chmur
[attachment=5922][attachment=5923][attachment=5924][attachment=5925]
12-10-2007, 05:50 PM
Szpiglasowa przełęcz przywitała mnie fatalną widocznością oraz podmuchami przy których ciężko ustać. W tej sytuacji postanowiłem przed podejściem wyżej poczekać za skałą sprzyjające warunki . Po 40 minutach, kiedy to przemarznięty zbierałem się do zejścia w kierunku Morskiego Oka nastąpiła pewna poprawa pogody, wystarczająca aby zdecydować się podejść na pobliski szczyt
[attachment=6054][attachment=6055][attachment=6056][attachment=6057]
[attachment=6058][attachment=6059][attachment=6060]
[attachment=6054][attachment=6055][attachment=6056][attachment=6057]
[attachment=6058][attachment=6059][attachment=6060]
12-10-2007, 05:53 PM
Jeszcze widoczek podczas zejścia do schroniska
[attachment=6061]
Dopiero wieczorem w "piątce" spotkałem resztę forumowej ekipy schodzącej z Koziego Wierchu. Spędziliśmy ciekawy wieczór w miłej atmosferze przy rumie i miodówce, a następnego dnia ponownie samemu wyruszyłem na szlak
Zawrat - Kozia przełęcz - Kuźnice
[attachment=6062][attachment=6063][attachment=6064]
[attachment=6065][attachment=6066][attachment=6067]
Skąd trzeba było wracać do domu
[attachment=6061]
Dopiero wieczorem w "piątce" spotkałem resztę forumowej ekipy schodzącej z Koziego Wierchu. Spędziliśmy ciekawy wieczór w miłej atmosferze przy rumie i miodówce, a następnego dnia ponownie samemu wyruszyłem na szlak
Zawrat - Kozia przełęcz - Kuźnice
[attachment=6062][attachment=6063][attachment=6064]
[attachment=6065][attachment=6066][attachment=6067]
Skąd trzeba było wracać do domu
12-10-2007, 06:16 PM
Wyjścia na tzw. "wariata" smakują najlepiej, szczególnie w takim towarzystwie, gratulacje.
P.s. Popraw sprawę z fotkami.
P.s. Popraw sprawę z fotkami.
12-10-2007, 07:32 PM
Wprawdzie już słuchałem o tym "pobliskim szczycie"
, ale chętnie jeszcze raz obejrzę fotki no a szczególnie te nie znane mi z Orlej
Pozdrawiam Lelko i do następnego razu...
, ale chętnie jeszcze raz obejrzę fotki no a szczególnie te nie znane mi z OrlejPozdrawiam Lelko i do następnego razu...

12-10-2007, 08:28 PM
wspaniale że podobają się wam zdjęcia...co do tej peleryny to pamiętam że na szlaku wzbudzałam duże zainteresowanie i nie wiedziałam czemu....ale jak zobaczyłam to zdjęcia nad Rohackim Plesem to się wcale nie dziwię. Dziękuje za pomoc z tymi zdjęciami
Bogusiu do zobaczenia, zresztą mijałam Cię dziś na starym ieście haha
Bogusiu do zobaczenia, zresztą mijałam Cię dziś na starym ieście haha
13-10-2007, 03:29 PM
Nie było mnie tylko 2 tygodnie a tyle nowych i fajnych relacji z Waszego wędrowania.
Oczywiście ja też byłam w górach. Do samego końca nie było wiadomo czy będą to Tatry czy Alpy, w czwartek jednak telefon ze Tatry bo pogoda stabilna. W piątek jedziemy. Mój plecak wazy ponad 20 kg, jak ja go wytaskam do Betlejemki? Przed wyjściem na szlak jeszcze obiad i piwo co jeszcze bardziej utrudnia wędrowanie
no ale chłopaki tez mają ciężkie plecaki więc moze nie zostanę tak całkiem w tyle...
Lekko na bezdechu jako pierwsza docieram do Betlejemki, już zresztą po zmroku. Nie ma miejsc. Jak to, ja na kurs! Aaa, to są.
Pierwszy nietakt: od razu pakuję sie do pokoju instruktorów
Wieczorem mamy "wieczorek zapoznawczy". Jestem ja
Mariusz, kumpel z kursu zimowego, Roberto = nasza grupa pod przewodnictwem Waldiego. Rafał i Bartek są u Kazia któruy jeszcze nie dojechał. Nastepuje mała integracja, zostajemy poinformowani że bedziemy się wspinać itd. Już się boję...
Rano dyspozucja ze idziemy na Prawe zeberko Skrajnego Granatu. Ok. Roberto prowadzi, ja idę w zespole z Mario. Jestem najsłabsza ale nie jest źle. Przechodzę drogę z 1 odpadnięciem. Na koniec pada komenda ze teraz schodzimy a nie zjeżdżamy... Do góry każdy jakoś wyjdzie... Idę z Robertem który mnie instruuje: bardziej w prawo: w lewo: nizej stopa, trzymaj się krawądki... Całe szczęście ze tylko 1 wyciag jest do zejścia.
W Murowańcu powtórna integracja, obawiam się ze bedzie trzeba zaporęczować drogę do Betlejemki. Ale wszyscy tak docieramy w końcu
Na drugi dzień ja prowadzę czyli cos super łatwego: Płyta Lerskiegi i grań Kościelców. To tylko III więc nie jest źle. Tylko 2 wyciagi, później już tylko lotna na grani. Pogoda niezła w przeciwieństwie do dnia poprzedniego.
Kolejny dzień to "Setka" na Zadnim Kościelcu. Też moje prowadzenie. Jakoś idzie, chwila wahania na 5 wyciagu przed przewieszką, taką maleńką. Skutecznie mnie motywuje to, że Waldi każe mi zejść jakieś 2 metry poniżej do haka taternickiego! To ja juz wolę w górę... Niestety, wstyd ale na kolejnym wyciągu ręka wyjechała mi z klamy i lecę... Pierwszy lot. To co pamietam to zastanowiło mnie dlaczego mam nogi wyżej niż głowę? Robert go pieknie wyłapuje choc ściagło go do ściany... Ale jest ok.
W Murowańcu kolejna integracja: Kazio daje lekcje chopakom jak sie dziewczyny podrywa (wystarczy pogładzic naszywkę TOPR)
Kolejny dzień to Filar Staszla na Granatach. Roberto prowadzi, Mariusz sie pochorował. Dla Roberta to pestka, ja zaczynam swoją histerię na przewinieciu, wystarczy mnie raz o... i idę dalej bez słowa. To sie na prawdę da przejść!
Wieczorem zapada decyzja ze schodzimy na dół i jedziemy do Hollentalu bo się pogoda psuje. Więc znowu z tymi plecakami schodimy na dół. Noc w Krakowie, małe przepakowanie i jedziemy. Mariusz zostaje, w jego miejsce dołącza Justyna. Na polu namiotowym u podnóża pasma Rax jesteśmy około 20, rozbijamy namioty, zamiast śledzi należy mieć gwoździe aby je w te kamienie wbić. Przeżywam chwile rozsterek jak sie okazuje ze mój tropik nie pasuje do namiotu, w końcu jednak chłopaki jakoś go naciągają... Ponowna integracja i rano w góry. Sami mamy znaleźć drogę pod ścianę: idzie nam to dosć szybko, podchodzimy, ja mam prowadzic, oszpejam sie i czekamy na Waldiego. Co prawda to moje V wygląda jak abstrakcja, w przewieszeniu ale skoro V to da sie jakoś. Robert próbuje, pokazuje mi sekwencję pierwszych przechwytów... No, moze jakos to bedzie. Nie ma Waldiego. W końcu dzwoni: gdzie jestescie? Pod ścianą. Nie, ja jestem pod ściana a Was nie ma... W końcu docieramy pod właściwą ścianę. 6 wyciągów, no i ten początek jest logiczny w przeciwieństwie do poprzedniego! nie jest źle. Prowadzę to jakoś klasycznie. Robert przezywa tu swoje matrix z drzewem: odpada od ściany: plecakiem wpada na drzewo, które ugina sie pod nim i odbija go ponownie do ściany. Jest fajnie.
Kolejne dni, kolejne prowadzenia, kolejne drogi... Najbardziej w pamieci utkiła mi Sonnenplattenweg, piękna, malownicza, długa. Chyba na Alte Weste spanikowałam i nie mogłam przejść trawersu IV+. Fakt, był w lufcie ale nieźle ospitowany. Po prostu dałam tam plamę jak nic.
Ostatni dzień to autoratownictwo w dzień. Super "zabawa", powtórka z wielu fajnych i nader uzytecznych rzeczy. Później chwila odpoczynku i nocne wspinanie na drodze z Robertowym matrix. Rano juz niestety tylko powrót do Polski.
Było rewelacyjnie, jedna z takich przygód życia. Szkoda że już "po" ale nie zamierzam tego zaprzepaścić. I mam nadzieję ze mi się uda.
Oczywiście ja też byłam w górach. Do samego końca nie było wiadomo czy będą to Tatry czy Alpy, w czwartek jednak telefon ze Tatry bo pogoda stabilna. W piątek jedziemy. Mój plecak wazy ponad 20 kg, jak ja go wytaskam do Betlejemki? Przed wyjściem na szlak jeszcze obiad i piwo co jeszcze bardziej utrudnia wędrowanie
no ale chłopaki tez mają ciężkie plecaki więc moze nie zostanę tak całkiem w tyle... Lekko na bezdechu jako pierwsza docieram do Betlejemki, już zresztą po zmroku. Nie ma miejsc. Jak to, ja na kurs! Aaa, to są.
Pierwszy nietakt: od razu pakuję sie do pokoju instruktorów

Wieczorem mamy "wieczorek zapoznawczy". Jestem ja
Mariusz, kumpel z kursu zimowego, Roberto = nasza grupa pod przewodnictwem Waldiego. Rafał i Bartek są u Kazia któruy jeszcze nie dojechał. Nastepuje mała integracja, zostajemy poinformowani że bedziemy się wspinać itd. Już się boję...Rano dyspozucja ze idziemy na Prawe zeberko Skrajnego Granatu. Ok. Roberto prowadzi, ja idę w zespole z Mario. Jestem najsłabsza ale nie jest źle. Przechodzę drogę z 1 odpadnięciem. Na koniec pada komenda ze teraz schodzimy a nie zjeżdżamy... Do góry każdy jakoś wyjdzie... Idę z Robertem który mnie instruuje: bardziej w prawo: w lewo: nizej stopa, trzymaj się krawądki... Całe szczęście ze tylko 1 wyciag jest do zejścia.
W Murowańcu powtórna integracja, obawiam się ze bedzie trzeba zaporęczować drogę do Betlejemki. Ale wszyscy tak docieramy w końcu

Na drugi dzień ja prowadzę czyli cos super łatwego: Płyta Lerskiegi i grań Kościelców. To tylko III więc nie jest źle. Tylko 2 wyciagi, później już tylko lotna na grani. Pogoda niezła w przeciwieństwie do dnia poprzedniego.
Kolejny dzień to "Setka" na Zadnim Kościelcu. Też moje prowadzenie. Jakoś idzie, chwila wahania na 5 wyciagu przed przewieszką, taką maleńką. Skutecznie mnie motywuje to, że Waldi każe mi zejść jakieś 2 metry poniżej do haka taternickiego! To ja juz wolę w górę... Niestety, wstyd ale na kolejnym wyciągu ręka wyjechała mi z klamy i lecę... Pierwszy lot. To co pamietam to zastanowiło mnie dlaczego mam nogi wyżej niż głowę? Robert go pieknie wyłapuje choc ściagło go do ściany... Ale jest ok.
W Murowańcu kolejna integracja: Kazio daje lekcje chopakom jak sie dziewczyny podrywa (wystarczy pogładzic naszywkę TOPR)
Kolejny dzień to Filar Staszla na Granatach. Roberto prowadzi, Mariusz sie pochorował. Dla Roberta to pestka, ja zaczynam swoją histerię na przewinieciu, wystarczy mnie raz o... i idę dalej bez słowa. To sie na prawdę da przejść! Wieczorem zapada decyzja ze schodzimy na dół i jedziemy do Hollentalu bo się pogoda psuje. Więc znowu z tymi plecakami schodimy na dół. Noc w Krakowie, małe przepakowanie i jedziemy. Mariusz zostaje, w jego miejsce dołącza Justyna. Na polu namiotowym u podnóża pasma Rax jesteśmy około 20, rozbijamy namioty, zamiast śledzi należy mieć gwoździe aby je w te kamienie wbić. Przeżywam chwile rozsterek jak sie okazuje ze mój tropik nie pasuje do namiotu, w końcu jednak chłopaki jakoś go naciągają... Ponowna integracja i rano w góry. Sami mamy znaleźć drogę pod ścianę: idzie nam to dosć szybko, podchodzimy, ja mam prowadzic, oszpejam sie i czekamy na Waldiego. Co prawda to moje V wygląda jak abstrakcja, w przewieszeniu ale skoro V to da sie jakoś. Robert próbuje, pokazuje mi sekwencję pierwszych przechwytów... No, moze jakos to bedzie. Nie ma Waldiego. W końcu dzwoni: gdzie jestescie? Pod ścianą. Nie, ja jestem pod ściana a Was nie ma... W końcu docieramy pod właściwą ścianę. 6 wyciągów, no i ten początek jest logiczny w przeciwieństwie do poprzedniego! nie jest źle. Prowadzę to jakoś klasycznie. Robert przezywa tu swoje matrix z drzewem: odpada od ściany: plecakiem wpada na drzewo, które ugina sie pod nim i odbija go ponownie do ściany. Jest fajnie.
Kolejne dni, kolejne prowadzenia, kolejne drogi... Najbardziej w pamieci utkiła mi Sonnenplattenweg, piękna, malownicza, długa. Chyba na Alte Weste spanikowałam i nie mogłam przejść trawersu IV+. Fakt, był w lufcie ale nieźle ospitowany. Po prostu dałam tam plamę jak nic.
Ostatni dzień to autoratownictwo w dzień. Super "zabawa", powtórka z wielu fajnych i nader uzytecznych rzeczy. Później chwila odpoczynku i nocne wspinanie na drodze z Robertowym matrix. Rano juz niestety tylko powrót do Polski.
Było rewelacyjnie, jedna z takich przygód życia. Szkoda że już "po" ale nie zamierzam tego zaprzepaścić. I mam nadzieję ze mi się uda.
13-10-2007, 05:01 PM
No ładnie. 
Gratuluję realizacji taternickiego marzenia.

Gratuluję realizacji taternickiego marzenia.
13-10-2007, 05:31 PM
No Kasia przebojem wchodzi na szczyty wiedzy i umiejetności tak trudnego sportu wyczynowego jakim jest wspinaczka w skale.Gratuluję dobrze spędzonego czasu.Zamiana Tatr na Alpy myślę(pomijając aspekt kosztów) była ciekawa .Inna skała ,długość dróg ,nowe doświadczenia.... .
Ale na marginesie(czytania postu) nasunęło mi się takie pytanie .Czy byli potrzebni podczas tego kursu instruktorzy i czym się poza integracją zajmowali ?
Kasia życzę realizacji kolejnych marzeń i celów i tyle zejść ile wejść . tyle
Ale na marginesie(czytania postu) nasunęło mi się takie pytanie .Czy byli potrzebni podczas tego kursu instruktorzy i czym się poza integracją zajmowali ?
Kasia życzę realizacji kolejnych marzeń i celów i tyle zejść ile wejść . tyle