Witam.
Jako nowy na forum wypadałoby opisać na samym początku jak to było ze mną i z górami.
Trochę się pewnie rozpiszę, ale mam nadzieję, że mi to będzie wybaczone
No cóż, pierwszą styczność z górami miałem w wieku chyba 6 lat. Przy okazji krótkiego pobytu w Jeleniej Górze udało mi się nawet zdobyć Chojnik. Schodząc przy upadku rozwaliłem sobie oba kolana, ale jak to dzieciak, szybko o tym zapomniałem. Podobnie jak o pięknie gór.
Pierwszy kontakt z Tatrami miałem w 8 klasie podstawówki na wycieczce klasowej. Jednak wielkich osiągnięć nie było. Jednego dnia Gubałówka, drugiego Murowaniec przez Boczań. Swoją drogą przez ładnych kilka lat nie mogłem wydedukować jakie to było schronisko, przy którym byliśmy

No ale z tej całej wycieczki pamiętam tylko wielki deszcz no i standardowe słowa przewodnika "nie wyprzedzać"
To były jednak tylko epizody.
Moja prawdziwa miłość do Tatr zaczęła się na początku maja zeszłego roku.
Wyjazd w góry ze znajomymi, pierwszy poważny. Pierwszego dnia Sarnia Skała i Gubałówka, po których to miałem myśl, żeby rezygnować, bo to strasznie męczące

Na szczęście nie zrezygnowałem i już kolejnego dnia miałem przyjemność przeżycia wycofu do schroniska z drogi na Kondracką Przełęcz, w towarzystwie grzmotów, gradu i totalnie przemoczonego ubrania

Później była jeszcze Dolina Kościeliśka z deszczowym Smreczyńskim Stawem, Wąwóz Kraków z niezapomnianymi łańcuchami i drabinką no i ostatniego dnia Gąsienicowa i Czarny Staw. A potem powrót do domu i nieoczekiwana tęsknota za górami.
Drugi wyjazd to była już czysta poezja. Giewont, Czerwone Wierchy, Dolina Roztoki, Swistówka, Morskie Oko, Wołowiec z Rakoniem i Grzesiem.. Wielka duma z pokonania słabości i zdobycia tych szczytów i poznanie tego rodzaju zmęczenia fizycznego, któro dodaje jeszcze więcej ochoty i chęci na wędrówkę
W tej chwili tęsknię za górami strasznie i już się nie mogę doczekać kiedy znowu stanę na szlaku
To chyba tyle, taka historyjka w sam raz do uśpienia
Pozdrawiam i jednocześnie witam się z forum

Łukasz