Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Pierwsze kroki w górach
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
To moze teraz ja, zbieralem się wiele lat marzylem o wyprawie w gory i bylo tak: to nie mialem kasy to nie bylo chetnych na wyjazd az w kozcu w zeszlym roku mowie jade jade i nic mnie juz nie powstrzyma, wrocilem z pracy rano po calej nocy jazdy samochodem i coz tzrzeba sie przespac bo zmnow za kolko, dwie godz spalem z wrazenia nie moglem spac, plan byl taki ze w nocy ruszę i na rano spokojnie dojadę do chaty za Zakopanem i do Palenicy i na szlak,,,,i taak spac nie moglem w koncu ruszam 1:30 w nocy, dojechalem po szostej do zakopaca rzucilem graty i dalej do Palenicy i wymyslilem ze rusze na Rysy i poszedlem, szlo sie wspaniale , cudowna pogoda cieplo piekny zloty wrzesien, dosc trudno mi się szlo od Morskiego w gore ale uparcie brnąlem pod gore z usmiechem radosci i szczęscia ze w koncu jestem w tej pieknej krainie, doszedlem do miejsca gdzie zawsze w czerwcu nawet lezy snieg nie wiem jak to miejsce sie nazywa, ktos mi powiedzial zebym nie probowal wyzej bo jest slisko i raki potrzebne wiec odposcilem......wrocilem w czerwcu tego roku i wszedlem na sam szczyt Rysow, i co zobaczylem????widoki jak z bajki wspaniale nasze tatry i wiecie co jeszcze wiele razy tam pojde bo warto chociaz kilka minut tam posiedziec popatrzec na ten piekny krajobraz.....
bober37 Big Grin to Cię wzięło ok i to była wtedy we wrześniu pierwsza Twoja wizyta w Tatrach ?? poważnie Cię wzięło skoro już o Dzwonniku myślisz hehehe. To oznacza że w zimę jeszcze nie wędrowałeś, to kursik naprawdę Ci się przyda i spodoba, chyba się spotkamy w lutym Wink
Pablo, co Ty powtórkę z kursu planujesz czy jak? Wink
Pablo, lawinowy fajna rzecz, polecam.
No i jakiś szczęściarz z forum będzie miał okazję zemścić się na moderatorze, przy chowaniu piepsów. Wink
Ooo, przepraszam za dublowanie tematu...Shy

Juz nie będęSmile
na rowerze kiedyś .. przehyba w Sądeckim...
a potem poszłoSmile i trwa, co tydzień, co 2... cały czas, non stopSmile
niekończący się sezonSmile
Pierwsze kroki w kopczykach? Co sobie przy swym wieku pamiętam to normalka - wycieczka klasowa na Girową (Beskidy, blisko trójstyku PL, CZ, SK). To już niespełna 45 lat Shy
Witaj Pablo, oj wzielo wzielo, nawet wymyslilem sobie specjalny sposob auto asekuracj na scianie, idę w sobote albo w niedziele przeczwiczyc na scianke ten sposob jak będzie dobrze to się pochwale co osiągnąlem a pozniej trening w naturze i na wysoką gore a luty jak najbardziej , jestem za i na liscieSmile))
Zaczęło się tak ....najpierw pewien pan w ramach niespodzianki zabrał mnie w Taterki, a dokładnie na Morskie Oko, do którego w późniejszym czasie wracałam jeszcze 3 razy (kocham to miejsce). Buty miałam niewłaściwe i skończyło się pęcherzami....po tym zdarzeniu zakupiłam odpowiednie obuwie. Stało się....załapałam bakcyla. Byłam już 3 razy na Giewoncie, raz z rycerza przeszłam przez Kopę Kondracką na Kasprowy. Innym razem byliśmy na Czerwonych. Wlazłam też na Świnicę i dalej przez Zawrat do Doliny Pięciu Stawów. Kiedyś z Morskiego przeszliśmy Swistówką do Pięciu Stawów. Ponadto kilka dolin i jezior Tatrzańskich, Trzy Korony w Pieninach, Równica w Beskidach i Babia Góra.....myślę, że to dobry początek....chcę więcej !!!!!!!

magda.s.77

(Tym,którzy liczą na pikanterię,czytanie odradzam Wink )

Większość z Was,wytrawnych i doświadczonych górołazów,może już nawet nie pamięta swojego pierwszego zetknięcia z Tatrami. Albo czasu minęło zbyt wiele,a może intensywność i częstotliwość wypraw,lekko zatarła i przyćmiła ten pierwszy raz. A jednak fajnie czasem tak odświeżyć wspomnienia,przegrzebać archiwalne albumy i pośmiać się z tych najwcześniejszych "wyczynów",które napawały nas niegdyś dumą.
Mnie w góry zabrał mój świeżo upieczony "małżowinek" na tzw spóznioną podróż poślubną (bidak,nie wiedział w co się pakuje,nie przewidując nawet,że za chwilę pokocham coś bardziej,niż Jego samego Smile ). Wybraliśmy połowę czerwca,upalnego czerwca. Planowany pobyt-10 dni. Ekwipunek typowo letni,z ledwie kurtałką na wypadek deszczu. 16-godzinna podróż zaowocowała widokiem takim,jaki miałam przy wyjezdzie-drzewa! I nicość ponad nimi. Ale co tam,wychodzimy na krajoznawczy spacerek. Mąż dzieciństwo spędził w Zakopanem,to orientację miał należytą. Pierwszy dzień pod reglami,obowiązkowo skocznia (bo każdy sznujący się turysta ,chce się potem w kręgu znajomych pochwalić,że był tam,gdzie Małysz skacze),no i Nosal. Rany,jaka ja byłam z siebie dumna,że tam wlazłam! giggle Wieczorem jakiś grill u gazdziny i pierwsze zetknięcie z góralską gwarą. Moje zrozumienie o czym oni rozprawiali,kwituje pytanie starej Góralki,następnego dnia o świcie: Ka Wy? ,na co ja grzecznie odparłam,że dziękuję,bo mam w termosie Shy
Pierwsza dolina-Kościeliska. Wąwóz Kraków,jaskinia Mrozna,i dalej na polanę ornaczańską. Wcześniej przezornie zaopatrzyliśmy się w "sprzęt" i już po drodze dołączyliśmy do kolonii kolorowych peleryniarzy foliowych. Pompa z nieba i tak przemoczyła nas do gatek. Mimo to,zaparłam się i pociągnęłam swego chłopa dalej,na przełęcz Iwaniacką. A tam szok! Kupa śniegu. Jeszcze wtedy nie wiedziałam,że to w górach całkiem normalne. Patrząc na mapę,upatrzyłam Ornak. A im wyżej,tym więcej śniegu. Moje super extra niefirmowe adidaski zawiodły,do dziś mam dzięki temu pamiątkę na nodze. Zmoczeni i zmarznięci,zawróciliśmy. Buty na piec,żeby na rano były gotowe. Ale nie były. Poranek,5:00,awaryjne (jeszcze tandetniejsze) adidaski i tym razem na Giewont. Pogoda-bez zmian,nic nie widać,ale nie pada,choć ciemne chmury złowieszczo krążą. Po najmniejszej linii oporu,chcięliśmy od Strążyskiej,przez Grzybowic. Nawet na chwilę się rozjaśniło i (w końcu!) zobaczyłam góry. Daruję wszystkie ochy i achy,ale było tego mnóstwo. Tak się zaczęła moja miłość. Niestety góry dla laików,czy jak kto woli-lajkoników,nie były pobłażliwe. Na zaśnieżonym szlaku,nasze pantofle Wink zupełnie odmówiły posłuszeństwa. Gdzieś za Małym Giewontem mąż wypatrzył lawinisko i nie dał się namówić,aby tak obutym tam iść. Za to z Sarniej Skały,która miała mi wynagrodzić kolejną porażkę,musiał siłą mnie ściągać,bo gotowa byłam obóz tam rozłożyć i podziwiać.
Kolejny dzień,znowu 5 rano,do Moka. Finał:
[attachment=19684]
A nad Czarnym:
[attachment=19685]
Po raz kolejny zimo,mokro i zawiązywanie znaomości z niewidocznymi górami.
Za to 5 rano dzień pózniej... Miodzio. Błękit. Wskakujemy w dresiki i na Halę Gąsienicową. Śnieg mnie nie zadziwił,mimo czerwca,nie miałam tylko pojęcia,jakie mogą być skutki dreptania w bieli przy pełnym słońcu. A na Kasprowy jakiś czas się szło...
[attachment=19686]
Zapalenie spojówek plus zdzieranie całych płatów skóry z twarzy i wszystkich odsłoniętych miejsc.
Kolejne dni to Czerwone Wierchy (wichura i spadek temp do 2 stopni),Kopieniec (ulewa),Krzyżne (burza śnieżna) z zejściem do Piątki (będąc metr od Wielkiego Stawu,nie widziałam go!),Giewont (awantura z moim,że nie puści mnie na zaśnieżone łańcuchy,w efekcie osobny powrótgiggle) i ostatniego dnia-samotna wyprawa na Klin przez Oranak w pięknej pogodzie.
10 dni wstawania o 5 rano,chodzenia nawet po 14h\dziennie,w fatalnych warunkach,w deszczu,śniegu,gradzie,praktycznie bez widoków,z zakwasami,z wiecznie mokrymi nogami,kłótnie przez ogólne zniecierpliwienie i każdy wieczór ze stanem podgorączkowym:
[attachment=19687]
A góry usidliły mnie na amen.
Dziś jest gore,softshell,aquatex,windproof,nieprzemakalne buty itp itd. I wyczekuję pierwszych jesiennych mżystych dni i porannych przymrozków,żeby w najbardziej tradycyjnych i znanych mi warunkach,pohasać sobie samotnie po Orlej...
[attachment=19688]
[attachment=19689]
[attachment=19690]
Aleś wywołała wspomnieniaSmile

W moim przypadku to dość proste, bo stopklatka, a właściwie cały filmik w głowie z pierwszej w życiu wycieczki akurat jest pierwszą rzeczą, którą w życiu pamiętamSmile

Mam 2 lata i 3 miesiące. Przede mną brązowiejący popołudniową porą las, błyszczący wagonik kolejki na Kasprowy zasuwa do góry, przede mną wielka polana, a ja na jej górze po prawej stronie.

Generalnie pierwsza moja samodzielna wycieczka. Z Kuźnic wlazłem na Kalatówki. Do dziś pamiętam Smile Obraz mam przed oczami jakby to było przedwczorajSmile

Podobno potem staruszkowie musieli mi nieco majtki zmieniać bo było rozwolnienie ale tego akurat nie pamiętamSmile

Potem chyba wiele nie pamiętam, bo wycieczek było trochę, a nastepny raz to chyba jakiś płacz na podejściu z Psiej Trawki na Waksmundzką. Dłużyło mi się, nie podobało i zrobiłem jakąś straszną awanturę. Potem już było dobrze. Skończyło się na moim pierwszym szczycie w życiu czyli Gęsiej Szyi Smile

Pierwszy dwutysięcznik to z ojcem znów kilka lat później. Poszliśmy na górę na którą chodzę tylko z obowiązkuSmile czyli na Giewont. Z niego na Kopę i dalej mieliśmy polecieć na Kasprowy. Wszystko by było cacy gdyby nie drobny szczególik. Zaczął wiać halny i na podejściu na Kopę ojciec cały czas mnie namawiał, żebyśmy poszli skrótem trawersem na Przeklęcz pod Kopą ale się uparłem. Dwa razy musieliśmy siadać, a dwa razy kłaść się na brzuchu żeby nas nie zmiotło. Myślę, że musiał być zaniepokojony ale nie odpuściłem. Wleżliśmy i do dziś jestem z tego bardzo dumnySmile A ten odcinek od Kopy do Przełęczy pod Kopą cały czas do dziś nie jest dla mnie przyjaznySmile Może się na mnie bocy, że wtedy tak go potraktowałem? Smile
Fajnie się czytało i oglądało Wink ok

magda.d.77 napisał(a):
A góry usidliły mnie na amen.
Dziś jest gore,softshell,aquatex,windproof,nieprzemakalne buty itp itd. I wyczekuję pierwszych jesiennych mżystych dni i porannych przymrozków,żeby w najbardziej tradycyjnych i znanych mi warunkach,pohasać sobie samotnie po Orlej...

uhm A cóż uczyniłaś z "małżowinkiem" ?? w00t

magda.s.77

dr.Etker napisał(a):
uhm A cóż uczyniłaś z "małżowinkiem" ?? w00t


Usidlony Big Grin Pogodził się ze swym losem Smile Zaraził,to teraz ma za swoje...

BusterFM
Ja swój dwutysięcznik miałam rok potem, Świnica. No,ale ja to jednak "troszkę" pózniej zaczęłam,to i jakoś łatwiej to poszło Smile

Nie no. Dwutysiecznik jak robilem to tych latek to juz mialem troche. Rodzice to nawet dlugo mnie trzymali tak do 1800 Smile Az musialem ostre walki toczyc ze juz moge biegac po "Orlej". Zawrat to najpierw zrobilem od Pięciu i zszedlem po bozemu tez do Pięciu Smile
Fajnie.

Co do małżowinka, propnuję żeby pojawił się razem z Tobą na którymś z najbliższych spotkaniu forumowym, mamy tu takiego któremu się spodobało jak się na takowym pojawił, teraz wędrują z uśmiechem razem, a w domu walczy z małżonką o dostęp do kompa (forumSmile) , a nie wiedział że chce Smile
No co, rację mam Rolleyes ??
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Przekierowanie