Odpowiedz  Napisz temat 
Lato w Dolomitach 2009
Autor Wiadomość
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #1
RE: Lato w Dolomitach 2009

Tofana de Rozes ferratą G. Lipella


Pomijając teraz kilka dni, z których kiedyś wrzucę jeszcze jakąś fotorelację...

To miała być nasza kropka nad "i", uwieńczenie dwutygodniowego pobytu w Dolomitach.
Miałem tzw. górnolotnie, porachunki z tym masywem, otóż w zeszłym roku pogoda popsuła nasze plany, burza udupiła nas w skalnej grocie, a potem doprawiło jeszcze gradem. Tym razem pogoda była zachęcająca. Ruszyliśmy pod schronisko Rif. A. Dibona drogą, która raczej nadawała się dla samochodów terenowych, ale fokusik jakoś dał radę. Śniadamy na parkingu pod owym schroniskiem i ruszamy do góry ciut przed tym jak wyszło słońce. Na ferratę idę z Hellą, Bogusia odpuszcza, organizm daje jej od jakiegoś czasu silne sygnały by się za mocno nie przemęczała a ferrata należy do tych dłuższych ze sporym przewyższeniem, gdzie często trzeba używać kończyn górnych do podciągania się. Bogusia idzie drogą normalną (403), na przełęcz Fontananegra, umawiamy się, że spotykamy się przy schronisku Giussani, jak już będziemy schodzić ze szczytu z drugiej strony T. de Rozes. Żegnamy się na rozstaju szlaków i z Madzią ruszamy w lewo do góry pod południową ścianę, żona moja obiera kierunek północny na przełęcz. W międzyczasie zdążyło już wyjrzeć słońce i niemiłosiernie wyciska z nas siódme poty. Podchodzimy pod ścianę i trawersujemy ją aż w końcu skręca obierając południowo zachodnią ekspozycję, dając nam zbawienny cień.

Widzimy gdzie zaczyna się ferrata, kilka osób ubiera się tam w wiadome graty. A zaczyna się nietypowo bo po pokonaniu zaledwie kilku łatwych metrów w pionie wchodzi się w Gallerie del Castelletto, czyli sztolnię wykutą w skale. Po batoniku, uzbrojenie w ferratowy set, czołówki na kaski i w drogę Smile szybko nabieramy wysokości po łatwych , nowych chyba, sztucznych schodach sztolni, tylko droga w tych ciemnościach cholernie się dłuży. W końcu widać okienko w tunelu, wychodzi się od razu w ścianę z fajną lufą pod nogami, wystawa tym razem zachodnia. Ale ferrata jeszcze nie jest trudna i wiedzie w dół, choć już tu znalazł się jeden pan, mający problem z zejściem. Myślę sobie, szkoda, że nie ma z nami Bogusi, dała by sobie tutaj radę? jednak na szczęście, później okazało się dobrze, że jej tu z nami nie ma.

Po zejściu z tego niedługiego fragmentu poszliśmy zdziwieni, normalną ścieżką trawersującą piargiem dolne rewiry ściany. W końcu, kawałek dalej jest, zadzieramy głowy do góry, patrząc na stalową linę wytyczającą drogę, gęby nam się cieszą na ten widok. Zapodajemy do góry, zarąbistą trasą. Wygląda to tak, że jest fragment wymagający, dość fizyczny prosto do góry, chciałoby się rzec diretissima, po czym następuje zupełnie łatwy trawers, na którym nie przypinamy się nawet do liny by zaoszczędzić czas na przepinkach, a potrzebujemy go dzisiaj dość sporo. I w tym schemacie powtarzając: prosto do góry - łatwy trawers, zdobywamy kolejne półki północnej 800 metrowej ściany. Jedyną przeszkodą jaką nam serwuje góra to mokre ściany miejscami woda leje się z przewieszek po kaskach i za kołnierz, uważać trzeba na śliskie fragmenty, gdzie przydało by się lepsze tarcie. Dochodzimy do miejsca gdzie można skrócić trasę, nie idąc wyżej tylko trawersując w lewo ewakuować się na skróty, choć i tak jeszcze ze sporym kawałkiem drogi do schroniska Giussani, jest tu trochę więcej miejsca więc serwujemy sobie przerwę by uzupełnić płyny i naładować baterię. Madzia nic za bardzo nie chce się chwalić, ale odnowiła sobie kontuzję, która skutecznie uprzykrzała jej bólem dalsze wchodzenie. Rozmawiamy króciutko ze spotkanymi Słowakami i puszczamy ich przodem, dalej jeszcze dwa razy się przetasujemy, dopingując się wzrokiem. Dajemy dalej w górę, zaczynają się kluczowe miejsca, wchodzimy w słynny amfiteatr Tofany, ściana zawija się jak księżyc w nowiu z daleka strasząc gładkimi ścianami opadającymi prosto w dół gdzie widać maleńką ścieżkę, wijącą się jakby kilometry niżej. Są przewieszki, trzeba się podciągać na łapach do góry. Znalazło się też jedno miejsce gdzie się "zawiesiłem", za cholerę nie mogłem wejść wyżej, było za mokro i za gładko, stałem tak jak de...il na jednej nodze, tracąc siły, nie mogąc znaleźć podparcia. W końcu zdjąłem plecak z duszą na ramieniu, bo właśnie przeleciał obok jakiś chyba plastikowy przedmiot zgubiony przez kogoś ponad nami, poszybował w dół bez szans usłyszenia jego uderzenia na dole. Ale udało się, nic mi nie wypadło, za to miałem suchutkie rękawiczki na łapach, dzięki którym mogłem po prostu podciągnąć moje cielsko na linie wyżej, lekko tylko dotykając butami cieknącej wodą ściany. Madzia dawał zaraz za mną do góry, pięknie radząc sobie ze wszystkim. Byłem już dobrze zmęczony, kiedy w końcu skończyła się ta zarąbista ściana, wystawiając głowę ponad nią zawołałem do Madzi, że już jest przełęcz i koniec ferraty. Po takich doznaniach nawet nie zależało mi by telepać się jeszcze wyżej na sam szczyt, zostało nam jeszcze 300 m. Ale jednak poszliśmy, zakosami po zdradliwym rumoszu skalnym, nieźle wymęczeni dopełniliśmy "formalności", zdobywając kolejne trzy, ileś tam tysięcy. Madzia zebrała spore gratulacje za ferratę od ludzi, którzy wtoczyli się tam normalną drogą. Oczywiście pstryknęliśmy sobie fotki, widoki zasłaniały nam, coraz to przelatujące przez nas chmury. Odpoczęliśmy, szybko regenerując siły, po tylu dniach w górach człowiek nabiera niezłej kondycji, ogromna różnica w porównaniu do pierwszego dnia pobytu.

Nie mogę skontaktować się z Bogusią, kłopoty z zasięgiem, więc pospieszam zejście do schroniska, w pewnym momencie nawet wysforowałem się do przodu, zjeżdżając na butach po piargach. W schronisku ni śladu po mej żonie, za to pełno turystów. Dostaję w końcu sms-a, wysłanego jakieś dwie godziny wcześniej, że jest niżej przy nieczynnym schronisku Cantore. Ahhhh, niech poczeka jeszcze chwilkę, zasłużyliśmy na coś zimnego, zapodajemy Madzia colę, ja piwo, gratulując sobie udanej wyrypy. Schodzimy niżej, zaczynam się niepokoić, że nie możemy znaleźć Bogusi, wołamy latamy, w końcu jest... chillout w górach Big Grin, zasnęła sobie, na wziętej przezornie karimacie hehhhhh Razem już w doborowych humorach schodzimy na dół. Bardzo udany dzień, niestety ostatni już w Dolomitach, wszyscy obiecują sobie, że jeszcze tu kiedyś wrócą.

Fotki:
    wejscie do dziury- Gallerie del Castelletto

    kawałek skały i kupa kamieni... a jak cieszy Smile

    pan przeszkodnik na ferracie... ps. chciałbym tak w jego wieku kiedyś...

    na trawersach

            Madzia i inni... i ferratka

        Madzia w amfiteatrze Tofany (fotki strzelone prościutko w dół Big Grin )

                na piku

    umówione miejsce spotkania -przełęcz Fontananegra i widoczne Rif. Giussani

    droga w dół do     zatłoczonego nieco R. Giussani (do plaży koło moka jednak mu daleko Wink )

    schodzimy dalej (spojrzenie za siebie) do...     nieczynnego Rif. Cantore gdzie     chrapałą sobie smacznie Bogusia (choć mówiła, że zmarzła troszku)

    dalej spacerkiem w dół, by na końcu pstryknąć...

    ślicznotkę w całej okazałości - Tofana de Rozes

END



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
31-12-2009 12:56 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 08-11-2009, 01:53 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 08-11-2009, 02:09 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 08-11-2009, 02:29 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 08-11-2009, 02:31 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 08-11-2009, 02:50 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 08-11-2009, 02:55 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 08-11-2009, 03:17 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 08-11-2009, 03:40 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - maciek - 11-11-2009, 03:37 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 08-11-2009, 07:50 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Gandzia1 - 08-11-2009, 10:51 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Hella - 09-11-2009, 08:12 AM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Hella - 09-11-2009, 08:30 AM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Arrow - 09-11-2009, 08:41 AM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 09-11-2009, 05:50 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Arrow - 09-11-2009, 06:15 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 10-11-2009, 01:27 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 10-11-2009, 05:52 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Agnieszka.S - 14-11-2009, 11:12 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Snieshka - 17-11-2009, 08:40 AM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 17-11-2009, 09:00 AM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 12-12-2009, 03:14 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Hella - 12-12-2009, 08:14 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 31-12-2009 12:56 AM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - maciek - 05-01-2010, 10:15 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Agnieszka.S - 31-12-2009, 01:20 AM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 31-12-2009, 03:58 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 06-01-2010, 11:50 AM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 06-01-2010, 06:30 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - maciek - 07-01-2010, 09:14 AM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Hella - 08-01-2010, 10:04 AM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 21-04-2010, 02:29 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 21-04-2010, 03:17 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 21-04-2010, 05:56 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 21-04-2010, 06:20 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 21-04-2010, 06:52 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - bober37 - 21-04-2010, 06:58 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Hella - 21-04-2010, 09:19 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 21-04-2010, 09:33 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Stasiu - 21-04-2010, 09:53 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 21-04-2010, 09:59 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - sylwekw - 21-07-2010, 02:02 PM
RE: Lato w Dolomitach 2009 - Pablo - 22-07-2010, 10:07 AM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: