Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Wspomnienia z gruzińskich wakacji
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Wyjeżdżając z Tbilisi - kierunek Kaukaz
[attachment=74598]

Powoli zagłębiamy się w pierwsze (przed)kaukaskie doliny
[attachment=74599][attachment=74600]

Twierdza Ananuri na początku Gruzińskiej Drogi Wojennej
[attachment=74601]

Wjeżdżamy do Pasanauri - tutaj łączą się wody rzek Aragvi - Białej i Czarnej. Ciekawie widać łączące się kolory wody Rolleyes
[attachment=74602]

Wznosimy się coraz bardziej w stronę drogowej przełęczy Jvari Pass (2379 m)
[attachment=74603][attachment=74604][attachment=74605]

Standardowe gruzińskie atrakcje na drodze
[attachment=74606]

No i już w Kazbegi - spojrzenie w stronę czterotysięcznego masywu Kuro Range
[attachment=74607]

I w drugą stronę - pierwsze przejaśnienie i pierwszy raz oglądany Kazbek
[attachment=74608]

Kazbegi raczej trudno uznać za ładną miejscowość (oczywiście nie mówię o położeniu). Wszędzie coś rozkopane, rozpoczęte ale nie skończone budowy, nieład olbrzymi. Jedynie sam plac w ścisłym centrum Kazbegi delikatnie nawiązuje stylem do miejscowości, która ma przecież olbrzymi potencjał turystyczny.
[attachment=74609]

Choć i tutaj czuć, że to Kaukaz a nie np. Alpy Smile
[attachment=74610]

Jedna z wizytówek gruzińskiej kuchni - Khinkali
[attachment=74611]

Z tej placówki poczty nie zdecydowaliśmy się skorzystać Smile
[attachment=74612]

Około 10 km dalej w dół doliny znajduje się gruzińsko-rosyjskie przejście graniczne
[attachment=74613]

No i kolejny symbol Gruzji i miasta Kazbegi czyli górujący nad miastem klasztor Tsminda Sameba
[attachment=74614]


Ciąg dalszy nastąpi...Smile
Przez przełęcze Chaukhi i Sadzele


W drodze z Kazbegi do miejscowości Juta.
[attachment=74644][attachment=74645][attachment=74646]

Koniec wygód - czas wziąć dobytek na plecy i w drogę.
[attachment=74647]

Pogoda dziś dopisuje, a dolina jest naprawdę piękna.
[attachment=74648][attachment=74649][attachment=74650][attachment=74651]
[attachment=74652][attachment=74653][attachment=74654]

W Kaukazie słowo mostek jest niemal nieznane.
Tutaj jest akurat wąsko i w miarę bezproblemowo - ale różnie bywało. Tratina w akcji Smile
[attachment=74655]

Pewnie z jakieś 25 kg i góry innocent
[attachment=74656]

Zielono, biało, niebiesko i szaro.
[attachment=74657]

Kazbek góruje.
[attachment=74658]

Dalej w górę doliny.
[attachment=74659][attachment=74660]

cdn
Pierwszy śnieg
[attachment=74661]

Jeszcze raz motyw przewodni doliny - masyw Asatiani 3842 m
[attachment=74662]

Z tyłu główny grzbiet Wielkiego Kaukazu
[attachment=74663]

My już też dość wysoko - choć właściwie bez żadnych trudności technicznych.
[attachment=74664]

Pomimo, że znaczony szlak biegnie przez dwie przełęcze - wystarczy zejść tylko trochę w bok aby wejść na pobliski szczyt. Nazwy jednak nie znam innocent
Widoki ze szczytu.
[attachment=74665][attachment=74666][attachment=74667][attachment=74668]

Schodzimy na drugą stronę grzbietu do innej doliny. Początkowo szlakiem później wydeptaną ścieżką a później okazuje się że własnym wariantem Smile
[attachment=74669][attachment=74670][attachment=74671]

Po zejściu w dolinę (na około 2600 m) rozbijamy nasz dzisiejszy obóz. Pojawia się też interesujący spektakl chmur.
[attachment=74672]

I nasze namioty.
[attachment=74673]

I okoliczne górki.
[attachment=74674]

DOBRANOC.
Jutro pogoda będzie dużo gorsza Sad

cdn
Jak na wyobrażenie o gorących, bardziej spalonych górach to bardzo tam zielonoSmile
Dojdziemy i do "spalonych" gór Smile

Pedro napisał(a):
Dojdziemy i do "spalonych" gór Smile


cos jak: Gruzinska pustynia Atacama Wink - nie wiedzielismy, ze takie cos nawet istnieje

Przez przełęcze Chaukhi i Sadzele - dzień drugi (z trzech)

Tak w zasadzie opisywaną trasę można zrobić również w dwa dni - choć wówczas byłyby dość intensywne. My zdecydowaliśmy się na wariant trzydniowy w szczególności ze względu na prognozy pogody. Dzień 2. był najgorszym pogodowo podczas całego wyjazdu a trzeci tylko trochę lepszy.

Wyjście zaczynamy nie tak całkiem rano. Raczej dobraliśmy moment z przerwą w opadach deszczu. Po wyjściu z namiotu. Wcześniej nie było nic widać.
[attachment=74679]

Idziemy dalej w dół doliny do miejscowości Roshka. Tam zawrócimy o około 160 stopni i pójdziemy sąsiednią doliną w drogę powrotną.
[attachment=74680]

Niestety znów się rozpadało na dobre.
[attachment=74681]

Roshka. Tak w zasadzie to to parę domów na krzyż.
[attachment=74682]

Suszymy się w hotelu (tak określili tubylcy ten budynek) oczekując na obiad. Niestety do środka zaproszono nas dopiero jak go dla nas ugotowali Smile
[attachment=74683]

A oto i nasz "hotel"
[attachment=74685]

Uwagę naszą zwracają szlakowskazy. Rodem z PTTK. Dosłownie z PTTK! Smile
[attachment=74684]

W hotelu jednak nie zatrzymujemy się. Mamy nasze własne na plecach. Idziemy z powrotem do góry. Przez pierwszych parę kilometrów szeroką drogą, później już ścieżyną.
[attachment=74686]

Trochę dalej nie szeroki ale wartki potok staje znów na naszej drodze. Po tym jak woda mi się wlała od góry to je wysuszyłem na dobre dopiero 2 dni później...

Widoczność znów spada i miejsce noclegowe szukamy trochę po omacku. Warunki nie są zbyt dobre bo już i trochę pochyło i spore trawy, ale najgorsze to wszędobylskie krowie placki. Coś się jednak na siłę znalazło Smile
[attachment=74687]

cdn.
Przez przełęcze Chaukhi i Sadzele - dzień trzeci (z trzech)

Ranek wlał nadzieję w nasze serca. Było sporo widać - szczególnie na wschód - ale uwaga nawet wyszło słońce! Oczywiście od razu wyskoczyliśmy zrobić zdjęcia okolicy.
[attachment=74688][attachment=74689]

Czas pokazał jednak, że słońce to wyszło chyba tylko jednak na czas tych zdjęć. Ledwo się pozbieraliśmy zaczęło padać a chwilę później lać. Godzinę po słońcu byliśmy całkowicie przemoczeni. Zaczynało się też robić zimniej (przynajmniej mi) bo to człowiek i przemoczony i w dodatku temperatura też spadała. Byliśmy już około 3000 m npm.
[attachment=74690][attachment=74691]

Na Sadzele Pass (3054 m)
[attachment=74692][attachment=74693][attachment=74694]

Przełęcz w pewnym sensie oddzielała jakby dwa różne pogodowo światy. Kierunek z którego przyszliśmy to chmury i deszcz a tam gdzie mieliśmy iść było jakoś optymistyczniej nawet dało się dopatrzeć chwilami błękitu.

Schodzimy
[attachment=74695]

Nie był to jednak koniec naszych zmagań z wodą. Na dole okazało się, że mamy do przejścia spory i bardzo wartki potok. I tu przydały się sandały - choć ja wpadłem po udo przy przeprawie Smile
Zdjęć niestety nie mam z tego miejsca - może Justyna.

Dalsza część podczas schodzenia.
[attachment=74696][attachment=74697][attachment=74698][attachment=74699]

Jeden z dwóch kolejnych potoków do przejścia.
[attachment=74700]

Później jeszcze posterunek straży granicznej na którym nas dokładnie sprawdzono i zejście w stronę miejscowości Juta. Do pełni szczęścia brakło jednak 5 minut. Ściana deszczu niemal na ostatniej prostej znowu przemoczyła nas niemal doszczętnie. Był to jednak ostatni deszcz podczas całego naszego wyjazdu Smile

cdn
Dzień później był dniem na spokojne złapanie oddechu, w pewnym stopniu relaks, wysuszenie się po dwóch poprzednich deszczowych dniach, a także popołudniu na przygotowanie się na wyjście w stronę Kazbeku.

Tego dnia rankiem podjechaliśmy z naszym gospodarzem w stronę pobliskich Wodospadów Gveleti
[attachment=74732]

Stamtąd na piechotę w około 15 minut dotarliśmy pod tzw. Wielki Wodospad.
[attachment=74733][attachment=74734][attachment=74735]

Pamiątkowa fota turysty Smile
[attachment=74744]

Wodospad nawet ok, ale żeby jakoś odbiegał od innych większych widzianych wodospadów to raczej nie. Natomiast spojrzenie w dół doliny spod wodospadu było całkiem sympatyczne.
[attachment=74737]

Chwilę później przeszliśmy pod Mały Wodospad
[attachment=74738]

Po chwilach kontemplacji, pozostało wrócić do Kazbegi. Tym razem zrobiliśmy to na piechotę - czyli ok. 7 km - choć niestety większość wzdłuż drogi.
[attachment=74739][attachment=74740][attachment=74741][attachment=74742]

Reszta dnia to był odpoczynek i przygotowania na jutrzejsze wyjście.

cdn.
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=74734

Czy to ten słynny barszcz Sosnowskiego?



http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=74737

Takie andyjskie klimaty widokowe. Smile
Te Andyjskie klimaty genialne są Smile

maciek napisał(a):
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=74734

Czy to ten słynny barszcz Sosnowskiego?

Owszem, było go tam całe mnóstwo Smile

Budzimy się, jemy śniadanie, ostatnie dopakowanie no i oczywiście co chwila wyglądamy jak sytuacja przed naszym guest housem. Sytuacja wydaje się być w porządku Smile
[attachment=74768]

Czekamy jeszcze na naszego czworonożnego kolegę, czyli konia - który nam pomoże wynieść pewnie z 60-70 kg na 3000 metrów. Tzn. właściwie czekamy na jego właściciela, choć na konia jednak bardziej. No i statecznie krok za krokiem ruszamy przez zabudowania wioski Gergeti:
[attachment=74769]

Dzień jest piękny, dolina powoli zostaje w dole.
[attachment=74770]

Pierwszy etap to dojście w pobliże znanego klasztoru Tsminda Sameba. My jednak w tę stronę nie podchodzimy tuż pod niego. Nam teraz kierunek tam gdzie pod górę innocent
[attachment=74783][attachment=74771][attachment=74773]

Po drodze była jeszcze krótka chwila zadumy...
[attachment=74772]

Chwilę później odbijam wraz naszym transportem konnym w bok w celu obejścia trudniejszego dla konia odcinka. (Pozostali poszli normalną ścieżką).
[attachment=74774]

Tam się okazuje, że mój kolega (dwunożny - imienia zapomniałem Cool) ma wielkiego kaca i chyba problemy żołądkowe po jakiejś nocnej imprezie. Zostaję na dłuższą chwilę sam na sam z koniem i z wodzami w ręce. Muszę przyznać, że wraz z upływającymi minutami i rosnącym zniecierpliwieniem konia moje obawy czy nasz opłacony tragarz nie zrobi mi czegoś i z nim nie odbiegnie wzrastają Big Grin

Przygoda kończy się jednak szczęśliwie i wkrótce dalej zmierzamy w górę.[attachment=74775]

Kazbek trochę bawi się chowanego - ale jest zbyt duży jak na tę chmurkę żeby zniknąć Smile
[attachment=74776]

Arsha Pass coraz bliżej.
[attachment=74777][attachment=74778][attachment=74779][attachment=74780]

Tutaj bierzemy już wszystkie plecaki na nasze plecy. Najpierw kawałek delikatnie w dół, później potok ponoć czasem sprawiający problemy w przejściu. Dziś można niemal suchą nogą.

Miejsce biwakowe - jemy tu nasz obiad.
[attachment=74781]

Według pierwszych planów mieliśmy tu dziś nocować, godzina jednak wczesna, siły są, idziemy do meteo.

Zaraz za biwakiem, kolor zielony bardzo szybko ustępuje odcieniom szaro-brązowo-białym.
[attachment=74782][attachment=74784][attachment=74785]
Po przekroczeniu kilku małych potoczków, dochodzimy pod pierwszy fragment lodowca.
[attachment=74786]

Nikt z nas tu wcześniej nie był, ponoć raczej nie ma konieczności wiązania się (z perspektywy czasu dołączam do takiej opinii) - my jednak się wiążemy. Widoki dookoła cieszą Smile
[attachment=74787][attachment=74788][attachment=74789]

Na zbliżeniu stacja meteo:
[attachment=74790]

Na dziś lodowca tyle, czas z niego zejść.
[attachment=74791][attachment=74792][attachment=74793][attachment=74794]

Przy stacji meteo mała baza namiotowa:
[attachment=74795][attachment=74801]

Słońce powoli chyli się ku zachodowi. No ale jest pięknie. To popołudnie na długo pozostanie w pamięci.
[attachment=74796][attachment=74797][attachment=74798][attachment=74799]

Nasz widokowy apartament
[attachment=74800]

I wieczorne widoki z tarasu przed apartamentem Wink
[attachment=74802]

Dobranoc Smile

cdn.
Pora śniadaniowa. Tratina w pobliżu meteo:
[attachment=74813]

Tak, tak jesteśmy w Gruzji:
[attachment=74814]

Jeszcze raz oświetlona stacja meteo i Kazbek. Miejsce skąd robione jest zdjęcie to też jedyne miejsce z przerywanym zasięgiem sieci komórkowych.
[attachment=74815]

No i koniec sielanki, idziemy dalej w górę:
[attachment=74804][attachment=74816]

Przy białym krzyżu:
[attachment=74805]

I przy czarnym krzyżu:
[attachment=74817]

Wchodzimy na lodowiec - ten już uszczeliniony. Związanie na tym odcinku jest raczej jedyną rozsądną opcją.
[attachment=74806][attachment=74807]

Czas na odcinek wzdłuż ściany z której w każdej chwili leci kilka bądź nawet kilkadziesiąt kamieni mniejszych i większych. Na szczęście ścieżka idzie raczej poza obszarem rażenia, choć czujnym trzeba być.
[attachment=74808][attachment=74818]

Wyżej, wciąż wyżej.
[attachment=74809][attachment=74819][attachment=74820]

Po drodze przekraczamy jeszcze kilka szczelin, choć co do ich głębokości trudno się jasno wypowiedzieć - większość dopiero się zaczynała odsłaniać po niedawnych opadach śniegu. Część pewnie przekroczona nieświadomie innocent

Popołudniem docieramy w miejsce naszego noclegu na plateau - około 4300 m.
[attachment=74812][attachment=74811]

Dziś serwują tu m.in. beef stoganoff:
[attachment=74810]

Czas powoli włazić do namiotów. Słońce coraz niżej, a temperatura spada bardzo gwałtownie. Śnieg przed chwilą roztopiony momentalnie zamarza.
[attachment=74821]

Na noc mamy plany wyjścia w stronę szczytu. Z kolei na rano zapowiadane jest załamanie pogody. Mamy zatem bacznie obserwować pogodę.

Koniec końców wiatr który pojawił się w nocy (kilkukrotnie obkopywałem namiot wyciętymi z lodowca blokami śniegu) oraz prognozowane załamanie pogody sprawia, że podejmujemy z Justyną decyzję o powrocie...

Szkoda, no ale może będzie kiedyś następny raz? Tak właściwie góra przy dobrych warunkach śnieżnych i pogodowych, odpowiedniej aklimatyzacji i warunkach kondycyjnych oraz właściwym sprzęcie nie stanowi wielkiej trudności. Oczywiście respekt do niej zachowuję jednak wielki.

Rozstajemy się też już z naszymi obecnymi współtowarzyszami. Kierunki naszych dalszych działań nie pokrywają się.

Ciąg dalszy niedługo nastąpi.
Tym razem będziemy w dużo cieplejszych stronach, a w dodatku może nawet jeszcze ciekawszych? Cool
Stron: 1 2 3
Przekierowanie