|
Lato w Dolomitach 2009
|
| Autor |
Wiadomość |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
Zdjęcia przepiękne, trzeba się kiedyś wybrać w Dolomity.
Alp jest tyle że życia nie starczy
...
prawda jest tego w Alpach, ale też jeszcze są inne piękne zakątki na świecie warte odwiedzenia... trzeba się też do nich przymierzyć 
Dolomity warte są powrotu... nie jeden raz tyle farnych tras
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 10-11-2009 01:27 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
prawda  jest tego w Alpach, ale też jeszcze są inne piękne zakątki na świecie warte odwiedzenia... trzeba się też do nich przymierzyć
Dolomity warte są powrotu... nie jeden raz  tyle farnych tras
No tak Pablo, ale na te zakątki trzeba mieć co najmniej 5 żywotów jak kocur.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 10-11-2009 05:52 PM |
|
 |
maciek
Moderator
     
Postów: 3,493
Grupa: Moderatorzy Forum
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
Wieczorkiem znajdujemy miłe miejsce i rozkładamy namiot, jest świetnie, atmosfera bycia samemu wśród otaczających nas gór , blisko pod ok. 500 metrową ścianą, która pięknie trzyma pion  broniąc górnego z pozoru trudno dostępnego plato. Potęga i piękno.
Jak miło w ten listopadowy, ponury dzień pomarzyć.
Miałeś rację, że po tak długim czasie przypomniałeś nam Wasz wakacyjny wypad w Dolomity.
|
|
| 11-11-2009 03:37 PM |
|
 |
Agnieszka.S
Aga
    
Postów: 1,959
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2007
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
Dzięki Paweł za relację i foty Bajka te Dolomity, na żywo muszą robić niesamowite wrażenie
"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował, tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślny wiatr.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. "
|
|
| 14-11-2009 11:12 PM |
|
 |
Snieshka
    
Postów: 1,391
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
Ja tez zacieram łapki myśląc o Dolomitach, bardzo bym chciała zeby sie udało.
Świetna wyprawa moi drodzy, fotki do pozazdroszczenia! Bardzo mi sie podoba fotka stojąca nad zdjęciem podpisanym "obiadokolacja".
To gdzie next time?
"Gdy maja Cię wieszać poproś o szklankę wody - nigdy nie wiadomo co się stanie, zanim przyniosą"
|
|
| 17-11-2009 08:40 AM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
A no nie wiem gdzie nastepnym razem... na najbliższą chwilę plany bardziej rodzinne, zamierzam familijnie eksploatować Skandynawię w przyszłości.
oki c.d.:
Piz Boe
Gdy już słońce wysuszyło namiot, zostawiamy depozyt z niepotrzebnymi gratami pod płachtą przeciwdeszczową i kilkoma kamieniami. Ruszamy w prawo trawersując ściany górnego tarasu. Dzisiejsza nasza droga wejściowa na Piz Boe to ferrata Vallon i granią Cresta Stretna.
3h 30, nieco trudno, krótki trudny fragment, 600 m podejścia, odcinek wspinaczkowy ok. 40 min
Najciekawsze i najbardziej urozmaicone podejście na Piz Boe. Sama ferrata jest bardzo krótka. Jej przejście otwiera jednak drogę prowadzącą przez górne piętra doliny Vallon. .. Odcinek prowadzący granią Cresta Strenta jest niezwykle widokowy.
(?)
Ferrata składa się z dwóch odcinków. Pierwszy jest zupełnie łatwy i nie wymaga w zasadzie ubezpieczenia (w zasadzie!.. kask jak najbardziej!) . Podchodzimy półką, a ekspozycja jest niewielka. Dochodzimy do stromej rynny, którą spada wodospad. Ferrata pokonuje ją po wiszącym mostku. Po jego drugiej stronie napotykamy kluczowe miejsce. Jest nim stroma, eksponowana ścianka. Wspinamy się nią, stopnie i chwyty nie są zbyt wygodnie rozmieszczone.
Na końcu ferraty stajemy w dużej niecce, która na dnie wypełniona jest wodą, zasilaną ze śniegu na jej krawędziach. Tutaj skręca się w prawo, mimo że droga na mapie wiedzie w lewo. Okrąża się tą nieckę wchodząc coraz wyżej po rumoszu skalnym aż na grań, odwrotnie do wskazówek zegara, otwierają się piękne widoki na urwiska opadające do Val de Mesdi. Po szerokim zboczu zasłanym rumoszem, gdzie trudno namierzyć szlak, dochodzimy znów do grani, otwiera się niesamowity, księżycowy widok na kamienistą pustynię plato Selli. Idziemy skrótem trawersując północnym piarżystym zboczem szczyt Piz Lech Dlace. Lądujemy na szerokiej przełęczy skąd już ostro w górę na grań Cresta Stretna, to już jest piękny spacer nad chmurami, wąską granią szczytową, którą osiągamy Piz Boe (3152m) Tutaj zamawiamy zasłużone picie w małym schronisku (kto co woli). Nasyceni widokami ruszamy w drogę powrotną. Z początku tą samą granią Cresta Stretna, zdobywamy jeszcze po drodze Piz Lech Dlace (Eisseespitze - 3009m) skąd stromo w dół kierujemy się na drogę Lichtenfelser Weg (nieco trudno).
Bardzo atrakcyjna krajobrazowo i widokowo trasa, wyznaczona jeszcze przed I wojną światową. Nie jest to ferrata, choć wystepują na niej krótkie fragmenty ubezpieczone. Droga jest dosyć urozmaicona, pomimo długich odcinków prowadzących stromym zboczem.
Droga wiedzie piękną dolinką, której strome ściany ostro wcinają się w mur Selli. Trasa z dołu wydaje się bardzo trudna i niedostępną, ale dla średnio zaawansowanego turysty, obytego ze "sporą ekspozycją" taką nie jest. Schodząc trawersuje się górnymi wąskimi półkami, po czym ostro w dół prawą ścianą, miejscami ubezpieczoną stalową poręczówką. Niżej w okolicy naszego biwaku odnajdujemy pozostawiony rano depozyt, chwila odpoczynku, jedzenie, przepakowanie i dalej w dół.
Niżej, w terenie trudnym do obejścia idąc na ciężko, tarasuje nam drogę na pewnien czas jakieś niemieckojęzyczne małżeństwo z dziećmi wracające ze schr. Kostner. Dość wystraszona mama zsuwa się miejscami na czterech, dupą do ściany, jeden mały biega samopas, a drugie, mniejsze dziecko, które wpadło w histerię, beczące z siłą na kilometry, "dzielny" tatuś niósł na ramionach. Od razu przypomniało mi się kilka brzydkich epitetów po niemiecku, ale nie odezwałem się- za piękny to był dzień  Dalej zeszliśmy przez Bec De Roces, potem bitą drogą do ulicy i na parking, jest nasz samochód cały i zdrowy, na dwa dni zostawiony na samotnym parkingu. Stąd pojechaliśmy na znany mi już z zeszłorocznego wyjazdu camping w Misurinie, który został naszą bazą wypadową do końca pobytu.

o poranku

widoka na część drogi z ferratą

stalowy mostek nad wodospadem, Magda zaczyna kluczowy fragment ferraty

Bogusia na ferracie

spojrzenie na Val De Mesdi

księżycowe plato Selli

widoczny trawers Piz Lech Dlace

spacer nad chmurami

Piz Boe

fragment drogi zejściowej
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 17-11-2009 09:00 AM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
Ferrata Ivano Dibona
Masyw Monte Cristallo
Zaczęliśmy w tym samym miejscu, gdzie byłem z Sylwkiem i DrE rok wcześniej, poniżej Paso Tre Croci przy Rio Gere, bilet w jedną stronę na podwójną kolejkę do Rif. G. Lorenzi. Na dole nowoczesnymi krzesełkami potem przesiadka w budzące wiele emocji małe puszeczki z zeszłego wieku, powyginane ze skromnej skorodowanej cienkiej blachy, ale to już było? wyskakujemy, zresztą tak jak wskoczyliśmy w biegu. Koło schroniska dokonujemy "kamuflażu" i w drogę, tym razem nie w prawo na krótką, acz treściwą ferratę M. Bianchi, tylko w lewo na Ivano Dibonę piękną i długą trasę, bez możliwości w razie w. wcześniejszego opuszczenia, ze względu na jej wysokogórski graniowy charakter. Droga nie trudna ale bardzo malownicza, sama trasa wiodąca pięknymi formami skalnym, miejscami dużo powietrza, widoki na otaczające dalekie szczyty wokół, robą wielkie wrażenie. Początek słynnym, najdłuższym wiszącym mostem w Dolomitach, z niego od razu pionowe drabinki w górę i łatwa grań. Dalej skręciliśmy na rozstaju w lewo na boczną krótką grańkę by zdobyć pierwszy dzisiejszego dnia trzytysięcznik Cristallino Dampezzo. Dzięki temu, że są na niego droga wejściowa i zejściowa, udaje się wracając tą samą, wyprzedzić grupę dość głośnych, niemieckojęzycznych oldbojów. Momentami trasa wiedzie nas trawersami południową ścianą, półkami skalnymi, mijając co jakiś czas ruiny z I Wojny Światowej, w jednej z nich Ric Buffa di Perrero, lepiej zachowanej, można awaryjnie zabiwakować, zachował się nawet dach, a w środku jakieś pozostałości żołnierskich pryczy. Już dalej, w momencie gdy stalowa lina niknie zaczyna się bardzo nieprzyjemny fragment najpierw trawersu, potem w dół okropnym piarżyskiem, niżej stającej dęba ściany. Trzeba uważać na każdy krok, bo w takim "łatwym" terenie najłatwiej właśnie o wypadek. Dalej już spokojnie dochodzimy do przełęczy, na której ostro w dół żlebem, którym po prostu wszystko zjeżdża w dół, nie wiadomo jaką tu technikę zsuwania obrać, by nie zjawić się za szybko na dole, trasa ferraty wiedzie dalej trawersem w prawo, my jednak nie opuszczamy żlebu i dajemy w dół, jest to po paru godzinach trasy pierwsze miejsce zejściowe. Dalej po stromych trawach zakosami i znów piargiem, ale już nie tak stromym, można swobodnie zjeżdżać jak w śniegu, choć nogi nie powiem, strasznie paliły po tych praktykach. Teraz już wchodzimy w las i wzdłuż ściany, lekko w górę, w odwrotnym kierunku niż jeszcze parę godzin temu kilkaset metrów wyżej. Tu niżej na 2 tyś metrów jest bardzo upalnie, więc przy sztucznym zbiorniku wodnym na Paso Son Forcia robimy popas z moczeniem nóg, potem skracamy drogę kawałek trasą narciarską i dalej normalną znakowaną wąską ścieżką, przez czyjąś tam łąkę z pasącymi się milkami, aż do samochodu. I tak oto zdrowo zmęczeni, z bananami na gębach wróciliśmy na kemping.
Ps Madzia pamiętasz ekipę rodaków z Punta załadowanego po sufit ?? czekany, spodnie zimowe, kochery itd.. zdrowo atakowali ?
PS. dwa -Ten skrót wydarzeń napisałem wczoraj jadąc w pociągu, pozostaje jeszcze tylko jakieś fotki dodać.
Pozdrawiam
p.
blaszane piguły - ulotne wrażenie bezpiecznego podróżowania 
cepry na tarasie schroniska Rif. G Lorenzi
ludziki na f. M. Bianchi
Most Ponte Cristallo - 26 m dł. drewnianych deseczek na wiszących nad przepaścią linach.
spojrzenie wstecz na R. Lorenzi
dokarmianie ptactwa (Wieszczki)
Dziewczyny na deskach - jak na molo w Sopocie 
Ric Buffa di Perrero
Sentierro-ferrata i dziewczyny
i już po trudnościach
klapkowiczki nad mokiem
ścieżka przez łąkę z milkami czy mućkami, jak kto woli
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 12-12-2009 03:14 PM |
|
 |
Hella
    
Postów: 1,965
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2007
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
Ps Madzia pamiętasz ekipę rodaków z Punta załadowanego po sufit ?? czekany, spodnie zimowe, kochery itd.. zdrowo atakowali ?
Pamiętam, pamiętam Takie wspomnienia są bezcenne:
1. Po pierwsze szacunek - serio!
Punto na numerach Katowickich, pięć dusz w środku, załadowane po dach. Jak oni jechali? 
To się chyba nazywa pasja. 
2. Przygotowanie - bajka!
Spotykając ich na dole przy kolejce, mocujących się z upchaniem do plecaków menażek, kuchenki, czekanów, myśleliśmy, że może to jakieś przegrupowanie, czy cuś, ale nie. Do tego zimowe ciuchy... Oj musiały ich dupska parzyć
No, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Na biwak wrócili cali i zdrowi obwieszczając wszem i wobec, że zdobyli Monte Cristallo! I super.
"... Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie;
żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś..."
|
|
| 12-12-2009 08:14 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
Tofana de Rozes ferratą G. Lipella
Pomijając teraz kilka dni, z których kiedyś wrzucę jeszcze jakąś fotorelację...
To miała być nasza kropka nad "i", uwieńczenie dwutygodniowego pobytu w Dolomitach.
Miałem tzw. górnolotnie, porachunki z tym masywem, otóż w zeszłym roku pogoda popsuła nasze plany, burza udupiła nas w skalnej grocie, a potem doprawiło jeszcze gradem. Tym razem pogoda była zachęcająca. Ruszyliśmy pod schronisko Rif. A. Dibona drogą, która raczej nadawała się dla samochodów terenowych, ale fokusik jakoś dał radę. Śniadamy na parkingu pod owym schroniskiem i ruszamy do góry ciut przed tym jak wyszło słońce. Na ferratę idę z Hellą, Bogusia odpuszcza, organizm daje jej od jakiegoś czasu silne sygnały by się za mocno nie przemęczała a ferrata należy do tych dłuższych ze sporym przewyższeniem, gdzie często trzeba używać kończyn górnych do podciągania się. Bogusia idzie drogą normalną (403), na przełęcz Fontananegra, umawiamy się, że spotykamy się przy schronisku Giussani, jak już będziemy schodzić ze szczytu z drugiej strony T. de Rozes. Żegnamy się na rozstaju szlaków i z Madzią ruszamy w lewo do góry pod południową ścianę, żona moja obiera kierunek północny na przełęcz. W międzyczasie zdążyło już wyjrzeć słońce i niemiłosiernie wyciska z nas siódme poty. Podchodzimy pod ścianę i trawersujemy ją aż w końcu skręca obierając południowo zachodnią ekspozycję, dając nam zbawienny cień.
Widzimy gdzie zaczyna się ferrata, kilka osób ubiera się tam w wiadome graty. A zaczyna się nietypowo bo po pokonaniu zaledwie kilku łatwych metrów w pionie wchodzi się w Gallerie del Castelletto, czyli sztolnię wykutą w skale. Po batoniku, uzbrojenie w ferratowy set, czołówki na kaski i w drogę  szybko nabieramy wysokości po łatwych , nowych chyba, sztucznych schodach sztolni, tylko droga w tych ciemnościach cholernie się dłuży. W końcu widać okienko w tunelu, wychodzi się od razu w ścianę z fajną lufą pod nogami, wystawa tym razem zachodnia. Ale ferrata jeszcze nie jest trudna i wiedzie w dół, choć już tu znalazł się jeden pan, mający problem z zejściem. Myślę sobie, szkoda, że nie ma z nami Bogusi, dała by sobie tutaj radę? jednak na szczęście, później okazało się dobrze, że jej tu z nami nie ma.
Po zejściu z tego niedługiego fragmentu poszliśmy zdziwieni, normalną ścieżką trawersującą piargiem dolne rewiry ściany. W końcu, kawałek dalej jest, zadzieramy głowy do góry, patrząc na stalową linę wytyczającą drogę, gęby nam się cieszą na ten widok. Zapodajemy do góry, zarąbistą trasą. Wygląda to tak, że jest fragment wymagający, dość fizyczny prosto do góry, chciałoby się rzec diretissima, po czym następuje zupełnie łatwy trawers, na którym nie przypinamy się nawet do liny by zaoszczędzić czas na przepinkach, a potrzebujemy go dzisiaj dość sporo. I w tym schemacie powtarzając: prosto do góry - łatwy trawers, zdobywamy kolejne półki północnej 800 metrowej ściany. Jedyną przeszkodą jaką nam serwuje góra to mokre ściany miejscami woda leje się z przewieszek po kaskach i za kołnierz, uważać trzeba na śliskie fragmenty, gdzie przydało by się lepsze tarcie. Dochodzimy do miejsca gdzie można skrócić trasę, nie idąc wyżej tylko trawersując w lewo ewakuować się na skróty, choć i tak jeszcze ze sporym kawałkiem drogi do schroniska Giussani, jest tu trochę więcej miejsca więc serwujemy sobie przerwę by uzupełnić płyny i naładować baterię. Madzia nic za bardzo nie chce się chwalić, ale odnowiła sobie kontuzję, która skutecznie uprzykrzała jej bólem dalsze wchodzenie. Rozmawiamy króciutko ze spotkanymi Słowakami i puszczamy ich przodem, dalej jeszcze dwa razy się przetasujemy, dopingując się wzrokiem. Dajemy dalej w górę, zaczynają się kluczowe miejsca, wchodzimy w słynny amfiteatr Tofany, ściana zawija się jak księżyc w nowiu z daleka strasząc gładkimi ścianami opadającymi prosto w dół gdzie widać maleńką ścieżkę, wijącą się jakby kilometry niżej. Są przewieszki, trzeba się podciągać na łapach do góry. Znalazło się też jedno miejsce gdzie się "zawiesiłem", za cholerę nie mogłem wejść wyżej, było za mokro i za gładko, stałem tak jak de...il na jednej nodze, tracąc siły, nie mogąc znaleźć podparcia. W końcu zdjąłem plecak z duszą na ramieniu, bo właśnie przeleciał obok jakiś chyba plastikowy przedmiot zgubiony przez kogoś ponad nami, poszybował w dół bez szans usłyszenia jego uderzenia na dole. Ale udało się, nic mi nie wypadło, za to miałem suchutkie rękawiczki na łapach, dzięki którym mogłem po prostu podciągnąć moje cielsko na linie wyżej, lekko tylko dotykając butami cieknącej wodą ściany. Madzia dawał zaraz za mną do góry, pięknie radząc sobie ze wszystkim. Byłem już dobrze zmęczony, kiedy w końcu skończyła się ta zarąbista ściana, wystawiając głowę ponad nią zawołałem do Madzi, że już jest przełęcz i koniec ferraty. Po takich doznaniach nawet nie zależało mi by telepać się jeszcze wyżej na sam szczyt, zostało nam jeszcze 300 m. Ale jednak poszliśmy, zakosami po zdradliwym rumoszu skalnym, nieźle wymęczeni dopełniliśmy "formalności", zdobywając kolejne trzy, ileś tam tysięcy. Madzia zebrała spore gratulacje za ferratę od ludzi, którzy wtoczyli się tam normalną drogą. Oczywiście pstryknęliśmy sobie fotki, widoki zasłaniały nam, coraz to przelatujące przez nas chmury. Odpoczęliśmy, szybko regenerując siły, po tylu dniach w górach człowiek nabiera niezłej kondycji, ogromna różnica w porównaniu do pierwszego dnia pobytu.
Nie mogę skontaktować się z Bogusią, kłopoty z zasięgiem, więc pospieszam zejście do schroniska, w pewnym momencie nawet wysforowałem się do przodu, zjeżdżając na butach po piargach. W schronisku ni śladu po mej żonie, za to pełno turystów. Dostaję w końcu sms-a, wysłanego jakieś dwie godziny wcześniej, że jest niżej przy nieczynnym schronisku Cantore. Ahhhh, niech poczeka jeszcze chwilkę, zasłużyliśmy na coś zimnego, zapodajemy Madzia colę, ja piwo, gratulując sobie udanej wyrypy. Schodzimy niżej, zaczynam się niepokoić, że nie możemy znaleźć Bogusi, wołamy latamy, w końcu jest... chillout w górach  , zasnęła sobie, na wziętej przezornie karimacie hehhhhh Razem już w doborowych humorach schodzimy na dół. Bardzo udany dzień, niestety ostatni już w Dolomitach, wszyscy obiecują sobie, że jeszcze tu kiedyś wrócą.
Fotki:

wejscie do dziury- Gallerie del Castelletto

kawałek skały i kupa kamieni... a jak cieszy

pan przeszkodnik na ferracie... ps. chciałbym tak w jego wieku kiedyś...

na trawersach

Madzia i inni... i ferratka

Madzia w amfiteatrze Tofany (fotki strzelone prościutko w dół  )

na piku

umówione miejsce spotkania -przełęcz Fontananegra i widoczne Rif. Giussani

droga w dół do

zatłoczonego nieco R. Giussani (do plaży koło moka jednak mu daleko  )

schodzimy dalej (spojrzenie za siebie) do...

nieczynnego Rif. Cantore gdzie

chrapałą sobie smacznie Bogusia (choć mówiła, że zmarzła troszku)

dalej spacerkiem w dół, by na końcu pstryknąć...

ślicznotkę w całej okazałości - Tofana de Rozes
END
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 31-12-2009 12:56 AM |
|
 |
Agnieszka.S
Aga
    
Postów: 1,959
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2007
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
Piękny prezent do podusi-dzięki Paweł, może przyśni mi się jaka Ferrata Nieźli jesteście, ja bym się chyba trochę bała tak po tych pionowych ścianach przemieszczać..
"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował, tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślny wiatr.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. "
|
|
| 31-12-2009 01:20 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
Widzę, że Królewna jest wciąż taka sama. Och! Jak ja długo na niej nie byłem. Muszę tam kogoś zaciągnąć. Pablo, ciesz się, że napotkałeś tylko jednego słabszego turystę. Poczekaj aż na ferracie natkniesz się na włoską rodzinkę z dwoma dzieciakami. To jest dopiero ubaw. Nawet się na trasie wyśpisz. 
Powodzenia w dalszej wędrówce.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 31-12-2009 03:58 PM |
|
 |
maciek
Moderator
     
Postów: 3,493
Grupa: Moderatorzy Forum
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
Madzia zebrała spore gratulacje za ferratę od ludzi, którzy wtoczyli się tam normalną drogą.
O tak. Gratulacje należą się Magdzie bezspornie. Zdjęcia na ferracie imponujące - robią wrażenie. Obydwoje mieliście udany dzień.
Zdjęcie -> http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=28386 aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby ta masa kamieni osunęła się.
|
|
| 05-01-2010 10:15 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
Dużo tam jeszcze jest do przejścia, Maciek zachęcam do wspólnej eskapady, tylko w tym roku to wiadomo, u mnie tyle czasu się nie znajdzie
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 06-01-2010 11:50 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
Dużo tam jeszcze jest do przejścia,(...)
Mogę tylko potwierdzić słowa Pawła. Ja corocznie od 1996 jeżdżę w Dolomitki i też jeszcze mam dużo do zwiedzenia. A to się chyba w nich nie obijam
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-01-2010 06:19 PM przez Stasiu.
|
|
| 06-01-2010 06:30 PM |
|
 |
maciek
Moderator
     
Postów: 3,493
Grupa: Moderatorzy Forum
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Lato w Dolomitach 2009
|
|
| 07-01-2010 09:14 AM |
|
 |
|
|