Łukaszu-bardzo przyjemnie czytało się Twoją relację. Czułam się jakbym była tam z Wami
"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował, tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślny wiatr.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. "
Czy mogę się spodziewać śniegu pod koniec czerwca na szlaku na Zadni Granat?
Widziałam szlak z trasy na Kościelec. Nie wydawał sie bardzo trudny. Czy są tam jakies trudności techniczne?
Aldonka moim zdaniem mogą być bardzo małe pozostałości śniegu w żlebach ,Dużo zależy od temperatur jakie będą występować do tego czasu .W każdy rok może być inaczej .Jeżeli już trochę chodziłaś po Tatrach to nie powinnaś mieć trudności natury technicznej.Proszę śledzić na bieżąco relacje z Tatr .Zapewne będą coraz nowsze wiadomości w tej kwestii śniegu.Będą niektórzy Forumowicze przebywać w tych okolicach w połowie czerwca to możesz uzyskać dokładniejsze wiadomości
Pozdrawiam
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
Ale czy na tych płatach nie można sie poślizgnąć? Czy będzie dało się ominąć oblodzenia. Boję się, że jak z dołu zobaczę choćby kawałek śniegu, to od razu zrezygnuję.
W sumie takie mam dziwne podejście. Jest tyle gór jeszcze do zdobycia, tyle do zrobienia...
Aldonka na pewno nie dowiesz się dziś czy tam będzie śnieg .W ubiegłym roku śniegu było mniej i szybciej zeszedł .W tym roku wydaje mi się ,że jest go więcej .Ale to wszystko zależy od temperatur jakie będą panowały przez najbliższe tygodnie.Czy będzie jeszcze dosypywać.
Płaty śniegu na wiosnę są na ogół rozmiękłe i bardzo śliskie .Ale jeżeli są niewielkie to można je obejść .Na pewno nie jest bezpiecznie pchać się bez wcześniejszego doświadczenia i odpowiedniego obuwia na śnieg .Jeżeli nie da rady tam to jest tyle pięknych innych szlaków .
Jak będziesz czytać relacje to na bieżąco pytaj na PW o warunki śniegowe.Im bliżej końca czerwca tym wiadomości będą dokładniejsze
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
No Chłopaki- aura Wam "dopisała" Dobrze, że deszcz Wam nie straszny! Ale czyż pogoda nie ma znaczenia gdy wokół tyle świeżego górskiego powietrza i zimowej ciszy...?
Dziękujemy za relację!
Kiedy w tęczy na niebie rozpoznasz kolorów życia odbicie, to znaczy po prostu, że kochasz życie! (...)
Kolejny listopadowy piątek zastał mnie w pracy. Godziny mijały wolno, zresztą ogólnie miałem nastrój jakiś taki niezbyt pozytywny. W wolnej chwili zerknąłem na prognozę w Internecie. Pod wieczór miały się pojawić opady śniegu, a więc zima... I tak mi przyszło do głowy - a może by po pracy przywitać osobiście tę zimę w górach?
Jak pomyślałem tak też i zrobiłem. Nie obyło się to jednak tak prędko jakbym sobie tego życzył. Powrót z pracy, pakowanie, później przedzieranie się zakorkowanymi ulicami Krakowa. W radiu ku mojemu zaniepokojeniu ciągle słyszę komunikaty o nadchodzących zawiejach śnieżnych. Tego w Internecie nie było...
W Nowym Targu znalazłem się dopiero o godzinie 19 z kawałkiem. Plan oczywiście Turbacz. Przygotowany na nocną wędrówkę zmierzam na szlak, ale... zaczyna sypać śnieg. Rezygnuje już niemal na początku. Po ciemku w zawiei śnieżnej, widoczność w świetle czołówki to może dwa metry może trzy. Dość szybko podejmuję decyzję, że nie będę się włóczył szlakiem w takich warunkach którym szedłem jeden raz w życiu i to kilka lat temu.
Trochę markotny wsiadam do samochodu i rozmyślam co zrobić. Trochę szkoda wracać, przecież zrobiłem 100 kilometrów, plecak mam przygotowany i choć prognozy nie są optymistyczne to przecież za dnia nawet w mocnych opadach śniegu mogę gdzieś pójść. Najwyżej będzie to dolinka tatrzańska, a może jednak Turbacz? Nie wiedząc co się stanie udaję się do Domu Turysty w Zakopanem. Ten wygląda na niemal opuszczony, dostaję piątkę ale jestem w niej sam. Na korytarzu nie spotykam nikogo...
Rankiem pobudka, patrzę śniegu trochę jest, ale znowu nie jakieś straszne ilości. Słońce nieśmiało przedziera się przez chmury, główna grań Tatr prześwituje gdzieś daleko i wysoko nade mną w śnieżnobiałych kolorach. Postanawiam jednak wrócić w Gorce, tylko zmieniam trochę plan wędrówki. Udaję się do Łopusznej i tutaj wychodzę na czarny szlak. Zima wita mnie w pełnym tego słowa znaczeniu, a ja ją zagłębiając się na szlak pnący się z każdą chwilą coraz to wyżej.
Słońce ładnie skrzy na mrozie odbijając swe promienie w świeżym, jeszcze nie uleżałym śniegu. Niewielki potok przedziera się gdzieś pomiędzy tą bielą, jeszcze nie zatrzymany tegorocznym mrozem. Wkrótce jednak zostaje gdzieś z tyłu, ścieżka mocno odrywa się od dna doliny. Wspinam się na pierwsze zbocza, nie wspomniałem jeszcze o tym ale od samego początku muszę wyszukiwać nieprzedeptany do tej pory szlak. Pasuje mi to jak najbardziej, chciałem odwiedzić takie odludne miejsce. Zakładanie śladu w świeżym śniegu ma zawsze dla mnie jakiś nieodparty urok. Najpierw śnieg po kostki, później jednak robi się go coraz to więcej...
Chmury nasuwają się nade mnie, zakrywają resztki błękitu który jeszcze przed chwilą można było miejscami wypatrzyć, gdzieś w oddali ku mojemu zaskoczeniu widzę tatrzańskie grzbiety, jak zwykle piękne, ośnieżone i groźne jednocześnie.
Spadają pierwsze płatki śniegu, a chwilę później opady robią się dość intensywne. Białe czapy na drzewach może nie są jeszcze wielkich rozmiarów, ale niewątpliwie zima zagościła tutaj na dobre. Niemal równy rok temu witałem zimę w masywie Śnieżnika, teraz przyszło mi to samo czynić w paśmie Turbacza.
Kolejna polana, wiatr tu jakby trochę mocniejszy, nie zatrzymywany lasem sprawia że ponownie zakładam zimową czapkę. I tak już zostaje, robi się chłodniej, no i przecież jestem coraz to wyżej. Teraz śnieg już po łydki i ciągle go przybywa.
Chociaż chmury znajdują się ciągle ponad mną to jednak widoczność nie jest taka zła jak na te warunki, w oddali majaczy mi sylwetka schroniska, w linii prostej to około 2,5 kilometra, jednak szlakiem jest dużo dużo dalej. Śnieg miejscami sięga już prawie moich kolan. Każdy krok szczególnie na bardziej stromych podejściach zajmuje trochę czasu, a drogi ubywa bardzo wolno.
Dochodzę na Polanę Jankówki, tutaj jak byłem poprzednim razem to w niesamowitym świetle i swojej potędze pokazały nam się Tatry, dziś jednak ponury granat czy też szarość chmur skutecznie zasłania te widoki, które pozostaje dodać sobie wyłącznie w wyobraźni.
W kilku miejscach zastanawiam się nad przebiegiem szlaku, choć ostatecznie dość bezproblemowo docieram na Kiczorę (1282 m), czy też właściwie tuż obok jej wierzchołka gdzie biegnie czerwony szlak. Siadam, wyciągam termos, chwila przerwy...
Stąd już trochę łatwiej, chociaż śniegu świeżego około pół metra to jednak ścieżka biegnie w miarę po prostym a nawet chwilami trochę w dół. W końcu odsłania mi się Hala Długa ze znajdującym się na jej drugim końcu schroniskiem. W lecie to 10 minut szybkim krokiem, mi zajmuje obecnie ponad 20 minut czy też może nawet 30.
W końcu jednak wchodzę do schroniska, w pierwszej chwili znajduję się sam, zamawiam ciepły posiłek i patrzę co się dzieje za oknem. A tam chmury z każdą chwilą jakby niżej, coraz to gęstsze, a opady coraz mocniejsze. Dochodzą kolejni ludzie, wszyscy jednak od Nowego Targu, tamtędy dużo prościej no i szlak przetarty.
Wkrótce i ja się udaję na niego, tzn. częściowo gdyż mój niebieski pokrywa się początkowo przebiegiem ze wspomnianym wyżej, idę szybko, mógłbym powiedzieć że w niemal letnim umiarkowanym tempie. Po pół godzinie pozostawiam wydeptaną ścieżkę i kieruję się na Łopuszną. Jednak i tu dwie osoby pozostawiły ślad, więc też szybko no i przecież w dół.
O ile wędrówka do góry zajęła mi dużo więcej niż czas letni (4:20 zamiast trzech godzin), to tutaj idę ciągle bardzo szybko. Wkrótce staję na dole, pakuję rzeczy. Śnieg ciągle sypie, zima przywitana, a ja zmierzam do Krakowa i pewnie niedługo powrócę w góry tym razem już na kolejne tegoroczne zimowe wyjście.
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
...ogólnie miałem nastrój jakiś taki niezbyt pozytywny....
...Trochę markotny wsiadam do samochodu i rozmyślam co zrobić.
Czy znajdzie się na to jakaś rada?
Pedro napisał(a):
Zakładanie śladu w świeżym śniegu ma zawsze dla mnie jakiś nieodparty urok...
...zima przywitana, a ja zmierzam do Krakowa i pewnie niedługo powrócę w góry tym razem już na kolejne tegoroczne zimowe wyjście.
Jak dla mnie zima w górach jest zawsze piękna, zresztą nie tylko w górach ale ogólnie poza miastem. W mieście to już nie wygląda to tak ładnie, po chwili robi się brązowo, szaro itp. No a że ja teraz w mieście to dlatego mnie zima nie zachęca do wyjścia na zewnątrz
Super Pedro-czyli sezon zimowy w górach uważamy za otwarty Śliczne zimowe fotki!
U mnie za oknem tyż sypie i biało
"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował, tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślny wiatr.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. "