Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Pierwsze kroki w górach
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Pierwszy raz w LO. Październik 1990 rok. Standart - Kościeliska , Gubałówka, Morskie i Czarny pod Rysami. Drugi raz czerwiec ... 2002 roku. Potwornie żałuję tej przerwy. Trudno nadrobić zaległości.

Łukasz napisał(a):
Potwornie żałuję tej przerwy. Trudno nadrobić zaległości.


To fakt. Ale Ty i tak masz lepszą sytuację niż większość z nas - bo stosunkowo blisko...

I to mnie ratuje. O 5.05. w autobus, 20.00 powrotny. I tak nadrabiam straty.

Łukasz napisał(a):
I to mnie ratuje. O 5.05. w autobus, 20.00 powrotny. I tak nadrabiam straty.


I tak trzymaj! ok

U mnie to by wyglądało tak - 6 podmiejski do stolicy, 8.05 - ekspres do Zakopanego, 14.10 cel, 15.45 - powrót do Stolicy. Czasu starcza na Gubałówkę giggle

Łukasz napisał(a):
I tak nadrabiam straty.

Całkiem zgrabnie Ci to idzie.

Hella to faktycznie straszne. Ja dzięki temu, że w Krakowie mieszkam, to mogę sobie pozwolić na jednodniowe wypady. Ale żeby być na szlaku przed tłumami mogę sobie pomarzyć. Szwagropole najwcześniej koło 8 są w Zako.

To ja jestem o 7.30. Na szczęście rano jeszcze korków nie ma.

Zoe napisał(a):
Ja dzięki temu, że w Krakowie mieszkam, to mogę sobie pozwolić na jednodniowe wypady. Ale żeby być na szlaku przed tłumami mogę sobie pomarzyć. Szwagropole najwcześniej koło 8 są w Zako.

Szwagropole i Trans-freje owszem koło 8.00 (po 6.00 wyjazd z Krk). Ale są też przecież Zoe wcześniejsze kursy obsługiwane przez PKS. Ja wczoraj jechałem 3.40 z Krakowa, z tego co pamiętam to kolejne są 4.40, 4.55 coś zaraz po 5.00. Wybór jest, a przy tych wcześniejszych te większe tłumy można wyeliminować Smile

Ło! To ja nie wiedziałam, że takie jeżdżą! Fajnie. Z tym, że pewnie będę miała problem żeby dojechać do samego dworca tak raniutko, bo ja tak dokładnie mieszkam zaraz przy granicy miasta Kraków Smile Ale czegoś poszukam, a jak nie znajdę, to zatrudnię jakiegoś szofera Wink
http://www.rda.krakow.pl - tam sobie Zoe możesz sprawdzić wszystkie kursy na konkretny dzień.

Przykładowo w sobotę (najbliższą) Trans-Frej o 6.27 jest dopiero ósmym kursem do Zakopca w ten dzień.
Ej! Dlaczego ja taka niedoinformowana byłam?!
Dzięki Pedro, przyda się i będę korzystać Big Grin
Ja lubię natomiast wracać do Krakowa takimi busikami małymi, odjeżdżają kilkaset metrów od dworca w Zako w kierunku Równi Krupowej, ale przed Hermesem. Można sobie zarezerwować telefonicznie miejscówkę. Plusem ich jest to, że omijają korki, jeżdżąc jakimiś bocznymi drogami. Natomiast w Kierunku Zako pierwszy jadą dość późno, gdzieś w okolicach 9 dopiero.
Pierwszy raz w górach byłam zimą wraz z tatą i siostrą. Tata załatwiał w Zakopanym biznesy z Koreańczykami, był to początek lat 90. Poza licznymi restauracjami i Krupówkami pamiętam trasę na Sarnie Skałki i do Morskiego Oka saniami. Właściwie z gór nic nie pamiętam, wiem że chodziłam z takim jabłkiem do zjeżdżania i po trasach zjeżdżałam gdzie się dało kiedy inni szli. I pamiętam też że jacyś ludzie (którzy mieli kolce w butach - wtedy nie wiedziałam o co chodzi) przenosili mnie gdzieś ( widocznie musiało być trudno) Potem wyjechałam tak jak większość z Was na wycieczkę klasową - 8 klasa. W programie było powiem trochę nudno bo gubałówka, jaskinia mroźna (to akurat było fajne) i dolina kościeliska. Generalnie zakopane. Poza tym niezła przygoda nas spotkała ponieważ kiedy poszliśmy na pkp aby wrócić do Gdańska powiedzieli że na zapomnieli doczepić naszego wagonu. Pociąg odjechał bez nas, konduktor nas nie wpuściła do wagonu kuszetki mimo że pusty odjechał. Sytuacja była tragiczna. Pani od geografi która była naszą wychowawczynią z konta wyjęła pieniądze i jechaliśmy jakimiś 4 pociągami do gańska, kupiła nam też po bułce i jogurcie....Tłukliśmy się osobowymi, w warszawie pamiętam rozrabialiśmy i spaliśmy na peronie....masakra. Zamiast przyjechać wieczorem tego dnia byliśmy następnego dnia po południu.
Także w owym czasie wypad w góry był mi obojętny. Prawdziwy zachwyt był dopiero kiedy z grupą pojechaliśmy do Zakopanego na 2 tygodnie, w wakacje po I liceum. Wtedy zdobyłam trzydniowiański chyba jako pierwszy"prawdziwy' szczyt. I wtedy dopiero się zaczęło.
Ach, i Zawrat i Świnica była ukoronowaniem tej wycieczki. Zresztą nastąpiła na Świnicy mała awaria mojego plecaka. Krem do opalania się wylał i zmieszał się z wylewającym się mleczkiem w tubce (wiecie takie sprzedają to jest takie słodkie okropnie, a wygląda jak pasta do zębów) i wszystko było upaprane...Wszyscy się śmiali ze mnie. A w schronisku na Kasprowym jak to wyjęłam to byłam obiektem zainteresowania....komórka, legitymacja...rewelacja.
Moja przygoda z gorami zaczeła się dosyć wcześnie, kiedy miałam jakieś 8 lat pojechałam do Zakopanego, co prawda żadnych wielkich szczytów nie zdobyliśmy, ale złapałam już to coś. Potem były wyjazdy w gory(nie koniecznie Tatry) w róznych terminach: w wakacje, majowe wekendy, jesienią i tak aż do rozpoczęcia studiów, potem 3 lata przerwy. Nie miałam albo kiedy jechać, albo za co. Dopier od niedawna nadganiam zaległości. Co prawda nie mogę pozolić sobie na jednodniowy wyjazd jak co poniektórzy ponieważ mieszkam obecnie w Wawie. Ale jeżeli są trzy dni wolne bo wypada jakieś święto od razu ruszam
Zakładam ten temat z myślą, byśmy mogli tu zamieszczać swoje historie pierwszych spotkań z Górami bądź też sytuacji, które dały początek naszym górskim pasjom.
W jakich górach stawialiśmy pierwsze kroki. Co nas w nich zauroczyło i każe wracać w nie wciąż i wciąż...Rolleyes


W moim przypadku przygoda z Górami rozpoczęła się w wieku lat dziesięciu, gdy to pierwszy raz pojechałam w Bieszczady. Wędrowałam tam z ojcem po połoninach, Caryńskiej i Wetlińskiej - moje pierwsze zdobyte szczytySmile
Rok później znów tam byłam, tym razem na Tarnicy i innych pagórach Bieszczadzkiego Worka. Do centralnej Polski wracaliśmy zahaczając jeszcze o Słowację, przejeżdżaliśmy więc przez Smokoviec i wtedy po raz pierwszy zobaczyłam Je....Tatry!!!! Odjęło mi mowę i miałam wszystkie możliwe objawy zakochaniaToungue Tatry stały się moją cichą miłością i marzeniem,które ziściło się dopiero kilka lat później ( ojcowskie preferencje - Bieszczady ermm) A ja chciałam w Tatry!!!!
Później obejrzałam film "K2", który rozbudził moja wyobraźnię, a u ciotki wygrzebałam z biblioteczki książkę Zdobycie Mount Everestu Hunta, którą czytałąm namiętnie. Marzenia przybierały na sile.
Niemogąc jechać w Tatry jechałam na kolonie w Pieniny - tam wskrabałam się na Sokolicę i Trzy Korony. No i kiedyś znów nadarzyła się okazja - w szkole organizowana była wycieczka klasowa do Zakopanego. Pojechałam. Z Gubałówki, która była gwoździem programu wycieczki, znów Je zobaczyłam...Piękne, dostojne, niebieskie Tatry. Mam nawet fotki Tatr, które wtedy z tej Gubałówki robiłam, by zabrać je do domu ze sobą i na tym kawałku papieru fotograficznego mieć dla siebie.

A później były już Tatry wymarzone realne. Pierwszy mój szczyt tatrzański - Kopa Kondracka. I tak to się zaczęło...RolleyesSmile
u mnie było nieco inaczej Smile

jeszcze jako pasażer brzucha mojej matki "wędrowałem" zimą na równicę a powrót... no cóż na sankach blink

o wywrotce i jej skutkach nie wspominam w00t

potem się urodziłem i długo nic.

Kiedy miałem lat jakieś 7 przyjechałem wraz z rodzicami do Zakopanego na tydzień. Niewiele z tego pamiętam ale utknął mi w pamięci widok z Kasprowego Wierchu. Poczułem ciary na widok Krywania i tak mi już zostało eheh.
Ponadto byliśmy wtedy w Dolinie Białego i Kościeliskiej.

Znowu długo nic... Bardzo długo aż do wycieczki szkolnej w podstawówce

Wtedy ponownie wjechaliśmy na Kasprowy i wspomnienia powróciły...

W szkole średniej zobaczyłem po raz pierwszy Tatry od Słowackiej Strony i się zakochałem po uszy.

Na początku nieśmiale Giewont, dolinki i Czerwone Wierchy.

Do teraz stopniowo podnoszę poprzeczkę i cieszę się że jeszcze mam tak dużo do zdobycia ok
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Przekierowanie