Tylko mam do nich daleko więc zawsze pierwszego dnia wyruszam na szlak po całej nocy spędzonej w autobusie. Ale ma to swój urok nawet

znam ten ból, albo jak kto woli urok
też blisko nie mam
a może ktoś z nowych użytkowników Forum się podzieli opowieścią o swoich pierwszych krokach w górach??
chuch, chuch, chuch - zdmuchuję kurz z tematu

No więc (nie zaczyna się zdania no więc, prawda?) u mnie to chodzenie w góry rodzinne chyba jest (śp. dziadek przewodnikiem PTTK był) i wycieczki pamiętam działy się często. Boom nastąpił w zamierzchłych czasach licealnych, kiedy to mój śp. psor od geografii (zginął na Aconcague) odkrył tą żyłkę i zwerbował do reprezentacji szkoły w przeróżnych rajdach. Potem juz tylko było "gorzej". Wakacje w górach pod namiotem, wędrowne obozy z kumplami, wypady solo. Troszkę przespałem okres studiów, ale potem znów wróciłem na szlak. A pewnego dnia wlazłem na to forum, to już w ogóle masakra jakaś

No jasne Maciek. Jakieś wredne typki każą Ci chodzić po kopczykach, zamiast wskazać najbliższą drogę do schroniska. Trzeba nam tylko uważać, żebyś o nas za chwilę też nie pisał "ten śp xy ..." kazał mi to a ten znowu tamto.

U mnie też rodzice są za to odpowiedzialni choć w zupełnie innym charakterze. Turystycznie to z kilka razy byliśmy na szlaku śpiąc w schroniskach.
Rodzice, głównie ojciec-zapalony grzybiarz-po prostu lubią chodzić po lesie i od dziecka mnie i o dwa lata młodszą siostrę zabierali w las. Takie luźne wycieczki z ogniskiem, bez konkretnego celu. Często też jeździliśmy pod namiot, zazwyczaj w okolice Rycerki czy Sopotni W.
Fajne to było, wszystko spontaniczne bez parcia że trzeba gdzieś dojść. Przez dzień jakieś szukanie grzybów, zbieranie malin albo fajnych roślinek do ogródka. Gumiaki, flanela, koszyk i patyk do ręki

Bo rano rosa a grzybki lubią na skraju lasu , przy łące rosnąć.
A potem jak podrosłem to jakoś samo tak wyszło że się człowiek zainteresował typową turystyką.
moje pierwsze kroki w górach...
w 2006 roku dałam się bez przekonania namówić na mój pierwszy wyjazd w góry, w Pieniny. Tam też moje stopy dotknęły pierwszy szczyt - Sokolicę, a następnie Trzy Korony. Stąd powrót tam tego lata (podróż sentymentalna). Cztery lata przerwy, nie licząc w 2009r. Chorwacji - wyprawy na górę św. Eliasza... tak złożyło się jakoś, że marzenia nie bardzo szły w parze z prozą życia.... bo nie wystarczy chcieć, ani marzyć...umiejętnością jest dąrzć do realizacji tych marzeń, nie odkładać na potem, nie uginać się w obliczu przeciwności... bo chcieć to móc, chcieć to próbować... więc zaczęłam próbować realizować te marzenia małymi kroczkami, tak skromnie wytyczając sobie nowe cele... bo bycie - tam w górach , to wolność i poczucie samorealizacji... to poczucie, że pierwszy raz od dłuższego czasu robię coś dla siebie, z myślą o sobie, w zgodzie ze sobą... taki mały egoizm...
a pierwszy pobyt w Tatrach w 2006 był bardzo nieudany, teraz Tatry muszą jeszcze na mnie trochę poczekać...
a pierwszy pobyt w Tatrach w 2006 był bardzo nieudany...
Jeśli to nie tajemnica, to rozwiń tą myśl...
Cała reszta bardzo ładnie ujęta 
a pierwszy pobyt w Tatrach w 2006 był bardzo nieudany...
Jeśli to nie tajemnica, to rozwiń tą myśl...
w zasadzie to nie ma czego rozwijać
po prostu kompletna klapa organizacyjna... taki spontaniczny wypad jednodniowy z Pienin... za nim się dojechało, za nim znalazło się miejsce na parkingu, za nim kupiło mapkę, żeby wiedzieć co, gdzie i jak... to czas było wracać
z tego wypadu zapamiętałam tylko zatłoczone Krupówki i Gubałówkę, a
najdalej zaszłam chyba do skoczni narciarskiej
do dziś nie wiem jak ja tam cokolwiek chciałam zobaczyć przy takim rozeznaniu tematu 
tego lata zrobiłam sobie za to taką krótką wycieczkę na Słowackie Tatry, w ramach odpoczynku i zwiedzania, ale tego nie zaliczam do ''moich pierwszych kroków'' z uwagi na to, że trasę pokonywałam w pozycji siedzącej
Mimo to wrażenie magiczne - spacerując w chmurach, na takich wysokościach, czuć tą potęgę, majestatyczność...
na razie mam inne cele m.in.
Wielki Rogacz,Radziejowa, Lubań, Turbacz, chociaż nie wiem czy w pierwszej kolejności jednak nie Babia Góra (niezrealizowany punkt mojej tegorocznej wyprawy)
tak więc małymi kroczkami
Wielki Rogacz i Radziejowa to najbliższe mi rejony

Od nich zaczynałem przygodę w górach. Więc polecam i zapraszam

Gabi, daj znać jak się tam będziesz wybierać

Jak w pracy się ułoży to jest szansa, że jeszcze we wrześniu wpadnie mi kilka dni urlopu

a pierwszy pobyt w Tatrach w 2006 był bardzo nieudany... (...)
z tego wypadu zapamiętałam tylko zatłoczone Krupówki i Gubałówkę, a
najdalej zaszłam chyba do skoczni narciarskiej
Jak zaliczyłaś grań Gubałówki, to z pewnością możesz uważać się za znawcę Tatr.
A co krupówek - pasaże zaliczone?
Starzejący się Sokole - nie bądź złośliwy.
I ja opowiem jak to z górami było.
Mieszkam w niejakim Żywcu. Więc , krótko pisząc, góry mnie w ogóle nie interesowały. W I klasie LO poszedłem nogami własnymi na wycieczkę. Wielka Racza z noclegiem. W klasie II ( znaczy się rok 1990 ) wycieczka w Tatary. Następnie jako futbolista nożno - ręczny pobiegłem na Pilsko rozsypać prochy ludzkie. Potem poszedłem na Pilsko z koleżanką. W celach w sumie przeciwnych. Potem nic. I w roku 2002 zostałem namówiony na wyjazd w Tatary. I tak mi zostało. Amen.
Nie jestem zlośliwy.

Grań Gubałówki uważam za bardzo niebezpieczną - można zostać zadeptanym żywcem.
A co krupówek - pasaże zaliczone?
o jakiś tam targ z pamiątkami zahaczyłam, Kościół i zdjęcie z biedną, śmierdzącą, zaniedbaną owieczką 
a na Gubałówce właśnie jakoś szczególnie tłoczno nie było, chyba że w kafejce internetowej 