no to lecimy z kolejną wycieczką
bo Beskid Sądecki jest przecież większy
Słowacja 5.04.09
jako że sobotni dzień kończyliśmy czyjejś imprezie urodzinowej (Mallaidh, czy chcesz zachować anonimowość??) niedziele postanowiliśmy spędzić mniej ambitnie

godzina dziewiąta podjeżdżamy po wczorajszego solenizanta, który lekko się zataczając i zionąc "chuchem alkoholowym" nadciąga całą szerokością chodnika...

cóż, szału dzisiaj nie będzie na szlaku

i bardzo dobrze. w górach jesteśmy często, najlepiej tam odpoczywamy - ale kto powiedział że zawsze trzeba latać z wywieszonym ozorem??
dzisiaj wybraliśmy się na poznawanie słowackiej części Beskidu Sądeckiego. więc przez Piwniczną i Starą Lubownię docieramy za wioskę Jarabina, gdzie w szczerym polu zostawiamy dzielnego ticusia. czas się poruszać przecież

i napiszę, bo chłopcy mi pewnie wypomną - przez Taterki widoczne na horyzoncie o mało co nie wjechalam do rowu

słoneczko przygrzewa jak w czerwcu, gdzieś tam daleko widać Tatreki... żyć nie umierać

[attachment=20623]
schodzimy więc do wąwozu Jarabińskiego, niestety wysoki poziom wody (potok trzeba tam przekraczać kilkanaście razy) skutecznie uniemożliwia nam jego eksplorację. [attachment=20624] cóż, wycofujemy się więc "na kreskę" do drogi. po błotki, po śniegu, potem znów po błotku raz pod górę lekko, raz w dół... powoli idziemy sobie w stronę Certowej Skały. zdobywnaie wysokości przychodzi jednak z trudem (ciekawe czemu
Na szczycie skały robimy sobie dłuższy popas i orgietkę fotograficzną... przepiękna panoramka,[attachment=20626] świecące słoneczko zachęca do leżenia

[attachment=20628]skała musi być trudno dostępna bo znajdują się tam sztuczne ułatwienia

[attachment=20630] lornetka w dłoń, aparaty też idą w ruch...[attachment=20632] udaje nam się wypatrzeć dwie nieświadome niczego sarenki, które się stają łatwym fotograficznym łupem

jak wielka jest skała zobaczć można patrząc z innej perspektywy [attachment=20633]
w końcu - wracać czas. taplając się w strumieniu, blocie i śniegu wracamy do ticusia, który czekał oglądając sobie widoki.[attachment=20636] jeszcze po drodze focimy co się da: [attachment=20638] jedziemy jeszcze do Litmanowej, obejrzeć słynną kapliczkę Matki Boskiej (gdzie podobno się objawiała jeszcze do 1995r) i wracamy do kraju. co powiedzieć... slowacka część Beskidu jest inna i bardzo ciekawa. i muszę ostrzec... jeszcze nas tam nieraz zobaczą

wycieczka kończy się otwarciem sezonu grillowego u Mieciura w Kosarzyskach, gdzie rzeczy działy się dziwne... ciąg dalszy nie nastąpi
reszte kompromitujących fotek dorzuci Mallaidh
