Mont Agner
Poranek zapowiada nam piękną pogodę. W miejscowości Frassene ładujemy się kolejką, jako pierwsi turyści w okolice schroniska Scarpa, jedno co zauważam od wczoraj ? ludzi jest tyle co kot napłakał, a to przecież środek sezonu, w Tatrach w zimę jest więcej wiary, a tu istna oaza spokoju, odwrotnie niż północne rewiry okupowane przez niemieckojęzycznych Europejczyków...
Marta wybiera Stellę Alpinę - jedną z najtrudniejszych ferrat Dolomitów. (Tkaczyk - wyjątkowo trudno VI, od ochr. 1170m przewyższenia) Z Magdą i Bogusią postanawiam iść drogą normalną (dość trudno III), obie debiutują na ferratach więc się obawiam - wiadomo, głównie obawiam się o Bogusię
Zaczęliśmy trasę dobrze, tylko że bez mapy, wg przewodnika miały być znaki żółte, ale nie ma, więc postanawiamy zawrócić (niepotrzebnie). Na skróty przez rumowisko skalne pod ściany i jest... znajdujemy żółte znaki ładujemy się nimi do góry, ubieramy się i na ferratę, jest dość trudno, ale myślę sobie, że to tylko początek, gdy dochodzimy do pionowego kominka w ogromnym filarze, wiele wiele metrów w lufie nad nami, mówię głośne "ja pierd?, źle", trzeba się wycofać. Wracając odnajdujemy napis farbą na skale - to była Stella A.
Z powrotem na poprzednią drogę, mijamy Grand Canale, wielką rozpadlinę z całorocznym stromym śniegiem i już na właściwej drodze, po jakiejś pół godzinie trawersu, dalej w lewo po stromych upłazach faktycznie dołączyły dopiero żółte znaki o których czytaliśmy w Tkaczyku.
BTW -znakomita większość dróg w Dolomitach znakowana jest na czerwono, różnią się tylko nadawanym numerem drogi)
...Jest bardzo ślisko, z uwagą dajemy w górę. Niestety kontrolując czas stwierdzamy, że nie zdobędziemy szczytu tak, by nie wracać po ciemku, a na biwak nie byliśmy przygotowani. Po małym popasie wracamy tą samą drogą pod schronisko. Wnioski same się nasuwają, w Dolomitach tylko przewodnik nie wystarczy, opis był dopiero w 100% czytelny na drodze powrotnej, Stella A. też na dole zaczyna się ciut inaczej niż w przewodniku (można znaleźć jeszcze stare ślady ferraty)- mapa obowiązkowa.
Przed schroniskiem rozkładamy się wygodnie, ja korzystam z dobrodziejstwa bufetu smakując miejscowy browar, podziwiamy piękne ściany Pali. Wraca zadowolona Marta, na szczyt nie zdążyła, ale przeszła największe trudności ferraty do przełęczy Pizon i biwaku Biasin. Pakujemy się do kolejki i na dół, myślę że i tak było fajnie, mimo że te błądzenie skutkowało dodatkowymi kilometrami w nogach. Wieczorem układamy plan, pogoda się trzyma dziarsko, jutro wracamy pod Marmoladę.
spojrzenie nad głowę - początek ferraty
dziewczyny po przejściu początkowego odcinka ferraty
widok z ferraty
w szczelinie brzeżnej Grand Canale
odpoczynek, już na właściwej drodze
gdzieś głęboko na dole miasteczko
przed schroniskiem Scarpa
po lewej stronie poprowadzono śmiało w pionach Stella Alpina, środkowa wielka rozpadlina Grand Canale, po prawej stronie wiedzie droga normalna, nad którą widnieje Szczyt M. Agner
Środkowe najgłębsze wcięcie to przełęcz Pizon, po prawej od niej nieco wyżej mała kropeczka, z bliska czerwona to blaszany biwak Biasin