Tomtur, spokojna głowa. Ten "babski syropek" był tylko na rozjechanie. Następne były już czysta żywa woda. Nigdy więcej wiśniowej grani z Beskidu Sądeckiego.

Tak w ogóle to nie jest moim zamiarem utwierdzanie Was w opinii że byliśmy grupą osób totalnie wyzbytych z etosu bieszczadzkiego i non -stop zapijających na szlaku. 
Owszem-był deser żurawinowy do zabranych kanapek, ale tylko jeden na trasie Cisna-Jasło-Okrąglik-Cisna.
Natomiast w przytulni Bacówki pod Rawką -rzeczywiście festiwal wódek czystych wytrawnych( to tak żeby nie było-że relacja przesłodzona)-ale to było w przytulni. 
Zanim Stasiu napisze relację, kilka zdjęć z październikowych Bieszczad:
[attachment=41367]
[attachment=41368]
[attachment=41369]
[attachment=41370]
[attachment=41371]
[attachment=41372]
Powyżej -klimaty z pierwszego dnia(Cisna-Jasło-Okrąglik-Fereczata-Cisna).