!!! Forum !!!
FORUM GÓRSKI ŚWIAT
Koniecznie zobacz!


Menu główne
Strona główna
Bezpieczeństwo w górach
Co nowego
Co wziąć na szlak?
Galeria zdjęć
Górskie korony
Partnerzy serwisu
Relacje wybrane z forum
Relacje z gór świata
Tapety
Zdjęcie miesiąca


Tatry
Informacje ogólne
Schroniska w Tatrach
Szlaki tatrzańskie


Inne góry w Polsce
Beskid Sądecki
Beskid Wyspowy
Beskid Żywiecki
Bieszczady
Gorce
Okolice Krosna
Pieniny


------------------------------------

Ostatnia aktualizacja:
27.03.2011

Najlepsze górskie strony




Zjazd Forumowy, Babia Góra, marzec 2007
Forumowy zjazd, Babia Góra 2-4 marzec 2007 roku. Te słowa na forum serwisu Górski Świat były od dłuższego czasu jednymi z najczęściej powtarzanych. Największy zjazd od czasu powstania forum. Ciekawość i chęć poznania na żywo ludzi z którymi tak miło wymienia się poglądy poprzez Internet. Z ludźmi, którzy się poznali bo ich wszystkich łączy jedno - pasja górska. Dnia 2 marca 2007 roku słowa stały się faktami. O godzinie 7.00 niemal w komplecie stanęliśmy wszyscy w Krakowie przed zarezerwowanym busem zmierzającym do Zawoi. Naszym celem był Beskid Żywiecki. Z uwagą każdy przypatrywał się każdemu, próbując porównywać wyobrażenia wirtualne o danej osobie - z rzeczywistością. Widać było jednak już od razu, że przyjacielskie stosunki z forum przeniosą się na takie same w bezpośrednim spotkaniu. Ba, nawet więcej. Prawdopodobnie zostaną one bardzo silnie umocnione i pogłębione. Po półtorej godziny jazdy zabieramy jeszcze z Suchej Beskidzkiej Tomtura z żoną Bożeną. Tak, teraz już jesteśmy wszyscy w komplecie. Niech rozpocznie się wreszcie na szlaku właściwa część zjazdu forumowego Górski Świat, Babia Góra, marzec 2007...

Zawoja - największa pod względem powierzchni wieś w Polsce. Po godzinie 9.00 trzynaście osób wysiada z busa na przystanku Widły. Parę osób robi niewielkie zakupy i wyruszamy wzdłuż drogi w stronę naszego żółtego szlaku. Po 5 minutach okazuje się jednak że robimy pierwszy przystanek. Zatrzymujemy się przy przydrożnej karczmie na skraju lasu. Pierwsze zdjęcia grupowe stają się faktem. Co poniektórzy wyciągają coś do picia inni do jedzenia. Mijają kolejne minuty a my ciągle jesteśmy w punkcie wyjścia, ale warto jeszcze chwilę zaczekać. Widać że z każdą chwilą więź forumowa jest coraz to mocniejsza. W końcu to aspekt towarzyski i dobrej zabawy jest głównym celem tego zjazdu.

Około godziny 10.00 schodzimy dopiero z drogi asfaltowej na szlak w stronę Mosornego Gronia. Po kilkudziesięciu metrach przechodzimy przez mostek na dość rwącej górskiej rzeczce. Póki co ani śladu śniegu, ale wiemy że na górze ma go być minimum kilkadziesiąt centymetrów. Mija kolejne pięć, dziesięć, piętnaście minut... Jesteśmy coraz wyżej. W kierunku północnym z prześwitów w lesie możemy ocenić że szybko zdobywamy wysokość. Pojawiają się pierwsze płaty śniegu. Od tej pory przez najbliższe 2 doby będziemy mieli z nim ciągłą styczność.

Pogoda jest dość niestabilna. W kierunku północnym i wschodnim błękitne niebo ładnie się komponuje z różnokolorowymi chmurami. Jednak już na pierwszej bardziej rozległej polanie patrząc w stronę naszego głównego górskiego celu zjazdu - Babiej Góry (1725 m) widzimy przewalające się przez nią groźne, ciemne, szare i posępne chmury. Przez długi czas wierzchołki zarówno głównego szczytu jak i mniejszej jej siostry - Małej Babiej Góry - są spowite szarością i niedostępne dla naszych oczu.

Tak mija kolejna sesja zdjęciowa, pierwsza w zimowej scenerii. Kontynuujemy naszą wędrówkę. Zdobywamy kolejne metry wysokości, a o godzinie 11.40 zdobywamy nasz pierwszy szczyt - Mosorny Groń (1047 m). Widoki są całkiem przyzwoite. Co prawda Babia w dalszym ciągu jest w większości zasłonięta chmurami, lecz według sprawdzanych jeszcze w domu prognozach pogody, wyglądało że w ogóle możemy nic nie widzieć. Zatrzymujemy się przy górnej stacji znajdującego się tutaj wyciągu narciarskiego. Narciarzy nie ma zbyt wielu.

Za nami około 3 km drogi i około 400 metrów zdobytego przewyższenia terenu. Przed nami natomiast jeszcze około 7 km drogi. Ponieważ godzina nie jest za wczesna nie zatrzymujemy się na bardzo długo. Nie wiemy też jak będzie się nam szło dalej w śniegu, który jest coraz to głębszy.

Wyruszają pierwsze osoby na szlak. Okazuje się że tutaj zapadamy się w śniegu po kolana. No nieciekawie będzie - już sobie myślę. Na szczęście okazuje się że taki trudniejszy odcinek to raptem może 100 metrów. Znowu wchodzimy w śnieg bardziej zbity, a więc zdecydowanie mniej męczący. Do znaków żółtych dołączają znaki niebieskie. Nasz najbliższy cel to teraz Hala Śmietanowa (ok. 1298 m). Z Mosornego Gronia na wspomnianą halę, szlak można podzielić na dwa etapy. Pierwszy to podejście niemal płaskim bądź lekko wznoszącym się terenem. Drugi to dość strome i męczące podejście. W oddali przed nami ukazuje się nam co jakiś czas czwórka turystów. Śnieg staje się coraz głębszy. Widać że tutaj do wiosny jeszcze daleka droga.

Wchodzimy na Halę Śmietanową, gdzie kończy się nasz żółty szlak. Czekamy chwilkę aż znowu znajdziemy się w komplecie. Dla nabrania energii w ruch idą czekolady, herbata z termosu no i piwko :) Na chwilę odsłania się Babia - piękna, majestatyczna i groźna. Prawdziwa królowa Beskidów. Chmury podnoszą się na parę minut, tak jakby chcąc dać nam możliwość zobaczenia na co chcemy się porwać... Czas mija i znowu całe pasmo Babiej tonie w chmurach. Idziemy teraz w lewo grzbietem na czerwony szlak. Troszkę obniżamy się, po czym rozpoczynamy łagodne podejście na Policę (1369 m). W lesie panuje piękna zima, nie mówiąca nic o tym, że w Polsce zimy praktycznie nie ma.

Na rozległym wierzchołku Policy znajduje się krzyż, upamiętniający katastrofę samolotu który rozbił się tutaj grzebiąc 52 pasażerów.

Ponownie spotykamy się tutaj wszyscy, jest chłodno, dużo śniegu, ale gorąca atmosfera zjadu forumowego nie daje odczuć zimna na sobie. Na wszelki wypadek Sylwek częstuje nas jednak paroma łykami whisky. No nieźle. Takiego alkoholu nie piłem jeszcze na 1370 metrach :)

Przed nami ostatni odcinek dzisiaj, zaczyna się mocno chmurzyć. Z każdą chwilą widać coraz mniej. W planach był wcześniej pobliski Czyrniec (1328 m), jednak ze względu na widoczność postanawiamy iść prosto do schroniska.

Tym razem ja rozpoczynam pierwszy. Głęboki śnieg przy każdym kroku wzmaga wysiłek, który trzeba włożyć w wędrówkę. Bywają miejsca że zapadam się nawet po uda. Zaczyna też prószyć śnieg. Gdy dochodzimy już do Hali i Przełęczy Kucałowej, idziemy już w prawdziwej zadymce śnieżnej. Ostatnie metry... i wyłania się nam schronisko - Schronisko na Hali Krupowej.

Wchodzimy do środka, na recepcji proszę o klucze po czym rozkładamy się w pokojach. Samo schronisko jest przytulne i spokojne. Oprócz nas jest jeszcze raptem chyba trójka innych turystów.

Nastaje późne popołudnie. Po prysznicu i krótkim wypoczynku zbieramy się wszyscy na jadalni aby spędzić nasz pierwszy wspólny forumowy wieczór. Myślimy o sile forum które sprawiło że 13 osób z różnych stron Polski miało chęć i potrafiło zjechać się w jedno miejsce, aby teraz siedzieć razem na niemal 1200 metrach. Jestem pod wielkim wrażeniem rodzinnej atmosfery jaka zapanowała w tym miejscu.

Po kilku godzinach rozmów, wymiany zdań, ogólnego uśmiechu kładziemy się spać. Jutro pobudka o 5.30, a następnie kierunek Babia Góra...

Zgodnie z zaplanowaną wczoraj pobudką, o godzinie 5.30 budzimy się i szykujemy do wyjścia na szlak. Po półtorej godzinie krzątaniny, czasu na śniadanie, pakowania się i sprzątania, ponownie stajemy w trzynaście osób przed schroniskiem gotowi do drogi.

Po nocnych opadach śniegu, pozostawione przez nas wczoraj ślady są ledwie widoczne. Ponownie rozpoczynamy podejście pod Policę. Ze względu na dość niską temperaturę idzie nam się teraz dużo lepiej niż wczoraj przy zejściu. Już po 30 minutach osiągamy wierzchołek.

Pogoda zdaje się nam wynagradzać włożony trud. Nad nami ukazuje się błękit nieba, śnieg zaczyna bieleć i błyszczeć w słońcu. Ruszając w dalszą drogę znowu słyszymy charakterystyczny chrupot i trzeszczenie śniegu pod butami. Przemierzamy pasmo Policy znaną nam z wczoraj trasą. Szybkie tempo z rana skutkuje tym, że już o 9.00 jesteśmy na Hali Śmietanowej. Mimo że w większości niebo jest błękitne, to jednak Babia ponownie jest przykryta szczelnie chmurami. Przypatrując się jej i otoczeniu można zdecydowanie odczuć, jakby przyciągała wszystkie chmury nawet z najdalszej okolicy. Można odczuć, że zrobi wszystko aby nie pokazać się dziś nikomu, zachowując swoją tajemniczość i wielkość.

Chwila zadumy, kiedy Fazik woła wszystkich do forumowego zdjęcia. Ustawiamy się z chęcią, chcąc upamiętnić chwile kiedy to wspólnie znajdujemy się w tak wspaniałym miejscu i w takim towarzystwie. Jedno, drugie, trzecie zdjęcie... Plecaki na plecy i znowu ruszamy w dalszą drogę. Babia coraz to bliżej...

Od Hali Śmietanowej ponownie musimy przecierać szlak. W doskonałych nastrojach mija nam znowu bardzo szybko i niepostrzeżenie dalsza droga. Teraz naszym celem staje się Przełęcz Krowiarki (Lipnicka, 1012 m). Jest to tym ważniejszy punkt, że tam ma na nas czekać jeszcze jedna osoba - Marcin (Berck). Szlak w stronę przełęczy na niemal całym odcinku biegnie w dół i jedynie w końcowej części trzeba jeszcze troszkę podejść do góry wchodząc na zbocza górki Syhlec (1146 m).

W końcu osiągamy maksymalne obniżenie terenu, łączące pasmo Policy z pasmem Babiej Góry. Okazuje się że bardzo dobrze zsynchronizowaliśmy się czasowo z Marcinem, który dziś tutaj przyjechał z Krakowa. Czekał tu nie więcej niż 5 minut. Zatrzymujemy się na krótki posiłek i przerwę. Obok nas przechodzi paru turystów.

Początek szlaku w stronę Babiej jest dość mocno przedeptany. Ze względu na dość ostre podejście a także różny czas wymarszu z Krowiarek, rozciągamy się w dość długą sztafetę. Sylwek z Marychą już dawno zniknęli mi z oczu.

Im wyżej tym mniej przedeptany szlak, tym więcej śniegu. Powoli zaczynamy słyszeć szum wiatru targający wierzchołki drzew ponad nami. Dochodzimy niemal do Sokolicy (1367 m). Już widzimy rzedniejący las, widzimy tumany sypkiego śniegu targanego wichurą. Zatrzymujemy się. Ubieramy się tak ciepło jak tylko możemy. Przygotowujemy się do decydującego pojedynku w walce z Babią Górą. Gotowi do walki, wychylamy się z lasu. Nawet nie jest w tej chwili jeszcze tak strasznie, ale nic nie widać. Jesteśmy w chmurach, śnieg trochę posypuje. Wichura która się wydawała bardzo ostra z granicy lasu nie jest jeszcze taką straszną. Wiemy jednak, że to grań nas chroni przed głównym uderzeniem wiatru. Wiemy, że jesteśmy jeszcze 360 metrów poniżej szczytu Diablaka, który nie bez powodu tak się nazywa.

Na platformie widokowej nawet się nie zatrzymujemy, idziemy dalej szlakiem, śladami pierwszej czwórki forumowiczów. Pierwsze metry w dalszym ciągu nie są złe. Liczne jeszcze tutaj drzewa w dalszym ciągu chronią nas przed rozszalałymi siłami natury. Tylko śnieg robi się coraz głębszy.

Wychodzimy powyżej drzew, wichura uderza w nas mocnym impetem. Rozszalała się zadymka śnieżna. Głęboki zapadający się śnieg na szlaku przeplata się z odcinkami zmrożonego śniegu. Chmury robią się coraz gęstsze, widoczność maleje z każdą chwilą. Ślady naszej pierwszej czwórki są już ledwie widoczne, chwilami nie jestem już pewny czy idę po nich. Zaraz za mną podąża Marcin i Jadzia. Wypatruję teraz tyczek, które są jedynym naszym przewodnikiem na szlaku. Za każdym razem gdy zaczyna widnieć ich kontur pośród szarości chmur odczuwam chwilową ulgę że idziemy w dobrym kierunku.

Śnieg i lód wciska nam się w oczy. Zakładam gogle. Teraz trochę lepiej. Chociaż... Nie widzę żadnego punktu na szlaku. Dookoła tylko szarość chmur i biel śniegu splatająca się ze sobą w bliżej nieokreślonym miejscu. Ale nie. Jest kolejna tyczka. Teraz nawet widzę parę głębszych śladów zostawionych przez naszych poprzedników. Zapadam się również w śnieg. Niemal po pas. Próbuję wyjść. Zrobić kolejny krok. Robię... ale znowu ląduję pod kilkudziesięciocentymetrową warstwą śniegu. W końcu udaje mi się, znowu staję na śniegu. Odwracam się - Marcin i Jadzia w milczeniu i z wysiłkiem robią kolejne kroki walcząc z broniącą się przed nami Babią Górą. Nagle przed nami ukazuje się małe zagłębienie terenu. Sylwek z Pablem machają z niego na nas.

Próbujemy tutaj znowu zebrać się razem aby omówić sytuację. Jest tu sporo ciszej niż na samym szlaku, ale i tu po 10-15 minutach stania zaczyna nam się robić zimno. Ponieważ jeszcze nie wszyscy się zebrali, dzielimy się ponownie ustalając że nie czekamy na szczycie na siebie. Mamy się spotkać w okolicach Przełęczy Brona (1408 m).

Najpierw wychodzi Pablo z Bogusią. Chwilkę później wyruszam ja i jeszcze 5 osób. Sylwek postanawia jeszcze, że to on zaczeka na resztę. Ponownie idę pierwszy. Teraz marzę już o takiej widoczności jaką miałem 50 metrów niżej. W momencie gdy nie widzę już żadnej tyczki ani za mną ani przede mną, zaczynają mi majaczyć przede mną sylwetki dwóch osób. Spotykamy się, mówią że wyżej jest jeszcze gorzej. Oni zawrócili. Spoglądam przez moje zalodzone gogle. Naprawdę nic nie widać. Ściągam je myśląc że może to one ograniczają mój wzrok. Ściągam i... nic nie widzę. Przede mną tylko biel. Robię jeszcze parę kroków znowu zaczynam tonąć w śniegu z każdym krokiem. Wichura sprawia, że nawet gdyby osoba idąca zaraz za mną krzyczała coś do mnie i tak pewnie bym jej nie słyszał. Ponownie staję. Poza cieniami osób idących za mną nie widzę już na śniegu nic nawet na 2-3 metry.

Próbujemy jakoś wspólnym krzykiem podjąć decyzję. Zawracamy, spróbujemy zejść po naszych śladach niżej. Niestety okazuje się że pomysł zejścia po śladach jest niewykonalny. Naszych śladów sprzed paru minut już po prostu nie ma. Znowu trzeba szukać zarysów tyczek w szarym morzu chmur. Udaje nam się odszukiwać raz po raz kolejne tyczki. Niektóre z dużym trudem. Gdy już jesteśmy trochę niżej, widzimy zmierzającą w przeciwnym kierunku pozostałą część naszej grupy. Następuje rozmowa, wymiana zdań. Ostatecznie Sylwek, Ustrik i Fazik decydują się iść na szczyt. Tam też teraz jest gdzieś Bogusia i Pablo. Rozstajemy się. Po paru metrach nie widać ich już za nami.

Wchodzimy w kosodrzewinę. Wcześniej wydawało się nam, że była tu bardzo kiepska widoczność. Teraz cieszę się bardzo z takiej. Widać już pewnie na jakieś 50 metrów albo i trochę więcej. Cały czas schodzimy, tuż przed Sokolicą dochodzimy do odgałęziającego się zielonego szlaku w dół. Zatrzymujemy się. Tu jest już sporo lepiej, ale wiemy że na górze dzieje się to co się działo.

Parę minut postoju i zaczynamy zejście ostro w dół. Śniegu jest tu bardzo dużo. Znowu zapadam się dość często po 50-70 cm. Ale teraz to już bajka. Myśli moje wędrują tylko do naszych forumowiczów atakujących szczyt. Zmagających się z kiepskimi warunkami, a przede wszystkim z widocznością. Docieramy też wkrótce do niebieskiego szlaku, który trawersuje zbocze Babiej. Według tabliczki do schroniska Markowe Szczawiny pozostało nam 90 minut drogi. Idziemy, jesteśmy trochę zmęczeni, zmoknięci ale idziemy. W międzyczasie dowiadujemy się telefonicznie, że Fazik też zawrócił i schodzi już zielonym szlakiem.

Idziemy więc dalej. Da się tutaj odczuć monotonię tego szlaku. Krok za krokiem powoli zbliżamy się do naszego celu. Przed schroniskiem stajemy coś około 16.20. Idę załatwić klucze do pokoi, wychodzę przed schronisko... i widzę Sylwka z ekipą. Zdobyli Babią Górę. Stanęli niedawno na najwyższym szczycie Beskidów tak mocno broniącym się dziś przed czyimkolwiek wejściem.

Rozkładamy się w pokojach. Myjemy i ponownie szykujemy do wieczora. O godzinie 18.00 ma się rozpocząć slajdowisko i spotkanie z wielkim i znanym podróżnikiem Bogusławem Nowakiem na temat jego wyprawy na Ural Polarny. Zajmujemy miejsce w jadalni i czekamy na spotkanie (opis slajdowiska Pana Bogusława Nowaka).

Wieczór upływa nam więc głównie pod znakiem opowieści z różnych części świata. Przeżywamy znowu miłe chwile w schronisku. Dowiaduję się także, że gospodarz schroniska Edward Hudziak, także ma na swoim koncie wiele bardzo ciekawych i egzotycznych wypraw. Po zakończonej prelekcji mamy zaszczyt na wspólne zdjęcie forumowe z Panem Bogusławem wraz z banerem naszego serwisu, który specjalnie na tę wyprawę zamówił do zrobienia Fazik.

Po wszystkich atrakcjach wieczoru czas się położyć. Jutro rano być może spróbujemy jeszcze raz zdobyć Babią Górę...

Po paru godzinach spania budzimy się o 7.00. Wyglądam przez okno i już wiem, że dziś na Babią nie pójdziemy. Jest tak jak wczoraj albo i gorzej. W dodatku dowiaduję się o IV stopniu zagrożenia lawinowego. Troszkę czuję niedosyt, przeszedłbym się jeszcze gdzieś dzisiaj. Fasmac decyduje się na podejście na Bronę wraz z kolegą z jego pokoju - Pawłem, mam nadzieję nowym forumowiczem.

Początkowo nie biorę takiej opcji o pójściu na Bronę. Jednak wkrótce po wyjściu Maćka z Pawłem, decydujemy się ja, Marycha i Marcin na podejście przynajmniej pod Bronę. Idziemy na lekko, nie bierzemy ze sobą żadnych plecaków.

Szybkim tempem wyruszamy ze schroniska. Mijamy tabliczkę z ostrzeżeniem o lawinach i wkraczamy w las. Podążamy za wydeptanymi śladami. Wkrótce też wychodzimy ponad górną granicę lasu. Ponownie mijamy tabliczkę informującą już o bezpośrednim zagrożeniu lawinowym. Do pójścia dalej zachęca nas wydeptana ścieżka na przełęcz. Nawet na niej widać jednak, że śnieg kompletnie nie jest związany z podłożem. O 9.40 jesteśmy już na przełęczy. Ponownie uderza w nas wiatr. Wracają wspomnienia wczorajsze z podejścia na Babią. Co prawda na samej przełęczy jest lepiej niż było wczoraj w miejscu gdzie zawracaliśmy, ale nie mamy żadnych wątpliwości. Na znajdującym się 300 metrów powyżej nas wierzchołku Diablaka, muszą dalej panować bardzo ciężkie warunki.

Decydujemy się natomiast na próbę zdobycia Małej Babiej Góry (1515 m). Tyczki tutaj ustawione są gęściej niż przy podejściu na Babią, czujemy się więc bezpieczniej. Niestety ponownie z każdym krokiem wyżej widzimy coraz mniej. Wkrótce spotykamy też naszych kolegów ze schroniska - Maćka i Pawła. Właśnie zastanawiamy się nad dalszym przebiegiem szlaku, a także nad bezpieczeństwem dalszej wędrówki. Nie możemy odnaleźć kolejnej tyczki. Próbujemy z Pawłem podejść kawałek dalej, odszukać szlak. Ponownie zaczyna się zadymka śnieżna. Wychodzimy na grań. Wiatr ponownie uderza w nas, ale z taką siłą jakiej wcześniej jeszcze nie odczuliśmy na sobie. Dopatrujemy się co prawda w oddali dwóch tyczek, jednak bardzo słaba widoczność, a więc brak możliwości oceny zagrożenia związanego z wejściem na niewidoczny nawis śnieżny powoduje jedno. Decydujemy się na odwrót. Robimy jeszcze zdjęcia na górze. Wiele na nich nie widać, ale pamiątka będzie.

Do Brony dochodzimy dość szybko, schodzimy z grani. Od razu robi się spokojniej. Jeszcze 5 minutek i wchodzimy w las. Tu już jest bezpiecznie. Robi się nam troszkę szkoda, że to już koniec naszej weekendowej przygody.

W schronisku żegnamy się ze wszystkimi, którzy jeszcze pozostali. Część bowiem musiała wyjść już wcześniej. Oddaje klucze kierownikowi schroniska. Idziemy na czarno znakowany szlak. Po drodze mijamy jeszcze szałas, gdzie w śniegu są wypisane pozdrowienia dla nas od naszych forumowiczów, którzy tędy schodzili. W półtorej godziny od wyjścia ze schroniska jesteśmy na dole. Pakujemy się do samochodu i kończymy w ten sposób zjazd forumowy na Babiej Górze. To już jest koniec. Pozostają tylko w pamięci twarze wszystkich forumowiczów. Wspomnienia po spędzonych wspólnie chwilach. Odjeżdżamy...

Tak się zakończył zjazd forumowy na Babiej Górze w marcu 2007. Zjazd, który jestem przekonany na zawsze pozostanie w pamięci wszystkich uczestników. Myślę, że przerósł on oczekiwania każdego kto na nim był. Wszystkie przygody, przeżycia i cały czas który spędziliśmy tam razem potwierdził tylko, jak Górski Świat potrafił zbliżyć do siebie ludzi. Z mojej strony dziękuję wszystkim za obecność i wniesienie wielkiego wkładu we wspaniałą atmosferę zjazdu. Do następnego razu...




Zdjęcia z wyprawy


Tuż po wysiadce na przystanku w Zawoi

Dalej Zawoja, pamiątkowe zdjęcie forumowe ze wszystkimi uczestnikami zjazdu

Wchodzimy na żółty szlak. Póki co nie ma nigdzie śniegu


I pierwsza polana na szlaku.


Bogusia, Pablo, Marycha i Ustrik


No i Sylwek


Ekipa odpoczywa


Kolejny widoczek


Babia w kotłujących się chmurach


Pablo na Mosornym Groniu


Babia Góra (1725 m)


...i Mała Babia Góra (1515 m)


Na Mosornym Groniu obok górnej stacji wyciągu


Na Mosornym Groniu obok górnej stacji wyciągu


Marycha i Bogusia


całe Pasmo Babiej Góry na chwilkę wolne od chmur. Widok z Hali Śmietanowej.


od zachodu idą jednak ciemne chmury śniegowe...


Krzyż na Policy (1369 m)


Marycha na szczycie Policy


coś rozgrzewającego się chłodzi...


Na szlaku jest trochę śniegu


Fazik... na śniegu :-)


Schodzimy z Policy do schroniska


Niestety śnieg trochę rozmiękł i co chwila ktoś się zapada po pas...


Tuż przed schroniskiem robi się mała zamieć śnieżna.


Na Hali Kucałowej


W Schronisku na Hali Krupowej


Trochę zasypało samochód...


Tomek i Marycha przed schroniskiem. Wyruszamy na szlak w stronę Babiej Góry.


Malownicze zaspy na Policy

Śnieżny las

Chwilami nawet bardzo śnieżny...

Na Hali Śmietanowej. Z tyłu z chmur powstała nowa górka.


W dalszym ciągu na Hali Śmietanowej


Zimowe leśne pejzaże


Tuż przed Sokolicą. Ubieramy się jak najcieplej przed wyjściem na otwarty teren.


Bogusia na szlaku


Zaczyna sypać


Zmagamy się z wiatrem i śniegiem


Marcin (Berck)


Chowamy się na chwilkę w małym zagłebieniu terenu.


Widoczność nie jest zbyt dobra, choć i tak jest tu lepiej niż w jeszcze wyższych partiach.


Wycofujemy się z Babiej.


Awaryjnie schodzimy zielonym szlakiem.


Zbocza Sokolicy widziane z zielonego szlaku.


I znowu zimowy krajobraz


Na szlaku śniegu też całkiem sporo.


A w międzyczasie... Czwórka naszych Forumowiczów zdobywa szczyt Babiej Góry


Babia zdobyta


Bogusia na Babiej.


A wieczorkiem po prelekcji znanego podróżnika Pana Bogusława Nowaka robimy sobie z Nim pamiątkowe zdjęcie.


W niedzielę rano ja, Marycha i Marcin decydujemy się na podejście na Przełęcz Brona.


Szlak jednak nie wygląda zachęcająco.


Goprówka na Markowych Szczawinach


Ostrzeżenie przed lawinami (obecnie jest IV stopień zagrożenia lawinowego)


Tuż pod Broną


I na Bronie (1408 m)


W drodze na Małą Babią doganiamy Fasmaca


I jeszcze jedno zdjęcie w zamieci


A to już podczas zejścia do Zawoi


Powyższe zdjęcia są chronione prawem autorskim. Publikowanie, kopiowanie, przetwarzanie lub wykorzystanie zdjęć bez wiedzy i zgody autora jest zabronione.



Serwis Górski Świat - Copyright © Bartłomiej Pedryc 2003-2014.
Wszelkie prawa zastrzeżone.