06-07-2009, 10:36 PM
Jednodniowe Świętokrzyskie
Miałem dwa dni całe wolne, pomimo tego nie chciało mi się jechać nigdzie daleko w beskidy - na nie już niedługo przyjdzie pora. Wybrałem się więc w Góry najbliższe Wawie, i najniższe zarazem - czyli Świętoktrzyskie właśnie. A i tak potrzebowałem Łysicy do KGP... no więc odjazd...
Po 3 godz. snu wstaje w sobote o 3 rano. Wsiadam do nocnego autobusu i od razu widać trzech podejrzanych gości. Myślę sobie - kanary. Rzeczywiście to kanary. Jeden z nich podchodzi i sprawdza mi bilet. W sumie śmiesznie to wyglądało, za każdym razem kiedy wchodziła nowa osoba jeden z nich podchodził i sprawdzał bilet. TEgo poranka chłopaki zrobili chyba ze 200% normy.
Do Centralnego dojeżdzam tak na styk, od razu udaje się na peron, nie ma już czasu na kupno biletu. Przychodzi godz. 5.16 - odjazd... zaraz tylko jakoś nie widzę pociągu
. Po chwili miły głos oznajmia przez głośnik mniej więcej taki komunikat:" Pociąg relacji Warszawa - Kielce będzie opóźniony... 2,30 godz.
... mogę zrozumieć 15...30 min. ale tyle czasu
Przyzwyczaiłem się już do cuchnących kibli w pociągach pospiesznych... ale to za wiele. Na szczęście następny mam za 1,30. Przez godz. siędzę w poczekalni poczytując górską literaturę. Drugi przyjeżdza już o czasie. Podróż trwa 3,30. Pogodowo - piekarnia.
Po przyjeździe za pokierowaniem miejscowych odnajduje stacje busów. Dojeżdzam do wsi Święta Katarzyna - skąd odchodzi czerwony szlak na Łysice. Po kupieniu wejściówki ruszam.... Narzucam od razu dość szybkie tempo. W końcu jak się dobrze nie zmęczę, to nawet nie poczuje że byłem w górach. Łysica okazuje się stertą kamieni z krzyżem i tabliczką. Robię zdjęcia i... coś dziwnego, zabrakło pamięci. Otwieram klapke i... brak karty pamięci
... Ale ubaw. Tej pamięci wbudowanej starczy na około 15 fotek. Najważniejsze żeby tylko na Łysicy zrobić. Przynajmniej nie będzie kolejnych 20 zdjęć mojej gęby
. Ruszam dalej. Zastanawiają mnie tylko szlakowskazy - czasy tam podane są chyba dla inwalidów. Fakt, szybko chodzę, ale to co oni tam piszą to już przesada. Wychodzę z Puszczy Jodłowej, teraz idąc asfaltową drogą przez wsie. W pewnym momencie mam problem z wyborem kierunku marszu. Albo ja jestem ślepy, ale tamtejsze szlaki są słabo oznaczone
. Idę dalej, po chwili zagaduje do mnie chłop który stoi przy drodze. Uświadamia mi że źle idę, wskazując ręką, pokazuje właściwy kierunek. Częstuje mnie truskawkami ze swojego pola przy którym stoimy. Rozmawiamy sobie z 10 min. na temat wyższości wsi nad miastem... po czym dziękuje mu za wskazówki i ruszam już w dobrym kierunku, szlakiem Massalskiego. Po drodze schodzę ze szlaku. Cały czas wiem gdzie jest - bo jest zupełnie na skraju lasu, czyli trafić nie trudno. Jednak najpierw muszę przebić sie czasem przez gęste ściany jodeł. A że jestem tylko w spodenkach i koszulce to przyjemnie nie jest. Przechodzę przez przeł. Hucką kieruje się okropną asfaltową drogą, na której ślizgają się kijki, na Łysą Górę. Tutaj oczywiście słynne gołoborza. Za wstęp ma taras widokowy zapłacić trzeba. Ale ja mam już karte wstępu, którą nabyłem przed Łysicą. Tutaj w końcu jakaś panorama okolicy. Stąd też odjeżdzam busem do Kielc. Pociąg do Wawy? łał! znów opóźniony. Tylko 30 min. Co za łaska kolei że tylko tyle.
. O 22 znów "piękny" Pałac Kultury staje swym obliczem. I tak to się kończy.
Poniżej kilka fotek:
[attachment=23550][attachment=23551][attachment=23552][attachment=23553][attachment=23554][attachment=23555][attachment=23556][attachment=23557][attachment=23558][attachment=23559]
Miałem dwa dni całe wolne, pomimo tego nie chciało mi się jechać nigdzie daleko w beskidy - na nie już niedługo przyjdzie pora. Wybrałem się więc w Góry najbliższe Wawie, i najniższe zarazem - czyli Świętoktrzyskie właśnie. A i tak potrzebowałem Łysicy do KGP... no więc odjazd...
Po 3 godz. snu wstaje w sobote o 3 rano. Wsiadam do nocnego autobusu i od razu widać trzech podejrzanych gości. Myślę sobie - kanary. Rzeczywiście to kanary. Jeden z nich podchodzi i sprawdza mi bilet. W sumie śmiesznie to wyglądało, za każdym razem kiedy wchodziła nowa osoba jeden z nich podchodził i sprawdzał bilet. TEgo poranka chłopaki zrobili chyba ze 200% normy.

Do Centralnego dojeżdzam tak na styk, od razu udaje się na peron, nie ma już czasu na kupno biletu. Przychodzi godz. 5.16 - odjazd... zaraz tylko jakoś nie widzę pociągu
. Po chwili miły głos oznajmia przez głośnik mniej więcej taki komunikat:" Pociąg relacji Warszawa - Kielce będzie opóźniony... 2,30 godz.
... mogę zrozumieć 15...30 min. ale tyle czasu
Przyzwyczaiłem się już do cuchnących kibli w pociągach pospiesznych... ale to za wiele. Na szczęście następny mam za 1,30. Przez godz. siędzę w poczekalni poczytując górską literaturę. Drugi przyjeżdza już o czasie. Podróż trwa 3,30. Pogodowo - piekarnia.Po przyjeździe za pokierowaniem miejscowych odnajduje stacje busów. Dojeżdzam do wsi Święta Katarzyna - skąd odchodzi czerwony szlak na Łysice. Po kupieniu wejściówki ruszam.... Narzucam od razu dość szybkie tempo. W końcu jak się dobrze nie zmęczę, to nawet nie poczuje że byłem w górach. Łysica okazuje się stertą kamieni z krzyżem i tabliczką. Robię zdjęcia i... coś dziwnego, zabrakło pamięci. Otwieram klapke i... brak karty pamięci
... Ale ubaw. Tej pamięci wbudowanej starczy na około 15 fotek. Najważniejsze żeby tylko na Łysicy zrobić. Przynajmniej nie będzie kolejnych 20 zdjęć mojej gęby
. Ruszam dalej. Zastanawiają mnie tylko szlakowskazy - czasy tam podane są chyba dla inwalidów. Fakt, szybko chodzę, ale to co oni tam piszą to już przesada. Wychodzę z Puszczy Jodłowej, teraz idąc asfaltową drogą przez wsie. W pewnym momencie mam problem z wyborem kierunku marszu. Albo ja jestem ślepy, ale tamtejsze szlaki są słabo oznaczone
. Idę dalej, po chwili zagaduje do mnie chłop który stoi przy drodze. Uświadamia mi że źle idę, wskazując ręką, pokazuje właściwy kierunek. Częstuje mnie truskawkami ze swojego pola przy którym stoimy. Rozmawiamy sobie z 10 min. na temat wyższości wsi nad miastem... po czym dziękuje mu za wskazówki i ruszam już w dobrym kierunku, szlakiem Massalskiego. Po drodze schodzę ze szlaku. Cały czas wiem gdzie jest - bo jest zupełnie na skraju lasu, czyli trafić nie trudno. Jednak najpierw muszę przebić sie czasem przez gęste ściany jodeł. A że jestem tylko w spodenkach i koszulce to przyjemnie nie jest. Przechodzę przez przeł. Hucką kieruje się okropną asfaltową drogą, na której ślizgają się kijki, na Łysą Górę. Tutaj oczywiście słynne gołoborza. Za wstęp ma taras widokowy zapłacić trzeba. Ale ja mam już karte wstępu, którą nabyłem przed Łysicą. Tutaj w końcu jakaś panorama okolicy. Stąd też odjeżdzam busem do Kielc. Pociąg do Wawy? łał! znów opóźniony. Tylko 30 min. Co za łaska kolei że tylko tyle.
. O 22 znów "piękny" Pałac Kultury staje swym obliczem. I tak to się kończy.
Poniżej kilka fotek:
[attachment=23550][attachment=23551][attachment=23552][attachment=23553][attachment=23554][attachment=23555][attachment=23556][attachment=23557][attachment=23558][attachment=23559]
Juz sobie wyobrażam swoja minę jakby mi o tej porze powiedzieli ze o tyle mam opóźniony pociąg... Rozkręciłeś się ze szlakami 
ale to dlatego że co chwila była przerwa na zdjęcia i szłam spacerowym tempem. a pozatym lepiej jak jest podawany dłuższy czas i przechodzisz szlak szybciej niż miałbyś się nie zmieścić i gdzieś po drodze okazałoby się że noc Cię zastała w połowie drogi

