|
Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
|
| Autor |
Wiadomość |
margit
Putinowa
    
Postów: 1,217
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
To miał być weekend na pożegnanie wakacji. Wypad bez pośpiechu i bez szaleństw? no, ale Putin już samą swoją obecnością gwarantuje atrakcje ?. Toteż atrakcji nie brakło, ale i brakło.
Plan : wyjazd 11.09.2009 (nie, nie lecimy samolotem? ), noc w Zakopanem u kochanej babcinki ? chyba z czystej sympatii tam się zatrzymujemy, bo jest to dla nas coraz bardziej męczące.
5.30 w sobotę - pobudka . Putin o dziwo wstaje dość szybko , zmiatamy z talerzy śniadanie, doprowadzamy się do porządku i 6.25 wymarsz do Kuźnic ? 6.55 ? już jesteśmy przy szlaku, nie ma jeszcze biletowników , więc ruszamy na trasę na krzywy ryj ? kurcza jak się pędzi znajomymi ścieżkami ? Skupniów Upłaz bliski jak codzienna trasa do pracy? rozpogadza się. Wzdycham z bezwstydnym: Góry to nas lubią ? zawsze mamy śliczną pogodę. Spoglądamy na Kościelec, Świnicę ? niebo śliczne, choć resztki mgieł trochę psują widoczność. Tak ? to będzie piękny dzień.
9.00 ? Czarny Staw i drugie śniadanie ? buławy z pastą z tuńczyka i cebulką. Wdech i wydech, wdech i wydech jeszcze ze trzy razy i będziemy na szlaku sami
Nic z tego, pielgrzymki już zmierzają w tym samym kierunku co my ? Zawrat. Na szlaku dużo ludzi, ale pełna kultura , nie mogę się doczekać pierwszych podejść z łańcuchami, co chwilę łowię w kieszeni cukierki (tak porzuciłam batony, bo mi urosło ), raz dwa i już na przełęczy. Po raz kolejny mam nieodparte wrażenie, że im częściej tutaj jestem tym jest bliżej i łatwiej. Świecie słoneczko, chmury kotłują się i bardzo malowniczo przetaczają między szczytami . Z przełęczy po krótkim wypoczynku tylko my idziemy w stronę Świnicy. Reszta albo w dół do piątki, albo na Kozi? na Kozi w zasadzie to też pielgrzymi idą. Baaaaardzo popularny się zrobił. Kilka tygodni wcześniej też szły pielgrzymki.
Teraz zaczyna się trasa , którą dotąd nie szłam. Szybko zaczynają się łańcuchy i z małymi przerwami już do samego szczytu jest skupienie i spindranie. Powiem szczerze ? bałam się. Nie na szlaku, bałam się wcześniej przed trasą że wymięknę. Wspomnienie sprzed kilku lat, gdzie niefortunnie zawisłam w pewnym miejscu i jeden pan złapał mnie za nogę, żeby pomóc urosło do rozmiarów jakiegoś dramatu. Tymczasem trasa była dla mnie czystą przyjemnością ? bylam pewna, że z wiekiem wraz z kolagenem stracę i tak skromne ilości odwagi, ale nie ?. Jakiś spokój, w połączeniu z ostrożnością i pewnością dały mi kapitalne przeżycia na tej trasie. W ?dramatycznym? punkcie sprzed lat jednak trochę się zablokowałam. W jedną stronę dałam radę, jednak z powrotem poprosiłam o małą pomoc. Ale bez histerii ? wszystko pod kontrolą.
Dygresja nr 1: Zaliczyłam karę na szlaku. Jeden wprawny górołaz schodząc przepuścił mnie. Żeby mu zrobić szybko miejsce idiotycznie chwyciłam kotwę gdzie stykają się dwa łańcuchy, jeden z nich wciąż trzymał Putin. Putin szarpnął podciągając się do góry, a mój palec poczuł co to szybki numerek z ogniwem. Nie odezwałam się ani słowem, choć czułam jak metal zdziera mi skórę z palca. Było mi wstyd przed tym obcym facetem, że tak głupio postąpiłam i zniosłam karę z godnością. Potem nawet nie zwracałam uwagi na zdartą skórę ? trzeba myśleć jak się poruszać, a nie litować nad kawałkiem naskórka, który przepadł z kretesem 
Na szczycie byliśmy koło 12.00 Nawet się nacieszyliśmy widokami, obok słowacka ekipa paliła cygara, a dalej jakiś facet w okularach uważnie mi się przyglądał ? jakby się zastanawiał czy mnie zna. W momencie, gdy białe obłoki zaczęły się kotłować podejrzanie i szarzeć postanowiliśmy ruszać w dół ? tym razem w stronę Kasprowego. Ledwie opuściliśmy szczyt ? może 5 minut minęło ? zaczęło padać ? najpierw deszcz, później drobny grad. Natychmiast zrobiło się ślisko. I tu się zaczęło rozdziewiczanie nietkniętej deszczem na górskim szlaku margity. Natychmiast zwolniliśmy, w górę wciąż szły ekipy , tymczasem deszcz rozpadał się na dobre, a co jakiś czas grudki gradu waliły w nasze kurtki. Stosunkowo łatwa trasa stała się nagle mało przyjemna. Woda z łańcuchów wsiąkała w rękawiczki, skała była coraz bardziej śliska (dzięki Bogu buciki nie zawiodły). W okolicy Świnickiej przełęczy zrobiło się koszmarnie zimno. Moje getry już były mokre od frontu, z kurtek lała się woda, rękawiczki przemoknięte, paluchy fioletowe. Ale cóż zrobić ? idziemy dalej. Putin próbuje wspaniałomyślnie naprawić kije jednej dziewczynie, którą spotkaliśmy na szlaku. Udało się znaleźć usterkę, ale brakło narzędzi 
Do Kasprowego dochodzimy przemoknięci, a na widok ludzi natychmiast postanawiamy ruszać dalej. Najkrótsza droga ? pod kolejką. Chwila na ogrzanie rąk i pędzimy w dół. Deszcz, wiatr, grad ? mało atrakcji? Słyszymy grzmoty, idzie burza, im jesteśmy niżej tym głośniej grzmi i tym mocniej leje. Putinowi szwankują kolana. A mnie woda z mokrych getrów spływa z klasą do butów. Poniżej Myślenickich Turni idę już z chlupoczącymi basenami w butach w których przybywa wody z każdą chwilą ? cały czas leje. Zaczynają dogorywać kurtki, plecaki już dawno padły w tej bitwie. Zaczynam myśleć, że zanim dojdę do Kuźnic woda z butów zacznie się wylewać, ewentualnie walnie mnie piorun, bo burza ewidentnie szła razem z nami. Największą ironią jest to, że z wierzchu buty nie puściły ? zdradziły mnie ukochane getry, które zadziałały jak rynna. Gdy dotarliśmy do naszego pokoju, z kurtek, plecaków, z butów, i wszystkiego co mieliśmy na sobie lała się woda ? 5 godzin w deszczu zrobiło swoje. Tym sposobem przyroda wybrała za nas. Niedziela miała być pod hasłem : Krzyżne. Niestety, nie było się w co ubrać. Wiadome było, że nic nie wyschnie do następnego dnia.Więc przespaliśmy spokojnie noc pijąc do poduszki żołądkową gorzką, a rano spakowaliśmy manele i jazda do domu.
To jedna z najfajniejszych wypraw na jakich byłam?. Moje lęki odpływają w siną dal?.
Dygresja nr 2: Wcinając fasolkę po bretońsku widzieliśmy jak śmigłowiec leciał w Tatry, jak się później okazało, burza zebrała plony... my już byliśmy bezpieczni w ciepłym SUCHYM pokoju
Dygresja nr 3 : Szkoda tylko, że wspomnienie wyprawy zepsuł telefon mamy, która nie chciała psuć mi humoru w górach i zadzwoniła dopiero dziś po obiedzie z wiadomością, że moja babcia ? Pani Dama umarła.
Fotki później, bo mi serwer nie puszcza i muszę je trochę pougniatać :
I feel every mountain
I hear every tree
I know every ocean
I taste every sea (...)
Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-09-2009 07:00 PM przez margit.
|
|
| 13-09-2009 07:00 PM |
|
 |
margit
Putinowa
    
Postów: 1,217
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
|
| 13-09-2009 07:16 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
Co by tu powiedzieć na właśnie przeczytaną relację. Chyba zacznę od spodu.
Dygresja nr. 3: Ciężko szukać słów pocieszenia, kiedy odchodzi ukochana osoba. Nasuwa się jedynie zawsze wypowiedziane "Serdeczne współczucie" Margit. 
Dygresja nr. 2: Burza w górach to jest zawsze osobisty dramat każdego turysty, który się dostanie w jej zasięg. Jak już uprzednio pisałem w innym poście, taki przejaw pogodowy to jest jak loteria - uderzy czy nie uderzy. Za siebie mogę powiedzieć, że dla mnie to jest najgosze zjawisko pogodowe w górach. Śmierć turysty na Giewoncie i pod Płaczliwym jest smutnym mementem dla pozostałej rodziny. 
Dygresja nr. 1 i cała wycieczka: Wiesz Margit, kiedy przeczytałem nagłówek relacji, trochę się przestraszyłem, że Was gdzieś źle potraktowano. Jednak całe negatywne emocje poszły tylko na normalną Madziorną pogodę i zerwany kawałek naskórka. Będę się znowu powtarzał - nie bądźmy źli na sytuacje, które nie możemy zmienić (pogoda jest tym przykładem). Margit, zerwana skóra i deszcz nie była karą, ale próbą na Twoją psychikę i prawidłowego zachowania się na kopczykach . Ja bym jednak w tych negatywnych uczuciach znalazł jedno pozytywne - spostrzegłaś, że nie jest taki diabeł straszny, jak go malują (czytaj "wyjście na Świnicę" ).
Dobrze, że się odezwałaś. Długo Ciebie nie było. Relacyjka , tylko mi przy takich sytuacjach brakuje opisu zachowania osób towarzyszących. Pozdrowienia dla Putina, jak go trochę znam, to chyba zachował kamienną twarz do końca.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 13-09-2009 07:37 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 13-09-2009 07:49 PM |
|
 |
margit
Putinowa
    
Postów: 1,217
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
Stasiu, ale ja się nie gniewałam - wszędzie nawet w tym największym deszczu suszyłam zęby radośnie - sam tytuł jest z mrugnięciem. Uwierz - było super i w zasadzie nie zmieniłabym nic - nawet spodni - bo taką lekcję dostałam, a potem taką głupawkę ze śmiechu, że warto było.
P.S. Już w Zakopcu woda w butach miałam temperaturę powyżej 30 stopni, więc całkiem miłe SPA miałam 
P.S.1 - co można powiedzieć o Putinie, szedł i mało gadał. Mogę tylko napisać, że Ci którzy nas mijali po drodze , z którymi gdzieś tam na szlaku pożartowaliśmy, popstrykaliśmy foty byli przemiłymi ludźmi i choć dość tłoczno było, to nie mogę powiedzieć złego słowa o przypadkowych kompanach
I feel every mountain
I hear every tree
I know every ocean
I taste every sea (...)
Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-09-2009 08:05 PM przez margit.
|
|
| 13-09-2009 08:02 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
Margit, moją wypowiedź też bierz z umiarem
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 13-09-2009 09:03 PM |
|
 |
jolik
  
Postów: 63
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2009
Status:
Offline
|
RE: Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
Margit bardzo fajny opis i fotki po mimo, że ich nie lubisz niezłe :). " Spacer" w deszczu nie jest taki zły ale dobrze, ze w dół a nie w górę. Zawsze to daje większe poczucie bezpieczeństwa. A pogoda jednak w górach jest nieprzewidywalna.
Niestety niektórym się nie udaje jej pokonać i to jest bardzo przykre ale cóż własnie za to chyba też je kochamy. za to że dają nam pokonywać samych siebie i nigdy nie widomo co za kolejną skałą.
|
|
| 14-09-2009 07:23 AM |
|
 |
przemo
    
Postów: 1,258
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2008
Status:
Offline
|
RE: Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
no nie ma to jak dobrze zmoknąc
fajnie było Was znów zobaczyć
Pozdro
|
|
| 14-09-2009 07:36 AM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
A śpiewaliście radośnie "Deszcze niespokojne ... " 
Miły wypad, miłe zdjęcia, miłe typki
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 14-09-2009 07:37 AM |
|
 |
Edyta85
    
Postów: 2,589
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
Margit podpiszę się pod słowami Stasia, bardzo dobrze to ujął
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
|
|
| 14-09-2009 08:10 AM |
|
 |
Dawid Way
   
Postów: 440
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Sep 2009
Status:
Offline
|
RE: Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
Ciekawie napisana relacja + ładne fotki 
BTW mi też przytrafił się kiedyś "szybki numerek z ogniwem łańcucha" i jeszcze szybszy z bardzo ostrą skałą
~ I poczuć na sobie tę ciszę i ową się ciszą dokarmić... ~
|
|
| 14-09-2009 09:31 AM |
|
 |
Mallaidh
    
Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
O! jak fajnie Was widzieć i czytać po takiej przerwie!
Dobrze, że udało się Was umknąć piorunom. Strasznie świńska ta góra jest.
|
|
| 14-09-2009 10:08 AM |
|
 |
przemo
    
Postów: 1,258
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2008
Status:
Offline
|
RE: Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
BTW mi też przytrafił się kiedyś "szybki numerek z ogniwem łańcucha" i jeszcze szybszy z bardzo ostrą skałą 
brat mi kiedyś mówił jak wygląda palec osoby która wsadziła go w spita i potem nagle odpadła...
Twój pewnie nie wygląda tak makabrycznie
|
|
| 14-09-2009 11:42 AM |
|
 |
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    
Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status:
Offline
|
RE: Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
|
|
| 14-09-2009 12:22 PM |
|
 |
Dawid Way
   
Postów: 440
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Sep 2009
Status:
Offline
|
RE: Zostaliśmy świńsko potraktowani ;)
BTW mi też przytrafił się kiedyś "szybki numerek z ogniwem łańcucha" i jeszcze szybszy z bardzo ostrą skałą 
brat mi kiedyś mówił jak wygląda palec osoby która wsadziła go w spita i potem nagle odpadła...
Twój pewnie nie wygląda tak makabrycznie
Mój na szczęście został ze mną.
~ I poczuć na sobie tę ciszę i ową się ciszą dokarmić... ~
|
|
| 14-09-2009 01:04 PM |
|
 |
|
|