End of part one
Następny dzień jest dniem "rozstania". Marta opuszcza Dolomity, udaje się na północny zachód do znajomych, zdobywać 4tyś-cznika, my ruszamy na północ . Grupa Sella czeka.
W Arabbie kupujemy przedni % napój. Samochód zostawiamy na Passo Campalogno i obciążeni dodatkowym bagażem (biwakujemy w górach, w namiocie) ruszamy powoli do góry. Idziemy przez Bec de Roces - skalne miasto obrazujące Dolomity w pigułce. Dalej pierwszy, dolny mur skalny przechodzimy rozpadliną skalną, piękną widokową trasą, 670m podejścia, i jesteśmy na dolnym tarasie okalającym masyw, przy schronisku Kostner (mapa - 2500m, przewodnik mówi - 2541m) BTW od jakiegoś czasu korzystam z map wydawnictwa Tabacco

Wieczorkiem znajdujemy miłe miejsce i rozkładamy namiot, jest świetnie, atmosfera bycia samemu wśród otaczających nas gór , blisko pod ok. 500 metrową ścianą, która pięknie trzyma pion

broniąc górnego z pozoru trudno dostępnego plato. Potęga i piękno. Zwiedzamy okoliczne skały, podziwiamy widoki. Nieco procentów, kolacja i spać.
A rano...
Budzik...
Bec de Roces
Ściany tarasów Selli

przed schroniskiem Kostner

obiadokolacja

namiot