Dzień 2
Przecieram ze zdumienia oczy, całą noc padało i nic nie zapowiada się na to aby miało przestać. Może to Liczyrzepa złośliwy Duch Gór pokrzyżował nam plany?
Jednakże nic nas nie przestraszy, chociaż musieliśmy zmienić trasę wyruszamy w drogę.
Dziś już nawet nie widać Łabskiego Szczytu
Przemoczone widząc jedynie przed nosem własne buty docieramy do schroniska "Odrodzenie"
Tu, nie znając jeszcze Lotki i Piotra oraz Antka, otrzymujemy wspaniałe schronienie! Święte słowa, które mówią iż Asia z sympatią wita gości i każdego zmęczonego i przemoczonego do suchej nitki górołaza potrafi ogrzać i postawić na nogi na co najmniej kolejne dziesiątki kilometrów !!!
POZDRAWIAM WAS SERDECZNIE.
W "Odrodzeniu" czujemy się wspaniale, spoglądamy za okno i nie chce nam się wychodzić, przeczekujemy jeszcze pewien czas ogrzewając nasze przemoczone części ciała 
Nie wiem, czy klimat tego miejsca sprawia? a może Liczyrzepa się lituje? bo za oknem nie widać już kropel deszczu, jedynie osiadające chmury, które będą nam towarzyszyć jeszcze przez pewien czas.
Wysuszone przedzieramy dalszy szlak, aby dojść do Karpacza.
przebyta droga ... pozostająca w chmurnej mgle
Zaczyna się przejaśniać, zatrzymujemy się przy Słoneczniku, którego ledwo widać Kierujmy wzrok przed siebie, ku odsłaniającej się nieśmiało Królowej Karkonoszy.
Baterie w aparacie, już się wyczerpały, pozostaje jedynie komórka
Tu zapomina się o wszystkim ...
Ku naszemu zdziwieniu zaczyna przez chmurki przedzierać się słoneczko!
Naszą wędrówkę kończymy dochodząc do Białego Jaru w Karpaczu ...
Wiem, że niedługo znów tam wrócę