Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat
Lato w Dolomitach 2009 - Wersja do druku

+- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum)
+-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18)
+--- Forum: Górski Świat (/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Temat: Lato w Dolomitach 2009 (/showthread.php?tid=2435)


Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 08-11-2009 01:53 PM

Hej
W ramach wstępu relację napisałem już jakiś czas temu w pokoiku hotelowym teraz tylko musiałem wybrać i zmniejszyć fotki... tzn jest to pierwsza część relacji, w dużym skrócie by Was nie zanudzić, a o której pewnie większość już zapomniała, że miałem napisać.



Wstęp

Budzik... z nawyku wstaję od razu, na dworze rześko, pewnie blisko zera, dziewczyny też się krzątają, wygrzebuję spod kamieni maszynkę i wstawiam menażkę wody. Piękny wschód słońca, chmury paręset metrów niżej otulają szczelnie doliny. I tak ze zwinięciem namiotu trzeba będzie poczekać na pierwsze promienie słońca, mokrego? ale był mocny sen, nie wiem czy w nocy padało, chmury wieczorem przewalały się przez nas, ale czy padało??

Ile to już dni jesteśmy w Dolomitach? Nie chce mi się liczyć, czas szybko leci. Spotkanie po drodze w Austrii i dalej już razem w czwórkę lądujemy na campingu w Canale d'Agordo, małej urokliwej rodzinnej wiosce poprzednika naszego Papieża - Jana Pawła I. Nie było zbyt wiele czasu a po długiej nocnej jeździe przywitały nas lekko dżdżyste góry, więc na pierwszy dzień był spacer ścieżką przez las nad wodospad Cascata Comelle, do jego górnego odcinka Alta. Zastanawiałem się, czy dziewczynom spodoba się, tzn. czy Dolomity się spodobają Rolleyes ale to przecież oczywiste... Wracamy przez wioskę Gares (1333m) leżącą na końcu walnej doliny, wgryzającej się od północy w masyw Pali, najlepsze miejsce wypadowe w te rejony i w ogóle w Pali, gdy nie chcemy korzystać z dobrodziejstw kolejki.

[attachment=27508] GŚ w drodze Smile

[attachment=27509] wodospad Cascata Comelle

[attachment=27510] [attachment=27511] Gares


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 08-11-2009 02:09 PM

Padon


Następnego dnia planujemy zaatakować najwyższy kopiec w okolicy - Punta Penia w masywie Marmolady (3343 mnpm) Lokujemy się na północy od niego na Paso Fedaia przy wielkim zalewie o tej samej nazwie. Pogoda nie rozpieszcza, pada więcej, czasami mniej, ale wszystko nad nami zalega w chmurach. Niestety czas leci nam nieubłagalnie w lokalu/schronisku na przełęczy, postanawiamy szybko zmienić plany i ruszyć na północ, normalny trekking na niższą grań Padon, która okazała się być pięknym miejscem widokowym na północne lodowe zbocza Marmolady i południowy mur bastionu Selli.

Największy deszcz przeczekujemy na przełęczy, w górnej stacji kolejki z Arabby (2478m), potem schodzimy trochę inną drogą nad Lago di Fedaia, późnym popołudniem wypogadza się i tak już ma zostać do końca naszego pobytu.

Wieczorem na campingu, pokrzepieni na duchu i ciele, stawiamy cel na następny dzień- Mont Agner, szczyt broniący wschodniej flanki Pali.


Uwaga, fotki głównie ze zwierzami Toungue ale nie tylko

[attachment=27512] kolejka na Marmoladę - od samego dołu w chmurze

[attachment=27513] masyw Marmolady odsłaniał się chwilami

[attachment=27514] to sem ja z żoną

A tu jak na hali - owiecki - słychać ich dzwonki kilometrami
[attachment=27515][attachment=27516]

łowce atakują Big Grin
[attachment=27517][attachment=27518]

[attachment=27519] rzut okiem na Paso Fedaia i zalew

[attachment=27520][attachment=27521] widok na grupę Sella

[attachment=27522][attachment=27523] świstaki i nie tylko


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 08-11-2009 02:29 PM

Mont Agner


Poranek zapowiada nam piękną pogodę. W miejscowości Frassene ładujemy się kolejką, jako pierwsi turyści w okolice schroniska Scarpa, jedno co zauważam od wczoraj ? ludzi jest tyle co kot napłakał, a to przecież środek sezonu, w Tatrach w zimę jest więcej wiary, a tu istna oaza spokoju, odwrotnie niż północne rewiry okupowane przez niemieckojęzycznych Europejczyków...

Marta wybiera Stellę Alpinę - jedną z najtrudniejszych ferrat Dolomitów. (Tkaczyk - wyjątkowo trudno VI, od ochr. 1170m przewyższenia) Z Magdą i Bogusią postanawiam iść drogą normalną (dość trudno III), obie debiutują na ferratach więc się obawiam - wiadomo, głównie obawiam się o Bogusię Wink Zaczęliśmy trasę dobrze, tylko że bez mapy, wg przewodnika miały być znaki żółte, ale nie ma, więc postanawiamy zawrócić (niepotrzebnie). Na skróty przez rumowisko skalne pod ściany i jest... znajdujemy żółte znaki ładujemy się nimi do góry, ubieramy się i na ferratę, jest dość trudno, ale myślę sobie, że to tylko początek, gdy dochodzimy do pionowego kominka w ogromnym filarze, wiele wiele metrów w lufie nad nami, mówię głośne "ja pierd?, źle", trzeba się wycofać. Wracając odnajdujemy napis farbą na skale - to była Stella A. kwasnyZ powrotem na poprzednią drogę, mijamy Grand Canale, wielką rozpadlinę z całorocznym stromym śniegiem i już na właściwej drodze, po jakiejś pół godzinie trawersu, dalej w lewo po stromych upłazach faktycznie dołączyły dopiero żółte znaki o których czytaliśmy w Tkaczyku.

BTW -znakomita większość dróg w Dolomitach znakowana jest na czerwono, różnią się tylko nadawanym numerem drogi)
...Jest bardzo ślisko, z uwagą dajemy w górę. Niestety kontrolując czas stwierdzamy, że nie zdobędziemy szczytu tak, by nie wracać po ciemku, a na biwak nie byliśmy przygotowani. Po małym popasie wracamy tą samą drogą pod schronisko. Wnioski same się nasuwają, w Dolomitach tylko przewodnik nie wystarczy, opis był dopiero w 100% czytelny na drodze powrotnej, Stella A. też na dole zaczyna się ciut inaczej niż w przewodniku (można znaleźć jeszcze stare ślady ferraty)- mapa obowiązkowa.

Przed schroniskiem rozkładamy się wygodnie, ja korzystam z dobrodziejstwa bufetu smakując miejscowy browar, podziwiamy piękne ściany Pali. Wraca zadowolona Marta, na szczyt nie zdążyła, ale przeszła największe trudności ferraty do przełęczy Pizon i biwaku Biasin. Pakujemy się do kolejki i na dół, myślę że i tak było fajnie, mimo że te błądzenie skutkowało dodatkowymi kilometrami w nogach. Wieczorem układamy plan, pogoda się trzyma dziarsko, jutro wracamy pod Marmoladę.

[attachment=27524] spojrzenie nad głowę - początek ferraty

[attachment=27525] dziewczyny po przejściu początkowego odcinka ferraty

[attachment=27526] widok z ferraty

[attachment=27527] w szczelinie brzeżnej Grand Canale

[attachment=27528] odpoczynek, już na właściwej drodze

[attachment=27529] gdzieś głęboko na dole miasteczko

[attachment=27530] przed schroniskiem Scarpa

[attachment=27531] po lewej stronie poprowadzono śmiało w pionach Stella Alpina, środkowa wielka rozpadlina Grand Canale, po prawej stronie wiedzie droga normalna, nad którą widnieje Szczyt M. Agner
Środkowe najgłębsze wcięcie to przełęcz Pizon, po prawej od niej nieco wyżej mała kropeczka, z bliska czerwona to blaszany biwak Biasin


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 08-11-2009 02:31 PM

Wiesz Pawle, w tym dniu chciałem też ze swoimi znajomymi pochodzić po Padon. Plany wyjścia mieliśmy od strony Arabba i Passo Pordoi.
[attachment=27532] - Arabba i w tyle kawałek grzbietu Padon
[attachment=27533] - my, zamiast owcy, tak czekaliśmy na poprawę pogody Shy
[attachment=27534] - i już w Canazei, to był snobski dzień innocent
Czekam na dalsze ok


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 08-11-2009 02:50 PM

Monte Agner - gratulacyjki dla wszystkich ok a zwłaszcza dla Marty . Stella Alpina to jest z Moiazzą super top w Dolomitach. Jeszcze jej nie mam, ale Marta mnie pocieszyła, że nie była zarazem na szczycie . Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie mi dane wejść na Agner, szykuję się na nią już conajmniej 4 lata. Twarda z tej Agner kobiecina, nie wszystkim pozwala Toungue
Widzę, że zarejestrowaliście dwie odmienności od naszych gór:
+ małe nasilenie niby turystami (to jest dobra reklama dla tych co w czasie sezonu ubolewają nad Taterkami)
- oznakowanie szlaków - tutaj trzeba innego fortelu niż w naszych przekolorowanych kopczykach. Podstawa to dobra mapa (skala 1:25000) i dobre wyczucie orientacyjne w terenie. W Alpejkach też trzeba więcej liczyć, i z tego powodu się więcej rozglądać, na kamiennych chłopków niż na znaki.
Jestem w oczekiwaniu na dalsze przygody, no i zdjątka. Człowiekowi jest miękko na sercu, kiedy to widzi. Rolleyes


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 08-11-2009 02:55 PM

Marmolada



Ferrata zachodnią granią na Punta Penia (Tkaczyk - trudno IV)
"Wspaniała, klasyczna droga na najwyższy szczyt Dolomitów. Cieszy się zasłużenie dużą popularnością. Wymagania techniczne są niewielkie i doświadczony turysta wysokogórski poradzi sobie bez problemów, o ile prawidłowo oceni warunki pogodowe. Ma na to wpływ poprowadzenie ferraty po grani, znaczne wyniesienie Marmolady ponad otaczających ją sąsiadów i duże ilości "żelastwa" użyte do ubezpieczenia. Nawet podczas dobrej pogody szczyt bywa ukryty we mgle, ... Mocno może się też dać we znaki wiatr. Widoki ze szczytu są znakomite, choć znaczna wysokość Marmolady powoduje, że panorama jest nieco spłaszczona"

Ruszamy z dołu najtańszą kolejką w Dolomitach (bilety w dwie strony) śmiesznymi odkrytymi "koszami" na dwie osoby max. Wysiadka przy schr. Pian Fiacconi, tuż pod lodowcem. Krajobraz nieziemski, potężne gładkie z daleka ściany łączą się z jedynym lodowcem Dolomitów, opadającym z wierzchołka Punta Penia, idziemy najpierw w dół po okropnym rumoszu skalnym, trawersując zbocze w najniższym punkcie idzie się miejscami monolityczną gładką skałą, jeszcze chwila i w lewo do góry na mały lodowczyk.. Słaby pomysł obchodzenia go (kamienie lecą spod nóg i człowiek traci siły ) wiec walimy środkiem, śnieg dobry, można bez sprzętu dawać do góry. Zbocze wypiętrza się, dochodzimy do stromego gardła, gdzie niestety pod śniegiem zaczyna się ferrata, najpierw krótko na przełęcz Forcella Marmolada i dalej zachodnią granią na szczyt. Ubieramy się na śniegu, w małym ludzkim tłoku i do góry Smile dziewczyny narzucają tempo (Magda i Marta), więc po pewnym czasie mówię, że spotkamy się na szczycie, z Bogusią spokojnie dajemy swoim tempem. Miejscami skała bardzo gładka, ale dużo żelastwa w stromych miejscach, traska nie jest trudna technicznie, przy większych "pionach" idzie się po żelaznych drabinach coś jak na Koziej, z tą różnicą, że tu lufa jak się patrzy a drabin końca nie widać hehhhh. Z uwagą trzeba przechodzić kilka miejsc w gładkiej skale gdzie uszkodzone stopnie dogięte do skały w dół, trzymały na słowo honoru. W kilku miejscach widać pkt. do zjazdów, pewnie przy złych warunkach jak oblodzenie, to najbezpieczniejszy sposób wycofu. Ferrata kończy się, zbocze kładzie się coraz łagodniej podszczytowym lodowcem, ok. 150m przewyższenia i jesteśmy, mijamy okropną budę bufetu, i pod krzyż. Luda jest tu trochę, część wchodziła przez lodowiec , różne typy, od ludzi w atkach, po sprzętowców z linami, pełen przekrój.

Focimy przy krzyżu, małe co nieco na ząb i ruszamy w dół. Lodowiec szczytowy, potem ferratą w dół, wiadomo spokojnie, na końcu ferraty lodowczyk , zrobiło się stromo i ślisko, trzeba rąbać stopnie z uwagą by droga na dół nie stała się nagle za szybka (czekan ma tylko Marta), udaje nam się, kawałek dalej teren już nie jest taki stromy, bawię się w osuwanie ze śniegiem na nogach, przyjemny chłodzik. Dalej ta sama droga, tyle że w górę, parno, piarg w rozmiarze XXL, ledwo dychamy, na szczęście woda ze śniegu plus plusz pomagają.
Docieramy do schroniska i kolejki, a tu d**a. Już nie jeździ. Spacerowiczów już nie ma więc interes słaby, pani oferuje nam łaskawie nocleg w schronisku, gada chyba co, że jutro można zjechać hehehhhhh, dziękujemy i idziemy/zsuwamy się jednak dalej po piargu szlakiem który miejscami (znaki) znika, trudno bilety przepłacone? na dole pakujemy się do auta i na camping. To był piękny dzień.

I fotki
[attachment=27535] [attachment=27536] [attachment=27537]

[attachment=27538] lodowiec podszczytowy

[attachment=27539]

Na szczycie
[attachment=27540] [attachment=27541] [attachment=27542]

[attachment=27543] [attachment=27544]

I droga na dół:
[attachment=27545] [attachment=27546]

[attachment=27547] spojrzenie na fragment trasy

[attachment=27548] [attachment=27549] [attachment=27550]


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 08-11-2009 03:17 PM

Wenecja



Następny dzień restowy, jedziemy do Wenecji, większości ten pomysł się podoba. Jeszcze po drodze kończą się hamulce w aucie (te górskie drogi przypominają mi czasami Rajd Monte Carlo Wink ), muszę znaleźć warsztat Forda, udaje się, w jakiejś małej miejscowości (pisząc to nie mam tu mapy i niczego w tym "pięknym" hotelu więc... ) ale dziewczyny pamiętają, ruszamy więc na szybkie zwiedzanie, miejscowość urocza, taka... "włoska", nie ma jej w przewodnikach, a jest ładne stare miasto... zresztą , gdzie tu nie ma. Wracamy po dwóch godzinach, auto naprawione, tzn wymienione klocki i tarcze z przodu. Operacja ta robi spustoszenie w portfelu, na szczęście szybko dostaję zasilenie konta z Polszy i jest git.

Parkujemy przed wyspą, dalej komunikacją miejską (na gapę Wink ) 5km mostem i jesteśmy. Wenecja piękna, robi duże wrażenie, naprawdę jest co zwiedzać, jedyny mankament to te tłumy luda. Relacja tylko foto.

[attachment=27551] [attachment=27552] [attachment=27553] [attachment=27561]

[attachment=27554] [attachment=27555] [attachment=27556] [attachment=27560]

[attachment=27557] [attachment=27558] [attachment=27559]

[attachment=27562] miejscowy rynek warzywny na wodzie

[attachment=27563] [attachment=27564] [attachment=27565]


Wracając, stęsknione za nami góry witają nas potężną burzą, pada tak że tylko w tunelach można jechać normalnie, na serpentynach górskich nie widać w którą stronę skręcać blink w tempie 5/h docieramy na ostatni już nocleg w C. d'Agordo


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 08-11-2009 03:40 PM

End of part one


Następny dzień jest dniem "rozstania". Marta opuszcza Dolomity, udaje się na północny zachód do znajomych, zdobywać 4tyś-cznika, my ruszamy na północ . Grupa Sella czeka.

W Arabbie kupujemy przedni % napój. Samochód zostawiamy na Passo Campalogno i obciążeni dodatkowym bagażem (biwakujemy w górach, w namiocie) ruszamy powoli do góry. Idziemy przez Bec de Roces - skalne miasto obrazujące Dolomity w pigułce. Dalej pierwszy, dolny mur skalny przechodzimy rozpadliną skalną, piękną widokową trasą, 670m podejścia, i jesteśmy na dolnym tarasie okalającym masyw, przy schronisku Kostner (mapa - 2500m, przewodnik mówi - 2541m) BTW od jakiegoś czasu korzystam z map wydawnictwa Tabacco Wink Wieczorkiem znajdujemy miłe miejsce i rozkładamy namiot, jest świetnie, atmosfera bycia samemu wśród otaczających nas gór , blisko pod ok. 500 metrową ścianą, która pięknie trzyma pion Smile broniąc górnego z pozoru trudno dostępnego plato. Potęga i piękno. Zwiedzamy okoliczne skały, podziwiamy widoki. Nieco procentów, kolacja i spać.

A rano...

Budzik...



Bec de Roces
[attachment=27566] [attachment=27567] [attachment=27568]

Ściany tarasów Selli
[attachment=27569] [attachment=27570]

[attachment=27571] przed schroniskiem Kostner

[attachment=27572] [attachment=27573]

[attachment=27575] obiadokolacja

[attachment=27576] namiot

[attachment=27577] [attachment=27578] [attachment=27579] [attachment=27580] [attachment=27581]


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 08-11-2009 07:50 PM

Na zdjęciach widać, że dziewczynom służyło dolomitowe górski powietrze ok Jak ja już nie mogę się doczekać nowego sezonu


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Gandzia1 - 08-11-2009 10:51 PM

Piękne widoczki
szary namiot na tle takich samych pionowych skał na skrawku zielonej murawy -biwak super


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Hella - 09-11-2009 08:12 AM

Pablo napisał(a):
... udaje się, w jakiejś małej miejscowości (pisząc to nie mam tu mapy i niczego w tym "pięknym" hotelu więc... ) ale dziewczyny pamiętają, ruszamy więc na szybkie zwiedzanie, miejscowość urocza, taka... "włoska", nie ma jej w przewodnikach, a jest ładne stare miasto... zresztą , gdzie tu nie ma.


Miasteczko nazywa sie Feltre i faktycznie jest bardzo urokliwe.
Niewiele informacji znalazłam na jego temat w necie, a szkoda Sad
Przy trasie, gdzie było dopieszczane autko - zwykła mała mieścina z supermarketem. Dopiero gdy podreptaliśmy w głąb, ukazały się "małe perełki architektoniczne" - brama do grodu, wąziutkie uliczki, gwach uniwersystetu blink, budynek opery/teatru.
A wszystko w sennej, przedpołudniowej aurze Cool.
Tylko usiąść gdzieś w maleńkiej knajpeczne i rozkoszować się cappucino z bitą śmietaną ( rewelacja! Rolleyes)...


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Hella - 09-11-2009 08:30 AM

Stasiu napisał(a):
Widzę, że zarejestrowaliście dwie odmienności od naszych gór:
+ małe nasilenie niby turystami (to jest dobra reklama dla tych co w czasie sezonu ubolewają nad Taterkami)
- oznakowanie szlaków - tutaj trzeba innego fortelu niż w naszych przekolorowanych kopczykach. Podstawa to dobra mapa (skala 1:25000) i dobre wyczucie orientacyjne w terenie. W Alpejkach też trzeba więcej liczyć, i z tego powodu się więcej rozglądać, na kamiennych chłopków niż na znaki.


Oooo tak Toungue
Co do nasilenia ruchu - szok! Nawet na Marmoladzie nie było problemów ze sprawnym przemieszczaniem się. Jeżeli tak wygląda sezon to chyba poza - za jedyne towarzystwo mogą służyć wszechobecne wełniaczki.
Oznaczenie - fakt człowiek przyzwyczaja się do dobrego Cool
Na mnie wielkie wrażenie wywarły te przestrzenie. Gdziekolwiek się nie spojrzy - góry. Będąc gdzieś na dole wszystko wydaje się bardzo odległe, a jednocześnie na wyciągnięcie ręki.

Ale nie ma tego złego, coby na dobre nie wyszło w00t Liznęliśmy Alpinę, podreptaliśmy pod- i po śniegu w fantasycznym otoczeniu.

Stasiu napisał(a):
Na zdjęciach widać, że dziewczynom służyło dolomitowe górski powietrze


I to jeszcze jak! ok
Przepiękne miejsca, super towarzystwo - czego chcieć więcej?

Stasiu napisał(a):
Jak ja już nie mogę się doczekać nowego sezonu


Oby i mi sprzyjał los, by znowu tam się znaleźć. Shy
Jak dobrze znów się tam znaleźć - chociażby myślami.


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Arrow - 09-11-2009 08:41 AM

Zdjęcia przepiękne, trzeba się kiedyś wybrać w Dolomity.
Alp jest tyle że życia nie starczy Sad

Na hamulce trzeba tam bardzo uważać. Czasem są zjazdy po 30km. Hamować biegami ile się da.
Ja zagotowałem zjeżdżając z Chamonix do Szwajcarii.
Jedziemy, jedziemy - kobity mówią "co w tej Szwajcarii tak śmierdzi starą szmatą?"
A tu nagle dym z przednich kół Smile

arrow


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 09-11-2009 05:50 PM

Hella napisał(a):
(...)Oby i mi sprzyjał los, by znowu tam się znaleźć. Shy
Jak dobrze znów się tam znaleźć - chociażby myślami.

giggle giggle giggle No to wpadłaś Hella. Na to nie ma lekartwa

Arrow napisał(a):
Na hamulce trzeba tam bardzo uważać. Czasem są zjazdy po 30km. Hamować biegami ile się da.
Ja zagotowałem zjeżdżając z Chamonix do Szwajcarii.
Jedziemy, jedziemy - kobity mówią "co w tej Szwajcarii tak śmierdzi starą szmatą?"
A tu nagle dym z przednich kół Smile

arrow


Wiesz Arrow, to musi przeżyć każdy kierowca z naszych stron - ten smród spalonych klocków od hamulców podczas zjazdu górskich przełęczy w Alpejkach Toungue Następnym razem mnie nie wyprowokuje ani tubylec siedzący niemal na bagażniku i niecierpliwie czekający na możliwość wyprzedzenia. Szkoda tylko, że na 2 silnik idzie w obroty a 3 nie wyhamuje Sad


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Arrow - 09-11-2009 06:15 PM

Oby tylko były to przeżycia bezpieczne, ja wtedy zobaczyłem zatoczkę i zatrzymałem się tam z trudem, właściwie za pomocą ręcznego, jakbym pojechał dalej... Scary
Przyznam że się trochę gapiłem na góry (tam się nie da nie gapić).
Ale się nauczyłem, jak śmierdzi to stajemy Smile

arrow


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 10-11-2009 01:27 PM

Arrow napisał(a):
Zdjęcia przepiękne, trzeba się kiedyś wybrać w Dolomity.
Alp jest tyle że życia nie starczy Sad

...


prawda Smile jest tego w Alpach, ale też jeszcze są inne piękne zakątki na świecie warte odwiedzenia... trzeba się też do nich przymierzyć Wink

Dolomity warte są powrotu... nie jeden raz Wink tyle farnych tras


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 10-11-2009 05:52 PM

Pablo napisał(a):
prawda Smile jest tego w Alpach, ale też jeszcze są inne piękne zakątki na świecie warte odwiedzenia... trzeba się też do nich przymierzyć Wink

Dolomity warte są powrotu... nie jeden raz Wink tyle farnych tras


No tak Pablo, ale na te zakątki trzeba mieć co najmniej 5 żywotów jak kocur.


RE: Lato w Dolomitach 2009 - maciek - 11-11-2009 03:37 PM

Pablo napisał(a):
Wieczorkiem znajdujemy miłe miejsce i rozkładamy namiot, jest świetnie, atmosfera bycia samemu wśród otaczających nas gór , blisko pod ok. 500 metrową ścianą, która pięknie trzyma pion Smile broniąc górnego z pozoru trudno dostępnego plato. Potęga i piękno.

Jak miło w ten listopadowy, ponury dzień pomarzyć. Smile

Miałeś rację, że po tak długim czasie przypomniałeś nam Wasz wakacyjny wypad w Dolomity. ok


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Agnieszka.S - 14-11-2009 11:12 PM

Dzięki Paweł za relację i fotyok Bajka te Dolomity, na żywo muszą robić niesamowite wrażenieRolleyes


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Snieshka - 17-11-2009 08:40 AM

Ja tez zacieram łapki myśląc o Dolomitach, bardzo bym chciała zeby sie udało.

Świetna wyprawa moi drodzy, fotki do pozazdroszczenia! Bardzo mi sie podoba fotka stojąca nad zdjęciem podpisanym "obiadokolacja".

To gdzie next time? Big Grin


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 17-11-2009 09:00 AM

A no nie wiem gdzie nastepnym razem... na najbliższą chwilę plany bardziej rodzinne, zamierzam familijnie eksploatować Skandynawię w przyszłości.

oki c.d.:

Piz Boe

Gdy już słońce wysuszyło namiot, zostawiamy depozyt z niepotrzebnymi gratami pod płachtą przeciwdeszczową i kilkoma kamieniami. Ruszamy w prawo trawersując ściany górnego tarasu. Dzisiejsza nasza droga wejściowa na Piz Boe to ferrata Vallon i granią Cresta Stretna.
3h 30, nieco trudno, krótki trudny fragment, 600 m podejścia, odcinek wspinaczkowy ok. 40 min

Najciekawsze i najbardziej urozmaicone podejście na Piz Boe. Sama ferrata jest bardzo krótka. Jej przejście otwiera jednak drogę prowadzącą przez górne piętra doliny Vallon. .. Odcinek prowadzący granią Cresta Strenta jest niezwykle widokowy.
(?)
Ferrata składa się z dwóch odcinków. Pierwszy jest zupełnie łatwy i nie wymaga w zasadzie ubezpieczenia (w zasadzie!.. kask jak najbardziej!) . Podchodzimy półką, a ekspozycja jest niewielka. Dochodzimy do stromej rynny, którą spada wodospad. Ferrata pokonuje ją po wiszącym mostku. Po jego drugiej stronie napotykamy kluczowe miejsce. Jest nim stroma, eksponowana ścianka. Wspinamy się nią, stopnie i chwyty nie są zbyt wygodnie rozmieszczone.


Na końcu ferraty stajemy w dużej niecce, która na dnie wypełniona jest wodą, zasilaną ze śniegu na jej krawędziach. Tutaj skręca się w prawo, mimo że droga na mapie wiedzie w lewo. Okrąża się tą nieckę wchodząc coraz wyżej po rumoszu skalnym aż na grań, odwrotnie do wskazówek zegara, otwierają się piękne widoki na urwiska opadające do Val de Mesdi. Po szerokim zboczu zasłanym rumoszem, gdzie trudno namierzyć szlak, dochodzimy znów do grani, otwiera się niesamowity, księżycowy widok na kamienistą pustynię plato Selli. Idziemy skrótem trawersując północnym piarżystym zboczem szczyt Piz Lech Dlace. Lądujemy na szerokiej przełęczy skąd już ostro w górę na grań Cresta Stretna, to już jest piękny spacer nad chmurami, wąską granią szczytową, którą osiągamy Piz Boe (3152m) Tutaj zamawiamy zasłużone picie w małym schronisku (kto co woli). Nasyceni widokami ruszamy w drogę powrotną. Z początku tą samą granią Cresta Stretna, zdobywamy jeszcze po drodze Piz Lech Dlace (Eisseespitze - 3009m) skąd stromo w dół kierujemy się na drogę Lichtenfelser Weg (nieco trudno).

Bardzo atrakcyjna krajobrazowo i widokowo trasa, wyznaczona jeszcze przed I wojną światową. Nie jest to ferrata, choć wystepują na niej krótkie fragmenty ubezpieczone. Droga jest dosyć urozmaicona, pomimo długich odcinków prowadzących stromym zboczem.

Droga wiedzie piękną dolinką, której strome ściany ostro wcinają się w mur Selli. Trasa z dołu wydaje się bardzo trudna i niedostępną, ale dla średnio zaawansowanego turysty, obytego ze "sporą ekspozycją" taką nie jest. Schodząc trawersuje się górnymi wąskimi półkami, po czym ostro w dół prawą ścianą, miejscami ubezpieczoną stalową poręczówką. Niżej w okolicy naszego biwaku odnajdujemy pozostawiony rano depozyt, chwila odpoczynku, jedzenie, przepakowanie i dalej w dół.

Niżej, w terenie trudnym do obejścia idąc na ciężko, tarasuje nam drogę na pewnien czas jakieś niemieckojęzyczne małżeństwo z dziećmi wracające ze schr. Kostner. Dość wystraszona mama zsuwa się miejscami na czterech, dupą do ściany, jeden mały biega samopas, a drugie, mniejsze dziecko, które wpadło w histerię, beczące z siłą na kilometry, "dzielny" tatuś niósł na ramionach. Od razu przypomniało mi się kilka brzydkich epitetów po niemiecku, ale nie odezwałem się- za piękny to był dzień Smile Dalej zeszliśmy przez Bec De Roces, potem bitą drogą do ulicy i na parking, jest nasz samochód cały i zdrowy, na dwa dni zostawiony na samotnym parkingu. Stąd pojechaliśmy na znany mi już z zeszłorocznego wyjazdu camping w Misurinie, który został naszą bazą wypadową do końca pobytu.


[attachment=27715] o poranku

[attachment=27716] widoka na część drogi z ferratą

[attachment=27717] stalowy mostek nad wodospadem, Magda zaczyna kluczowy fragment ferraty

[attachment=27718] Bogusia na ferracie

[attachment=27719] spojrzenie na Val De Mesdi

[attachment=27720] księżycowe plato Selli

[attachment=27721] widoczny trawers Piz Lech Dlace

[attachment=27722][attachment=27723] spacer nad chmurami

[attachment=27724] Piz Boe

[attachment=27725] fragment drogi zejściowej


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 12-12-2009 03:14 PM

Ferrata Ivano Dibona
Masyw Monte Cristallo



Zaczęliśmy w tym samym miejscu, gdzie byłem z Sylwkiem i DrE rok wcześniej, poniżej Paso Tre Croci przy Rio Gere, bilet w jedną stronę na podwójną kolejkę do Rif. G. Lorenzi. Na dole nowoczesnymi krzesełkami potem przesiadka w budzące wiele emocji małe puszeczki z zeszłego wieku, powyginane ze skromnej skorodowanej cienkiej blachy, ale to już było? wyskakujemy, zresztą tak jak wskoczyliśmy w biegu. Koło schroniska dokonujemy "kamuflażu" i w drogę, tym razem nie w prawo na krótką, acz treściwą ferratę M. Bianchi, tylko w lewo na Ivano Dibonę piękną i długą trasę, bez możliwości w razie w. wcześniejszego opuszczenia, ze względu na jej wysokogórski graniowy charakter. Droga nie trudna ale bardzo malownicza, sama trasa wiodąca pięknymi formami skalnym, miejscami dużo powietrza, widoki na otaczające dalekie szczyty wokół, robą wielkie wrażenie. Początek słynnym, najdłuższym wiszącym mostem w Dolomitach, z niego od razu pionowe drabinki w górę i łatwa grań. Dalej skręciliśmy na rozstaju w lewo na boczną krótką grańkę by zdobyć pierwszy dzisiejszego dnia trzytysięcznik Cristallino Dampezzo. Dzięki temu, że są na niego droga wejściowa i zejściowa, udaje się wracając tą samą, wyprzedzić grupę dość głośnych, niemieckojęzycznych oldbojów. Momentami trasa wiedzie nas trawersami południową ścianą, półkami skalnymi, mijając co jakiś czas ruiny z I Wojny Światowej, w jednej z nich Ric Buffa di Perrero, lepiej zachowanej, można awaryjnie zabiwakować, zachował się nawet dach, a w środku jakieś pozostałości żołnierskich pryczy. Już dalej, w momencie gdy stalowa lina niknie zaczyna się bardzo nieprzyjemny fragment najpierw trawersu, potem w dół okropnym piarżyskiem, niżej stającej dęba ściany. Trzeba uważać na każdy krok, bo w takim "łatwym" terenie najłatwiej właśnie o wypadek. Dalej już spokojnie dochodzimy do przełęczy, na której ostro w dół żlebem, którym po prostu wszystko zjeżdża w dół, nie wiadomo jaką tu technikę zsuwania obrać, by nie zjawić się za szybko na dole, trasa ferraty wiedzie dalej trawersem w prawo, my jednak nie opuszczamy żlebu i dajemy w dół, jest to po paru godzinach trasy pierwsze miejsce zejściowe. Dalej po stromych trawach zakosami i znów piargiem, ale już nie tak stromym, można swobodnie zjeżdżać jak w śniegu, choć nogi nie powiem, strasznie paliły po tych praktykach. Teraz już wchodzimy w las i wzdłuż ściany, lekko w górę, w odwrotnym kierunku niż jeszcze parę godzin temu kilkaset metrów wyżej. Tu niżej na 2 tyś metrów jest bardzo upalnie, więc przy sztucznym zbiorniku wodnym na Paso Son Forcia robimy popas z moczeniem nóg, potem skracamy drogę kawałek trasą narciarską i dalej normalną znakowaną wąską ścieżką, przez czyjąś tam łąkę z pasącymi się milkami, aż do samochodu. I tak oto zdrowo zmęczeni, z bananami na gębach wróciliśmy na kemping.

Ps Madzia pamiętasz ekipę rodaków z Punta załadowanego po sufit ?? czekany, spodnie zimowe, kochery itd.. zdrowo atakowali ?

PS. dwa -Ten skrót wydarzeń napisałem wczoraj jadąc w pociągu, pozostaje jeszcze tylko jakieś fotki dodać.
Pozdrawiam
p.

[attachment=28072] blaszane piguły - ulotne wrażenie bezpiecznego podróżowania Wink

[attachment=28073] cepry na tarasie schroniska Rif. G Lorenzi

[attachment=28074] ludziki na f. M. Bianchi

[attachment=28075] Most Ponte Cristallo - 26 m dł. drewnianych deseczek na wiszących nad przepaścią linach.

[attachment=28076] spojrzenie wstecz na R. Lorenzi

[attachment=28077] dokarmianie ptactwa (Wieszczki)

[attachment=28078][attachment=28079] Dziewczyny na deskach - jak na molo w Sopocie Wink

[attachment=28080] Ric Buffa di Perrero

[attachment=28081][attachment=28082][attachment=28083][attachment=28084] Sentierro-ferrata i dziewczyny

[attachment=28085] i już po trudnościach

[attachment=28086] klapkowiczki nad mokiem

[attachment=28087] ścieżka przez łąkę z milkami czy mućkami, jak kto woli


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Hella - 12-12-2009 08:14 PM

Pablo napisał(a):
Ps Madzia pamiętasz ekipę rodaków z Punta załadowanego po sufit ?? czekany, spodnie zimowe, kochery itd.. zdrowo atakowali ?


Pamiętam, pamiętam giggle Takie wspomnienia są bezcenne:
1. Po pierwsze szacunek - serio!
Punto na numerach Katowickich, pięć dusz w środku, załadowane po dach. Jak oni jechali? Huh
To się chyba nazywa pasja. Cool
2. Przygotowanie - bajka!
Spotykając ich na dole przy kolejce, mocujących się z upchaniem do plecaków menażek, kuchenki, czekanów, myśleliśmy, że może to jakieś przegrupowanie, czy cuś, ale nie. blink Do tego zimowe ciuchy... Oj musiały ich dupska parzyć Toungue
No, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Na biwak wrócili cali i zdrowi obwieszczając wszem i wobec, że zdobyli Monte Cristallo! I super. ok


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 31-12-2009 12:56 AM

Tofana de Rozes ferratą G. Lipella


Pomijając teraz kilka dni, z których kiedyś wrzucę jeszcze jakąś fotorelację...

To miała być nasza kropka nad "i", uwieńczenie dwutygodniowego pobytu w Dolomitach.
Miałem tzw. górnolotnie, porachunki z tym masywem, otóż w zeszłym roku pogoda popsuła nasze plany, burza udupiła nas w skalnej grocie, a potem doprawiło jeszcze gradem. Tym razem pogoda była zachęcająca. Ruszyliśmy pod schronisko Rif. A. Dibona drogą, która raczej nadawała się dla samochodów terenowych, ale fokusik jakoś dał radę. Śniadamy na parkingu pod owym schroniskiem i ruszamy do góry ciut przed tym jak wyszło słońce. Na ferratę idę z Hellą, Bogusia odpuszcza, organizm daje jej od jakiegoś czasu silne sygnały by się za mocno nie przemęczała a ferrata należy do tych dłuższych ze sporym przewyższeniem, gdzie często trzeba używać kończyn górnych do podciągania się. Bogusia idzie drogą normalną (403), na przełęcz Fontananegra, umawiamy się, że spotykamy się przy schronisku Giussani, jak już będziemy schodzić ze szczytu z drugiej strony T. de Rozes. Żegnamy się na rozstaju szlaków i z Madzią ruszamy w lewo do góry pod południową ścianę, żona moja obiera kierunek północny na przełęcz. W międzyczasie zdążyło już wyjrzeć słońce i niemiłosiernie wyciska z nas siódme poty. Podchodzimy pod ścianę i trawersujemy ją aż w końcu skręca obierając południowo zachodnią ekspozycję, dając nam zbawienny cień.

Widzimy gdzie zaczyna się ferrata, kilka osób ubiera się tam w wiadome graty. A zaczyna się nietypowo bo po pokonaniu zaledwie kilku łatwych metrów w pionie wchodzi się w Gallerie del Castelletto, czyli sztolnię wykutą w skale. Po batoniku, uzbrojenie w ferratowy set, czołówki na kaski i w drogę Smile szybko nabieramy wysokości po łatwych , nowych chyba, sztucznych schodach sztolni, tylko droga w tych ciemnościach cholernie się dłuży. W końcu widać okienko w tunelu, wychodzi się od razu w ścianę z fajną lufą pod nogami, wystawa tym razem zachodnia. Ale ferrata jeszcze nie jest trudna i wiedzie w dół, choć już tu znalazł się jeden pan, mający problem z zejściem. Myślę sobie, szkoda, że nie ma z nami Bogusi, dała by sobie tutaj radę? jednak na szczęście, później okazało się dobrze, że jej tu z nami nie ma.

Po zejściu z tego niedługiego fragmentu poszliśmy zdziwieni, normalną ścieżką trawersującą piargiem dolne rewiry ściany. W końcu, kawałek dalej jest, zadzieramy głowy do góry, patrząc na stalową linę wytyczającą drogę, gęby nam się cieszą na ten widok. Zapodajemy do góry, zarąbistą trasą. Wygląda to tak, że jest fragment wymagający, dość fizyczny prosto do góry, chciałoby się rzec diretissima, po czym następuje zupełnie łatwy trawers, na którym nie przypinamy się nawet do liny by zaoszczędzić czas na przepinkach, a potrzebujemy go dzisiaj dość sporo. I w tym schemacie powtarzając: prosto do góry - łatwy trawers, zdobywamy kolejne półki północnej 800 metrowej ściany. Jedyną przeszkodą jaką nam serwuje góra to mokre ściany miejscami woda leje się z przewieszek po kaskach i za kołnierz, uważać trzeba na śliskie fragmenty, gdzie przydało by się lepsze tarcie. Dochodzimy do miejsca gdzie można skrócić trasę, nie idąc wyżej tylko trawersując w lewo ewakuować się na skróty, choć i tak jeszcze ze sporym kawałkiem drogi do schroniska Giussani, jest tu trochę więcej miejsca więc serwujemy sobie przerwę by uzupełnić płyny i naładować baterię. Madzia nic za bardzo nie chce się chwalić, ale odnowiła sobie kontuzję, która skutecznie uprzykrzała jej bólem dalsze wchodzenie. Rozmawiamy króciutko ze spotkanymi Słowakami i puszczamy ich przodem, dalej jeszcze dwa razy się przetasujemy, dopingując się wzrokiem. Dajemy dalej w górę, zaczynają się kluczowe miejsca, wchodzimy w słynny amfiteatr Tofany, ściana zawija się jak księżyc w nowiu z daleka strasząc gładkimi ścianami opadającymi prosto w dół gdzie widać maleńką ścieżkę, wijącą się jakby kilometry niżej. Są przewieszki, trzeba się podciągać na łapach do góry. Znalazło się też jedno miejsce gdzie się "zawiesiłem", za cholerę nie mogłem wejść wyżej, było za mokro i za gładko, stałem tak jak de...il na jednej nodze, tracąc siły, nie mogąc znaleźć podparcia. W końcu zdjąłem plecak z duszą na ramieniu, bo właśnie przeleciał obok jakiś chyba plastikowy przedmiot zgubiony przez kogoś ponad nami, poszybował w dół bez szans usłyszenia jego uderzenia na dole. Ale udało się, nic mi nie wypadło, za to miałem suchutkie rękawiczki na łapach, dzięki którym mogłem po prostu podciągnąć moje cielsko na linie wyżej, lekko tylko dotykając butami cieknącej wodą ściany. Madzia dawał zaraz za mną do góry, pięknie radząc sobie ze wszystkim. Byłem już dobrze zmęczony, kiedy w końcu skończyła się ta zarąbista ściana, wystawiając głowę ponad nią zawołałem do Madzi, że już jest przełęcz i koniec ferraty. Po takich doznaniach nawet nie zależało mi by telepać się jeszcze wyżej na sam szczyt, zostało nam jeszcze 300 m. Ale jednak poszliśmy, zakosami po zdradliwym rumoszu skalnym, nieźle wymęczeni dopełniliśmy "formalności", zdobywając kolejne trzy, ileś tam tysięcy. Madzia zebrała spore gratulacje za ferratę od ludzi, którzy wtoczyli się tam normalną drogą. Oczywiście pstryknęliśmy sobie fotki, widoki zasłaniały nam, coraz to przelatujące przez nas chmury. Odpoczęliśmy, szybko regenerując siły, po tylu dniach w górach człowiek nabiera niezłej kondycji, ogromna różnica w porównaniu do pierwszego dnia pobytu.

Nie mogę skontaktować się z Bogusią, kłopoty z zasięgiem, więc pospieszam zejście do schroniska, w pewnym momencie nawet wysforowałem się do przodu, zjeżdżając na butach po piargach. W schronisku ni śladu po mej żonie, za to pełno turystów. Dostaję w końcu sms-a, wysłanego jakieś dwie godziny wcześniej, że jest niżej przy nieczynnym schronisku Cantore. Ahhhh, niech poczeka jeszcze chwilkę, zasłużyliśmy na coś zimnego, zapodajemy Madzia colę, ja piwo, gratulując sobie udanej wyrypy. Schodzimy niżej, zaczynam się niepokoić, że nie możemy znaleźć Bogusi, wołamy latamy, w końcu jest... chillout w górach Big Grin, zasnęła sobie, na wziętej przezornie karimacie hehhhhh Razem już w doborowych humorach schodzimy na dół. Bardzo udany dzień, niestety ostatni już w Dolomitach, wszyscy obiecują sobie, że jeszcze tu kiedyś wrócą.

Fotki:
[attachment=28368] wejscie do dziury- Gallerie del Castelletto

[attachment=28369] kawałek skały i kupa kamieni... a jak cieszy Smile

[attachment=28370] pan przeszkodnik na ferracie... ps. chciałbym tak w jego wieku kiedyś...

[attachment=28371] na trawersach

[attachment=28373][attachment=28374][attachment=28375] Madzia i inni... i ferratka

[attachment=28376][attachment=28377] Madzia w amfiteatrze Tofany (fotki strzelone prościutko w dół Big Grin )

[attachment=28378][attachment=28379][attachment=28380][attachment=28381] na piku

[attachment=28382] umówione miejsce spotkania -przełęcz Fontananegra i widoczne Rif. Giussani

[attachment=28383]droga w dół do [attachment=28384] zatłoczonego nieco R. Giussani (do plaży koło moka jednak mu daleko Wink )

[attachment=28385]schodzimy dalej (spojrzenie za siebie) do... [attachment=28386] nieczynnego Rif. Cantore gdzie [attachment=28387] chrapałą sobie smacznie Bogusia (choć mówiła, że zmarzła troszku)

[attachment=28388] dalej spacerkiem w dół, by na końcu pstryknąć...

[attachment=28389] ślicznotkę w całej okazałości - Tofana de Rozes

END


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Agnieszka.S - 31-12-2009 01:20 AM

Piękny prezent do podusi-dzięki Paweł, może przyśni mi się jaka FerrataSmile Nieźli jesteście, ja bym się chyba trochę bała tak po tych pionowych ścianach przemieszczać.. Scary


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 31-12-2009 03:58 PM

Widzę, że Królewna jest wciąż taka sama. Och! Jak ja długo na niej nie byłem. Muszę tam kogoś zaciągnąć. Pablo, ciesz się, że napotkałeś tylko jednego słabszego turystę. Poczekaj aż na ferracie natkniesz się na włoską rodzinkę z dwoma dzieciakami. To jest dopiero ubaw. Nawet się na trasie wyśpisz. Big Grin
Powodzenia w dalszej wędrówce. ok


RE: Lato w Dolomitach 2009 - maciek - 05-01-2010 10:15 PM

Pablo napisał(a):
Madzia zebrała spore gratulacje za ferratę od ludzi, którzy wtoczyli się tam normalną drogą.

O tak. Gratulacje należą się Magdzie bezspornie. ok Zdjęcia na ferracie imponujące - robią wrażenie. Obydwoje mieliście udany dzień.Smile

Zdjęcie -> http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=28386 aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby ta masa kamieni osunęła się.


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 06-01-2010 11:50 AM

Dużo tam jeszcze jest do przejścia, Maciek zachęcam do wspólnej eskapady, tylko w tym roku to wiadomo, u mnie tyle czasu się nie znajdzie Smile


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 06-01-2010 06:30 PM

Pablo napisał(a):
Dużo tam jeszcze jest do przejścia,(...)


Mogę tylko potwierdzić słowa Pawła. Ja corocznie od 1996 jeżdżę w Dolomitki i też jeszcze mam dużo do zwiedzenia. A to się chyba w nich nie obijam innocent


RE: Lato w Dolomitach 2009 - maciek - 07-01-2010 09:14 AM

Smile

Pablo napisał(a):
... Maciek zachęcam do wspólnej eskapady, tylko w tym roku to wiadomo, u mnie tyle czasu się nie znajdzie Smile

uhm Materiał do przemyślenia. Smile

Wiem, wiem. Smile U Was w tym roku stan wyjątkowy. Smile Trzymam kciuki.


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Hella - 08-01-2010 10:04 AM

Za oknem śnieg, a w uszach wciąg słuszę chrzęst boskiego piargu giggle
Jeszcze we Włoszech śmieliśmy się, że długo nie spojrzymy na pumeksy Toungue

Tak jak napisał Pablo - Tofana to nasza wisienka, która smakowała wybornie, dla mnie tym bardziej, że moje kolano przypomniało o swoim istnieniu kwasny

Pablo napisał(a):
Madzia nic za bardzo nie chce się chwalić, ale odnowiła sobie kontuzję, która skutecznie uprzykrzała jej bólem dalsze wchodzenie.


W zasadzie sama sobie to zafundowałam - łatwy kawałek, chwila nieuwagi i praktycznie raz po razie przydzwoniłam kolanem w skałkę. A potem, przy kilku fragmentach, gdy musiałam się na nim podeprzeć było ałć.

Pablo napisał(a):
Madzia zebrała spore gratulacje za ferratę od ludzi, którzy wtoczyli się tam normalną drogą.


Shy jakoś tak się złożyło, że tego dnia na ferratę decydowali się prawie sami panowie, więc zostałam potraktowana jak ciekawostka ornitologiczna.

maciek napisał(a):
Obydwoje mieliście udany dzień.Smile


I to jeszcze jak Smile


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 21-04-2010 02:29 PM

W wolnej chwili... Smile

Jeszcze kilka fotek, Dolomity to nie tylko ferraty ale też tzw. trekking.
Poniżej kilka obrazków z wycieczek w okolicy kempingu w Misurinie Smile

[attachment=30510] Widok na Lago di Misurina, gdzie mieliśmy rozbity namiot, 1757m npm, ok 110m wyżej mniejsze oczko wodne to Lago de Antorno. A nad wszystkim góruje potężna grań grupy Sorapiss

[attachment=30511] treking pod południowym zboczem Zinnenkopf (Sasso di Landro)

[attachment=30512] trzy zespoły w ścianie Drei Zinnen

[attachment=30513] bliskie spotkanie z dziką alpejską milką.
BTW milki na 2245m npm Big Grin

[attachment=30514] widok na rozpadlinę Val Rinbon

[attachment=30515] widok na Tre Cime di Lavaredo z tarasu schronu Locatelli

[attachment=30516] wejście do sztolni z I W. Ś. jako początek łatwej via ferraty Innerkofler

[attachment=30517] okienko w sztolni, może kiedyś ktoś tu strzelał do wroga w tym pięknym miejscu

[attachment=30518] i sama sztolnia

[attachment=30519] deja vu... na szczycie Paternkofel, krzyż ufundowany przez rodzinę Seppa Innerkoflera - przewodnika i alpinistę, który zginął tu w czasie wojny.

[attachment=30520] dolomicki klasyk - północne ściany Drei Zinnen


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 21-04-2010 03:17 PM

[attachment=30522] na pierwszym planie grań grupy Cadini di Misurina dalej grupa Marmarole, z tyłu po prawej góruje Antelao

[attachment=30523] spojrzenie na malowniczą Val Marzon

[attachment=30525][attachment=30526][attachment=30527] wypad na włoskie żarcie do Cortiny d'A.


[attachment=30524][attachment=30528] a tak było po godzinach Wink tzw życie biwakowe, w tle Cadini di Misurina. Zaraz pryz wejściu na camp, po drugiej stronie ulicy, ukryty w krzakach był nieuczęszczany szlak, właśnie w tą niższą, mniej popularną grupę Dolomitów.

[attachment=30529] Ciadin de la Neve - dolinka wbijająca się w masyw Cadini

[attachment=30530] "na przełęczy" jak w nazwie Smile

I widoki na Misurinę i otoczenie:
[attachment=30531] Piz Popena 3152m npm (M. Cristallo)

[attachment=30532] Cristallino di Misurina 2775m npm (też masyw Cristallo)

[attachment=30533]Val Popena Bassa (droga na północ do domu)
Drzewka jak w Pieninach Big Grin ... a na dole nasz kemping z mnóstwem kamperów.

[attachment=30534] turystki... znaczy się klapkowiczki w kamieniołomie

I na koniec wielgachny P. Popena
[attachment=30535]

DOLOMITY - POLECAM! ok


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 21-04-2010 05:56 PM

Wie pan co, panie Pablo. Niech się pan idzie wypchać z tymi zdjęciami. Miało by się zakazywać ujawniać takie foteczki 8 miesięcy po urlopie i 4 miesiące przed.
Jak mi się już chce ...Cry


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 21-04-2010 06:20 PM

No, musiałem wyszperać też jakie trekingowe w Dolomitach. Nie można wytrzymać. Pablo by zasłużył... Nie będę opisywał, wystarczy pooglądać i pomarzyć Smile


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 21-04-2010 06:52 PM

Stasiu, wybierasz się z Tomturem w tym roku? ja bym już pojechał Rolleyes ale...


RE: Lato w Dolomitach 2009 - bober37 - 21-04-2010 06:58 PM

Piękne to Twoje lato PabloSmileapetyt mam coraz większy na te piękne kolorowe okoliceSmile


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Hella - 21-04-2010 09:19 PM

Pablo napisał(a):
Stasiu, wybierasz się z Tomturem w tym roku? ja bym już pojechał Rolleyes ale...


Ja też, jak też! Ale ...
Jest co wspominać...


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 21-04-2010 09:33 PM

Madzia, doszły mnie słuchy że Dolomity będą jeszcze stały w niedługiej przyszłości ok


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 21-04-2010 09:53 PM

Ja mam Dolomity w tym roku zapewnione i to z Tomturem albo bez. clap Raczej bez Tomtura. Może będzie jeszcze coś więcej, ale to tajemnica. Smile Kolega namawia mnie na zdobycie jednej górki. uhm


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 21-04-2010 09:59 PM

Uuuuu, szykuje się nowa relacja z 4tysięcznika ok


RE: Lato w Dolomitach 2009 - sylwekw - 21-07-2010 02:02 PM

Dziękuję bardzo. Dziękuję za tą relację i za zdjęcia.
Wszystko zapiera mi dech w piersiach. Jestem tu "bardzo nowy" ale góry kocham od zawsze. Tylko, że nie miałem okazji na tak piękne wyprawy a teraz to już nie wiem czy nie za późno abym zaczął o nich myśleć poważnie.

Co prawda za kilka dni jadę do Chamonix ale to tylko tak aby sobie przypomnieć jak wyglądają piękne góry i aby się trochę rozeznać w terenie - jednak to nie może się równać z takimi wyprawami jak Wasza.


RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 22-07-2010 10:07 AM

Sylwekw, myślę że nigdy nie jest za późno, a już na góry w ogóle Wink Twój wiek daleki do emerytury górskiej, nie wiem jak doświadczenia turystyczne, ale to do nabycia zawsze, a w takich Dolomitach i tak każdy znajdzie coś dla siebie Smile

Fajnie, że zdjęcia Ci się podobały, ale jak mówię, to tylko zasługa Gór że tak dobrze wychdzą na kadrach Big Grin