Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat
Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Wersja do druku

+- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum)
+-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18)
+--- Forum: Górski Świat (/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Temat: Wspomnienia z gruzińskich wakacji (/showthread.php?tid=7401)


Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 06-08-2016 06:57 PM

Wyjeżdżając z Tbilisi - kierunek Kaukaz
[attachment=74598]

Powoli zagłębiamy się w pierwsze (przed)kaukaskie doliny
[attachment=74599][attachment=74600]

Twierdza Ananuri na początku Gruzińskiej Drogi Wojennej
[attachment=74601]

Wjeżdżamy do Pasanauri - tutaj łączą się wody rzek Aragvi - Białej i Czarnej. Ciekawie widać łączące się kolory wody Rolleyes
[attachment=74602]

Wznosimy się coraz bardziej w stronę drogowej przełęczy Jvari Pass (2379 m)
[attachment=74603][attachment=74604][attachment=74605]

Standardowe gruzińskie atrakcje na drodze
[attachment=74606]

No i już w Kazbegi - spojrzenie w stronę czterotysięcznego masywu Kuro Range
[attachment=74607]

I w drugą stronę - pierwsze przejaśnienie i pierwszy raz oglądany Kazbek
[attachment=74608]

Kazbegi raczej trudno uznać za ładną miejscowość (oczywiście nie mówię o położeniu). Wszędzie coś rozkopane, rozpoczęte ale nie skończone budowy, nieład olbrzymi. Jedynie sam plac w ścisłym centrum Kazbegi delikatnie nawiązuje stylem do miejscowości, która ma przecież olbrzymi potencjał turystyczny.
[attachment=74609]

Choć i tutaj czuć, że to Kaukaz a nie np. Alpy Smile
[attachment=74610]

Jedna z wizytówek gruzińskiej kuchni - Khinkali
[attachment=74611]

Z tej placówki poczty nie zdecydowaliśmy się skorzystać Smile
[attachment=74612]

Około 10 km dalej w dół doliny znajduje się gruzińsko-rosyjskie przejście graniczne
[attachment=74613]

No i kolejny symbol Gruzji i miasta Kazbegi czyli górujący nad miastem klasztor Tsminda Sameba
[attachment=74614]


Ciąg dalszy nastąpi...Smile


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 08-08-2016 06:40 PM

Przez przełęcze Chaukhi i Sadzele


W drodze z Kazbegi do miejscowości Juta.
[attachment=74644][attachment=74645][attachment=74646]

Koniec wygód - czas wziąć dobytek na plecy i w drogę.
[attachment=74647]

Pogoda dziś dopisuje, a dolina jest naprawdę piękna.
[attachment=74648][attachment=74649][attachment=74650][attachment=74651]
[attachment=74652][attachment=74653][attachment=74654]

W Kaukazie słowo mostek jest niemal nieznane.
Tutaj jest akurat wąsko i w miarę bezproblemowo - ale różnie bywało. Tratina w akcji Smile
[attachment=74655]

Pewnie z jakieś 25 kg i góry innocent
[attachment=74656]

Zielono, biało, niebiesko i szaro.
[attachment=74657]

Kazbek góruje.
[attachment=74658]

Dalej w górę doliny.
[attachment=74659][attachment=74660]

cdn


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 08-08-2016 06:51 PM

Pierwszy śnieg
[attachment=74661]

Jeszcze raz motyw przewodni doliny - masyw Asatiani 3842 m
[attachment=74662]

Z tyłu główny grzbiet Wielkiego Kaukazu
[attachment=74663]

My już też dość wysoko - choć właściwie bez żadnych trudności technicznych.
[attachment=74664]

Pomimo, że znaczony szlak biegnie przez dwie przełęcze - wystarczy zejść tylko trochę w bok aby wejść na pobliski szczyt. Nazwy jednak nie znam innocent
Widoki ze szczytu.
[attachment=74665][attachment=74666][attachment=74667][attachment=74668]

Schodzimy na drugą stronę grzbietu do innej doliny. Początkowo szlakiem później wydeptaną ścieżką a później okazuje się że własnym wariantem Smile
[attachment=74669][attachment=74670][attachment=74671]

Po zejściu w dolinę (na około 2600 m) rozbijamy nasz dzisiejszy obóz. Pojawia się też interesujący spektakl chmur.
[attachment=74672]

I nasze namioty.
[attachment=74673]

I okoliczne górki.
[attachment=74674]

DOBRANOC.
Jutro pogoda będzie dużo gorsza Sad

cdn


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - szewczyczek - 08-08-2016 07:29 PM

Jak na wyobrażenie o gorących, bardziej spalonych górach to bardzo tam zielonoSmile


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 08-08-2016 07:31 PM

Dojdziemy i do "spalonych" gór Smile


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - tratina - 09-08-2016 10:59 AM

Pedro napisał(a):
Dojdziemy i do "spalonych" gór Smile


cos jak: Gruzinska pustynia Atacama Wink - nie wiedzielismy, ze takie cos nawet istnieje


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 09-08-2016 06:02 PM

Przez przełęcze Chaukhi i Sadzele - dzień drugi (z trzech)

Tak w zasadzie opisywaną trasę można zrobić również w dwa dni - choć wówczas byłyby dość intensywne. My zdecydowaliśmy się na wariant trzydniowy w szczególności ze względu na prognozy pogody. Dzień 2. był najgorszym pogodowo podczas całego wyjazdu a trzeci tylko trochę lepszy.

Wyjście zaczynamy nie tak całkiem rano. Raczej dobraliśmy moment z przerwą w opadach deszczu. Po wyjściu z namiotu. Wcześniej nie było nic widać.
[attachment=74679]

Idziemy dalej w dół doliny do miejscowości Roshka. Tam zawrócimy o około 160 stopni i pójdziemy sąsiednią doliną w drogę powrotną.
[attachment=74680]

Niestety znów się rozpadało na dobre.
[attachment=74681]

Roshka. Tak w zasadzie to to parę domów na krzyż.
[attachment=74682]

Suszymy się w hotelu (tak określili tubylcy ten budynek) oczekując na obiad. Niestety do środka zaproszono nas dopiero jak go dla nas ugotowali Smile
[attachment=74683]

A oto i nasz "hotel"
[attachment=74685]

Uwagę naszą zwracają szlakowskazy. Rodem z PTTK. Dosłownie z PTTK! Smile
[attachment=74684]

W hotelu jednak nie zatrzymujemy się. Mamy nasze własne na plecach. Idziemy z powrotem do góry. Przez pierwszych parę kilometrów szeroką drogą, później już ścieżyną.
[attachment=74686]

Trochę dalej nie szeroki ale wartki potok staje znów na naszej drodze. Po tym jak woda mi się wlała od góry to je wysuszyłem na dobre dopiero 2 dni później...

Widoczność znów spada i miejsce noclegowe szukamy trochę po omacku. Warunki nie są zbyt dobre bo już i trochę pochyło i spore trawy, ale najgorsze to wszędobylskie krowie placki. Coś się jednak na siłę znalazło Smile
[attachment=74687]

cdn.


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 09-08-2016 06:16 PM

Przez przełęcze Chaukhi i Sadzele - dzień trzeci (z trzech)

Ranek wlał nadzieję w nasze serca. Było sporo widać - szczególnie na wschód - ale uwaga nawet wyszło słońce! Oczywiście od razu wyskoczyliśmy zrobić zdjęcia okolicy.
[attachment=74688][attachment=74689]

Czas pokazał jednak, że słońce to wyszło chyba tylko jednak na czas tych zdjęć. Ledwo się pozbieraliśmy zaczęło padać a chwilę później lać. Godzinę po słońcu byliśmy całkowicie przemoczeni. Zaczynało się też robić zimniej (przynajmniej mi) bo to człowiek i przemoczony i w dodatku temperatura też spadała. Byliśmy już około 3000 m npm.
[attachment=74690][attachment=74691]

Na Sadzele Pass (3054 m)
[attachment=74692][attachment=74693][attachment=74694]

Przełęcz w pewnym sensie oddzielała jakby dwa różne pogodowo światy. Kierunek z którego przyszliśmy to chmury i deszcz a tam gdzie mieliśmy iść było jakoś optymistyczniej nawet dało się dopatrzeć chwilami błękitu.

Schodzimy
[attachment=74695]

Nie był to jednak koniec naszych zmagań z wodą. Na dole okazało się, że mamy do przejścia spory i bardzo wartki potok. I tu przydały się sandały - choć ja wpadłem po udo przy przeprawie Smile
Zdjęć niestety nie mam z tego miejsca - może Justyna.

Dalsza część podczas schodzenia.
[attachment=74696][attachment=74697][attachment=74698][attachment=74699]

Jeden z dwóch kolejnych potoków do przejścia.
[attachment=74700]

Później jeszcze posterunek straży granicznej na którym nas dokładnie sprawdzono i zejście w stronę miejscowości Juta. Do pełni szczęścia brakło jednak 5 minut. Ściana deszczu niemal na ostatniej prostej znowu przemoczyła nas niemal doszczętnie. Był to jednak ostatni deszcz podczas całego naszego wyjazdu Smile

cdn


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 18-08-2016 06:40 PM

Dzień później był dniem na spokojne złapanie oddechu, w pewnym stopniu relaks, wysuszenie się po dwóch poprzednich deszczowych dniach, a także popołudniu na przygotowanie się na wyjście w stronę Kazbeku.

Tego dnia rankiem podjechaliśmy z naszym gospodarzem w stronę pobliskich Wodospadów Gveleti
[attachment=74732]

Stamtąd na piechotę w około 15 minut dotarliśmy pod tzw. Wielki Wodospad.
[attachment=74733][attachment=74734][attachment=74735]

Pamiątkowa fota turysty Smile
[attachment=74744]

Wodospad nawet ok, ale żeby jakoś odbiegał od innych większych widzianych wodospadów to raczej nie. Natomiast spojrzenie w dół doliny spod wodospadu było całkiem sympatyczne.
[attachment=74737]

Chwilę później przeszliśmy pod Mały Wodospad
[attachment=74738]

Po chwilach kontemplacji, pozostało wrócić do Kazbegi. Tym razem zrobiliśmy to na piechotę - czyli ok. 7 km - choć niestety większość wzdłuż drogi.
[attachment=74739][attachment=74740][attachment=74741][attachment=74742]

Reszta dnia to był odpoczynek i przygotowania na jutrzejsze wyjście.

cdn.


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - maciek - 21-08-2016 05:36 PM

http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=74734

Czy to ten słynny barszcz Sosnowskiego?



http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=74737

Takie andyjskie klimaty widokowe. Smile


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Fazik - 21-08-2016 07:29 PM

Te Andyjskie klimaty genialne są Smile


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 21-08-2016 07:33 PM

maciek napisał(a):
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=74734

Czy to ten słynny barszcz Sosnowskiego?

Owszem, było go tam całe mnóstwo Smile


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 22-08-2016 08:46 PM

Budzimy się, jemy śniadanie, ostatnie dopakowanie no i oczywiście co chwila wyglądamy jak sytuacja przed naszym guest housem. Sytuacja wydaje się być w porządku Smile
[attachment=74768]

Czekamy jeszcze na naszego czworonożnego kolegę, czyli konia - który nam pomoże wynieść pewnie z 60-70 kg na 3000 metrów. Tzn. właściwie czekamy na jego właściciela, choć na konia jednak bardziej. No i statecznie krok za krokiem ruszamy przez zabudowania wioski Gergeti:
[attachment=74769]

Dzień jest piękny, dolina powoli zostaje w dole.
[attachment=74770]

Pierwszy etap to dojście w pobliże znanego klasztoru Tsminda Sameba. My jednak w tę stronę nie podchodzimy tuż pod niego. Nam teraz kierunek tam gdzie pod górę innocent
[attachment=74783][attachment=74771][attachment=74773]

Po drodze była jeszcze krótka chwila zadumy...
[attachment=74772]

Chwilę później odbijam wraz naszym transportem konnym w bok w celu obejścia trudniejszego dla konia odcinka. (Pozostali poszli normalną ścieżką).
[attachment=74774]

Tam się okazuje, że mój kolega (dwunożny - imienia zapomniałem Cool) ma wielkiego kaca i chyba problemy żołądkowe po jakiejś nocnej imprezie. Zostaję na dłuższą chwilę sam na sam z koniem i z wodzami w ręce. Muszę przyznać, że wraz z upływającymi minutami i rosnącym zniecierpliwieniem konia moje obawy czy nasz opłacony tragarz nie zrobi mi czegoś i z nim nie odbiegnie wzrastają Big Grin

Przygoda kończy się jednak szczęśliwie i wkrótce dalej zmierzamy w górę.[attachment=74775]

Kazbek trochę bawi się chowanego - ale jest zbyt duży jak na tę chmurkę żeby zniknąć Smile
[attachment=74776]

Arsha Pass coraz bliżej.
[attachment=74777][attachment=74778][attachment=74779][attachment=74780]

Tutaj bierzemy już wszystkie plecaki na nasze plecy. Najpierw kawałek delikatnie w dół, później potok ponoć czasem sprawiający problemy w przejściu. Dziś można niemal suchą nogą.

Miejsce biwakowe - jemy tu nasz obiad.
[attachment=74781]

Według pierwszych planów mieliśmy tu dziś nocować, godzina jednak wczesna, siły są, idziemy do meteo.

Zaraz za biwakiem, kolor zielony bardzo szybko ustępuje odcieniom szaro-brązowo-białym.
[attachment=74782][attachment=74784][attachment=74785]


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 22-08-2016 08:58 PM

Po przekroczeniu kilku małych potoczków, dochodzimy pod pierwszy fragment lodowca.
[attachment=74786]

Nikt z nas tu wcześniej nie był, ponoć raczej nie ma konieczności wiązania się (z perspektywy czasu dołączam do takiej opinii) - my jednak się wiążemy. Widoki dookoła cieszą Smile
[attachment=74787][attachment=74788][attachment=74789]

Na zbliżeniu stacja meteo:
[attachment=74790]

Na dziś lodowca tyle, czas z niego zejść.
[attachment=74791][attachment=74792][attachment=74793][attachment=74794]

Przy stacji meteo mała baza namiotowa:
[attachment=74795][attachment=74801]

Słońce powoli chyli się ku zachodowi. No ale jest pięknie. To popołudnie na długo pozostanie w pamięci.
[attachment=74796][attachment=74797][attachment=74798][attachment=74799]

Nasz widokowy apartament
[attachment=74800]

I wieczorne widoki z tarasu przed apartamentem Wink
[attachment=74802]

Dobranoc Smile

cdn.


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 23-08-2016 08:55 PM

Pora śniadaniowa. Tratina w pobliżu meteo:
[attachment=74813]

Tak, tak jesteśmy w Gruzji:
[attachment=74814]

Jeszcze raz oświetlona stacja meteo i Kazbek. Miejsce skąd robione jest zdjęcie to też jedyne miejsce z przerywanym zasięgiem sieci komórkowych.
[attachment=74815]

No i koniec sielanki, idziemy dalej w górę:
[attachment=74804][attachment=74816]

Przy białym krzyżu:
[attachment=74805]

I przy czarnym krzyżu:
[attachment=74817]

Wchodzimy na lodowiec - ten już uszczeliniony. Związanie na tym odcinku jest raczej jedyną rozsądną opcją.
[attachment=74806][attachment=74807]

Czas na odcinek wzdłuż ściany z której w każdej chwili leci kilka bądź nawet kilkadziesiąt kamieni mniejszych i większych. Na szczęście ścieżka idzie raczej poza obszarem rażenia, choć czujnym trzeba być.
[attachment=74808][attachment=74818]

Wyżej, wciąż wyżej.
[attachment=74809][attachment=74819][attachment=74820]

Po drodze przekraczamy jeszcze kilka szczelin, choć co do ich głębokości trudno się jasno wypowiedzieć - większość dopiero się zaczynała odsłaniać po niedawnych opadach śniegu. Część pewnie przekroczona nieświadomie innocent

Popołudniem docieramy w miejsce naszego noclegu na plateau - około 4300 m.
[attachment=74812][attachment=74811]

Dziś serwują tu m.in. beef stoganoff:
[attachment=74810]

Czas powoli włazić do namiotów. Słońce coraz niżej, a temperatura spada bardzo gwałtownie. Śnieg przed chwilą roztopiony momentalnie zamarza.
[attachment=74821]

Na noc mamy plany wyjścia w stronę szczytu. Z kolei na rano zapowiadane jest załamanie pogody. Mamy zatem bacznie obserwować pogodę.

Koniec końców wiatr który pojawił się w nocy (kilkukrotnie obkopywałem namiot wyciętymi z lodowca blokami śniegu) oraz prognozowane załamanie pogody sprawia, że podejmujemy z Justyną decyzję o powrocie...

Szkoda, no ale może będzie kiedyś następny raz? Tak właściwie góra przy dobrych warunkach śnieżnych i pogodowych, odpowiedniej aklimatyzacji i warunkach kondycyjnych oraz właściwym sprzęcie nie stanowi wielkiej trudności. Oczywiście respekt do niej zachowuję jednak wielki.

Rozstajemy się też już z naszymi obecnymi współtowarzyszami. Kierunki naszych dalszych działań nie pokrywają się.

Ciąg dalszy niedługo nastąpi.
Tym razem będziemy w dużo cieplejszych stronach, a w dodatku może nawet jeszcze ciekawszych? Cool


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 24-08-2016 09:27 PM

Dzień po zejściu z gór udajemy się do Tbilisi. Postanawiamy, że zrobimy sobie chwilę przerwy w górołażeniu na rzecz poznania choć trochę tego ciekawego kraju. Zwiedzamy okolice stolicy Gruzji oraz objeżdżamy krainę gruzińskiego wina - czyli Kachetię. Ponieważ nie wiąże się to w istotniejszym stopniu z górami pominę ten etap w opisywaniu.

Trzeciego dnia od opuszczenia Kaukazu nachodzą nas jednak myśli co tu dalej zrobić. Byliśmy już wówczas w miasteczku Signagi na południowym wschodzie Gruzji.
[attachment=74882]

Swoją drogą bardzo polecam to miasteczko. Położone na malowniczych wzgórzach - a przy dobrej widoczności widać stąd rozciągające się na horyzoncie pasmo Wielkiego Kaukazu. Jak na warunki gruzińskie jest to miasteczko zadbane, ze swoim stylem i z przynajmniej kilkoma lokalami w których można fajnie wieczorami posiedzieć.

Już od paru dni oczy moje oglądając mapę Gruzji wędrowały ku tajemniczym krańcom południowo-wschodnim przy granicy z Azerbejdżanem. Na mapie zaznaczony był park narodowy do którego prowadziła wyłącznie jedna droga z kategorii "drogi inne" o długości kilkudziesięciu kilometrów. Dookoła żadnych miejscowości, a na ulotkach które udało nam się zdobyć dla tego regionu pojawiały się zdjęcia niesamowitych formacji "gór piaskowcowych", wulkanów błotnych, czy innych krajobrazów jak z Marsa. Dodatkowo była informacja, że turystów tam mało, że to rejon wymagający. Nie da się tam dojechać transportem publicznym bo droga wymaga napędu 4x4. Na terenie około 250 km2 znajduje się 5 punktów z tzw. bungalowami w których przebywają strażnicy parku i można się przespać w bungalowach lub rozbijając tam namiot. Trzeba mieć ze sobą dużo wody, bo kupić na terenie parku praktycznie nie da się nic. Taki trochę survival.

W dalszym jednak ciągu informacji wiele nie było. Jak na wymagający rejon kilkustronicowa kolorowa ulotka z pobieżną mapą to nie za wiele. Wystarczająco jednak jak dla nas aby się zdecydować tam wybrać innocent Scary

Poprzez gospodarza naszego hoteliku namierzyliśmy kierowcę Subaru - niejakiego Elisbara (imię napisane ze słyszenia Rolleyes). Ustaliliśmy cenę na poziomie 150 lari (około 270 zł) za dowóz do parku - około 110 km w jedną stronę, w tym około 50 km drogą gruntową.

Nasze bagaże gotowe na spotkanie z Vashlovani:
[attachment=74883]

Pierwszym celem jest miasteczko Dedoplitskari - ostatnie miasteczko gruzińskiego przed dalszymi pustkowiami. Nasz taksówkarz zawozi nas do biura parku Vashlovani gdzie musimy się zarejstrować i uzyskać pozwolenie na pobyt w strefie przygranicznej. Pani oprowadza nas jeszcze po różnych gablotach ze zdjęciami jadowitych węży i innych gadów, a ponadto antylop, niedźwiedzi, rysi i lamparta i daje do podpisania zeszyt, że jesteśmy świadomi na co się piszemy Big Grin

W sumie to nie całkiem byliśmy. Ale podpisaliśmy. Pan w informacji turystycznej w Signagi mówił, że Vashlovani to bezpieczne miejsce innocent
Po wpisach w zeszycie parku wyglądało, że tylko my tego dnia w to uwierzyliśmy giggle

Jeszcze stacja gazowa:
[attachment=74885]

Odwiedzamy też ostatni sklep, kupujemy dodatkowe litry wody/napojów. No i w drogę. Z każdym kolejnym kilometrem zjeżdżaliśmy coraz niżej, ale temperatura na termometrze szła coraz wyżej. W sumie w ulotce pisało, że to klimat suchy gorący kontynentalny, a krajobrazy półpustynne Smile
[attachment=74886][attachment=74887][attachment=74888][attachment=74889]

Elisbar co chwila się zatrzymywał na kolejnych nieoznaczonych skrzyżowaniach dróg gruntowych z zapytaniem gdzie teraz. Taki żarcik z jego strony Big Grin

Właściwie to teraz chyba dopiero uświadomiliśmy sobie, że wybór naszego celu turystycznego padł na bardzo odludne miejsce na końcu świata. Podczas całej drogi nie spotkaliśmy ani jednego samochodu z turystami, a na ostatnich pewnie 30-kilometrach żadnego samochodu pomimo wczesnych godzin popołudniowych.

Po pewnie 2 godzinach jazdy od Dedoplitskaro wyłaniają się nagle zza wzniesienia pojedyncze budynki tutejszej "bazy turystycznej". Oczywiście nie ma nikogo Big Grin
[attachment=74890][attachment=74892]

No poza psem, który w przypływie radości próbuje bawić się z nami gryząc nas w nogi, ale co do delikatności jego zabawy można mieć pewne zastrzeżenia giggle

Elisbar uczula nas na wchodzenie w jakiekolwiek większe trawy bo tam węże. Wyciąga jeszcze butelkę ponoć swojego wina z bagażnika no i nas zostawia. No co chcieliśmy to mamy. Zostawia jeszcze numer telefonu i mówi, że jak co to tu za grzbietem jest ostatnie miejsce gdzie jest zasięg - to możemy zadzwonić i on w 3 godziny po nas przyjedzie. Umawiamy się wstępnie na za 3 dni. No i zostajemy sami... innocent
[attachment=74884][attachment=74891]

Dziś już się stąd nie ruszamy bo kolejna baza jest 16 km stąd, a w środku dnia jest zbyt gorąco żeby chodzić. Tymczasem jednak zajeżdża jakiś samochód. Turyści? Hehe, oczywiście że nie Big Grin

Z autka wysiada 5 facetów uzbrojonych w długą broń palną. Raczej takich niezbyt uśmiechniętych. Po głowie chodzą myśli... co my tutaj robimy? Big Grin

Chwilę siedzimy z nimi, ale łatwa rozmowa nie jest. My nie gawarit po ruski a oni don't speak English. Taki stan rzeczy nie sprzyja budowaniu dobrych relacji Smile Wyciągam piwo i częstuje. To już trochę lepiej działa. Niemniej ich kamienne miny wiele się nie zmieniają. Chwilę później czterech z nich wsiada w samochód i odjeżdża. Zostajemy sami ze strażnikiem. Takim dość mało kontaktowym.

Coś by tu robić... Decydujemy się z Justyną na małą przechadzkę po okolicy na lekko. Butelki z piciem w ręce i idziemy. Pies idzie z nami. No ale przynajmniej przestał nas już próbować gryźć ok
[attachment=74893][attachment=74905]

Tutejszy przykład zwierzyny na szlaku:
[attachment=74898]

Po około 2-3 kilometrach dochodzimy do punktu widokowego nazwanego Kaniony.
[attachment=74894][attachment=74895][attachment=74896][attachment=74897]

Widoki interesujące aczkolwiek czujemy w powietrzu, że jesteśmy tutaj absolutnie sami zdani na tutejsze warunki, w nieznanym środowisku. Na razie przynajmniej węży nie spotkaliśmy.

Z dołu Kanionów dochodzą za to odgłosy niemal jak z jakiejś dżungli. Jakby świerszcze z całej Polski się zjechały i w jednym czasie chciały dać koncert. Choć co to konkretnie grało? Nie mamy pojęcia.

Wracamy do bungalowu. I o dziwo czeka nas mała imprezka. Do naszego strażnika przyjechali znajomi. Zostajemy zaproszeni. Oczywiście na stole jest tutejszy bimber czyli czacza, a ponadto trochę różnych zakąsek z gruzińskim chlebem na czele.
[attachment=74904][attachment=74900]

Próbuję też ustalić cokolwiek na temat gdzie my jesteśmy i gdzie możemy iść. Okazuje się, że jesteśmy całkiem nie tam gdzie nam powiedział nasz kierowca Big Grin

No nic to. Towarzystwo wkrótce się rozjeżdża. Znów zostajemy tylko ze strażnikiem parku. Z tą różnicą, że my rozbijamy swój domek. No i oczywiście jest pies Smile
[attachment=74899][attachment=74901][attachment=74902][attachment=74903]

W nocy bokiem przechodzi burza, ponoć prawie niespotykane tutaj zjawisko Smile

Dobranoc z rejonu nazwanego potocznie gruzińską Afryką.
Jutro rano ruszamy w teren.

CDN Smile


*Większość zdjęć autorstwa Justyny


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - maciek - 25-08-2016 08:53 AM

No, faktycznie! Widoki przypominają afrykański busz. Smile

Ale Was poniosło na koniec świata! Big Grin

Nie lepiej było wypoczywać w jakimś gruzińskim spa? Tongue2 Big Grin


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 25-08-2016 07:45 PM

Pierwsza noc w gruzińskiej Afryce minęła w miarę w porządku. Co prawda "nasz" pies ciągle biegał i patrolował okolice naszego namiotu ale część nocy przespałem. No chyba że to nie był pies? innocent Big Grin

Po śniadaniu pakujemy nasz dobytek na plecy i zostawiamy za sobą tę "ostoję cywilizacji" giggle
[attachment=74906]

Początek naszej trasy biegnie grzbietem (idziemy w przeciwnym kierunku niż wczoraj popołudniu). Przed nami 16 km - niby nie dużo, a jak jeszcze dołożyć że drogą jezdną to wydaję się, że w ogóle o czym tu pisać. A jednak to było takie trochę inne 16 km Smile

[attachment=74914][attachment=74915][attachment=74916]

Domyślaliśmy się, że o spotkanie z człowiekiem łatwo nie będzie. Dużo prędzej pewnie trafi się jakiś przedstawiciel tutejszej fauny...

Po około dwóch kilometrach Justyna nagle odskakuje, ja ułamek sekundy później też cofam się dość radykalnie. Na drodze staje takie coś w00t
[attachment=74917]
Mało tego, że to coś jest. Ale to coś szykuje się do skoku na nas i przyjmuje bardzo agresywną postawę. Żeby to obejść pasowałoby wejść w trawy - ale Elisbar mówił że tam węże Big Grin Kije w ręce i próba sił - daliśmy radę.

No ale co to było? Pomoże ktoś? Stawiam browara za prawidłową odpowiedź!

Od tej pory nasze oczy jeszcze dokładniej studiują co się czai na nas po obu stronach drogi i w pasie pomiędzy dwoma "koleinami". Słońce tymczasem coraz to wyżej znajduje się na niebie przypominając że to ono tu rozdaje karty. Teraz jeszcze da się wytrzymać ale co będzie później?

Dochodzimy do jakiejś strzałki po środku niczego która oznajmia nam, że czas zejść z grzbietu i wejść w bardziej zarośniętą drogę. Hmm giggle

[attachment=74907][attachment=74908][attachment=74918][attachment=74919]

Chwilę później Justyna, która idzie jako pierwsza z okrzykiem na ustach odskakuje w tył. Oho, tym razem grubszy kaliber. Jakiś wąż - ładne kilkadziesiąt centymetrów długości zaczyna się mocno wić w stronę zarośli, a może naszą? Jednak zarośli. Uff, było dość blisko...

Ten odcinek przechodzimy chyba z największą uwagą, trawy dość mocno porastają środek drogi. Nie bardzo jest możliwe wypatrzeć wszystko pod nogami. Na szczęście zarośla niedługo ustępują i robi się bezpieczniej.
[attachment=74909]

No tak tylko gdzie my są? giggle
Konfrontujemy ślad na GPS z przebiegiem naszego szlaku na ulotce Big Grin
[attachment=74920]

No na razie niby gra ale w dalszej części trasy ulotka daje do myślenia czy nie będzie problemów orientacyjnych...

Jakiś opuszczony budynek:
[attachment=74921]

Czyżby podczas gwałtownych opadów płynęła tędy woda?
[attachment=74922]

Słońce dalej przygrzewa, coraz mocniej przygrzewa... Przystajemy co chwilę i po łyczku, po dwa, po trzy... Wydawało się że 3-4 litry na głowę na 16 km to aż nadto. Zapasy kurczą się jednak dość szybko. Słońce naprawdę niemiłosiernie zaczyna palić. A tu jeszcze ze 20 kg na plecach.

[attachment=74923][attachment=74924]

Po około 4 godzinach od wyjścia dochodzimy do poprzecznego szlaku. Z ulotką zgadza się to tylko częściowo. Gdzieś tu w miarę niedaleko powinny być kolejne bungalowy. Tylko, że na naszej ulotce oznaczenie tych bungalowów zajmuje parę centymetrów ale nie ma zaznaczonego punktu w którym one dokładnie są Big Grin

Chyba w prawo? Ale w sumie w lewo na upartego też by mogło być... innocent

Skręcamy w prawo, mija południe. Idziemy i idziemy - przynajmniej tak nam się dłuży, co chwilę, postój, butelka, łyk wody. Jeszcze coś niby zostało. Ale jeśli źle poszliśmy to może być problem. Wreszcie jakieś drzewa przy samej drodze. Zatrzymujemy się, zdejmujemy plecaki... i... patrzymy - jedzie samochód!!! Big Grin

No ulga. Chyba ulga! Zatrzymujemy no i się zatrzymuje. Jedzie czterech facetów w wieku pewnie tak 25 do 40 lat. Łatwo o kontakt nie jest ale dwóch z nich coś tam duka po angielsku. Mówimy o naszych bungalowach ale jakoś nie rozumieją. Już myślałem że się nie dogadamy - no ale koniec końców zapraszają nas do środka. Co prawda nie dogadaliśmy dokąd jedziemy ale w sumie wszystko jedno Big Grin

A w środku pewnie ze 20 stopni, klima na maksa - zastanawiałem się czy mój organizm nie zbuntuje się za taką zmianę ale nawet nie Smile
Ludzie okazują się całkiem sympatyczni, okazuje się że oczywiście to nie są turyści. To są oficerowie straży granicznej giggle
Faktycznie każdy ma przy boku kaburę z pistoletem, choć ubrani po cywilnemu. No tak. Tu wszyscy których spotkaliśmy mieli broń palną i środek transportu, tylko my inaczej Rolleyes

Jedziemy i jedziemy, no chyba jednak nie jedziemy do tych bungalowów co myśleliśmy że jedziemy. Ale też jest fajnie! Mijamy jakiś posterunek wojskowy, droga po chwili staje się bardziej wymagająca. Kierowcy muszę przyznać, że jest naprawdę dobrym kierowcą. No i oczywiście autko też daje radę. Jedziemy jakimiś wyschniętymi łożyskami potoków, chwilami jakimiś oberwanymi drogami, później wznosimy się na jakiś grzbiet. Dotychczas tutaj wszystko było zarośnięte. To jednak co ukazało się naszym oczom po wyjechaniu na grzbiet chyba uznam za najciekawszy widok całego gruzińskiego wyjazdu!
[attachment=74926]

I jeszcze kilka z tego miejsca:
[attachment=74925][attachment=74927][attachment=74928]

Nasi nowi koledzy robią sobie zdjęcia z nami - ich aparatami jednak.

Zjeżdżamy w tę niesamowitą krainę:
[attachment=74930][attachment=74931]

Jesteśmy już po drugiej stronie grzbietu. Na horyzoncie zaczynają majaczyć bungalowy. Pytamy się ile przejechaliśmy od spotkania - 18 km słyszymy... To gdzie jesteśmy?

Czas pokazał że dotarliśmy do miejsca zwanego Mijniskure, stanowiącego najbardziej na południowy-wschód wysunięte miejsce Gruzji. Po drugiej stronie rzeki jest Azerbejdżan!
[attachment=74933]

Tak rzeki! To jedyny rejon w Vashlovani gdzie nie brakuje wody. Musimy powiedzieć z Justyną, że szczęście nam dopisało Smile

Autko którym przyjechaliśmy i standardowe bryły bungalowów:
[attachment=74932]

Trzeba się jednak chować pod drzewa. Na zewnątrz jak się dowiadujemy jest prawie 50 stopni w cieniu. A cienia wiele nie ma Big Grin No i cały czas grają te świerszcze? Ale masakra - aż uszy bolą tak głośno.
[attachment=74934]

Nasi oficerowie robią jakąś wizję lokalnę i chwilę później się zbierają stąd. Jest tu jednak 3 strażników parku. Jeden też coś parę słów po angielsku zna, dwóch pozostałych w ogóle.
[attachment=74910] - źródło życia w Vashlovani!
[attachment=74911][attachment=74935]

Nawiązujemy trochę kontakt ze strażnikami. Po chwili w studni ląduje 3-litrowa plastikowa butelka wina na wieczór! Big Grin

Potrzebujemy jednak przeczekać skwar. Tu w godziny okołopołudniowe nic się nie robi. Nie da się! Pod wieczór nasi znajomi jadą jeszcze złapać w sieć trochę ryb na spotkanie z nami przy stole Smile

Choć skutkuje to tym, że dostaję zaproszenie do ich patroszenia Cool

George pokazuje mi jeszcze małą uprawę pomidorów z której jest bardzo dumny Smile
[attachment=74913]

Kilka podwieczornych zdjęć z okolicy:
[attachment=74912][attachment=74936][attachment=74938]

[attachment=74937] - tu widoczny dodatkowo posterunek graniczny

Panowie z bronią automatyczną przyjeżdżają chwilę później do "naszej" studni po wodę.

A wieczorem uczta:
[attachment=74939]

Na zakończenie muszę to napisać. Jeszcze nigdy ludzie którzy prawdopodobnie mieli tak mało nie dali mi tak dużo. Za to wszystko nie płacimy ani złotówki. A widać, że im się nie przelewa. Oferując jednak cokolwiek domyślam się, że zrobilibyśmy im wielką przykrość. Ci ludzie żyjący w tak trudnych warunkach są jednak niesamowicie życzliwi. Zasięg telefoniczny tu jest tylko szczątkowy. Samochodu nie widziałem, jedynie quada. Do najbliższego sklepu jest około 80 km, w w zdecydowanej większości drogą gruntową. Pustkowie. Prądu tyle co z agregatu bądź paneli słonecznych. Gdzie nie wyjdziesz na zewnątrz musisz uważać na węże. Jesteś zdany na swoje siły.

Toasty będę długo pamiętał. George który był łącznikiem pomiędzy nami a pozostałą dwójką każdy wymawiał po prostu z głębi serca. I to były toasty za te naprawdę najważniejsze w życiu rzeczy. Wyjątkowy wieczór i czas. Tego się nie zapomina Smile

Po uczcie idziemy do swojego bungalowu. Ze spaniem co prawda ciężko bo jest chyba ponad 40 stopni w środku. Ranek jednak zapowiada się ciekawie. Wg obietnicy George ma nas zaprowadzić swoimi ścieżkami na jedno z pobliskich wzniesień, gdzie jak to nazwał "zaczyna się Gruzja" Smile

CDN

PS. Gratuluję wytrwałym za przeczytanie
PS2. Ponownie większość zdjęć autorstwa Justyny


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Beskidniska - 25-08-2016 08:07 PM

czytamy czytamy nawet jak nie komentujemy co chwilę... będą Twoje opowieści przydatne podczas wyborów kolejnych wypraw tam, choć ja myślę o ciut wyższych, choć nie tak jak Kazbek górkach do zwiedzania. ale Wasze doświadczenia również bezcenne przy kolejnych planach. ja od siebie dodam, że uczestniczyłam w klasycznej gruzińskiej uczcie, gdzie tamada dowodził stołem, wielkie stakany wina, a nikt nie był upity. górscy ludzie bardziej serdeczni i otwarci niż ci w mieście, może zaskakujące, ale i od strony gościnności - nie, bo mają z pewnością niewiele, ale naturalne i pachnące pięknie warzywa i mleko, bo przecież krowy nawet pod Kazbekiem placki robiły, oraz na każdej drodze... Pedro... powrócić tam... Smile


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - grabarz - 26-08-2016 04:51 AM

Bardzo odważna i zachęcająca wyprawa, ale od początku jej czytania zastanawiam się, jak się tam dogadywaliście z ludźmi, po angielsku czy może ktoś z was zna ich rodzimy język uhm
Zdjęcia pokazują różne oblicza tamtych terenów, od pięknych zielonych widoków po surowe i mało przyjazne... jak z jakiegoś filmu o wyprawach Wink
Bardzo fajne (odważne) wakacje, chyba bym się bał zapuszczać w tak nieznane tereny, podziwiam i gratuluje ! Smile


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - maciek - 26-08-2016 07:52 AM

Pedro napisał(a):
Na zakończenie muszę to napisać. Jeszcze nigdy ludzie którzy prawdopodobnie mieli tak mało nie dali mi tak dużo. Za to wszystko nie płacimy ani złotówki. A widać, że im się nie przelewa. Oferując jednak cokolwiek domyślam się, że zrobilibyśmy im wielką przykrość. Ci ludzie żyjący w tak trudnych warunkach są jednak niesamowicie życzliwi.

Po prostu mieliście szczęście doświadczyć tej słynnej i tradycyjnej gruzińskiej gościnności. Smile




A ten dziwny stwór w00t, który na drodze szykował się do ataku na Was, to gruzińska wersja Obcego. Big Grin Wink


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - kunlun - 26-08-2016 08:54 AM

Ten owad to może Saga Ephippigera, widziałam
podobne w Izraelu.
Obrzydliwe...


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pablo - 26-08-2016 12:26 PM

Pieknie, tyle róznych miejsc zwiedzonych ok
To co tam tak w tych dolinach to stawiam na cykady, w tym klimacie to mogły być one, straszny chałas.
A ten stwór to ja wiem co to było, Filip z pszczółki Mai Wink
A ci tubylcy co przyjechali do strażnika, no u nas się szczerzy do aparatu, a te dziewczyny nie mogły od Ciebie oderwać wzroku Big Grin giggle
Stepy dzikie.. normalnie można sobie wyobrazić Timura z ordą wyłaniającego sie na horyzoncieok
Hilux ma dużą zdolność w terenie, udało mi sie kiedys jednego popsuc i poobijać trochę poza drogami Wink
Ja sobie przeczytałem calą relację z otwarta mapą, to też znalazłem ok https://www.google.pl/maps/place/Mijniskure/@41.113051,46.643765,14.5z/data=!4m5!3m4!1s0x0:0x7a9c7e1e101830bb!8m2!3d41.111612!4d46.6461682?hl=pl


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 26-08-2016 03:48 PM

@Ela wyższe niż Vashlovani rozumiem? Czy niż pierwsza część naszego Kaukazu?

@Grabarz tam gdzie się dało rozmawialiśmy po angielsku. Młodsi już w znacznej części cos tam mówią. Pozostali raczej rosyjski choc my go nie znaliśmy. W pozostałych przypadkach zostawał język migowo-międzynarodowy cokolwiek by to znaczyło Big Grin

@Maciek niestety ale pojedynek wygrała Kunlun - tzn. dla Ciebie niestety Smile
Przy pierwszej okazji odbiór nagrody gwarantowany Smile

@Pablo tak to cykady. Puściłem sobie w youtube. Niemal tak samo tylko na zywo nie bylo regulacji głośnościBig Grin

Ciag dalszy będzie po weekendzie.


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Em. - 26-08-2016 07:18 PM

A gdzie Watazki??


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 26-08-2016 07:36 PM

Pedro napisał(a):
Rozstajemy się też już z naszymi obecnymi współtowarzyszami. Kierunki naszych dalszych działań nie pokrywają się.

A było w relacji Wink


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - szewczyczek - 28-08-2016 06:52 PM

Szewczyk "wylądował".

Na razie przeglądnąłem jedynie zdjęcia, ale są tak niecodzienne, że jutro z rańca biorę się za wnikliwe doczytywanie i ...
... Panie, przyjeżdżaj pędem na relacjonowanie na żywo! Otworzy Ci się turystyczny napój na zwilżenie gardłaWink


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Stasiu - 28-08-2016 07:01 PM

Relacje na żywo wysłuchany wszyscy, na Filipce. Smile


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 28-08-2016 07:09 PM

No to w tej sytuacji nie wiem Wojciech Toungue


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - yoter - 30-08-2016 01:48 PM

Klimaty gruzińskie pociągają. Niecodzienna przygoda!


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 03-09-2016 09:12 AM

Pewnie gdzieś po godzinie 2 czy 3 w nocy temperatura w naszym bungalowie spadła do poziomu w którym byłem w stanie zasnąć. Czyli pewnie gdzieś poniżej 40 stopni giggle Długo jednak nie przyszło mi pospać bo z George'm byliśmy umówieni jakoś po piątej.

Wyszliśmy jeszcze przed wschodem ale było wystarczająco jasno aby nie brać czołówek. To miała być tylko przechadzka więc jedyny nasz bagaż stanowiła butelka wody. Aaa... zapomniałem jeszcze wczoraj wspomnieć o tutejszym psie. Ten w przeciwności do miejsca z poprzedniego bungalowu był już raczej w dalszej części swojego życia. Dość spory, widać że przeżył tutaj nie jedno. No i na imię miał tak króciutko... Dawidowicz Big Grin

"Dawidowicz is a park ranger" jak to mówił George. Na początku trochę chwilami na nas poszczekiwał, nie do końca było wiadomo czy nas akceptuje czy nie, ale później relacje nasze stały się dużo bardziej zażyłe. O tym jednak później.

Wspominam jednak o Dawidowiczu bo na "miejsce gdzie się Gruzja zaczyna" udał się razem z nami. George wziął jeszcze do ręki jakiego zakręconego kija na węże, ubrał gumiaki i poszliśmy.

[attachment=75050][attachment=75030][attachment=75031]

Wędrówka trwała może z 20 minut. Niby nie daleko ale sami byśmy się tutaj nie zapuścili. Raz ze względu na ewentualne węże, a dwa jak nam George później powiedział tak właściwie to poszliśmy poza szlakiem na samą granicę, a może i nawet parę kroków po stronie Azerbejdżanu. Wschód słońca nastał troszkę wcześniej niż weszliśmy na pobliski wierzchołek. Mimo to nie uważam abyśmy cokolwiek stracili z magii chwili. I tak czuliśmy się jak na krańcu (lub początku) świata Rolleyes

[attachment=75032][attachment=75051][attachment=75052]

Na horyzoncie w żadną ze stron, żadnych osad ludzkich, żadnych śladów człowieka - no poza naszymi bungalowami oraz małym, wysuniętym posterunkiem granicznym.

Po powrocie do bungalowów czas na śniadanie i pakowanie. Dzisiaj już wiemy, że tu obowiązują inne realia jeśli chodzi o ilość wody do picia. Bierzemy po około 7 litrów! na głowę. Pomimo że w planie mamy iść 4-5 godzin. Wiemy po wczoraj, że jeśli jednak nastąpią niespodziewane okoliczności to znowu możemy nie trafić tam gdzie chcemy. W dalszym ciągu nasza wiedza na temat położenia bungalowów do których szliśmy już wczoraj była tylko przybliżona.

[attachment=75035]

Żegnamy się z Georgem. Muszę powiedzieć, że nawet trochę taki nostalgiczny nastrój mi się udzielił. Do wylotu do Polski zostało 3 dni. Najdalej wysunięte na południowy-wschód miejsce miejsce Gruzji zostawało za nami. Na szczęście nie był to jeszcze ostatni dzień przygód.

Dawidowicz ruszył z nami. George mówił, że spokojnie może iść - jest "ranger". No i jak czas pokazał odprowadził nas 18 km dalej Big Grin

[attachment=75036]

Temperatura już się zaczęła podnosić ale jeszcze było znośnie. Ten dzień był dla nas już pod wieloma względami łatwiejszy. Już oswoiliśmy się choć trochę z tutejszym klimatem, realiami, a że szliśmy dość szeroką drogą i to niemal nie zarośniętą to i szansa na niespodziewane spotkanie z wężem była znikoma. Pokonywaliśmy kolejne zakręty które jak przez mgłę kojarzyliśmy z jazdy wczorajszej samochodem w drugą stronę.

[attachment=75037][attachment=75038][attachment=75039][attachment=75040][attachment=75041][attachment=75042]

Docieramy do punktu widokowego. Jeszcze rzut oka na tę okolicę. "Złe ziemie" jak wielokrotnie później spotkałem się z określeniem tego rejonu były piękne, ale bez przygotowania odpowiedniego i wody faktycznie straszne.

[attachment=75043]

Kolejna godzina to zejście w stronę rozległej doliny. Różnych drzew i zarośli z czasem coraz bardziej ubywa aż wychodzimy na otwartą przestrzeń. Na prawdę jeśli bym sobie wyobraził tutaj kogoś komu kończy lub skończyła się woda to miejsce to może budzić grozę.

Po paru kilometrach dochodzimy jednak do miejsca w którym jest jeszcze coś co można by nazwać rzeczką.

[attachment=75044]

Tuż za nią po drugiej stronie stoi ogrodzony drutem kolczastym mały posterunek wojskowy/graniczny. Pod samotnym drzewem wypatrujemy żołnierza. Szybciej niż on nas. Na nasz widok zrywa się jednak i od razu ubiera kamizelkę kuloodporną oraz bierze broń maszynową do ręki giggle

Do dziś wydaje mi się że to mogła być jego jedyna atrakcja tamtego dnia. Tak pewnie biedak musiał przesiedzieć cały dzień w swoim mundurze na tym ukropie licząc co najwyżej ziarnka otaczającego piasku na tym bezludziu.

Po minięciu posterunku przed nami kolejne kilometry prostych niekończących się dróg. A upał co raz większy!
Dawidowicz idzie oczywiście z nami. Tzn. raz znika raz się pojawia, w każdym cieniu odpoczywa, ale generalnie daje radę i widać że wie co robi, że jest u siebie Smile

[attachment=75045]

W pewnym rejonie doliny dochodzimy do nawet ładnie kwitnących drzew - jeśli nic nie pomyliłem to są to dziko rosnące drzewa pistacjowe.
[attachment=75046]

Stoją jednak zbyt daleko od drogi żebyśmy ryzykowali podejście pod nie.
Dziś dość często się zatrzymujemy aby napić się wody. Na szczęście świadomość że możemy ją pić dużo swobodniej niż wczoraj jest bezcenna.

Kiedy pojawiają już nam się w głowie wątpliwości gdzie są te bungalowy do których idziemy już dwa dni, natykamy się na tabliczkę. Visitors Center 1 km clap

No ja to bym może tego miejsca Visitors Center nie nazwał. Niemniej jeden człowiek tam był Big Grin

Od słowa do słowa, jak to w Gruzji już wcześniej stwierdziliśmy że każdy zna każdego, nasz nowy kolega zadzwonił z jakiegoś pojedynczego punktu gdzie był na skraju zasięgu telefonii komórkowej, do jakiejś angielskojęzycznej pani, która ponoć ze mną już rozmawiała przez telefon. Po krótkiej rozmowie dowiaduje się, że ona to zna naszego taksówkarza i jak chcemy to może do niego zadzwonić i on nas stąd odbierze.

Taki układ jest nam bardzo na rękę bo dzień później musielibyśmy iść znaną nam już drogą z dnia pierwszego. Dowiadujemy się, że Elisbar (czyli nasz taksówkarz) zgłoszenie przyjął, już po nas wyjeżdża, będzie za około 3 godziny Smile

[attachment=75048][attachment=75047]

Siadamy zatem jeszcze pod jakimś daszkiem pomiędzy bungalowami. Cykady grają oczywiście po swojemu - czyli głośno. Środek dnia upał jest już w swoim żywiole. Badlands. Przeciekawe miejsce przyszło nam poznać. Myśli jeszcze krążą po wydarzeniach ostatnich dwóch dni. Zakończonych szczęśliwie ale i szczęścia też mieliśmy sporo. Ta przygoda pozostanie w pamięci pewnie na zawsze ok

[attachment=75049]


Kilka godzin później po powrocie do Signagi, zaznaniu luksusu prysznica idziemy "na miasto" nacieszyć się jeszcze powoli kończącą się dla nas tegoroczną Gruzją Smile

[attachment=75053]

Dobranoc z miasteczka Signagi Smile


CDN


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 19-09-2016 08:20 PM

Po poprzednich niezwykle upalnych dniach z ciężkimi plecakami na plecach przyszedł dzień taki jakby trochę odmienny.

Początek szlaku Toungue
[attachment=75447]

Tak! Nareszcie zielono, woda wartko płynie i nawet można jej się napić bez obawy że stoi ona tu jeszcze od czasów Faraonów Big Grin

Tak naprawdę to jednak mieliśmy po tym wszystkim znów dzień relaksu. Aby być w całkowitej opozycji do poprzednich dni poszliśmy tym razem na lekko z jednym plecaczkiem.

No a byliśmy w okolicach miasteczka Lagodekhi. Przywiózł nas tutaj nasz znajomy kolega taksówkarz, co to w ramach wycieczki krajoznawczej zawiózł nas na wspólne popływanie w sztucznym zbiorniku wodnym giggle
Postanowiliśmy, że spędzimy tu kilka godzin i że może wyjdziemy chociaż gdzieś powyżej lasu. Na więcej byliśmy pewni że czasu nie starczy. Później mieliśmy bowiem jeszcze wrócić do naszego Signagi.

Na informację, że my będziemy dopiero za kilka godzin, może 5 a może 7 zareagował najnormalniej w świecie: "Of course, no problem, no problem. 5 hours? No problem. 7 hours? No problem. I will wait here for you" Big Grin
No skoro tak to niech czeka.

U wejścia znajduje się informacja turystyczna. Młody gość wydający się dobrze rozeznany uświadamia nas, że ponad las w takim czasie to możemy zapomnieć. Został więc na otarcie łez Mały Wodospad Lagodekhi.

Wycieczka faktycznie z serii rekreacyjnych, niestety niezbyt widokowych - ale mimo to miło ją wspominam.

[attachment=75448][attachment=75449]

Droga pomimo, że raczej lasem lub blisko koryta górskiej rzeczki - to jak na coś takiego bardzo urozmaicona. A to wędrówka po prostu leśną ścieżką, a to kamieniami na brzegu, a to pomiędzy jakimiś głazami trzeba się przeciskać, gdzieniegdzie po kamieniach w nurcie, a na koniec nawet trzeba się wznieść lasem dość stromym trawersem aby później znów nim zejść Smile

[attachment=75444][attachment=75445][attachment=75446]

Na końcu tej trasy dochodzi się pod wodospad. W sam raz na rekreację.
[attachment=75453][attachment=75451]

No i na schłodzone urlopowe piwko.
[attachment=75450]

Tratina pozdrawia Forumowiczów Smile
[attachment=75452]

cdn.


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - grabarz - 20-09-2016 05:05 AM

Po ilości relacji można by powiedzieć,że to były niekończące się wakcje Wink
Czytam o twoich wyprawach i wniosek tylko jeden - "No problem" Wink czysta przyjemność Smile


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 20-09-2016 06:32 PM

No i jednak wakacje się już kończyły Wink

Czas było wracać w stronę Tbilisi. Sama jazda to jednak byłoby za mało na ten dzień. Lot mieliśmy dopiero nad ranem kolejnego dnia. Zboczyliśmy zatem znów z naszym taksówkarzem w bok, w stronę granicy gruzińsko-azerskiej.

Odwiedziliśmy takie ciekawe miejsce jak Dawit Garedżi (David Gareji - różne wersje spotkaliśmy). Jako że to nie jest typowo o górach więc tak szybciutko - choć tereny mocno pagórkowate jednak tam były Smile

[attachment=75470] - już jeden z ostatnich widoków na nie kończące się stoiska z arbuzami i melonami. Ludzi jeżdżących konno oraz mercedesami Big Grin

Już dojeżdżamy:
[attachment=75460][attachment=75461]

Dla zainteresowanych to ta okolica:
https://www.google.pl/maps/place/David+Gareji+Monasteri+St.+David+Lavra/@41.4474592,45.3744659,710m/data=!3m2!1e3!4b1!4m5!3m4!1s0x4046b0894dba1c41:0xa339d4c5d76f8091!8m2!3d41.4474592!4d45.3766546

David Gareji to okolica w której znajduje się kompleks monastyrów Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego na stokach Góry Garedża. No i tak to wygląda:
[attachment=75463][attachment=75471][attachment=75464]

Cały kompleks to nie tylko to jedno miejsce. Ciekawe obiekty są rozsiane po sporym obszarze stoku i później w okolicy jego grzbietu. Z analizy mapy wygląda mi że przechodząc na drugą stronę stoku byliśmy na chwilę w Azerbejdżanie. To by tłumaczyło też obecność uzbrojonych żołnierzy na ścieżce turystycznej Smile

[attachment=75465][attachment=75466][attachment=75467][attachment=75468][attachment=75472]

To już jednak był faktycznie nasz ostatni punkt turystyczny przed powrotem do Tbilisi.

Jeszcze ciekawostka w postaci oznakowania przy skrzyżowaniu dróg szutrowych giggle
[attachment=75473]

Żeby ktoś sobie nie zrobił wyznacznika wg powyższego zdjęcia, ze tam tak wszystko pięknie opisane. Przy skrzyżowaniach dróg asfaltowych często nie ma żadnych oznaczeń Toungue

Zjeżdżamy coraz niżej - w dole z tyłu prześwituje Tbilisi:
[attachment=75474]

Po przyjeździe do miasta rozstajemy się z naszym taksówkarzem. Czujemy że to już ostatnia chwila wakacji. Jutro o tej godzinie będziemy już w Polsce Smile

Resztę czasu spędzamy w stolicy w sposób raczej pubowo-restauracyjny Wink

No i czas na ostatnie zdjęcia:
[attachment=75469] - Justyna na tle pałacu prezydenckiego
[attachment=75475] - no i ja w oczekiwaniu na khinkali no i piwko

Późnym wieczorem udaliśmy się na lotnisko... No i to by było na tyle z tegorocznych wakacji. Wyjazd może nie tylko typowo górski - ale co przenosiłem kilogramów na plecach to moje Wink

Jak ktoś dotrwał - gratuluję Big Grin

Ciąg dalszy tym razem już nie nastąpi Cry Wink


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - grizzly - 20-09-2016 07:32 PM

Bardzo interesujace miejsce ok Dobrze obejrzec sobie twoje zdjecia.ok.


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 04-01-2017 06:25 PM

Jeszcze w ramach wspomnień tyle co zamkniętego roku taki filmik z jednego z epizodów naszego wyjazdu do Gruzji:
https://www.youtube.com/watch?v=t3SttsTQodo

Trochę długi - ale mam nadzieję, że się nie zanudzicie Smile


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - grabarz - 04-01-2017 07:42 PM

Wspomnienia wakacyjne już za nami Smile, a jakie plany na ten rok ?


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 04-01-2017 07:50 PM

No właśnie coś pasuje wymyślić Smile


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - grabarz - 04-01-2017 08:15 PM

A może druga strona rzeki Wink


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 04-01-2017 08:42 PM

Na razie świtają inne kierunki ale kto wie. Choć w tym roku naprawdę wątpię aby taki kierunek wypalił. Azerbejdżan wierzę, że też mógłby być dość egzotyczny dla nas. Choć już inna kultura niż w Gruzji.


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Oliwka - 06-01-2017 07:18 PM

Fajny ten filmik, no i muza w klimacie, bardzo mi się podobało, masz jeszcze jakiś filmik do oglądania z Gruzji ?


RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 11-01-2017 03:54 PM

Raczej z filmików gruzińskich to by było na tyle. No przynajmniej za rok 2016. Z filmikami strasznie długo schodzi montaż. Muszę się już chyba skupić na 2017.

Muzyka - w sumie to nawet nie mam pojęcia o czym oni śpiewają Smile