Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Biba w Karkonoszach
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Dzięki Marcinie za relację, super się czytało, dzięki Tobie na nowo ożyły wspomnienia z tamtych dni (dobrze, że akurat wszyscy wyszli z biura, bo totalnie się wyłączyłam i wędrowałam sobie po Karkonoszach), ja również z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg, aby dalej sobie powędrować ...
Super, bardzo przyjemnie sie czyta! I podobnie jak przedpiszacy - tez myslami wrocilam w karkonoskie sniegi.. Smile (hehe, wkopales sie sam - nie bedziesz sie teraz migac od relacyjek Toungue bedziemy Cie o nie meczyc Devil Big Grin)
Dzieki za literki i czekamy na c.d. ok
14.03.08


Pobudka o 7.00. Szybki prysznic, pakowanie plecaka i zejście na wspólne śniadanie do jadalni. Gorące kubki znowu zajmują pierwsze miejsce na podium w konkursie najczęściej spożywanego jedzenia, a tuż za nimi paszteciki z chlebem tostowym. Podczas śniadania wszyscy byli jeszcze mało rozmowni, lecz z czasem każdy dochodził do siebie. Około 8.00 umówiliśmy się w holu w pełnym rynsztunku. Tego dnia naszym pierwszym celem było dojście do Przełęczy Karkonoskiej (1198 m. n.p.m.), tam zamierzaliśmy zostawić graty i dalej ruszyć na Mały Szyszak (1436 m. n.p.m.).
Pogoda znowu nam nie dopisała. Od razu po wyjściu ze schroniska zostaliśmy zmrożeni przez lodowaty wiatr. Twarz bolała z zimna. Nasza twarda kompania parła jednak do przodu. Najpierw zejście na Twarożnik, a następnie Głównym Szlakiem Sudeckim maszerowaliśmy na Łabski Szczyt. Nie weszliśmy na sam szczyt lecz minęliśmy go z prawej strony gdyż został zdobyty dnia poprzedniego. Wiatr nie dawał za wygraną. Przy Śnieżnych Kotłach dmuchało z pełną mocą. Tu jednak zrobiliśmy sobie krótka przerwę na łyk czegoś ciepłego i gryz stwardniałej z zimna czekolady, która w tej temperaturze nie miała żadnego smaku Sad Schroniliśmy się pod wystającym daszkiem Radio - Telewizyjnej Stacji Przekaźnikowej. Na zegarku dochodziła 10.00. Ktoś dał sygnał do dalszego marszu gdyż szybko zmarzliśmy stając tak w bezruchu. Dalej szliśmy granią tuż przy krawędzi Śnieżnych Kotłów, gdzie barierki ochronne przysypane były w całości, a widoczne były jedynie co jakiś czas wierzchołki słupków. Dobrze, że chociaż te były zauważalne. Idąc tak granią, wyobrażam sobie przepaść, która była zaledwie kilka metrów ode mnie. Żal mi było trochę, że nie mogłem ujrzeć kotłów na własne oczy. Kojarzyłem je tylko ze zdjęć z przewodnika, który przeglądałem przed wyjazdem. Na zdjęciu robią wrażenie, wiec w rzeczywistości pewnie zapierają dech w piersiach. Niestety nie było mi dane tym razem się o tym przekonać.
Kiedy Kotły zostały za nami, zbliżało się podejście na Wielki Szyszak (1509 m. n.p.m.). Stok powoli stawał się bardziej stromy. Zwiększyła się częstotliwość oddechu i zrobiło się coraz cieplej, zwłaszcza w tych wszystkich ubraniach. Wiatr nie słabł. Raczył nas całą swoją siłą. Widoczność także pozostawiała wiele do życzenia. Około 10.30 stanęliśmy na szczycie. Szybkie dwie fotki na forum i zabraliśmy się do schodzenia z obawy przed przewianiem. Ruszyliśmy w stronę Przełęczy Pod Śmielcem (1390 m. n.p.m.), a następnie na Czarną Przełęcz (1348 m. n.p.m.). Szło się dobrze, bo z górki, a o tyle gorzej że poza trasą. Jednakże Wielki Szyszak musiał być przecież zdobyty!
Na przełęczy zrobiliśmy krótki przystanek, by poczekać na oddalony nieco koniec grupy. Następnym celem były Czeskie Kamienie (1417m n.p.m.), a tuż za nimi Śląskie Kamienie (1413m. n.p.m.). Tu zrobiliśmy trochę dłuższy postój na herbatę i coś do jedzenia. W międzyczasie wysłaliśmy meldunek w postaci mmsa do Pedra z naszą pozycją, by na bieżąco informować pozostałych forumowiczów, którzy niestety musieli pozostali w domu, jednakże duchem wędrowali z nami.
Siedzieliśmy schowani przed wiatrem między skałami. Nie zdjąłem nawet plecaka, bo zrobiłoby mi się od razu zimno, a po zdjęciu już nie chciałoby mi się założyć go ponownie.
O 11.30 ruszamy w dalszą drogę. Teraz docelowo szliśmy na Przełęcz Karkonoską (1198 m. n.p.m.), do schroniska Odrodzenie. Panowały nadal surowe warunki pogodowe. Trochę już zmęczeni aurą zbliżaliśmy się do miejsca przeznaczenia. W przedsionku schroniska stanęliśmy około 12.20. Wszyscy byli zmarznięci i niewyraźni, ale co najważniejsze uśmiechnięci.


Na miejscu procedura jak dzień wcześniej, dzielimy się na pokoje, kilka minut na ogarnięcie się i obiad do jadalni. Dowiedziałem się, że wieczorem jest szykowała się mała imprezka. Smażone kiełbaski, frytki i olbrzymie ilości czeskiego piwa Wink Perspektywa tak smacznego jedzonka, zwłaszcza po trudnej, lodowatej przeprawie, wprawiła wszystkich w doskonały nastrój Smile
Po napełnieniu brzuchów i odzyskaniu sił ruszamy na podbój położonego nieopodal Małego Szyszaka (1436m. n.p.m.). Schronisko opuściliśmy krótko po 15.00. Do ataku szczytowego niestety nie przystąpili wszyscy. Stok był nachylony pod dużym kątem. Ciężko się podchodziło w sypkim i kopnym śniegu. Dzielnie stawialiśmy czoła przeciwnościom natury. Pogoda na upartego trwała niezmienna. Narzekałem pod nosem na te przeklęte anomalia. No ale cóż zrobić. Trzeba było iść dalej.
Przed 16.00 stanęliśmy na 1436 metrze wysokości. Tam szybka sesja zdjęciowa "zdobywców we mgle", a następnie schodziliśmy przeciwległym zboczem w dół. Robiło się coraz bardziej stromo. Przestało nam się to podobać, gdyż zaczęło się robić niebezpiecznie. Utrzymywaliśmy odstępy lecz w końcu zatrzymaliśmy się. Sylwek jako stojący najniżej zszedł powoli, by obadać dalej trasę. Machnął nam ręką, by trawersować stok. W końcu wypłaszczyło się i doszliśmy do zagubionego czerwonego szlaku. Z ulgą odetchnęliśmy i poczekaliśmy na resztę grupy.
Pozostało nam już tylko czerwonym szlakiem cofnąć się do punktu wyjścia czyli schroniska, gdzie czekała nas imprezka. Po drodze jeden odsłonięty trawers i miedzy drzewami było już widać schronisko. Zadziwiło nas, że zaczęło się przejaśniać i muszę powiedzieć, że następowało to całkiem szybko. Już przy schronisku można było podziwiać wspaniałe widoki dookoła. Chmury oczywiście nie zniknęły całkiem tylko rozsunęły się nieco na boki. Mimo tego i tak cieszyliśmy się chociaż tym skrawkiem ukazującego się naszym oczom krajobrazu. Przed wejściem do schronu zafundowaliśmy sobie jeszcze krótką zabawę w cudnym śniegu, a około 17.00 staliśmy już w ciepłym holu. Rozeszliśmy się do pokojów, rozpakować się wyprysznicować i po około godzince każdy siedział już przy jadalnianym stole.
Podano nam talerze z kiełbaskami oraz frytki, a także dwie palety piwa Smile No mnóstwo! ..Przez chwilę zacząłem wątpić w atak na Królową Karkonoszy następnego dnia heheWink
Impreza się rozkręcała. Paulo raczył nas zielonym "ognistym" trunkiem, który aż zatykał! Każdy, kto mnie zna, zna też moją słabość do.. frytek. Przyznaję.. tego wieczora przesadziłem.. Ale jak szaleć do szaleć!
A propos szaleństwa, to Maciek pokazał klasę jeśli chodzi o tańce! Wszystkie dziewczyny na parkiecie były jego, a ich mężowie patrzyli zazdrośnieWink (hehe) Imprezkę zakończyliśmy około północy (chybaSmile). Na koniec wszyscy zapadliśmy w błogi wymarzony sen.. Wink
Hmmmmm, zmienił się nam narrator?
Autor niby ten sam, ale po lewej stornie postu łazi mi cuś, co należy do Pabla... Toungue

Ale numer, teraz jest wszystko OK, ale dzięki temu już jestem po całej lekturze giggle
15.03.08

Standard. Pobudka o 7.00, godzinę później spakowani, wszyscy w jadalni wcinali śniadanko - u mnie jak zawsze "danie mistrzów". Zerknąłem za okno, a tam... PIĘKNA POGODA!!! Szybko zjadłem, co miałem i pędem ruszyłem z całym rynsztunkiem na zewnątrz. Stanąłem i zacząłem się szybko rozglądać z obawy przed nadejściem brzydkich chmur. Na szczecie najbliższe znajdowały się kilka kilometrów od nas i nic nie wskazywało na to, by do nas dotarły. Przez lornetkę podziwiałem okoliczne szczyty, także i te które zdobyliśmy poprzedniego dnia. No pięknie! Pięknie!!! - powtarzałem sobie w myślach.
W międzyczasie wszyscy szykowali się do drogi. Na początek trawersowaliśmy zbocze Małego Szyszaka, następnie zbocze Tępego Szczytu (1387m. n.p.m.). Z niecierpliwością obserwowałem horyzont, by dojrzeć wyłaniającą się Królową. Nie mogłem się doczekać. Sylwester powiedział, że ujrzymy ją dopiero ze Słonecznika (około 1420m. n.p.m.). Zniecierpliwiony udałem się na pobliski szczyt o nazwie Smogornia (1489m. n.p.m.), no i
muszę powiedzieć, że widoki, które tam zobaczyłem były warte zachodu! Napatrzyłem się na tyle, by starczyło mi na dołączenie do grupy i dojście na Słonecznik, gdzie znowu mogłem nabrać oddech tymi pięknymi widokami.
Na Słoneczniku zrobiliśmy sobie krótka przerwę na regenerację sił. Nie każdy jednak odpoczywał; młodsza część grupy zaczęła oblegać pobliskie skałki, próbując je zdobyć. Pozostali zaś delektowali się widokami i cykali fotki i wysyłali mms'y na forum.
Następnie udaliśmy się żółtym szlakiem pozostawiając główną grań za sobą. Najbliższym celem były Pielgrzymy, skałki obrośnięte dookoła lasem. Tam zrobiliśmy blisko godzinną przerwę, gdzie prawie każdy próbował swoich sił w zdobywaniu jakiejś ścianki. Pogoda dalej dopisywała, co potęgowało nasze zadowolenie!
Skierowaliśmy się do Samotni nad Małym Stawem. Tam zaobserwowaliśmy przykład głupoty i bezmyślności w wykonaniu pijanego mężczyzny z różowymi rękawiczkami, który przeszedł po zamarzniętej tafli jeziora, a następnie ruszył prosto do gry ku krawędzi Kotła małego stawu. Niestety wywołało to zachwyt wśród jego koleżeństwa. Na szczęście nic się nie stało. W połowie wysokości zawrócił, chyba stwierdził, że jest za stromo i zbiegł na dół nie wywołując lawiny. Koło schroniska czekał już na niego GOPR'owiec, który spokojnie uświadomił nierozważnemu człowiekowi, czym to mogło się skończyć.
Po zakończeniu się tego idiotycznego spektaklu udaliśmy się w stronę Strzechy Akademickiej, a potem na Polanę Strażnica. Stąd Śnieżka była już na wyciągniecie ręki. Każdy chyba nie mógł się doczekać jej zdobycia. Obawiałem się tylko, że zanim na nią wejdziemy, to pogoda zdąży się zepsuć. Wierzyłem jednak, że w ostatni dzień pogoda nie może spłatać nam takiego figla.
Maszerowaliśmy prostą droga do Domu Śląskiego. Tam zajęliśmy dwa pokoje wieloosobowe, szybko wrzuciliśmy coś na ząb i przystąpiliśmy do ataku na główny cel naszej karkonoskiej biby. Pogoda piękna, czego chcieć więcej...? Jedynie zdobycia najwyższej góry tego pasma!
Podejście było o tyle trudne, że przypominało lodowisko. W rakach wchodziło się bez problemów, lecz patrzenie na biedaczyska, które walczyły o życie w jesiennych buciczkach, przyprawiało o ból głowy i zgrzytanie zębów!!! Brzmi to zabawnie, ale świadczy to niestety o poważnym braku wyobraźni.
O 17.00 stanęliśmy na szczycie, podziwiając przepiękne widoki. Sesje zdjęciowe nie miały końca! Długie oczekiwanie na rejestrację obrazu kamerki internetowej pogodynki.pl zmusiło nas do zaszycia się w schronie przed zimnem, które towarzyszyło zachodowi słońca.
Jedni uczcili zdobycie Śnieżki delektując się przepyszną, gorącą kapustą, inni natomiast rozpieszczali podniebienie słodziutką, zmrożoną czekoladą. Zimnego piwka jednakże nikt nie był w stanie sobie odmówić!
Robiło się coraz zimniej i zaczęło się ściemniać. Postanowiliśmy rozpocząć schodzenie jeszcze przy świetle dziennym. Po około 20 minutach siedziałem z Edkerem w Domu Śląskim popijając piwo i oblewając osiągnięcie naszego celu.
Przed 19.00 wszyscy razem siedzieliśmy ciesząc się wspólnie przebytą trasą oraz doborowym towarzystwem. Biesiadowaliśmy do póóóóóóźnej godziny!
Następnego dnia z rana niektórzy wracali już do domów. Ja również należałem do tych osób. A tak bardzo nie chciało się wracać...
16.03.08

Wczesna pobudka, o 6.00! Szybkie pozbieranie rzeczy, pakowanie i śniadanie.
Śpieszyliśmy się, gdyż musieliśmy zdążyć na autobus z Karpacza do Jeleniej Góry.
Wraz ze mną wracali Paaulo z Kasią, Fazik oraz Majka. Około 7.00 nadszedł ten smutny czas pożegnania się z resztą grupy. Obiecaliśmy sobie wspólne spotkanie na następnym formowym wypadzie.
Przyszedł czas na wyjście ze schroniska. Brzydka pogoda dawała nam do zrozumienia, że musi odbić sobie wczorajszą pomyłkę. Ale wiatr, dzięki Bogu, wiał w plecy.
Skierowaliśmy swe kroki w stronę wyciągu na pobliskiej Kopie (1377m. n.p.m.).Bardzo zależało nam na czasie i skorzystaliśmy z usług PKL. Zjechaliśmy w dół pozostawiając główna karkonoska grań za sobą.
Na dole okazało się, że pani w okienku policzyła sobie 20 złotych jeden zjazd. No co zrobić droga przyjemność, a czas to pieniądz. Dosłownie.
Kiedy ochłonęliśmy po tym rozboju w biały dzień, udaliśmy się na przystanek PKS'u. Po półgodzinie przyjechał autokar, który zawiózł nas do Jeleniej Góry. Tam udaliśmy się z Paaulem na policyjny parking, gdzie nasz kompan zostawił swój samochód.
Kasia, Fazik, Majka i ja zabrali się z nim do Katowic. Cała droga zleciała niewiarygodnie szybko, pędziliśmy blisko 200 km/h.
Już około 14.00 byliśmy w Katowicach, gdzie pożegnaliśmy się na dworcu PKS. Mnie i Majkę czekała dalsza droga do Krakowa. Okazało się, że nasz autokar był już podstawiony. Zupełnie, jakby wszystko było dopracowane i misternie ze sobą zgrane. W końcu Kraków.

Podsumowując: bardzo cieszę się z całego wyjazdu. Super ekipa. Już nie mogę doczekać się następnej wspólnej wyprawy. Póki co trwają rozmowy, by w listopadzie powtórzyć wypad w Karkonosze, czekam więc na decyzje w sprawie.
Góry zapraszają każdego! Skusisz się na górską przygodę?
pięknie Smile aż mi zapachniało gorącym kubkiem na początku Smile
Faktycznie szkoda, że Kociołki się schowały przed Wami, ale można to zawsze nadrobić - na przykład jesienią Smile (co polecam osobiście Big Grin)
świetna szczegółowa relacja, obyś miał jak najwięcej okazji do pisania kolejnych !
pozdrawiam Smile
Czekałam na dalszy ciąg. Warto było Smile
Dziękuje raz jeszcze Smile
no w końcu... przeczytałem "normalnie" Big Grin
Dzięki Marcin, dobrze było tam wrócić Wink
Świetnie, tego mi brakowało. Solidne podsumowanie spotkania ludzi z GS z Karkonoszami.
Dzięki.
warto było poczekać na dalszy ciąg, jeszcze raz dziękuję Marcinie za wspaniałą relację, znów razem z Wami przemierzałam karkonoskie szlaki ... nogi mnie trochę bolą
Wzruszyłem się-pióro znakomite-Dzięki Kosin Smile
Dzięki Marcin, ładnie to opisałeś.

kosin napisał(a):
Podsumowując: bardzo cieszę się z całego wyjazdu. Super ekipa. Już nie mogę doczekać się następnej wspólnej wyprawy. Póki co trwają rozmowy, by w listopadzie powtórzyć wypad w Karkonosze, czekam więc na decyzje w sprawie.


A po co rozmawiać, lepiej podjąć decyzję, a ja /niewątpliwie/ już pomyślę o gościńcu i zabawie dla zainteresowanych [attachment=10102]

Marcin, rozpisałeś się... ale dobrze, że tak Cię natchnęło, bo bardzo przyjemnie czyta się Twoje literki. ok
Aż smutno mi, że tego wszystkiego nie doświadczyłam Sad i nie poznałam całej Ekipy... Ale mam nadzieję, że jeszcze sobie to odbiję... może w Twojej następnej karkonoskiej relacji (Karkonosze-listopad 2008) doczekam się jakiejś małej wzmianki o sobie Toungue Wink Smile
Pisz nam tu częściej! Smile
Bardzo szczegółowa i z polotem napisana relacja .Świetnie Ci Marcin poszło .Ale pewnie to też zasługa całej zgranej Ekipy no i oczywiście wspaniałych Karkonoszy i odpowiedniego klimatu .
Marcin zasłużyłeś na dobry browarek .Nie jeden Smile
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33
Przekierowanie