Wyjazd początkowo miał się odbyć 10-11.IV ale przełożyliśmy z powodu pogody i lawinowej 3. Miałem jechać z kumplem, ale on ostatecznie nie mógł jechać 24-25.IV. Pojechałem sam. Pierwotnym celem były Baranie Rogi. Ale nie ma tego złego..
dzień 1
Do Smokovca udaje się dotrzeć ok godziny 1400. Szybko się przebieram, cosik zjadam i o 1430 odjeżdżam wagonikiem na Hrebienok. Potem szybko, z dwoma krótkimi postojami w celu napojenia, do Terinki. Po drodze, kawałek za Chatą Zamkovskiego spotykam czworo Węgrów - jak się potem okazuje będziemy sobie towarzyszyć do końca łikendu. W Terince meldujemy się o 1800. Wieczór upływa na relacjach z poprzednich wizyt w Tatrach, planach na jutro, grze w karty i uzupełnianiu przy pomocy piwa, utraconych uprzednio płynów. Ok 2230 udajemy się na spoczynek.
dzień 2
Wstajemy o 0700, szybka toaleta, jemy śniadanie, pakujemy się i punktualnie o 0800 opuszczamy Terinkę. Do końca nie byłem zdecydowany gdzie iść, początkowo miałem w planach Baranie Rogi, jednak z racji tego że na Baranie udawali się sami skiturowcy (pięciu chyba), postanowiłem iść ze wspomnianą już czwórką Węgrów na Czerwoną Ławkę. Oprócz nas idzie jeszcze dwójka Słowaków (mają w planie Mały Lodowy aka Siroka Veza) oraz jeden skiturowiec. Kilku skiturowców udaje się na Lodową Przełęcz. Idziemy początkowo inną drogą niż letni szlak (przynajmniej niż szlak na mapie, bo w Dolinie 5SS jestem w ogóle po raz pierwszy), wpierw w kierunku Żółtej Ściany a potem wzdłuż ścian Pośredniej Grani. Droga przebiega bez większych emocji, każdy idzie swoim tempem, ale pilnujemy aby nie stracić z oczu osoby idącej z tyłu. Z Pośredniej Grani co jakiś czas sypią się niegroźne lawinki. Końcowy odcinek podejścia na przełęcz daje się mocno we znaki, śnieg już jest miękki i co jakiś czas zapadam się w nim po pas, do tego słońce grzeje niemiłosiernie - temperatura odczuwalna to jakieś 30 stopni. Poza tym kondycja jeszcze nie taka jakbym sobie życzył. Ostatnie metry pokonuję na zasadzie: czekan - jedna noga - druga noga - kilka oddechów. O 1020 staję na na przełęczy. Jest tam już kilka osób które podchodziły od strony Doliny Staroleśnej (w tym mężczyzna, z chłopcem liczącym na oko nie więcej niż 10 wiosen). Chwilę rozmawiamy, pijemy caj, robimy fotki i powoli udajemy się w kierunku Zbójnickiej Chaty (dwójka Słowaków rezygnuje z wejścia na Mały Lodowy i udaje się z Czerwonej Ławki prosto w kierunku wylotu Doliny). Droga, mimo że długa jest bardzo przyjemna (byłaby jeszcze przyjemniejsza gdyby nie te cholerne 30 stopni w słońcu). W międzyczasie gdzieś z okolic Vychodnej Slavkovskiej Vezy schodzi z hukiem całkiem pokaźna lawina. O 1245 jesteśmy w Zbójnickiej, gdzie robimy dłuższą przerwę na spożycie kapustovej i zażywanie kąpieli słonecznych topless. O 1330 żegnam się z Węgrami i udaję w dół. Na Hrebienoku jestem parę minut po 1600..
PS: przypominam, że do 15 czerwca wyjście powyżej schronisk jest na Słowacji zabronione, więc nikogo do tego nie zachęcam..
Zazdroszczę celu wyprawy Pogody nie zazdroszczę. Piknie tam. O trudnościach nic nie wiem, nie byłam, ale wrażenie (własne, na podstawie zdjęć różnorakich), że łatwiej zimą niż latem.
Jak na zakaz wychodzenia powyżej schronisk, dość tłumno było
@PiotrekDz, wybacz, tak to jest jak się odpowiada w jednym poście trzem osobom, zdarzyć się może pomyłka przy cytowaniu Jeśli by mod(zina) zechciał(a) poprawić...
bober37 napisał(a):
Powiedz mi co to jest w tym linku
A o co konkretnie pytasz? widok w stronę Doliny Staroleśnej, to się na mojej mapie Slavkovska Galeria nazywa.. zwieńczona Staroleśnym Szczytem. A ta osoba w czerwonym kasku to dziewczyna z węgierskiej grupy.
Czerwona Ławka to piękne miejsce. Byłem tam na jednej z pierwszych wycieczek w Tatrach Słowackich. Pamiętam, że mimo lipcowej pory śniegu nie brakowało, praktycznie prawie całe podejście było zaśnieżone.