Dziś postanowiliśmy zrobić sobie dzień łatwiejszy, a że pogoda zapowiadała się rewelacyjna chcieliśmy połączyć wędrówkę na szlaku z możliwością spokojnego wypoczynku gdzieś na trasie. Wyszliśmy z założenia, że nie zawsze trzeba robić wszystko w biegu, a szczególnie w miejscach odludnych, gdzie można się cieszyć z otaczającej ciszy no i gór...
Padło więc na Przełęcz w Osobitej, na którą to wyruszyliśmy gdzieś po godzinie 8.00 rano ze schroniska na Zwierówce. Jak już wyżej wspomniałem pogoda zachęcała, słońce ostro przygrzewało, a niegroźne i nieliczne chmury dodawały krajobrazowi specyficznego uroku.
Szlak zielony którym podążaliśmy najpierw biegnie w kierunku zachodnim, przechodzi obok Stawu pod Zwierówką, a następnie omijając opadający grzbiet Małej Osobitej, zawraca przechodząc na drugą stronę Ciepłego Żlebu. Od tej pory zaczyna się dość długie, ostre i męczące podejście, jednak cisza tego zakątku Tatr włożony wysiłek zdecydowanie wynagradza.
W górnej części szlaku natrafiamy na spore prześwity, które z jednej strony ukazują widoki w kierunku Małej i Wielkiej Fatry a z drugiej podprowadzają nas wzrokowo pod niezwykłe skały mało znanej Osobitej. Nasuwa mi się tutaj myśl, że to co widzę nie wygląda jak Tatry, że tkwi w tym miejscu jakaś wielka odmienność od tych wszystkich znajomych zakątków tego najwyższego pasma w Polsce i na Słowacji.
Ostatni fragment podejścia pod przełęcz przebiega lasem, gdzieś tam wyżej wypatruję już jego końca, światło słoneczne ukazuje mi się gdzieś niedaleko, pewnie więc to tam... Wychodzę na polanę, widzę już siodło przełęczy, jeszcze parę kroków i widoki. Tak, widoki stąd wydają mi się po prostu czymś nadzwyczajnym. Wszystkie znane szczyty widoczne są tutaj jakby z innej perspektywy, a widok przede wszystkim bardzo szeroki, aczkolwiek grań Rohaczy zasłonięta jest tutaj przez wierzchołek Małej Osobitej... Zostajemy tu na chwilę, nawet dłuższą, naprawdę warto...
Gdzieś nad Osobistą odzywa się krzyk orła, podnoszę głowę, staram się go uchwycić w obiektywie, szybko jednak odlatuje chowając się przed naszym wzrokiem. Ruszamy w stronę Grzesia.
Ścieżka teraz prowadzi ciągle grzbietem bądź w jego bezpośredniej bliskości. Jak dla mnie bardzo sympatyczna, co chwila wznosząca się do góry i opadająca. Miejscami też dość mocno zarośnięta, świadcząca o niewielkim ruchu turystycznym w tym zapomnianym chyba przez wielu turystów zakątku Tatr. A zakątku naprawdę godnym polecenia, pomimo niewielkich jak na tę okolicę wysokości.
Mijamy kolejne polany i prześwity których jest tutaj co najmniej kilka, stąd widzimy już niemal całe Tatry. Białe i malownicze chmury na niebie dodatkowo uatrakcyjniają nam widoki, a także fotografie których robię tutaj naprawdę duże ilości.
Przed Grzesiem robimy sobie jeszcze jeden dłuższy postój, wiemy że za chwilę wrócimy do bardziej cywilizowanych o odwiedzanych tatrzańskich rejonów, warto więc nacieszyć się jeszcze tym wszystkim w ciszy, bez tłumów...
Pod Grzesiem słyszymy już rozmowy, chwilę później odsłania nam się wierzchołek a na nim pewnie ze 20 ludzi. Teraz pozostaje nam zejść na dół, do Doliny Chochołowskiej. Wybieramy jednak inny wariant niż ten najprostszy i najbardziej popularny. Za niebieskimi szlakami podążamy bardzo stromym szlakiem w dół na Bobrowiecką Przełęcz. Szczerze to wg mnie odcinek ten jest mało przyjemny, jak pisałem stromy, ze sporej wysokości stopniami. Raczej nie polecam...
Nie dużo później dochodzimy w okolice schroniska, tutaj to już spotykamy faktycznie tłumy. A przed chwilą było jeszcze tak spokojnie...
Po jakimś niewielkim posiłku udajemy się w dół. Zostawiamy za sobą ten Górski Świat, ale... jeszcze na chwilkę do niego powracamy. Chcąc zostawić te tłumy wychodzimy na Polanę Jamy, gdzie zastajemy znowu ciszę i spokój. I już co prawda trochę oddaleni od tych wyższych wierzchołków tatrzańskich, to jednak dobrze widzimy okolice Łopaty czy też Wołowca. Znowu nie chce się wracać na dół ale trzeba... Schodzimy więc i zagłębiamy między ludzi, a droga asfaltowa prowadzi nas na Siwą Polanę aż pod samego busa...
Zdjęcia
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |


















