Gandzia, moja żona też bliźniaczka, wprawdzie nie poznalismy się w górach ale za to nasz pierwszy wspólny wyjazd był w góry (oczywiście

)
Pozdrawiam
P
To dla przypomnienia dla Tych co by chcieli napisać o swoim "pierwszym razie" w górach

Pierwszy raz z tego co słyszałam, to jakieś 6 miesięcy przed urodzeniem, mama zaniosła mnie na Giewont

Z racji mojego ówczesnego stanu wydarzeń nie pamiętam
Później w wieku kilku lat (podobno 4) pierwszy raz zawitałam do Morskiego Oka.
Jeszcze później w gimnazjum (tak, jestem pierwszym felernym rocznikiem, który doświadczył tego ustrojstwa, do dziś jak ktoś mówi o królikach doświadczalnych, to mam wrażenie, że mówi o mnie) jakieś Nosale i inne Kopieńce na wycieczkach szkolnych były.
Dopiero na koniec liceum, odwiedzając Halę Gąsienicową zakochałam się i tak w tym stanie pozostaję do dziś

Hmmm, od czego by tu zacząć

Zoe, młoda jesteś skoro do Gimnazjum chodziłaś. A nie podejrzewałam Cię o to
Mój pierwszy raz w Tatrach był 16 miesięcy temu, pod koniec marca 2007. I od tego pierwszego razu tak mi zostało

No skoro pytacie
Szesnastoletnie dziewczę nie mające pojęcia o górach wyjeżdża na wycieczkę szkolną w Karkonosze i zakochuje się w tamtejszych klimatach za zabój.
Zestaw obowiązkowy: Szrenica, Śnieżne Kotły, Śnieżka, wodospady Szklarka i Kamieńczyk, zamek Chojnik. Do dziś pamiętam każdy kolor, przemoczone buty ( w maju śnieg - kto by pomyślał! ), ból głowy spowodowany zderzeniem z "rurą" mocującą krzesełko do wyciągu na Śnieżkę... I tą przestrzeń, błękit nieba.
Czyli Hella, to był po prostu dla Ciebie szok i tak już Ci zostało po pierwszym zaszokowaniu?
W 16 miesięcy tak zawojować Tatry? Teraz w zasadzie do mnie dotarło

Kasiu jesteś tytanem turystyki górskiej!

Ej, wcale tak nie jest jak piszecie, troszkę chodziłam, to fakt. Ale wcale ich nie znam.
W marcu nie umiałam trafić do Murowańca, na mapie szukałam jakim szlakiem trzeba iść i pytałam w Kuźnicach górali czy jak pójdę tutaj do góry to dojdę do schroniska

Na drugi dzień jak stanęłam nad Gasienicowym (pojechałam na kurs do Waldka) i on pyta co to za szczyty wokoło i pokazuje na Kościelec a ja nie wiedziałam

Ale teraz juz wiem

Hella przemoczone buty, spotkanie z rurą? Co Ty w tych górach widziałaś?

No właśnie - co ja zobaczyłam? Chyba to, czego nie miałam na nizinach: poczucie, że istnieje inny świat, przestrzeń, powietrze...
Hella - 16 lat to taki buntowniczy wiek i jak wtedy sie tak "zabujałaś" w górach to już Ci zostanie tak na zawsze

Mam nadzieję. Okres studiów był dla mnie bardzo ciężki, przez prawie 5 lat nie widziałam kawałka góry, więc teraz nadrabiam zaległości. Co prawda nie tak, jak bym chciała (oporny ślubny), odległość, ale wyznaję zasadę małych kroczków.
No skoro pytacie
Szesnastoletnie dziewiczę nie mające pojęcia o górach wyjeżdża na wycieczkę szkolną w Karkonosze i zakochuje się w tamtejszych klimatach za zabój.
Zestaw obowiązkowy: Szrenica, Śnieżne Kotły, Śnieżka, wodospady Szklarka i Kamieńczyk, zamek Chojnik. Do dziś pamiętam każdy kolor, przemoczone buty ( w maju śnieg - kto by pomyślał! ), ból głowy spowodowany zderzeniem z "rurą" mocującą krzesełko do wyciągu na Śnieżkę... I tą przestrzeń, błękit nieba.
To tak, jakbyś pisała o moim pierwszy razie. Jedynie słowo "dziewczę" zamienię na "chłopak" 
Za rok była jeszcze wycieczka w Tatry i standardowy zestaw: Morskie Oko, Dolina Kościeliska, Hala Gąsienicowa, Nosal, Gubałówka
Moje pierwsze góry w życiu to Bieszczady w wieku 6 lat. Pięciodniowa wycieczka z rodzicami i rodzeństwem. Niewiele z niej pamiętam - tylko bieszczadzką kolejkę.
Pierwszy kontakt z Tatrami w ogólniaku - ale wówczas jeszcze nie poczułem, że to jest właśnie to. Pamiętam, że do Morskiego Oka jechaliśmy autokarem aż do Włosienicy. Luksus.
Prawdziwe, świadome wędrowanie po górach to samotna, letnia wycieczka z Zakopanego przez Nosal, Skupniów Upłaz do Murowańca i nad Czarny Staw Gąsienicowy. Miałem wówczas 23 lata. Wówczas zakochałem się w Górach, a widok Doliny Gąsienicowej uważam do dziś za najpiękniejszy w Tatrach, o czym już kiedyś pisałem w opowiadniu o Zawracie.
Jakie piękne historie, przy niektórych wielka kula tworzy się w okolicach piersi, a potem podchodzi do gardła... wzruszające.
Postanowiłam coś o sobie napisać.
Pierwszy raz w górach byłam jako 6 latka - wczasy w Bieszczadach z rodzicami, ale wtedy to były takie grzeczne spacerki, jeździliśmy w Bieszczady przez 10 lat co roku, ale nigdy nie wybrałam się na żadną prawdziwą wyprawę - ot typ mola książkowego co spędza dnie na kamieniach trawiąc książki jedna za drugą. Największą atrakcją były wyprawy po drzewo na ognisko. Szliśmy całą dziecięcą brygadą na samą górę i zbieraliśmy suche gałęzie wymyślając straszne historie na temat powalonego drzewa, które sterczącymi w górę korzeniami wyglądało jak gigantyczny pająk.
Tatry, poznałam dzięki mojej wychowawczyni z LO. Zabrała nas na wycieczkę 3dniową. Rany, ale się wtedy czułam. Prawdziwa turystka - w różowych adidasach - pędziła dumnie po Hali Gąsienicowej i mówiła do wszystkich radosne "cześć". Przepadłam po tej wycieczce bez reszty, ale bieda w domu pozwalała tylko na darmowe wspominki i przeglądanie zdjęć. Aż do momentu kiedy skończyłam 20 lat i mama wykupiła dla mnie i siostry, oraz naszych chłopaków wycieczkę jednodniową do Zakopanego, gdzie główną atrakcją miał być wyjazd na Gubałówkę. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Z Gubałówki wyszły nici, bo jak dostaliśmy czas wolny - 3 godziny na zwiedzanie Krupówek (chyba oszaleli !) postanowiliśmy naszą czwórką ten czas wykorzystać na zaliczenie Kasprowego. Tak też się stało. Oczywiście na dół zjechaliśmy, żeby nas nie szukali. Ale byliśmy tak zmęczeni, że odechciało nam się Gubałówki. na dokładkę mama odnalazła koleżankę ze szkoły Basię, więc pożegnaliśmy grupę wycieczkowiczów i na własną odpowiedzialność zostaliśmy na noc u Basi, a następnego dnia zaliczyliśmy jeszcze Morskie Oko. Od tamtej pory tylko szukam okazji i pieniędzy (co tu dużo mówić) aby się wymknąć w góry. Jeżdżę stanowczo za rzadko - 2-3 razy w roku. Za każdym razem biję się ze swoim tchórzostwem, słabościami, lękami. Pokonuję samą siebie i jestem z tego strasznie dumna. Widzę, że góry mnie zmieniają, na lepsze. Bywam uciążliwą partnerką wędrówek, miewam chwile słabości, ale za te wszystkie chwile, które nauczyły mnie tak wiele - o mnie samej i o tych co byli mi towarzyszami- nie chciałabym żadnych skarbów. Piękne wspomnienia mam i wierzę, że będzie ich jeszcze więcej

Bardzo ciekawe są Wasze historie, ze wzruszeniem je czytałam!

Pierwsze góry jakie zobaczyłam to były Góry Świętokrzyskie i miałam wtedy 4 lata-doskonale pamiętam moment jak stanęłam na Łysej Górze i byłam z siebie bardzo dumna, że sama tam weszłam

Niesamowite wrażenie zrobił na mnie klasztor Benedyktynów i krypta

Tatry poznałam mając 13 lat i do końca życia nie zapomnę momentu-kiedy moje oczy ujrzały góry z pociągu-niesamowite emocje, nie spodziewałam się, że one będą aż takie ogromne, piękne, majestatyczne. Pierwszy szlak-Dolina Kondratowa-i grad, który zaczął sypać w połowie drogi. Szum wiatru, który wtedy usłyszałam, słyszę do dziś w chwilach zadumy.. Zakochałam się bez pamięci i już wtedy wiedziałam, że co by nie było, zawsze będę tam wracać, bo Tatry to dla mnie oaza spokoju, ukojenie dla duszy, radość dla serca
