Za oknem śnieg, a w uszach wciąg słuszę chrzęst boskiego piargu 
Jeszcze we Włoszech śmieliśmy się, że długo nie spojrzymy na pumeksy
Tak jak napisał Pablo - Tofana to nasza wisienka, która smakowała wybornie, dla mnie tym bardziej, że moje kolano przypomniało o swoim istnieniu 
Madzia nic za bardzo nie chce się chwalić, ale odnowiła sobie kontuzję, która skutecznie uprzykrzała jej bólem dalsze wchodzenie.
W zasadzie sama sobie to zafundowałam - łatwy kawałek, chwila nieuwagi i praktycznie raz po razie przydzwoniłam kolanem w skałkę. A potem, przy kilku fragmentach, gdy musiałam się na nim podeprzeć było ałć.
Madzia zebrała spore gratulacje za ferratę od ludzi, którzy wtoczyli się tam normalną drogą.
jakoś tak się złożyło, że tego dnia na ferratę decydowali się prawie sami panowie, więc zostałam potraktowana jak ciekawostka ornitologiczna.
Obydwoje mieliście udany dzień.
I to jeszcze jak