Odpowiedz  Napisz temat 
Wspomnienia z gruzińskich wakacji
Autor Wiadomość
Pedro
Administrator
*******


Postów: 5,509
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #1
RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji

Pierwsza noc w gruzińskiej Afryce minęła w miarę w porządku. Co prawda "nasz" pies ciągle biegał i patrolował okolice naszego namiotu ale część nocy przespałem. No chyba że to nie był pies? innocent Big Grin

Po śniadaniu pakujemy nasz dobytek na plecy i zostawiamy za sobą tę "ostoję cywilizacji" giggle
   

Początek naszej trasy biegnie grzbietem (idziemy w przeciwnym kierunku niż wczoraj popołudniu). Przed nami 16 km - niby nie dużo, a jak jeszcze dołożyć że drogą jezdną to wydaję się, że w ogóle o czym tu pisać. A jednak to było takie trochę inne 16 km Smile

           

Domyślaliśmy się, że o spotkanie z człowiekiem łatwo nie będzie. Dużo prędzej pewnie trafi się jakiś przedstawiciel tutejszej fauny...

Po około dwóch kilometrach Justyna nagle odskakuje, ja ułamek sekundy później też cofam się dość radykalnie. Na drodze staje takie coś w00t
   
Mało tego, że to coś jest. Ale to coś szykuje się do skoku na nas i przyjmuje bardzo agresywną postawę. Żeby to obejść pasowałoby wejść w trawy - ale Elisbar mówił że tam węże Big Grin Kije w ręce i próba sił - daliśmy radę.

No ale co to było? Pomoże ktoś? Stawiam browara za prawidłową odpowiedź!

Od tej pory nasze oczy jeszcze dokładniej studiują co się czai na nas po obu stronach drogi i w pasie pomiędzy dwoma "koleinami". Słońce tymczasem coraz to wyżej znajduje się na niebie przypominając że to ono tu rozdaje karty. Teraz jeszcze da się wytrzymać ale co będzie później?

Dochodzimy do jakiejś strzałki po środku niczego która oznajmia nam, że czas zejść z grzbietu i wejść w bardziej zarośniętą drogę. Hmm giggle

               

Chwilę później Justyna, która idzie jako pierwsza z okrzykiem na ustach odskakuje w tył. Oho, tym razem grubszy kaliber. Jakiś wąż - ładne kilkadziesiąt centymetrów długości zaczyna się mocno wić w stronę zarośli, a może naszą? Jednak zarośli. Uff, było dość blisko...

Ten odcinek przechodzimy chyba z największą uwagą, trawy dość mocno porastają środek drogi. Nie bardzo jest możliwe wypatrzeć wszystko pod nogami. Na szczęście zarośla niedługo ustępują i robi się bezpieczniej.
   

No tak tylko gdzie my są? giggle
Konfrontujemy ślad na GPS z przebiegiem naszego szlaku na ulotce Big Grin
   

No na razie niby gra ale w dalszej części trasy ulotka daje do myślenia czy nie będzie problemów orientacyjnych...

Jakiś opuszczony budynek:
   

Czyżby podczas gwałtownych opadów płynęła tędy woda?
   

Słońce dalej przygrzewa, coraz mocniej przygrzewa... Przystajemy co chwilę i po łyczku, po dwa, po trzy... Wydawało się że 3-4 litry na głowę na 16 km to aż nadto. Zapasy kurczą się jednak dość szybko. Słońce naprawdę niemiłosiernie zaczyna palić. A tu jeszcze ze 20 kg na plecach.

       

Po około 4 godzinach od wyjścia dochodzimy do poprzecznego szlaku. Z ulotką zgadza się to tylko częściowo. Gdzieś tu w miarę niedaleko powinny być kolejne bungalowy. Tylko, że na naszej ulotce oznaczenie tych bungalowów zajmuje parę centymetrów ale nie ma zaznaczonego punktu w którym one dokładnie są Big Grin

Chyba w prawo? Ale w sumie w lewo na upartego też by mogło być... innocent

Skręcamy w prawo, mija południe. Idziemy i idziemy - przynajmniej tak nam się dłuży, co chwilę, postój, butelka, łyk wody. Jeszcze coś niby zostało. Ale jeśli źle poszliśmy to może być problem. Wreszcie jakieś drzewa przy samej drodze. Zatrzymujemy się, zdejmujemy plecaki... i... patrzymy - jedzie samochód!!! Big Grin

No ulga. Chyba ulga! Zatrzymujemy no i się zatrzymuje. Jedzie czterech facetów w wieku pewnie tak 25 do 40 lat. Łatwo o kontakt nie jest ale dwóch z nich coś tam duka po angielsku. Mówimy o naszych bungalowach ale jakoś nie rozumieją. Już myślałem że się nie dogadamy - no ale koniec końców zapraszają nas do środka. Co prawda nie dogadaliśmy dokąd jedziemy ale w sumie wszystko jedno Big Grin

A w środku pewnie ze 20 stopni, klima na maksa - zastanawiałem się czy mój organizm nie zbuntuje się za taką zmianę ale nawet nie Smile
Ludzie okazują się całkiem sympatyczni, okazuje się że oczywiście to nie są turyści. To są oficerowie straży granicznej giggle
Faktycznie każdy ma przy boku kaburę z pistoletem, choć ubrani po cywilnemu. No tak. Tu wszyscy których spotkaliśmy mieli broń palną i środek transportu, tylko my inaczej Rolleyes

Jedziemy i jedziemy, no chyba jednak nie jedziemy do tych bungalowów co myśleliśmy że jedziemy. Ale też jest fajnie! Mijamy jakiś posterunek wojskowy, droga po chwili staje się bardziej wymagająca. Kierowcy muszę przyznać, że jest naprawdę dobrym kierowcą. No i oczywiście autko też daje radę. Jedziemy jakimiś wyschniętymi łożyskami potoków, chwilami jakimiś oberwanymi drogami, później wznosimy się na jakiś grzbiet. Dotychczas tutaj wszystko było zarośnięte. To jednak co ukazało się naszym oczom po wyjechaniu na grzbiet chyba uznam za najciekawszy widok całego gruzińskiego wyjazdu!
   

I jeszcze kilka z tego miejsca:
           

Nasi nowi koledzy robią sobie zdjęcia z nami - ich aparatami jednak.

Zjeżdżamy w tę niesamowitą krainę:
       

Jesteśmy już po drugiej stronie grzbietu. Na horyzoncie zaczynają majaczyć bungalowy. Pytamy się ile przejechaliśmy od spotkania - 18 km słyszymy... To gdzie jesteśmy?

Czas pokazał że dotarliśmy do miejsca zwanego Mijniskure, stanowiącego najbardziej na południowy-wschód wysunięte miejsce Gruzji. Po drugiej stronie rzeki jest Azerbejdżan!
   

Tak rzeki! To jedyny rejon w Vashlovani gdzie nie brakuje wody. Musimy powiedzieć z Justyną, że szczęście nam dopisało Smile

Autko którym przyjechaliśmy i standardowe bryły bungalowów:
   

Trzeba się jednak chować pod drzewa. Na zewnątrz jak się dowiadujemy jest prawie 50 stopni w cieniu. A cienia wiele nie ma Big Grin No i cały czas grają te świerszcze? Ale masakra - aż uszy bolą tak głośno.
   

Nasi oficerowie robią jakąś wizję lokalnę i chwilę później się zbierają stąd. Jest tu jednak 3 strażników parku. Jeden też coś parę słów po angielsku zna, dwóch pozostałych w ogóle.
    - źródło życia w Vashlovani!
       

Nawiązujemy trochę kontakt ze strażnikami. Po chwili w studni ląduje 3-litrowa plastikowa butelka wina na wieczór! Big Grin

Potrzebujemy jednak przeczekać skwar. Tu w godziny okołopołudniowe nic się nie robi. Nie da się! Pod wieczór nasi znajomi jadą jeszcze złapać w sieć trochę ryb na spotkanie z nami przy stole Smile

Choć skutkuje to tym, że dostaję zaproszenie do ich patroszenia Cool

George pokazuje mi jeszcze małą uprawę pomidorów z której jest bardzo dumny Smile
   

Kilka podwieczornych zdjęć z okolicy:
           

    - tu widoczny dodatkowo posterunek graniczny

Panowie z bronią automatyczną przyjeżdżają chwilę później do "naszej" studni po wodę.

A wieczorem uczta:
   

Na zakończenie muszę to napisać. Jeszcze nigdy ludzie którzy prawdopodobnie mieli tak mało nie dali mi tak dużo. Za to wszystko nie płacimy ani złotówki. A widać, że im się nie przelewa. Oferując jednak cokolwiek domyślam się, że zrobilibyśmy im wielką przykrość. Ci ludzie żyjący w tak trudnych warunkach są jednak niesamowicie życzliwi. Zasięg telefoniczny tu jest tylko szczątkowy. Samochodu nie widziałem, jedynie quada. Do najbliższego sklepu jest około 80 km, w w zdecydowanej większości drogą gruntową. Pustkowie. Prądu tyle co z agregatu bądź paneli słonecznych. Gdzie nie wyjdziesz na zewnątrz musisz uważać na węże. Jesteś zdany na swoje siły.

Toasty będę długo pamiętał. George który był łącznikiem pomiędzy nami a pozostałą dwójką każdy wymawiał po prostu z głębi serca. I to były toasty za te naprawdę najważniejsze w życiu rzeczy. Wyjątkowy wieczór i czas. Tego się nie zapomina Smile

Po uczcie idziemy do swojego bungalowu. Ze spaniem co prawda ciężko bo jest chyba ponad 40 stopni w środku. Ranek jednak zapowiada się ciekawie. Wg obietnicy George ma nas zaprowadzić swoimi ścieżkami na jedno z pobliskich wzniesień, gdzie jak to nazwał "zaczyna się Gruzja" Smile

CDN

PS. Gratuluję wytrwałym za przeczytanie
PS2. Ponownie większość zdjęć autorstwa Justyny



Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
25-08-2016 07:45 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 06-08-2016, 06:57 PM
RE: Wspomnienia z gruzińskich wakacji - Pedro - 25-08-2016 07:45 PM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: