Po poprzednich niezwykle upalnych dniach z ciężkimi plecakami na plecach przyszedł dzień taki jakby trochę odmienny.
Początek szlaku 
Tak! Nareszcie zielono, woda wartko płynie i nawet można jej się napić bez obawy że stoi ona tu jeszcze od czasów Faraonów 
Tak naprawdę to jednak mieliśmy po tym wszystkim znów dzień relaksu. Aby być w całkowitej opozycji do poprzednich dni poszliśmy tym razem na lekko z jednym plecaczkiem.
No a byliśmy w okolicach miasteczka Lagodekhi. Przywiózł nas tutaj nasz znajomy kolega taksówkarz, co to w ramach wycieczki krajoznawczej zawiózł nas na wspólne popływanie w sztucznym zbiorniku wodnym 
Postanowiliśmy, że spędzimy tu kilka godzin i że może wyjdziemy chociaż gdzieś powyżej lasu. Na więcej byliśmy pewni że czasu nie starczy. Później mieliśmy bowiem jeszcze wrócić do naszego Signagi.
Na informację, że my będziemy dopiero za kilka godzin, może 5 a może 7 zareagował najnormalniej w świecie: "Of course, no problem, no problem. 5 hours? No problem. 7 hours? No problem. I will wait here for you" 
No skoro tak to niech czeka.
U wejścia znajduje się informacja turystyczna. Młody gość wydający się dobrze rozeznany uświadamia nas, że ponad las w takim czasie to możemy zapomnieć. Został więc na otarcie łez Mały Wodospad Lagodekhi.
Wycieczka faktycznie z serii rekreacyjnych, niestety niezbyt widokowych - ale mimo to miło ją wspominam.
Droga pomimo, że raczej lasem lub blisko koryta górskiej rzeczki - to jak na coś takiego bardzo urozmaicona. A to wędrówka po prostu leśną ścieżką, a to kamieniami na brzegu, a to pomiędzy jakimiś głazami trzeba się przeciskać, gdzieniegdzie po kamieniach w nurcie, a na koniec nawet trzeba się wznieść lasem dość stromym trawersem aby później znów nim zejść 
Na końcu tej trasy dochodzi się pod wodospad. W sam raz na rekreację.
No i na schłodzone urlopowe piwko.
Tratina pozdrawia Forumowiczów 
cdn.